wtorek, 25 czerwca 2013

Alpy Julijskie - urok wapieniem pisany, czyli na Mangart cz. I

Alpy! Tu się oddycha!

CZ. I (MANGARTSKO SEDLO - MANGART)

Pierwsze promienie słońca oświetliły mój niewielki pokój, w którym spałem. Gdy spojrzałem na zegarek dochodziła 6:30. Wstałem i podszedłem do okna by powitać pierwszy alpejski dzionek, podczas naszego pobytu w Julianach.. Za oknem Rombon i Loska Stena zostały oświetlone przez promienie letniego słonka. Podumałem przez chwilę i zacząłem szukać ubrania. Ponieważ umówiłem się z rodzicami na późniejsze wstawanie (7:00), aby choć trochę odpocząć po długiej podróży, ubrałem się i otworzyłem okno by zaciągnąć się mocniej alpejskim powietrzem, chcąc sprawdzić czy słowa Kramera znajdą potwierdzenie... Ech to jest to :) Posiedziałem tak pół godziny po czym z błogiego nastroju wyrwały mnie nawoływania...
Tak przebiegały pierwsze godziny naszego pobytu w Alpach Julijskich. Zdołaliśmy szybko przebrnąć przez poranną toaletę, zjeść śniadanie i wsadzić plecak do bagażnika. O ósmej już wyjeżdżaliśmy. 
Dzisiejszym celem był Mangart, którego potężna piramida góruje nad okolicznymi wsiami. Jego wierzchołek sięga 2679 m.n.p.m, a więc 24 metrów wyżej niż wierzchołek "Garłucha", czyli Gerlacha. Mangart jest stosunkowo łatwo dostępny, dzięki asfaltowej drodze prowadzącej na Mangartsko Sedlo położone na wysokości 2055 m.n.p.m. To naprawdę wysoko, wyobraźmy szosę prowadzącą np. na Świnicką Przełęcz... Przejazd zresztą dla każdego jest przeżyciem niezapomnianym, droga prowadzi nad przepaścią, z niewielkim poboczem, z milionem zakrętów i kilkoma tunelami. Ciągle trzeba jechać z maksymalną uwagą, ale wkoło rozciągają się fenomenalne widoki...
Wkrótce ukazuje się potężna piramida Mangarta, która z każdą chwilą rośnie i rośnie...
Gdy w sumie trochę przypadkowo odwracam głowę na prawo, widzę piękny wierzchołek Jałowca, oraz grzbiet Loskiej Steny...
Gdy pokonaliśmy kolejny zakręt po lewej pokazał się graniczny grzbiecik...
A przed nami stado owiec.. Nie należy się dziwić, gdy spotkacie na tej drodze owce, gdyż na Mangartskim Sedlu i nie tylko prowadzony jest wypas...

Gdy zaparkowaliśmy nasz samochód na Mangartskim Sedle i przebraliśmy buty była już, niestety dziewiąta. No ale w pierwszy dzień można sobie pozwolić na trochę lenistwa ;) 
Tak natomiast prezentuje się Mangart spod parkingu na Mangartskim Sedle - gigantyczna wapienna piramida wyrastająca nagle z trawiastej przełęczy, u stóp której znajduje się potężne piarżysko... 
Z parkingu, aby dotrzeć na gran potrzeba około pięciu minut. Tu dochodzi również szlak z włoskiej strony...  
I po raz pierwszy mamy do czynienia ze słoweńskimi oznakowaniami. Wszystkie szlaki mają kolor czerwony, nie ma więc podziału na żółte, niebieskie itd. Oznakowania są dobre, trudno jest się zgubić, natomiast takich jak ta poniżej, tabliczek jest stosunkowo mało...
I jeszcze szkic drogi na Mangart...
Do pokonania mamy około 650 metrów przewyższenia, cała wycieczka powinna nam zająć do czterech godzin samego marszu...
Podchodzimy kawałeczek do góry, po czym odwracamy głowy do tyły... Jest cudownie, a dookoła nas góry, górki... no pagórki to za mocno powiedziane ;)... Taka mikrosesja z Mangartskiego Siodła...
Na prawo od masywu Rombona, znajduje się potężne pasmo graniczne, kulminujące się w szczycie Wysokiego Kanina (2587 m.n.p.m), górujące tu 1600 metrów ponad doliną Rio del Lago...
Patrząc na zachód pojawia się cały masyw Alp Karnickich, a w oddali majaczy potężna grupa Dolomitów...

Zoom na Alpy Karnickie oraz wschodnią część Dolomitów z majaczącymi w głębi po lewej Monte Antelao (3263 m.n.p.m) i Gruppo delle Marmarole ze szczytami Cimon del Froppa (2932 m.n.p.m) i Sorapis (3206 m.n.p.m). Na pierwszym planie stacja wyciągu na Monte Santo pod wysokim na 2071 m.n.p.m masywem Cima del Cacciatore...
Przesuwając głowę ku północy widać austriacką część Alp Karnickich i Alpy Gailltalskie...
Pięknie prezentował się masyw Dobratsch (2166 m.n.p.m) zwany również Villacher Alpe... Są to już Alpy Gailtalskie...
Zbliżenie na ten liczący 2166 m.n.p.m., szczyt z charakterystyczną wieżą telewizyjną...
I na koniec zamykając koło, szczyt Mangarta...
Ruszam do góry, ale po chwili znów się zatrzymuję... Dochodzę do włoskich rozstajów.. Odchodzi tutaj szlak prowadzący do jeziorek di Fusine (Laghi di Fusine), oraz droga na Mangart, prowadząca vią ferratą..
I skoro już jesteśmy przy tym temacie to warto rozwinąć ten wątek..
Via Ferrata (dosł. droga żelazna) - to rodzaj wysokogórskiego szlaku, ubezpieczonego w stalową linę, klamry czy drabinki. Powstał w czasie I wojny światowej w celu pomocy przemieszczania się żołnierzy. Jest bardzo popularny w krajach alpejskich (Słowenia, Austria, Włochy, Niemcy, Szwajcaria, Francja), ale także na francuskiej Korsyce, w Pirenejach, w Norwegii, czy w Wielkiej Brytanii. Dla wybierających ten sposób wspinaczki, zaleca się noszenie uprząży, lonży i kasku.
W Polsce nie istnieją żadne Via Ferraty, choć był okres kiedy chciano Orlą Perć przemianować na "żelazną drogę", ale jak wszyscy pamiętamy, obroniła ją wtedy siła historii ;) Z tego co słyszałem ma powstać jednak Ferrata w słowackich Tatrach, prowadząca z Czerwonej Ławki na Lodową Przełęcz, przez Mały Lodowy (Siroka Veza)...
Jeszcze jedna fotka "za siebie" w kierunku Italii i Mangartskego Sedla...
Gdzieś tam czeka grzecznie nasz pojazd...
Nad pasmem granicznym widnieje potężne pasmo włoskich Julianów z najwyższymi Jof Fuartem (2666 m.n.p.m) i Jof di Montasio (2753 m.n.p.m) - na zdjęciu po prawej w chmurach...  
Podchodzę do trawiastej grani Monte Traunig, zwanego Travnikiem, by ujrzeć włosko-słoweńskie Granaty, czyli masyw Ponz...
Patrząc w kierunku masywu Dobratscha, widać leżącą na wysokości ~ 1000 m.n.p.m, dolinę potoku Rio del Lago z dwoma jeziorkami, tworząc Laghi di Fusine. Ich powierzchnia wynosi 9ha i 13,5 ha - są więc mniejsze od Morskiego Oka. Ale są bardzo urocze, a widok z nich na grań Mangarta jest wyborny...
I raz jeszcze panorama pięknego pasma Kanina...
No cóż..Trzeba ruszać dalej, a przed nami pierwsza mini trudność - pokonanie niewielkiego około 10 metrowego progu...
Szybkie ruchy i problem za nami :) Tym samym przetrawersowaliśmy samotną turnię zwaną Forcella Mangart. Teraz znów chwila przerwy, bo przed nami najtrudniejszy moment, a ludzi co trzeba przyznać - pełno. Czekamy więc z cierpliwością, aż tłumek ruszy, a my będziemy mogli (w miarę) w spokoju pokonać eksponowany odcinek. Rozglądam się więc i wyszukuję, co tu jeszcze było nie obfotografowane...? Gdy tak wzrokiem penetruję grań Ponz, dostrzegam nad Strugiem (Strug, Strugova Cima - 2265 m.n.p.m) charakterystyczny, szpiczasty wierzchołek Spika (2472 m.n.p.m) i leżącej obok Skrlaticy (2740 m.n.p.m) - drugiego najwyższego szczytu Alp Julijskich...
W dole, u podnóża Mangartu, potężny kocioł Alpe Vecchia, którym notabene biegnie włoski szlak...
Owa smukła turnia - Forcella Mangart...
I wspaniały widok na włoską stronę... Włosi mają mniej więcej taką część powierzchni całych Julianów, jaką my mamy całych Tatr...
Zbliżenie na ich najwyższy szczyt Julijców - Jof di Montasio. Można go zdobyć, ale tylko za pomocą via ferrat...
Tłum powoli się rozwarstwił i mogliśmy ruszyć z miejsca, choć o sprawnej wędrówce nie mogło być mowy. Tak to jest gdy pośpi się trochę dłużej ;)
Ten najbardziej eksponowany moment na trasie to spory wapienny uskok, który może być niebezpieczny po mocnych opadach, gdyż ze względu na erozję ściany są wyślizgane i trzeba bardzo uważnie stawiać stopy...
Tak wygląda stroma ścianka opadająca ku Mangartskiemu Sedlu...
Kolejna przeszkoda za nami, można więc się trochę rozejrzeć. Patrząc w dół z niedowierzaniem stwierdziłem że pokonaliśmy już ponad połowę podejścia. Widoczna po prawej turniczka, osiągała wysokość 2166 m.n.p.m, a byliśmy już dobre 100-150 metrów wyżej. A to informacja, że powinniśmy znajdować się na wysokości około 2300 m.n.p.m...
Spojrzenie na Jof di Montasio, który się ładnie odsłonił, ukazując w całości swe groźne oblicze...
Piramida Mangartu znacznie zmalała, ale droga jeszcze dosyć długa, gdyż szlak obchodzi szczyt, a następnie dopiero żlebem osiąga wierzchołek...
Gdzieś tam w dole leży niewielkie włoskie miasteczko Tarvisio...
Wkrótce ścieżka zaczyna zakręcać ukazując szerokie widoki na Alpy Gailltalskie...
I piękną Visoką Ponzę...
Visoka Ponca (Ponza Grande - 2274 m.n.p.m) - to najwyższy szczyt należący do grupy Ponc, leżąca na pograniczu włosko-słoweńskim. Opada bardzo stromymi ścianami zarówno na tereny Italii jak i Słowenii, choć jest dostępna szlakiem. Od strony włoskiej prowadzi nań żlebem via ferrata, od strony słoweńskiej, trochę prostsza (acz wciąż bardzo trudna) droga z Planicy (schronisko Dom v Tamarju). Prowadzi ona także przez szczyt Srednjej Poncy i Planiską Skrbinę...
Odsłoniła się cała strona słoweńska, ale moją uwagę zwrócił oczywiście Jałowiec (2645 m.n.p.m)...
Pokazały się również wszelkie inne szczyty Alp Julijskich, ale o tym (i nie tylko) w drugiej części wędrówki na Mangart...
DO ZOBACZENIA

środa, 19 czerwca 2013

Alpy Julijskie - urok wapieniem pisany, Prolog

Alpy! Tu się oddycha!

PROLOG


Przenosimy się w klimaty wakacyjne, do jednego z najmniejszych krajów Europy - Słowenii, by zakosztować tutejszych cudów natury. Przez najbliższe tygodnie na blogu pochodzimy po najwyższym paśmie górskim tego kraju - a więc po Alpach Julijskich, zdobędziemy różne szczyty górskie, zobaczymy osobliwości natury i poznamy przemiłych ludzi. Mam nadzieję, że ta seria, okaże się przydatna dla ludzi chcących wybrać się w Alpy Julijskie, a także uświadomi niewiedzącym, iż niedaleko Polski znajduje się piękne pasmo górskie, a zarazem stosunkowo łatwo dostępne.
Ale wszystko po kolei. Alpy Julijskie długo figurowały na naszej liście "Greatest Hits". W roku 2012, rywalizowały one z położonym na terenie Czarnogóry, równie atrakcyjnym pasmem Durmitoru. Co przeważyło na korzyść Słowenii? Jak nietrudno się domyślić - odległość. Dzięki autostradom w Alpy Julijskie można dotrzeć w zaledwie 7 godzin z małym hakiem (tyle zajęła nam droga do naszej pierwszej bazy). Słowenię znaliśmy dotychczas z naszej jednodniowej wizyty w Postojnej i Jaskiniach Szkocjańskich, które oglądaliśmy podczas wakacji w Chorwacji. 
Przygotowywanie planów wakacyjnych to jedno z moich hobby (odziedziczone zresztą po ojcu, znakomitym organizatorze). Dlatego (mimo usilnych chęci do nauki, jeszcze wtedy szkolnej), ślęczałem z przyjemnością nad mapami. I tak parę miesięcy przed wakacjami dokonałem zakupu w dwóch ulubionych gliwickich księgarniach - księgarni turystycznej "U Piotra" (pozdrawiam serdecznie znajome Panie ^^) i w znanym myślę każdemu turyście - w "Sklepie Podróżnika" , kilku pozycji związanych z Julianami. Pierwszą z nich była mapa austriackiego wydawnictwa Freytag&Berndt "Julische Alpen" w skali 1:50 000, drugą z nich przewodnik angielskiego wydawnictwa Cicerone - "Julian Alps of Slovenia". Oczywiście na mojej turystycznej półce znalazły się także przewodniki Bezdroży i atlas wydawnictwa Marco Polo "Słowenia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina". Dziś jednak lepiej przy kupnie atlasu tych terenów postawić na bardzo wysokiej klasy produkt Freytag&Berndt, czyli wydany w bardzo dokładnej skali 1:150 000 atlas "Chorwacja, Słowenia". Po długich poszukiwaniach, natrafiłem również na link do strony wydawnictwa Kompass (nie mylić z polskim Compass-em). To co tam zobaczyłem, sprawiło, że musiałem zamówić najdokładniejszą i bezwzględnie najlepszą w tych terenach mapę "Julische Alpen/Alpi Giulie" w skali 1:25 000. Tak zaopatrzeni mogliśmy już spokojnie planować podróż...
 Zdjęcie ze strony www.kompass.at
 Zdjęcie ze strony www.cicerone.co.uk
 Zdjęcie ze strony www.freytagberndt.pl
 Zdjęcie ze strony www.freytagberndt.pl
Oprócz wyżej wymienionych pozycji, przed wyjazdem korzystaliśmy z kilku stron internetowych. Oto one:
www.summitpost.org - serwis którego raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Kompletne źródło informacji nie tylko o Alpach, ale o większości gór globu.
www.hribi.net - wszystko o słoweńskich górach. Znajdziecie tam opisy szlaków, schronisk, szczytów, a także panoramy. Na marginesie dodam tylko, że można znaleźć tam też opisy szlaków z innych łańcuchów górskich, ale znacznie bardziej pobieżne..
www.pzs.si - link do strony Słoweńskiego Związku Górskiego, będącego odpowiednikiem PTTK (sł. Planinska Zveza Slovenije)
www.alpen-panoramen.de - jak się nietrudno domyślić, to strona z alpejskimi panoramami. Piękne zdjęcia, dodatkowo w większości z opisami widocznych szczytów...
www.kompass.de - strona główna austriackiego wydawnictwa kartograficznego kompass, produkującego świetne mapy. Najeżdżając na zakładkę "touren und regionen" w lewym górnym rogu strony, możemy wybrać wśród podstron, podstronę "wanderkarte", w której zamieszczone są mapy poszczególnych obszarów Alp.. W ten sposób możemy wirtualnie planować trasy...
Wkrótce klamka zapadła i przygotowania do wyjazdu ruszyły na serio. Przejazd po spojrzeniu na mapę - banalny. Od Gliwic, aż pod samo włoskie Tarvisio autostrada. Dalej tylko maleńki kawałeczek górskimi serpentynami. Naszą pierwszą bazą była maleńka osada Strmec na Predelu....

Z domu wyjechaliśmy o 6:30, pewnego pięknego, środowego poranka i skierowaliśmy się na autostradę A1, ku granicy w Gorzyczkach. Droga długa, więc można opowiadać...
Kierowaliśmy się do Słowenii, kraju liczącego zaledwie dwa miliony mieszkańców z małym okładem, porównywalnego pod tym względem do GOP-u. 
A tak opisuje ten kraj przewodnik wydawnictwa Bezdroża, napisany przez Magdalenę Dobrzańską-Bzowską i Krzysztofa Bzowskiego:
"Słowenia - kraj mniejszy niż niejedno nasze województwo i liczący niewiele więcej mieszkańców niż Warszawa, zadziwia niesłychaną różnorodnością krajobrazów, klimatów i zabytków, którymi można by obdzielić kilka większych państw. Drogi wijące się między kamiennymi wioskami zaprowadzą turystę do rozległych winnic na wzgórzach, urokliwych miasteczek na wybrzeżu, między niebotyczne alpejskie szczyty i do fascynującego świata Krasu. Wszędzie tam znajdziemy zachwycające dzieła rąk ludzkich i osobliwości stworzone przez naturę. Ciepłym i życzliwym przyjęciem zaskoczą nas przyjaźni Słoweńcy." I to moim zdaniem jest kwintesencja całej Słowenii. 
A Alpy Julijskie? Tu wypada napisać coś więcej, choć myślę że żaden przewodnik nie odda całej istoty tego pasma górskiego...
Alpy Julijskie nazywane przez Słoweńców Julijcami - to najwyższe pasmo górskie położone na terenie tego kraju. Są niewątpliwie jego najpiękniejszym zakątkiem i corocznie ściągają setki tysięcy turystów z całej Europy. Przybywają oni tu by zobaczyć niebotyczne szczyty skrzesane w wapiennej skale, poddać się magicznej scenerii alpejskiej, czy poczuć euforię zdobywając Triglav. Właśnie on, liczący 2864 m.n.p.m, najwyższy szczyt Słowenii, jest traktowany jako miejsce symboliczne, a wejście nań ma charakter honorowy. Sława Triglavu jest nieporównywalnie większa niżli sława Rysów i my Polacy nie zdajemy sobie tak naprawdę sprawy, że każdy Słoweniec traktuje wejście na Triglav jako narodowy obowiązek ( z licznych rozmów wywnioskowałem, że Słoweńcy traktują góry jako sport narodowy - na szlakach spotyka się zarówno małe dzieci, jak i seniorów). Należy też wspomnieć iż szlaki w Alpach Julijskich są trudniejsze od polskich, zarówno pod względem trudności terenowych jak i ogromnych różnic wysokości. Ważne jest również to, że całe Alpy Julijskie zbudowane są z wapieni - skały zupełnie odmiennej (bo bardzo kruchej i śliskiej) od naszych tatrzańskich granitów. Juliany stanowią południowo-wschodnie zakończenie Alp Zachodnich. Wchodzą w skład Południowych Alp Wapiennych ciągnących się od doliny Adygi we Włoszech, aż po środkową Słowenię. Wyraźne doliny odcinają je od sąsiednich pasm. Od zachodu dolina Tagliamento, od północy dolina Sawy Dolinki, a od wschodu dolina Sawy Bohinjki. Na południu nie ma wyraźnej granicy, natomiast łatwo rozróżnić Alpy Julijskie, od sąsiednich gór, przypominających Beskidy. Przełęcz Predel, oraz dolina Soczy, rozdzielają Alpy Julijskie na dwie części: Alpy Julijskie Zachodnie (w większości położone na terenie Włoch - najwyższy szczyt Jof di Montasio - 2754 m.n.p.m.) oraz Alpy Julijskie Wschodnie, położone na terenie Słowenii z najwyższym Triglavem (2864 m.n.p.m). 
TOPOGRAFIA
Topografia Julijców jest bardzo złożona - pasmo to składa się z licznych masywów wapiennych, w głąb których wdzierają się doliny głębokie na 1,5 km ukształtowane podczas kilku zlodowaceń. Według niektórych danych 300 szczytów przekracza 2000 m.n.p.m, 30 natomiast przekracza 2500 m.n.p.m. Większość z nich (w przeciwieństwie do Tatr) jest dostępna szlakami, lecz przed wyjściem na nie warto dowiedzieć się o trudnościach terenowych, gdyż często wiodą one terenami poddanymi gigantycznej ekspozycji. Wyróżnia się kilka grup. Pierwsza to grupa Triglava, druga to tzw. grupa Alp Bohinjskich, trzecia to grupa Krna, czwarta to grupa Wysokiego Kanina, piąta to grupa Jofa di Montasio, szósta to grupa Mangarta i Jałowca, siódma to grupa Prisojnika i Razora, ósma to grupa špika. Alpy Julijskie po mimo niewiele większych wysokości niż Tatry, mają zdecydowanie bardziej wysokogórski charakter. Rekord różnicy wysokości w Julianach pomiędzy Trentą (w dolinie Soczy), a Triglavem wynosi... 2250 m, na odcinku 6 km!
BUDOWA GEOLOGICZNA, FAUNA, FLORA
Całe pasmo zbudowane jest z wapieni - ich jasna barwa tworzy śnieżno-białą scenerię. Jest to teren o wybitnych walorach przyrodniczych - znajdziemy tu bogactwo roślin i zwierząt. Wspaniale zachowane są lasy. Przyrodę nieożywioną tworzą także wspaniałe wodospady i jeziora. Największym z nich jest Jezioro Bohinjskie. Jezior wysokogórskich jest zdecydowanie mniej, niż chociażby w Tatrach, ale jest ich trochę - najwięcej w dolinie Triglawskich Jezior. Najwyższe wodospady to Pericnik, Boka, Savica...
NOCLEGI
Baza turystyczna jest ogromna i można znaleźć różne obiekty, od pensjonatów  w typowych wiejskich domach, po nowoczesne obiekty, ośrodki wypoczynkowe i hotele. Największymi ośrodkami są: Bohinj (region obejmujące kilka wsi i miasteczek wokół jeziora Bohinjskiego  - Srednja Vas v Bohinju, Bohinjska Bystrica, Stara Fuzina, Ribcev Laz, Ukanc, Studor, Polje, Bohinjska Cesnjica i wiele innych), Bovec - miasteczko nad Soczą - popularny ośrodek wypadowy, Kranjska Gora, czy Trenta...
Na czerwono zaznaczone są nasze marszruty
NAJWYŻSZE SZCZYTY
Tradycyjnie też podaję najwyższe szczyty:
1. Triglav (2864 m.n.p.m) - Słowenia
2. Jof di Montasio (2754 m.n.p.m) - Włochy
3. Skrlatica (2740 m.n.p.m) - Słowenia
4. Mangart (2679 m.n.p.m) - Słowenia/Włochy
5. Jof Fuart (2666 m.n.p.m) - Włochy 
6. Jalovec (2643 m.n.p.m) - Słowenia
7. Razor (2601 m.n.p.m) - Słowenia
8. Visoki Kanin (2587 m.n.p.m) - Słowenia/Włochy
9. Kanjavec (2569 m.n.p.m) - Słowenia 
10. Prisojnik (2547 m.n.p.m) - Słowenia
I tak mija pierwsza część drogi :) Dojeżdżamy już do austriackiej Styrii, gdzie planowo mieliśmy zaplanowaną przerwę obiadową. A na obiad? Leczo, przygotowane na trzy pierwsze dni...
Gdzieś w Styrii...
Po jedzeniu wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy w dalszą drogę...
Parę kolejnych godzin, podczas których przejechaliśmy przez całą Karyntię i oto już przejeżdżaliśmy obok Villach i Alp Gailltalskich...
Przejechaliśmy przez granicę austriacko-włoską, a następnie włosko-słoweńską, którą pokonaliśmy na przełęczy Predel, ulokowanej na wysokości 1156 m.n.p.m. Zaraz za nią znajduje się niewielki przysiółek Strmec na Predelu, który będzie naszym pierwszym ośrodkiem wypadkowym. Nie mieliśmy problemu ze znalezieniem ośrodka, gdyż znajduje się tu może łącznie 10 chałup. Osada ta należy do położonej niżej miejscowości Log pod Mangartom, a została ulokowana na wysokości 962 m.n.p.m. Przywitaliśmy się z gospodarzem, rozpakowaliśmy i od razu poszliśmy na popołudniowy spacer...
Na mapie przedstawiona została niewielka polana, położona na zboczu góry Planja (1553 m.n.p.m), dlatego też pomaszerowaliśmy tam mając nadzieję zobaczyć alpejskie widoki... I rzeczywiście dostaliśmy to na co liczyliśmy - niewielka polana z fantastycznym widokiem...
To na co patrzyliśmy było masywem tzw. Loškiej Steny. Loška Stena to długi grzbiet pomiędzy dolinami Loškiej Korytnicy i doliny Bavšicy, ciągnący się od przełomu Korytnicy po przełęcz Cez Brežice, oddzielającą ten grzbiet od masywu Jalovca, a dokładniej Malego Ozebnika (2324 m.n.p.m). W tym grzbiecie, palmę pierwszeństwa dzierży wysoki na 2346 m.n.p.m, Briceljk. Przez grzbiet nie poprowadzono żadnych szlaków, jego północno-zachodnie zbocza (widziane poniżej) są jednym z najbardziej niedostępnych, natomiast od strony doliny Bavsicy wiedzie nieoznakowana ścieżka na Briceljk...  
Widok na Oltarji (2308 m.n.p.m) i Vrh Rup (2245 m.n.p.m)...
A to widok na najwyższy szczyt tego grzbietu - Briceljk (2346 m.n.p.m)


Raz jeszcze Briceljk...
I przenoszę swój wzrok na pasmo Jałowca - najpiękniejszego szczytu Alp Julijskich, który najładniej prezentuje się od wschodu. Jest to również jeden z najbardziej wymagających szczytów do zdobycia - prowadzi na niego bardzo eksponowany szlak...
Zbliżenie na Jałowca (2643 m.n.p.m) i Velkiego Ozebnika o wysokości 2480 m.n.p.m...
Na lewo od masywu Jałowca, znajduje się grań łącząca Mangart z Jałowcem, z między innymi widoczną tu Kotovą Spicą (2361 m.n.p.m)...
W pewnym momencie na swetrze ojca przysiadł ciekawy gość... Ten świerszcz okazał się modelem i cierpliwie czekał aż uda mi się zrobić odpowiednie foto :)
Po godzinnym relaksie na niewielkiej łączce nastąpił czas wstawania, gdyż słonko powoli chyliło się ku zachodowi. Zmęczenie podróżą też dawało o sobie znać, a jutro już pierwsza górska wyprawa...
Dlatego też na pożegnanie raz jeszcze wspaniała Loška Stena wspaniałych wieczornych barwach...
Gdy wracamy do naszego domku ukazuje nam się jeszcze grań Rombona (2208 m.n.p.m)... 
I na zakończenie dzisiejszego dnia wspaniały sielski obrazek jakim jest to okienko...
A jutro? No myślę, że nie trudno się domyślić co będzie celem naszej pierwszej wędrówki znając nazwę miejscowości, więc oficjalnie tylko potwierdzę - oczywiście będzie to wysoki na 2679 m.n.p.m Mangart, położony na granicy włosko-słoweńskiej. Będą piękne widoki i jeszcze trochę informacji o Julianach. Dlatego już teraz zapraszam na wspólną wędrówkę na ten szczyt...
DO ZOBACZENIA...