sobota, 22 marca 2014

Góry Szczawnickie, czyli kraina srebrem i złotem płynąca - Paradajs

GÓRY SZCZAWNICKIE, CZYLI KRAINA SREBREM I ZŁOTEM PŁYNĄCA... 
Długi weekend majowy już za pasem.. Choć w tym roku dla mnie z oczywistych względów maturalnych niedostępny, po powrocie z zeszłorocznego obiecałem sobie, że każdemu polecę ten niezwykle rajski zakątek Słowacji, który dane było mi odwiedzić...
Czy pamiętacie zeszłoroczny weekend majowy??? Pomimo, że był długi, to w pamięci zapisał się jako mało przyjemny i pogodny. Doskonale pamiętam prognozy mówiące o opadach przez wszystkie dni majówki. I rzeczywiście, kiedy niespełna rok temu, jeszcze w II klasie liceum, wraz z ojcem, prawdopodobnie w ostatnim tygodniu kwietnia, szukaliśmy odpowiedniego miejsca na wypoczynek, mieliśmy ciężki orzech do zgryzienia... W relacji z weekendu majowego 2012, a więc z Małej Fatry, opisywałem absurdalne sytuacje, do jakich wtedy dochodziło, a więc do upałów, przed którymi szukaliśmy ucieczki właśnie pośród wierzchołków Fatry. Rok później sytuacja diametralnie się odmieniła i zamiast problemu z upałami, mieliśmy problem aby odnaleźć miejsce gdzie będą i góry i słońce. Choć przez kilka dni... Ale było to trudne zadanie i zrozpaczeni, że nie uda nam się nigdzie w góry wyskoczyć, prognozy meteo sprawdzaliśmy coraz bardziej nerwowo. Wszystko potęgował fakt, że była do jedna z niewielu okazji w roku, aby spędzić ten czas rodzinnie. Byliśmy bardzo zdeterminowani i sprawdzaliśmy pod kątem pogodowym różne miejsca. Przepatrzyliśmy wszystko, co na maj się nadaje: Izery, Jesioniki, Jaworniki, Wielką Fatrę, Góry Choczańskie, Góry Czerchowskie, Słowacki Raj, a nawet.. odległe pasmo Wyhorlatu.. I nic wszędzie deszcze, deszcze i deszcze.. Gdy to nie przyniosło efektu zaczęliśmy szukać bardziej na południe.. I tak odkryliśmy w miarę porządną pogodę w Szumawie (która notabene nas nie ucieszyła) i w pasie rozciągającym się mniej więcej w Średniogórzu Słowackim i Słowackim Krasie. Tam miało być całkiem, całkiem, ponadto w przypadku ewentualnego pogorszenia (ciii! :D) było co robić..  Co więc obieramy za kierunek? Góry Szczawnickie - zapraszam na wspólną przygodę ;)
 Góry Szczawnickie, o których oczywiście dokładnie opowiem, są ZNAKOMITE. Można powiedzieć, że to prawdziwy raj, kraina urzekająca pod wieloma względami. I muszę to przyznać: nie byłem zachwycony pomysłem wyjazdu tam, w pierwszej chwili. Bo co to za góry, których najwyższy szczyt ledwo co przekracza 1000 m.n.p.m, a parę zaledwie 900 m.n.p.m? Tak, tak - głupio wtedy myślałem i naiwnie. Dziś już wiem, że w przypadku weekendu majowego Góry Szczawnickie są fenomenalnym miejscem. I niech nie zniechęci Was stosunkowo duże oddalenie od naszej granicy. Naprawdę warto, co postaram się pokazać w kilku najbliższych postach ;)
Jeśli chodzi o nas, to droga do Bańskiej Szczawnicy, centrum tego regionu, a przy okazji naszej bazy wypadowej, zajęła nam około 4 godzin. Czyli tyle ile pokazuje maps.google... Z tym, że jechaliśmy następującą trasą:
Gliwice ---> Cieszyn ---> Trzyniec ---> Żylina ---> Prievidza ---> Handlova ---> Ziar nad Hronem ---> Bańska Szczawnica
To nie jest najkrótsza trasa. Krótsza jest droga przez Martin. Tzn.
Gliwice ---> Cieszyn ---> Trzyniec ---> Żylina ---> Martin ---> Kremnica ---> Bańska Szczawnica
Ta druga jest około 20 kilometrów krótsza, ale my wybraliśmy trasę, tak jak wspomniałem wcześniej, przez Prievidzę, bowiem chcieliśmy uniknąć tłumu zmierzającego szosą Żylina-Rużomberok-Poprad do basenów termalnych w Beszenowej i w okolicach...
Zupełnie niesprawiedliwie Góry Szczawnickie są stosunkowo mało spopularyzowane. W sieci nie znajdziemy tysięcy pięknych zdjęć, ani żadnej konkretniejszej strony poświęconej tym górom. 
Tak jak wspomniałem, naszą bazą na te cztery dni została Bańska Szczawnica (Banska Stiavnica) - miasto-perła na liście UNESCO, położone w samym centrum tego niewysokiego pasma górskiego...
Gdy wszystkie formalności są załatwione, nocleg zaklepany i pogoda wyproszona ;) Ruszamy w drogę... Czas więc najwyższy, aby o Górach Szczawnickich opowiedzieć :)
Góry Szczawnickie (Stiavnicke Vrchy) należą do Średniogórza Słowackiego (Slovenske Stredohorie) i leżą jak sama nazwa wskazuje, w środku tego kraju. Są jego najbardziej interesującą częścią, choć nie najwyższą, a rozpościerają się pomiędzy środkiem, a południowo-zachodnim krańcem. Na północy, Dolina Hronu oddziela je od Gór Kremnickich, podobnie jest również na zachodzie, gdzie od Ptacznika (Vtaćnik) i Hrońskiego Inowca oddziela także Hron. Na południu Góry Szczawnickie opadają do Małej Niziny Naddunajskiej (Podunajska Nizina), która graniczy nieco dalej z Ipelskim Pogórzem (Ipelska Pahorkatina). W zachodniej części tj. w okolicach Pukańca, nizina wcina się w masyw, natomiast na wschódzie poprzez dolinę Krupinicy, graniczą z Jaworzem (Javorie)...
Góry Szczawnickie przede wszystkim są bardzo ciekawe z punktu widzenia geologicznego. To pasmo bardzo zróżnicowane wewnętrznie, zbudowane z kilku generacji trzeciorzędowych stratowulkanów oraz lokalnie występujących produktów wulkanizmu bazaltowego. Szczawnicki stratowulkan miał powierzchnię ponad 2000 km kwadratowych (!) i należał do największych w Europie. Pierwotnie przekraczał granicę obecnego masywu, a jego produkty można spotkać zarówno w sąsiednim Hrońskim Inowcu, jak i na Nizinie Naddunajskiej. Środek stratowulkanu znajdował się właśnie w miejscu, gdzie leży Bańska Szczawnica, gdzie tworzył potężny krater o wymiarach 18x22 km! Po zakończeniu działalności wulkanicznej, wulkan ten został mocno naruszony, a w samym jego centrum utworzyły się pojedyncze "wyspy" zbudowane z mezozoicznych łupków, wapieni i dolomitów.
Najwyższą częścią Gór Szczawnickich jest Pogórze Sitniańskie z najwyższym szczytem tych gór - Sitnem (1009 m.n.p.m), będącym zarazem najdalej na południe wysuniętym szczytem przekraczającym 1000 m.n.p.m na Słowacji. Jest on erozyjną pozostałością andezytowego potoku lawowego, a jego platformę szczytową tworzą wysokie na 80 m ściany skalne. 
Niższa część Pogórza Sitniańskiego w kierunku południowym składa się z systemu grzbietów położonych południkowo. Wśród nich najwyższy jest Holik (784 m.n.p.m). Na północy masyw Sitna przechodzi w Rów Szczawnicki (Stiavnicka Brazda), który stanowi największe obniżenie pasma. Szeroka depresja, znajduje się dokładnie w miejscu dawnego krateru. Powierzchnia Rowu Szczawnickiego jest silnie rozczłonkowana i poszatkowana licznymi wzgórzami i hałdami skał płonnych pozostałymi po eksploatacji złóż rud w okolicach Bańskiej Szczawnicy. W krajobrazie tym wyróżnia się Kalwaria (749 m.n.p.m) będąca stożkiem powstałym z wypełnionego stwardniałą lawą komina dawnego wulkanu. Na zachód od Bańskiej Szczawnicy rozpościera się silnie rozczłonkowana Hodruska Hornatina (Hodrusska Hornatina), z głównym grzbietem Tanadu i Paradajsu, oraz odchodzącymi od nich pasmem Bańskiego Wierchu, Konćiaru i Złotego Wierchu. Długie doliny zajmują wsie: Hodrusa-Hamre, połączona z dwóch osobnych wsi, a także Vyhne, które jest siedzibą popularnego browaru Steiger. Jeszcze bardziej na północ, znajduje się niewielkie uzdrowisko Szklane Cieplice (Sklene Teplice), gdzie znajduje się m.in. kąpielisko termalne... 
NAJWYŻSZE SZCZYTY
1. Sitno (1009 m.n.p.m)
2. Petrov Vrch (948 m.n.p.m)
3. Paradajs (939 m.n.p.m)
3. Tanad (939 m.n.p.m)
5. Sobov (888 m.n.p.m)
6. Skalka (882 m.n.p.m)
7. Konćiar (881 m.n.p.m)
8. Studeny Vrch (876 m.n.p.m)
9. Ostry Vrch (868 m.n.p.m)
10. Bansky Vrch/Kerling (866 m.n.p.m)
11. Zlaty Vrch/Goldberg (851 m.n.p.m)
Zdjęcie ze strony: pritajchoch.poriadne.sk
Droga mija nam szybko; dzięki autostradzie A1 dojeżdżamy w ciągu kilkunastu minut do Świerklan, skąd przeskakujemy na Zebrzydowice i Cieszyn. Pędzimy pustą szosą przez Pruchną, która dla nas ma duże znaczenie sentymentalne ;) Ile razy to nią się jeździło, czy to jadąc na wakacje, czy w góry... I zawsze ten pojawiający się, już za Pawłowicami, masyw Beskidu Morawsko-Śląskiego... Ehh, rozmarzyłem się... :) Jadąc przez Czeski Cieszyn i Trzyniec już tak fajnie nie jest, pełno samochodów, TIR-ów itd. I tak aż do samej Żyliny, którą przeskakujemy na szczęście szybko i chwilę później pędzimy już puściuteńką szosą na Rajec i Prievidzę..
Widok z drogi Żylina - Prievidza w okolicach Rajeckich Cieplic na pasmo Żibridu (867 m.n.p.m) leżącego w grzbiecie ciągnącym się między Szulowskimi Skałami, a Luczańską Fatrą...
I trochę dalej - Góry Strażowskie (Strazovske Vrchy)
Bardzo lubię jeździć przez Słowację, oj bardzo ;) Ten kraj ma tak wielkie zasoby górskie, że nie wiadomo gdzie chodzić ;) 
A droga, którą jechaliśmy pozwalała zachwycać się różnorodnością tych gór.. W Żylinie potęga Małej Fatry, wystającej ponad 1200-1300 metrów ponad Dolinę Wagu, potem zielone, nieco poszarpane pasmo Szulowskich Skał, następnie nieco wyższe Góry Strażowskie,  również warte odwiedzenia, przejazd do doliny Nitry i kolejne góry - wspaniały, powulkaniczny Ptacznik, którego główny szczyt (1346 m.n.p.m) wyrasta nagle, niespodziewanie z doliny..
Choć gór pięknych wkoło jest pełno, aparat wyjmuję ponownie dopiero przed Żarem nad Hronem, skąd pokazało się już pasmo Gór Szczawnickich, nadzwyczaj ładnie się prezentujących i sprawiających całkiem wysokich. Zresztą różnica wysokości między doliną Hronu, a widocznymi szczytami to około 600-700 metrów... Nie było problemu z rozpoznaniem Sitna - jego wierzchołek, wyższy od innych o kilkadziesiąt metrów, a w większości o dobre 100-150 m był widoczny z daleka..
I tak krótko przed południem lądujemy w Bańskiej Szczawnicy... Jedziemy we wcześniej wyszukane miejsce, a więc na ulicę Pod Czerwoną Studnią, gdzie zaczyna się nasza dzisiejsza trasa...
Pierwsze zabytki w Bańskiej Szczawnicy...
Na zwiedzanie Bańskiej Szczawnicy wybierzemy się innego dnia, poświęcę jej także na blogu osobny post. Dlatego robię zachowawczo tylko jedną fotkę ;) 
Odnajdujemy wąską uliczkę Pod Czerwoną Studnią i zielone Szlak zielony paski i wychodzimy rozprostować kości.. Przed nami trasa około dwugodzinna, idealna na dzisiejsze wczesne popołudnie...
To, co kojarzy się z Górami Szczawnickimi oprócz srebra, to wspaniała, bujna roślinność. Bo te góry, to tak naprawdę, jeden wielki ogród...
Forsycja (Forsythia Vahl)...
Barwinek pospolity (Vinca Minor L.)
I symbol tych gór - kwitnące jabłonie...
Ruszamy uliczką, parę metrów dalej przechodzącą w leśny dukt, wspinający się łagodnie w górę...
Kawałek dalej dochodzimy do jednego ze szczawnickich tajchów... O nich samych troszeczkę później..
Bogata roślinność wokół nas o wspaniałych seledynowo-białych kolorach tworzy coś w rodzaju długiego tunelu...
A po prawej, przez drzewa widzimy toń tego niewielkiego zbiornika..
Jest też knieć błotna, czyli kaczeńce.. I to ile?! Całe łany...
W Górach Szczawnickich najbardziej popularna jest dębina i buczyna, ale gdzieniegdzie rosną świerki, sosny i modrzewie...
Kilkadziesiąt metrów wyżej znajduje się jeszcze jedno jeziorko i choć mikroskopijne, to niezwykle urokliwe.. 
Wzdłuż ścieżki zielonego szlaku poprowadzono również ścieżkę edukacyjną "Stare Miasto" zaznajamiającą z najlepiej zachowanymi śladami dawnego krateru wokół Bańskiej...  
I tak wędrując niespiesznie docieramy w pobliże przełęczy Czerwona Studnia. 
Przełęcz Czerwona Studnia (Sedlo Cervena Studna - 791 m.n.p.m) jest jedną z najważniejszych przełęczy w Górach Szczawnickich. Rozdziela szczyty Szobowa (Sobov - 888 m.n.p.m) i Paradajsu (939 m.n.p.m). Stanowi dział wodny pomiędzy dorzeczem Hronu, a Ipolą (Ipel) Jest również dostępna dla zmotoryzowanych, przebiega przez nią szosa z Vyhnia do Bańskiej Szczawnicy, z którą łączy się tu droga z Hodruszy-Hamre..
Na przełęczy zaczynają/kończą się szlaki:
zielony Szlak zielony - z Bańskiej Szczawnicy (Rynek) 0:30, w dół 0:30
- niebieski Szlak niebieski - z Górnej Równi 1:00, w drugą stronę tak samo, z Fararovej Horki 1:20, w drugą stronę tak samo
- niebieski Szlak niebieski - na Bański Wierch 1:50, w drugą stronę również, do Wyhnia 3:10, w drugą stronę 3:35
- żółty Szlak żółty - z Hodruskiego Jeziora 1:00, w drugą stronę również, z Bańskiej Hodruszy 1:45, w drugą stronę również
- czerwony Szlak czerwony - do przysiółka Bartkov Majer 1:05, w drugą stronę również, do Szklanych Cieplic 2:20, w drugą stronę 2:35
- czerwony Szlak czerwony - na Paradajs 0:40, w drugą stronę 0:30, na Tanad 1:25, w drugą stronę 1:15
Pojawia się też tablica wyjaśniającą działanie tajchów.. No więc, co to takiego?
Tajchy, czyli system zbiorników wodnych, unikatowych na skalę światową, na terenie Gór Szczawnickich powstał w połowie XVIII wieku, wraz z rozwojem działalności górniczej w Bańskiej Szczawnicy.. Powstały one, na podstawie projektów wybitnych uczonych: J.K. Hella i S. Mikoviniego.. Ich rola polegała na dostarczaniu wody do kopalń w następujący sposób: woda ze zbiornika spływała wymyślnym systemem kanałów i wodociągów do szybów kopalń, gdzie napędzała pompy, czy dmuchawy hutnicze. Pierwotnie było ich ponad 60! Do dziś zachowała się połowa, z czego największy, zwany Poćuvadlianske Jazero, liczy 11,7 ha...
Jedno z jeziorek, znajduje się tuż pod przełęczą...
Kawałek dalej szlak wchodzi na rozległą łąkę na zboczu Paradajsu z pięknym widokiem na miasto i przeciwległe szczyty, wraz ze Skalką (882 m.n.p.m)..
Paradajs (939 m.n.p.m)...
Widok na Szobów z tej samej polany...
I jeszcze bliski Złoty Wierch, zwany Goldbergiem (Zlaty Vrch - 850 m.n.p.m)....
Zielone zbocza Studenego Wierchu (Studeny Vrch - 876 m.n.p.m) pełne drzewek owocowych i łąk..
Szlak czerwony Szlak czerwony tymczasem, wspina się łagodnie pod górę.. Wkrótce zastajemy cały zespół takich oto kamiennych kopczyków, usypanych ze skał wulkanicznych znalezionych w okolicach Bańskiej Szczawnicy...
Ścieżka na szczyt Paradajsu...
Między drzewami od czasu do czasu widać leżące w dolinie Vyhniańskiego Potoku, Jezioro Szczawnickie (Stiavnicke Jazero)...
Hroński Inowiec w oddali...
Ścieżka od czasu do czasu pnie się zakosami, aż dociera na zalesioną przełęcz, gdzie znajduje się tabliczka z nazwą szczytu. Trochę to idiotyczne, że akurat tu, bowiem Paradajs ma dwa wierzchołki rozdzielone niewielką przełęczą...
Zmieniamy kierunek na południowy i klucząc pośród młodnika, szukamy właściwego szczytu..
Kawałek dalej widoki rzeczywiście się otwierają.. 
Widok w kierunku Gór Kremnickich...
Widok na niższy szczyt Paradajsu z krzyżem i na widoczny na drugim planie, rozległy szczyt Szobowa...
Kopulasty Konciar (881 m.n.p.m) i widoczny dalej długi grzbiet Ptacznika...
Dolina Hronu...
Ze szczytu schodzimy na niewielką polanę.. Widokowo i cicho...
Widok na pasmo Priesila (Priesil - 747 m.n.p.m), Wielkiego Żaru (Velky Ziar - 856 m.n.p.m) i Drastavicy (834 m.n.p.m).. Pomiędzy Wielkim Żarem, a Drastavicą, widać wg symulacji internetowych Stuhleck (1783 m.n.p.m) w Fischbauer Alpen i Kaiserstein w masywie Schneeberga.. Ale to taka ciekawostka - odległość bagatela 250 kilometrów ;)..
Konciar (881 m.n.p.m)...
Polana pod szczytem Paradajsu i Złoty Wierch...
 Uroczy modrzew pod którym przesiadywaliśmy...
Po krótkim odpoczynku, gdy na zegarze robi się 13:40, zbieramy się do dalszej drogi.. Idziemy po płaskiej kopule szczytowej, mijając kolejne kamienne piramidki i tablice ścieżki edukacyjnej "Paradajs"...
Tak jak wcześniej można było zobaczyć pasmo Hrońskiego Inowca i Ptacznika, tak teraz można zobaczyć całe Góry Szczawnickie jak na dłoni. Słowem od końca do końca..
Szczyty Hodruskiej Hornatiny...
Tanad (939 m.n.p.m)...
Majestatyczny masyw Sitna górujący po południowej stronie gór...
Sitno z przekaźnikiem telewizyjnym i sąsiadujący z nim Petrov Vrch (948 m.n.p.m)...
Widok na zachód w kierunku Doliny Hronu i Jeziora Szczawnickiego... 
I zajmująca krater dawnego wulkanu Bańska Szczawnica.. Najbliżej Stare Miasto wcinające się pod Paradajs, dalej Kalwaria (749 m.n.p.m) z kościółkiem na szczycie i nowe miasto...
Trawiastym zboczem schodzimy do miasta...
Schodząc raz jeszcze rzucamy okiem na okoliczne szczyty...
Schodzimy na wysokość ok. 800 m.n.p.m., a to dlatego, że tej wysokości trzyma się szlak przyrodniczy im. Milana Kapusty - działacza ochrony przyrody i pracownika CHKO Stiavnicke Vrchy, a więc tutejszego parku krajobrazowego...
Stąd również roztaczają się widoki na bliższe szczyty Gór Szczawnickich i Jaworze majaczące, a to z powodu kiepskiej widoczności, na ostatnim planie...
Wkoło pełno kwitnących drzewek owocowych: czereśni, jabłonek i śliw. Wszystko daje obłędny, słodki zapach, który niczym narkotyk, uzależnia. Chciałoby się skakać od jednego krzaczka do drugiego i wąchać, wąchać, wąchać ;)
Gdy już od tych słodkich zapachów zakręci nam się w głowie, zająć możemy się leżącym nieco ponad 100 metrów poniżej szczytu Paradajsu, tajchem o nazwie Ottergrund (800 m.n.p.m) będącym najwyżej położonym zbiornikiem wodnym powstałym w celach kopalnianych w okolicach Bańskiej Szczawnicy...
Wyjaśniałem już czym są tajchy, dopowiem, więc teraz tylko, że ten w celach górniczych służył od 1746 roku. Później, zmieniono jego funkcję i służył jako zbiornik wody pitnej. 
Jego objętość 25 300 m sześciennych, głębokość 6,6 m...
Widok na Bańską Szczawnicę tonącą w zieleni, jest stąd pyszny i obłędny...
Kilka fotek tegoż zbiornika...
Idąc dalej napotykamy co jakiś czas kolejne tablice. Siódma informuje o pokładzie rudy, która obok wychodzi na powierzchnię, kolejna o sposobach lokalnego wydobycia...
Tak dochodzimy do szlaku niebieskiego Szlak niebieski, trawersującego zbocza Paradajsu, ale w przeciwieństwie do ścieżki edukacyjnej Milana Kapusty, trzyma się on wysokości 750 m.n.p.m... Spokojnie podążamy nim w kierunku miasteczka, kiedy nagle :D w środku lasu znajduje się oryginalny :)) wspaniale zachowany kibelek... Kto chce, kto chce, sprzedam! Rok produkcji 1969, cena wywoławcza 39,99 ;p 
Idealny do przydomowego ogrodu, lekko odświeżyć i będzie jak znalazł ;)
W takim oto otoczeniu znajdował się ten nietypowy przybytek.. Ja jestem w stanie zrozumieć (choć nie akceptuję), że ktoś wywali do lasu toi-toi, bo nie wie gdzie jest jego miejsce.. Ale żeby tą kupę żelastwa przenieść, to paru chłopa by się przydało ;)
Idziemy przez las jeszcze jakieś 10 minut, po czym wychodzimy na jego skraj.. Znów pojawiają się drzewka owocowe, które oszałamiają zapachem, pojawia się piękny widoczek, a w lesie ptaszyna dodatkowo daje upust swoim możliwościom...
W takich chwilach, rzeczywiście serce się raduje... Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty!
Tonąca w zieleni Bańska Szczawnica...
I jej opłotki - malownicze opłotki...
A tam godzinę temu byliśmy, czyli Paradajs i polana z widokiem na Góry Szczawnickie...
Drugi, niższy wierzchołek Paradajsu z widocznym krzyżem na szczycie.. Prawda, że ładnie?
Szczawnicki zamek i centrum miasta...
I oczywiście kwiaty, które można spotkać na każdym kroku..
Kozibród łąkowy (Tragopogon pratensis), krewny astrów i Pierwiosnek wyniosły (Primula elatior)...

Fiołek kosmaty (Viola hirta)...
Na skrzyżowaniu dróg...
Kalwaria z górnej części Starego Miasta...
Tak jak wspomniałem wcześniej, dziś na zwiedzanie Bańskiej Szczawnicy się nie udajemy, więc przezornie do miasta nie schodzimy, aby nie kusić aparatu ;) Idziemy od razu do pensjonatu, a naszą bazą staje się Penzion Resla pri Klopacke, absolutnie godny polecenia pensjonacik, z niewygórowaną ceną i przyjemnymi pokoikami. Zresztą pensjonat znajduje się w świetnie odnowionym, XV-wiecznym budynku i jest znakomicie położony. Polecam, w przypadku wizyty w Bańskiej Szczawnicy; bardzo miła obsługa, wygodnie, przyjemnie i pysznie, bo śniadania, które mieliśmy okazje jeść były rewelacyjne.
A widok, który roztacza się na Klopaczkę i zamek z tarasu, jest wprost fenomenalny...
To tyle z pierwszego dnia naszego pobytu.. Jutro wyprawa nabierze rumieńców i się "rozkręci", bowiem wybierzemy się na najwyższy szczyt pasma - majestatyczne Sitno.. Znów powąchamy kwiatów i zachłyśniemy się pięknem Gór Szczawnickich...
DO ZOBACZENIA :)