środa, 23 grudnia 2015

Mamałyga z bryndzą oraz jak nakarmić niedźwiedzia wbrew własnej woli, czyli Rumunia 2015 - prolog

PROLOG
Wyrypa do Rumunii była sumiennie planowana i wyczekiwana przez wiele długich miesięcy. Myśl o nieco dalszych wyprawach, niż te w rodzime góry, pojawiła się jeszcze podczas naszej pierwszej zimowej wędrówki na Pilsko w styczniu 2014 roku i od tego czasu kiełkowała sobie spokojnie przez kolejne lata, aż podjęliśmy wspólną decyzję, że w najbliższe wakacje, tj. w wakacje 2015 wyruszamy na pierwszą, daleką wyprawę - do Rumunii, kraju bardzo zróżnicowanego i zarazem niezmiernie atrakcyjnego, choć przy tym wciąż cały czas jeszcze nieodkrytego.
Spory i dyskusje długo się toczyły bo nawet po przyjęciu Rumunii za wakacyjny cel, długo zastanawialiśmy się nad wyborem konkretnego pasma do eksploracji. Ze względu na to, że zarówno w Fogaraszach jak i w Bucegach byłem kilka lat temu, sam głosowałem za wyjazdem w Bukowinę i w Maramuresz, bo strasznie interesują mnie nie tylko Góry Rodniańskie, zwane również Alpami Rodniańskimi, ale także pasmo Gór Maramureskich i Masyw Ceauhlau. Zostałem jednak przegłosowany, padło na najwyższe góry Rumunii ;) Nie narzekałem, bo cieszyłem się strasznie na myśl powrotu do Transylwanii, niezwykle malowniczej i klimatycznej krainy, która w mojej opinii, obok włoskiej Toskanii i hiszpańskich: Andaluzji i Aragonii, należy do najbardziej uroczych regionów w Europie.
Będzie więc dużo o górach, w tym przypadku o Fogaraszach, ale też trochę o Transylwanii, czasem nazywanej Siedmiogrodem, o jej miastach i miasteczkach. Seria będzie wyglądać podobnie do tej, którą pisałem na temat Alp Julijskich, będę się starał umieszczać informacje, których sam poszukiwałem przed wyjazdem do Rumunii i dbać o ich rzetelność.
Wraz z moimi towarzyszami tej podróży - Mosiem, Krystianem i Oskim - zapraszamy Was na 15-dniową wyprawę!
DOJAZD
Jeśli chodzi o wybór najlepszego sposobu dojazdu do Rumunii, to sprawa wygląda następująco:
Samochodem -> jadąc z zachodniej lub środkowej Polski należy kierować się na Kraków, następnie A4 do Brzeska i drogą krajową nr 75 aż do dawnego przejścia granicznego w Muszynce. Stamtąd na Bardiów (sł. Bardejov) i dalej na Preszów (sł. Presov) oraz Koszyce (sł. Kosice). Przekraczamy granicę słowacko-węgierską za Koszycami i stamtąd jedziemy najpierw na Miszkolc i następnie przez Tisaujvaros do Debreczyna leżącego już blisko granicy z Rumunią. Granicę przekraczamy w Artand, skąd jedziemy do niedalekiej Oradei i następnie do stolicy Transylwanii - Klużu. W zależności od celu naszej podróży (przykładowo okolice Braszowa) jedziemy albo dalej na Targu Mures i Sighisoarę albo (wybierając się w okolice Sybina) przez Aiud, Alba Iulię i Sebes. Jeśli ktoś z Was wybierałby się w Retezat lub Parang samochodem - wtedy zdecydowanie polecam już z Oradei skrócić sobie trasę, jadąc na Devę przez Brad i dalej już normalnie w kierunku Pietroszan do miejsca przeznaczenia.
Jeśli jedziemy ze wschodniej Polski (przykładowo Lublin, Rzeszów) kierujmy się do dawnego przejścia w Barwinku i dalej do Preszowa - reszta pozostaje bez zmian).
Samolotem -> Zdecydowanie najlepsza opcja dojazdu do Rumunii, jeśli wybieramy się w Karpaty Południowe. Z Warszawy do Bukaresztu dolecimy LOT-em w 1,5 h, a za bilet w dwie strony kupiony w promocyjnej cenie możemy zapłacić około 650 zł. Warto nad tym pomyśleć, zwłaszcza w przypadku gdy wybieramy się w Bucegi/Piatra Craiului/Fogarasze, ponieważ oprócz możliwości poznania stolicy Rumunii, szybko i sprawnie dostaniemy się w/w pasma górskie;
Równie dobrą propozycją jest niedawno otwarte połączenie do Klużu-Napoki, które cztery razy w tygodniu (pn, śr, pt, sb) także obsługuje nasz narodowy przewoźnik. W tym wypadku Kluż jako miasto startowe, nadaje się znakomicie jeśli chcemy wyruszyć w rumuńskie Karpaty Wschodnie, w Góry Apuszeni, czy poszczególne pasma Karpat Południowych typu Bucegi/Fogarasze. Podróż na miejscu ogranicza się wtedy do dwu-, trzygodzinnej podróży pociągiem. Bilety możecie nabyć tu -> LOT (pol.)
Od 30 czerwca 2017 roku, loty z Lotniska Chopina w Warszawie uruchomi także Wizz Air - drugi największy tani przewoźnik na polskim niebie. Połączenie będzie obsługiwane cztery razy w tygodniu, a rozkład jest tak dopasowany, że pozwala spędzić przedłużony weekend w Rumunii (loty: pn, śr, pt, nd). Ostatnio przeglądałem ceny na lato i bez problemu udało mi się znaleźć bilety w dwie strony za ok. 350 zł.
Szukać szczęścia można również inaczej, tzn. próbować lecieć najpierw z Polski do Dortmundu (loty Ryanaira i Wizz Aira), a stamtąd do Klużu lub Targu Mures, choć podróż w ten sposób również będzie dość długa. Więcej informacji znajdziecie na stronie Wizza Wizz Air (pol.)
Pociągiem -> Tutaj musimy podzielić naszą podróż na dwa etapy ze względu na brak bezpośredniego pociągu do Bukaresztu. Najpierw jedziemy nocnym TLK "Chopin" relacji W-wa - Budapeszt Keleti (odjazdy sprawdzamy tu -> Rozkład PKP). Obecnie z Warszawy do Budapesztu jedziemy 11 godzin, z Katowic 8,5.
Drugim etapem naszej podróży jest przejazd z Budapesztu do Sibiu, który trwa około 10 godzin, natomiast do Braszowa w zależności od pociągu który wybierzemy, pojedziemy od 12,5 do 15 h. Różnica polega na tym, że część pociągów Budapeszt-Braszów kursuje przez Kluż (dłuższa trasa), a część przez Devę i Sibiu. W obecnym rozkładzie między Węgrami, a Rumunią kursuje 5 par międzynarodowych pociągów. Są to IC "Harghita", IC "Transilvania", IC "Corona", EN "Ister" i EN "Dacia". Rozkład sprawdzicie tutaj -> Rozkład MAV
Autobusem -> Podróż autobusem na tej trasie wymaga podobnie jak w przypadku pociągu przesiadki w Budapeszcie, ale też nie jest wielce skomplikowana. Jedziemy w sposób następujący:
Po likwidacji bezwzględnie najlepszego połączenia do Budapesztu, obsługiwanego przez Lux Express, dostaniemy się tam tylko za pomocą jednego przewoźnika:
 Mowa oczywiście o Polskim Busie, który obsługuje połączenie do Budapesztu w ramach linii P6 i P14. Przykładowy czas podróży między stolicami Polski i Węgier wynosi 12 godzin. Wyjeżdżamy z Metra Wilanowska w Warszawie, przyjeżdżamy na terminal Kelenfold, skąd do centrum Budapesztu dostaniemy się metrem. Po więcej informacji i dokładny rozkład odsyłam Was na stronę firmy Sir Briana Soutera -> Polski Bus (pol.)
Z Budapesztu do Klużu dostaniemy się autobusami firmy Huben, które odjeżdżają z budapeszteńskiego dworca Nepliget. Podróż tym środkiem transportu trwa 9,5h. Na koniec strona internetowa i tego przewoźnika -> Huben (ang.). Z dawnego Kolozsvaru, znajdziemy już bezproblemowo połączenia do większości transylwańskich miast i miasteczek.
***
Ponieważ najbardziej optymalna opcja dojazdu samochodem i tak jest dość długa (przykładowo odległość z Krakowa do Braszowa to 930 kilometrów) i męcząca, to polecam przemyślenie alternatywnego środka transportu. Można wykombinować podróż mieszaną, tak jak zrobiliśmy to my - najpierw Lux Expressem do Budapesztu, a następnie pociągiem do Sibiu.
EKWIPUNEK
Mimo że staraliśmy się najmocniej jak się dało minimalizować ciężar i wielkość bagażu, to i tak na początku wyprawy plecaki były nieludzko ciężkie. Nie będę tutaj używał mocnych epitetów, wystarczy powiedzieć, że z plecakiem ważyłem 86 kg (Heh, chciałbym tak w rzeczywistości...) czyli niemal 30 kg więcej niż w rzeczywistości.
Ale przechodząc do meritum, czyli co zabraliśmy ze sobą i co w taką wyprawę zabrać ze sobą.
1. Sprzęt turystyczny
- namioty -> zabraliśmy mojego 3-osobowego seraka ;) czyli mówiąc konkretniej Hannah Serak 3, który tak naprawdę jest wystarczająco przestronny aby cztery, szczupłe osoby spały w nim całkiem znośnie ;)
Drugim namiotem był wzięty przez Oskiego, również 3-osobowy, Hi-Tec Tobago 3. Ktoś mógłby spytać dlaczego mimo że jechaliśmy w czwórkę mieliśmy 2 namioty i to 3-osobowe. Otóż ze względu właśnie na wielkość plecaków, zależało nam żeby po wepchnięciu ich do wnętrza, zostało trochę miejsca dla nas ;) A w moim seraku z doświadczenia już wiem, że gdy do przedsionka włożymy duży plecak, obok stawiając buty i kilka innych szpargałów, to zaczyna brakować miejsca i potem chcąc w nocy wyjść z namiotu na "małe co nieco" ;P następuje "dizaster", a w powietrze leci niepotrzebna wiązanka.
- śpiwory -> długo dyskutowaliśmy z chłopakami nad wyborem odpowiedniego śpiwora w Fogarasze. Suma summarum, ja zabrałem swój zimowy śpiwór marmota, bo czułem że w wersji jesiennej, na 2500 m.n.p.m., w nocy może być zimno. Decyzja była chyba dobra, choć wiadomo jak to ze śpiworem zimowym - ważył dużo i zawierał wiele miejsca.
Podobnie zrobił Oski, Mosiu i Krystek mieli lżejsze, bardziej jesienne wersje.
- maty -> cała nasza czwórka korzystała podczas wyjazdu z samopompujących karimat, które spisały się znakomicie. W tym wypadku, uważam że zadowalający poziom prezentuje nawet całkiem niedroga karimata z quechua, nie dość, że bardzo przyzwoicie izolująca od podłoża, to jeszcze elastyczna i po złożeniu nabierająca niewielkich rozmiarów.
- dwie kuchenki turystyczne i dwa zapasowe, duże kartusze gazowe
- menażki, naczynia i sztućce turystyczne
- multitoole
- kije trekkingowe
- czołówki
- ręczniki termoaktywne
2. Odzież
- kurtka -> w tym wypadku mieliśmy co najwyżej letnie kurtki przeciwdeszczowe, ewentualnie odzież softshellową lub tak jak w przypadku Oskiego najprostszą pelerynę
- polary -> jeden lub dwa
- koszulki termoaktywne -> cztery pary z czego jedna z długim rękawem
- kalesony -> bardzo cenię ten rodzaj odzieży, dlatego często ze sobą je zabieram podczas wyjazdów, nie tylko zimowych. Również i tym razem, para kalesonów znalazła się w naszym bagażu
- spodnie termoaktywne, jedna para dżinsów i szorty
- bielizna
- obuwie (trzy pary) -> to był jeden z powodów o które darliśmy koty, ale rzeczywiście na chłodno analizując, trudno było myśleć o łażeniu poza górami w ciężkich butach trekkingowych, a śpiąc w bardziej cywilizowanych warunkach, tak te też się zdarzały ;) wypadało mieć klapki albo coś...
3. Jedzenie
- dwie wojskowe racje żywnościowe na grzywkę -> odkrycie tego sezonu, zakupione na allegro za niewygórowaną cenę 24 zł, pozwalające najeść się do syta (produkty śniadaniowe, danie główne, deserek, czy bardzo udane liofilizaty owocowe) oraz zawierające mnóstwo innych przydatnych akcesoriów (chusteczki odświeżające, tabletki do oczyszczania wody, sztućce jednorazowy, kubeczek jednorazowy). Jest nawet papier toaletowy, coby nie było problemu jak wysoko w górach na dwójkę pociśnie ;)
- konserwy mięsne/rybne i pasztety
- zupki chińskie/instant i inne badziewity -> cały czas stanowiące nieodłączny składnik wypraw
- płatki jęczmienne/kasza kuskus - zabrane po raz pierwszy, nadały się na dwa pełne obiady
- 40 batonów musli i 5 chałw -> w górach fenomenalna sprawa
- żelki i niezastąpiona w górach czekolada -> w tym wypadku z uwagi na upały ograniczona do dwóch tabliczek na osobę
4. Inne
- kremy do opalania
- sprzęt fotograficzny
Przedwyjazdowy wypad po batony do sklepu :D
11 RZECZY O KTÓRYCH WARTO WIEDZIEĆ WYBIERAJĄC SIĘ DO RUMUNII
1. Waluta
Rumuńską walutą jest lej (1 lej=100 bani). Obecnie kurs wygląda następująco, 1 lej = 0,94 zł.
2. Mieszanka narodowości, czyli jak dogadać się na miejscu
Wybierając się do Rumunii, trzeba mieć na uwadze, że nie zawsze dogadamy się po angielsku. Wprawdzie w ośrodkach turystycznych nie ma z tym problemów, to gdzieś na dalekiej prowincji raczej będzie z tym kiepsko. W zależności od odwiedzanego regionu, możemy próbować rozmowy w innych językach. Z uwagi na historię Transylwanii i fakt, że mieszkają tam potomkowie Sasów, czasem dogadamy się po niemiecku, a ze względu na dużą mniejszość węgierską również i w języku Madziarów (jeśli czytelnik potrafi :D). Na północy, w Maramureszu i na północnym-wschodzie, w Bukowinie, można próbować dogadać się po rosyjsku, w południowej części kraju, zwłaszcza w większych ośrodkach miejskich, z uwagi na wywodzenie się języka rumuńskiego z romańskiej grupy językowej, także i po francusku.
3. Wiele zawiłości historycznych
Zasada obowiązująca ilekroć wybieramy się na obczyznę. Szukajmy, dowiadujmy się, poznawajmy, jeszcze zanim pojedziemy gdzieś! Niestety, bardzo wiele osób nie zdaje sobie sprawy gdzie jedzie poza nazwą destynacji. I to nie jest błąd, to jest wielbłąd! Zawsze starajmy się poznawać odwiedzany kraj również pod kątem historycznym, to nam wyjaśni bardzo wiele rzeczy i pomoże zrozumieć dlaczego to co widzimy wygląda tak jak nie inaczej. W przypadku Rumunii ma to o tyle niebagatelne znaczenie, ponieważ łatwo wpaść w pułapkę stereotypów. Zobaczymy w wielu miejscach wciąż jeszcze sypiące się bloki, ale zanim stwierdzimy: "No tak, ta Rumunia to jest jednak w wielu miejscach strasznie zaniedbana", to zastanówmy się przez chwilę do jakiego stanu ten kraj doprowadził Ceauseascu. I zamiast krytyki czy drwiącego spojrzenia, które czasem niesłusznie pada, patrzmy na tych ludzi i ten kraj otwartym umysłem :) Wtedy niewątpliwie dostrzeżemy mnóstwo pozytywów, bo tych jest naprawdę bardzo, bardzo wiele. A jeśli je zauważymy, to nie bójmy się naszych emocji okazywać - Rumuni są zawsze niezwykle dobrotliwi, ale jak każdy naród, cieszą się gdy widzą turystów, a jeszcze bardziej, gdy słyszą jak to się tym turystom u nich podoba ;)
4. Sieć drogowa i jej stan
Sytuacja dróg w Rumunii wygląda od momentu wejścia do UE coraz lepiej. Drogi są coraz lepsze, natomiast autostrady, powoli ale także powstają. Niestety, przeszkodą w tym względzie pozostaje nie tylko kwestia funduszy, ale także i ukształtowanie terenu, które znacznie wydłuża budowę dróg wielopasmowych. Najdłuższym odcinkiem autostrady obecnie jest ten z Bukaresztu na wybrzeże, do Konstancy. W zaawansowanym stadium budowy znajduje się także niezwykle istotna autostrada A1, która ma prowadzić od granicy rumuńsko-węgierskiej w Nadlacu do Bukaresztu. Można korzystać już z odcinka między granicą, a miasteczkiem Izvin, leżącym na wschód od Timisoary, z obwodnicy Lugoj, a także z transylwańskiego odcinka między Devą, a Sybinem i najstarszego fragmentu tej autostrady z Pitesti do stolicy kraju. Z autostrady A3 mającej połączyć Bukareszt z Braszowem, Klużem i Oradeą gotowy jest póki co gotowy jedynie odcinek ze stolicy do Ploieszti i obwodnica Klużu, w niedalekiej przyszłości natomiast (ważna informacja!) ma być otwarta autostrada A10 z Turdy do Sebeszu, skracająca wydatnie podróż z okolic Klużu do południowej Transylwanii.
5. Transport publiczny
Jeśli już jesteśmy przy temacie infrastruktury to odniosę się jeszcze do tematu podróżowania po Rumunii środkami komunikacji publicznej.
Pociągi zarządzane w 99% przez CFR (rum. Caile Ferrate Romane) jeżdżą po rozległej jak na tak górzysty kraj sieci - jest ona długa na ponad 11 tys. km. Pomimo tego, że również i koleje rumuńskie wygrzebują się z głębokiego kryzysu, to jednak cały czas trzeba podchodzić do nich z dużą dozą cierpliwości i wyrozumiałości. Stan linii kolejowych jest daleki od ideału, poza kilkoma liniami, gdzie pociągi poruszają się z wyższymi prędkościami (jak linia z Bukaresztu do Konstancy) to pociągi jeżdżą wolno lub po prostu się wleką. Światełkiem w tunelu jest prowadzona z pomocą unijną modernizacja linii z Braszowa przez całą południową Transylwanię, Dolinę Mureszy do Aradu i dalej do granicy z Węgrami. Tak więc za kilka lat dojazd z Budapesztu wreszcie się poprawi, bo to co teraz tam się wyprawia, to jest jakieś nieporozumienie.
W ostatnich latach poprawiła się nieco sytuacja taboru - nawet na liniach regionalnych np. Sibiu-Braszów możemy spotkać zakupione w pierwszej dekadzie XXI wieku Siemensy Desiro, natomiast pociągi kategorii IR z Braszowa do Bukaresztu obsługują często dwupiętrowe, zmodernizowane składy. Pociągi najwyższej kategorii IC są o tyle fajne, że część z nich zestawiana jest z wygodnych, dawnych wagonów kolei austriackich (charakterystyczne niebiesko-szare malowanie).
Jeśli chodzi o taryfy, to tu kolejowi włodarze również mają nad czym myśleć. Dopiero od niedawna funkcjonuje możliwość zakupu biletu przez internet (link będzie poniżej) jednak cały czas interfejs strony jest mocno średni - i to jest bardzo łagodnie powiedziane. Zresztą taka forma zakupu jest wciąż mało popularna, nastawcie się na kupowanie biletów w kasach. Absurdalny jest też system sprzedaży biletów na dworcach, bowiem wciąż funkcjonuje idiotyczny mus wydruku biletów dla każdej osoby oddzielnie. To jest o tyle niewygodne że jak podróżujemy większą liczbą osób to zamiast jednego biletu dostajemy 4, a ze względu na druk większej ilości biletów, kupno w kasie trwa po prostu dłużej.
Przechodząc do autobusu - tu sprawa wygląda całkiem przyzwoicie. W ostatnim czasie firmy zajmujące się transportem autobusowym na szczeblu dalekobieżnym zaczęły się wyraźnie rozwijać. Poprawił się nie tylko tabor, ale także i dostęp do klienta, możemy więc zarezerwować spokojnie bilet przez internet, korzystając często z przejrzystej stronki. Na szczeblu lokalnym sprawa wygląda bardziej blado, bo do wielu miejsc autobusy dojeżdżają rzadko albo co też się zdarza - na przystankach nie ma rozkładów jazdy (co jest zresztą typowe na Bałkanach i wgl na południu Europy). Warto zapamiętać, że w Rumunii bardzo często istnieje możliwość złapania kierowcy między przystankami, sami byliśmy tego kilkakrotnie świadkami. W takiej sytuacji wystarczy, tak jak w przypadku łapania autostopu, zamachać albo po prostu wyciągnąć rękę.
Poranny ruch na stacji w Sibiu. 
6. Autostop - pewny sposób na podróż
Temu tematowi pozwolę sobie poświęcić kolejny punkt, ponieważ przed wyjazdem do Rumunii warto sobie uświadomić że podczas łapania stopa, może okazać się że za przejazd będziemy musieli zapłacić. Zazwyczaj gdy zatrzymamy kierowcę i określimy cel podróży, warto zapytać ile zapłacimy. Z reguły jednak są to tylko kwoty odpowiadające zwrotowi za paliwo i w porównaniu do biletów kolejowych czy autobusowych są dla naszych kieszeni bardziej korzystne.
Podróżowanie stopem w Rumunii jest popularne i może być świetnym sposobem na przemieszczanie się po kraju. Najłatwiej stopa złapać stojąc oczywiście na obrzeżach miast, na przystanku albo jakiejś zatoczce. Sama podróż zazwyczaj jest bardzo przyjemna bo Rumuni starają się zagadywać, są również dobrymi słuchaczami.
Na prowincji nie bójmy się łapać "zastępczych środków" :D Może być to furmanka czy jakiś inny "pojazd". Nawet pasterz nie potrafiący słowa po angielsku zrozumie nasze potrzeby i okaże nam pomoc.
7. Ceny
Nie nastawiajmy się że przyjeżdżając do Rumunii będziemy mogli pozwolić sobie na nie wiadomo co. Ceny w tym kraju są niewiele niższe niż w Polsce, a w niektórych przypadkach nawet wyższe. Unikajmy zakupów w dużych ośrodkach turystycznych tj. Bran, Busteni, Balea Lac, gdzie natkniemy się na wysokie ceny i bardzo słaby "price for performance".
8. Kuchnia rumuńska
Mówi się, że kuchnia jest kwintesencją odwiedzanego kraju, więc dlatego zawsze jak jeżdżę gdzieś zagranicę, to próbuję lokalnych smaków. I zdecydowanie uważam, że rumuńska kuchnia jest jedną z lepszych w Europie! Mieszanka narodowości, która ukształtowała ten kraj, pozostawiła także trwały ślad w kuchni, dlatego dziś możemy kosztować zarówno dań orientalnych (znane sarmale - czyli coś na kształt gołąbków, czy sławne na całych Bałkanach cevapcici, w odmianie rumuńskiej występującej pod nazwą mici, będących niedługimi, walcowatymi kotlecikami, najczęściej robionych z baraniego mięsa, doprawianymi często aromatycznymi przyprawami), podobnych do tych jakie znajdziemy w Bułgarii czy w innych krajach bałkańskich, jak również dań nierozerwalnie związanymi z kulturą pasterską wciąż stanowiących, i słusznie zresztą, podpory kuchni w górzystej części kraju. Mamy więc dania z wyrazistą bryndzą (branza), czy stanowiącą jeden z symboli kuchni rumuńskiej mamałygę (mamaliga), podawaną niemal zawsze jako dodatek do różnych potraw. Z mięs podaje się na różne sposoby baraninę - szczególnie wyśmienitą z grilla albo jako wspomniane mici, robione zarówno z baraniny jak i z wieprzowiny. Dla bardziej konserwatywnych w wielu restauracjach znajdzie się również dania z drobiu, które odpowiednio przyrządzone także potrafią zaskoczyć smakiem. Warto również wspomnieć o ciorbach, czyli zupach, które w Transylwanii stanowią klasę samą w sobie i często potrafią zaspokoić głód. To dlatego, że na zawartość większości z nich składa się wiele składników. I tak najbardziej znane ciorba de burta (flaczki zabielane śmietaną) i ciorba de taraneasca (zupa chłopska dosłownie z warzywami i mięsem wołowym) są przykładem bardzo pożywnych zup. Popularne są także zupy z kapusty oraz z cieciorki. Jeśli chodzi o poranny posiłek, to zamiast popularnej w Polsce jajecznicy, otrzymamy omlet.
9. Psy pasterskie i zagrożenia z tym związane
Pasterstwo w Rumunii wciąż występuje na niespotykaną w całej Europie skalę i to jest niezwykle cenne. Warto jednak pamiętać, o zagrożeniach,  a właściwie o jednym zagrożeniu, które nieodwołalnie jest z nim związane. To psy pasterskie, będące w wielu górach Rumunii większym niebezpieczeństwem dla samotnego turysty niż niedźwiedzie. Problem ten występuje w zasadzie w każdych wyższych górach Rumunii, poza tymi najbardziej popularnymi - Fogaraszami, Bucegami i może Retezatem, gdzie psy po prostu przyzwyczaiły się już do widoku turysty. Karpaty Rumuńskie ciągną się w nieskończoność wręcz, rzadko odwiedzanych, wysokich pasm, gdzie prowadzony jest cały czas wypas jest wiele i warto zdać sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie może na nas czyhać. Dlatego przed takim wyjazdem, zalecam pomyśleć o czymś co przed psem pasterskim mogłoby nas chronić. Możliwości jest kilka, natomiast każda ma swoje wady. Podstawowym narzędziem do ewentualnej obrony jest kijek trekkingowy jeśli takowy posiadamy, dobrym, darmowym sposobem jest również posiadanie przy sobie jakiegoś kamienia (nie zawsze na naszej drodze leżą). Często wystarczy również zamarkować rzut takim kamieniem, aby pies zwątpił w siebie. Jeśli jednak taka "sztuczka" nie zadziała, pies nie odstąpi od nas, nie bójmy się rzucać! Gwarantuję Wam, że jest to lepsza opcja niż ewentualne pogryzienie, bo w to że psy pasterskie są szczepione przed wścieklizną to chyba wątpicie ;)
Najlepszym zdecydowanie rozwiązaniem problemu jest kupno w sklepie militarnym gazu pieprzowego. Średniej wielkości buteleczka stanowi wydatek rzędu 20-25 zł, a w przypadku konfrontacji z psami pasterskim może przynieść nam nieocenioną pomoc. Sposobem na odstraszanie niechcianych zwierząt mogą być także petardy hukowe, natomiast stanowczo je odradzam. Pamiętajmy, że w górach dźwięk niesie się bardzo dobrze, a taka petarda wywołuje panikę nie tylko u najbliższego przeciwnika, ale także na sporym otaczającym nas, obszarze.
10. Niedźwiedzie i inne dzikie zwierzęta a rozbijanie się na dziko
Pomimo przerażających działań władz komunistycznych w formie niszczenia zasobów leśnych w imię rozwoju przemysłu, w wyniku których populacja wielu gatunków fauny wyraźnie się zmniejszyła, dziś Rumunia, a raczej jej ekosystem na nowo się odradza. W rumuńskich Karpatach aktualnie żyje około 40% światowej populacji wilka, a także 60% światowej populacji niedźwiedzia brunatnego! Wystarczy powiedzieć tylko, że w samych Bucegach, żyje więcej niedźwiedzi niż w całej Polsce ;)
Ponieważ ryzyko spotkania misia jest znacznie większe niż w Polsce, nie tylko z uwagi na większą ich ilość, ale również na fakt, że górskie trekkingi na terenie Rumunii wiążą się z koniecznością biwakowania na dziko, należy zachować podstawowe zasady bezpieczeństwa. Powinniśmy starać się nie chodzić po zmroku, zwłaszcza w takich górach jak wspomniane Bucegi, w których po zmroku spora część niedźwiedziej populacji zaczyna żerować, także po schroniskowych śmietnikach, czy polach namiotowych. Warto również unikać noszenia ze sobą resztek pożywienia, a jeśli już jakieś mamy ze sobą to podczas obozowania najlepiej jest je przechowywać w oddali od obozu. Dobrą ideą jest zawieszenie worka z żywnością na drzewie, warto też rozpalić ognisko przed obozowiskiem, w takim jednak przypadku, pamiętajmy o dokładaniu do niego drewna! ;)
11. Infrastruktura turystyczna
Skoro powiedziałem już o środowisku z którym przyjdzie nam się zmierzyć na koniec jeszcze trochę wniosków na temat samej infrastruktury. Jeśli natomiast chodzi o samo oznakowanie to inaczej niż w Polsce mamy 12 możliwości - 3 kolory (czerwony, niebieski, żółty) i 4 figury (pasek - odwrotnie niż u nas, bo w pionie, krzyżyk, trójkąt i kółko). Stan szlaków, w wielu przypadkach nie podlegał odnowieniu od lat, choć akurat w Fogaraszach sytuacja ta wygląda całkiem, całkiem nieźle. Podczas naszej wędrówki nigdy się nie zdarzyło żebyśmy się zgubili, natomiast zdaję sobie doskonale sprawę, także z mojej poprzedniej wizyty w Rumunii, że w wielu miejscach sytuacja tak różowo nie wygląda.
Przechodząc do tematu schronów i schronisk, zaznaczam że podczas planowania górskich wędrówek w Rumunii warto sprawdzić dane pasmo pod kątem różnego rodzaju schronów czy kolib, często znajdujących się w niezłym stanie i pozwalającym schronić się przed załamaniem pogody lub najzwyklej w świecie - przed zapadającym zmrokiem. Fogaraskie schrony, wyposażone w prycze, prymitywne stoliki i ławki, podczas wędrówki naprawdę nam wystarczały. Mają dodatkowo ten plus, że w przeciwieństwie do schronisk, często są na samej grani.
Liczba wspomnianych schronisk jest w Fogaraszach całkiem spora, ale minusem jest wysokość na których są położone. Z reguły leżą w pobliżu górnej granicy lasu, wyjątkiem Cabana Podragu. Standard który sobą reprezentują jest zazwyczaj przeciętny, w wielu jednak przypadkach mają one niezwykły klimat. Dlatego spędzenie choć jednej nocy w rumuńskim schronisku również zalecam ;)
Ostatnią rzeczą raczej już nie wpisującą się pod infrastrukturę, ale poniekąd związaną z tematem, są źródła na szlakach, których podczas wędrówki przez Fogarasze zbyt wielu nie spotkamy. O tym będę jeszcze pisał w poszczególnych odcinkach, na razie ostrzegam tylko przed posiadaniem zapasów wody pitnej i co ważne również - tabletek do oczyszczania wody.
MAPY I PRZEWODNIKI
Jeśli chodzi o mapy to jedyną mapą Fogaraszy jak i pozostałych gór Rumunii dostępną w polskich sklepach turystycznych typu Sklep Podróżnika czy Mapy Białystok jest węgierskie wydawnictwo dimap. Owe mapy, w przypadku Fogaraszy wydane w skali 1:60 000, są moim zdaniem dalekie od wzoru czytelności i przejrzystości. W wielu przypadkach potrzebują także aktualizacji.

Zdjęcie ze strony www.dimap.hu
Zdecydowanie najlepszy poziom prezentują mapy rumuńskiego wydawnictwa Schubert-Franzke, które możemy zakupić w księgarniach w większych rumuńskich miastach lub za pomocą specjalnego formularza umieszczonego na stronie internetowej. Są one czytelniejsze niż mapy węgierskiego konkurenta, przyjaźniejsze dla oka i dobrze wykonane. Mapa Fogaraszy jest dwuczęściowa - pierwsza część w skali 1:35 000 obejmuje najwyższą część pasma od Vf. Suru na zachodzie po masyw Vf. Hartopu i Vf. Dara na wschodzie, druga część pozwala spojrzeć na masyw od Doliny Aluty na zachodzie i miasteczko Talmaciu, po leżący na wschodnim krańcu pasma Vf. Comisu.


Jedna z części mapy wydanej przez Schubert-Franzke. Zdjęcie ze strony www.muntii-nostri.ro
Jeśli chodzi o publikacje książkowe dotyczące Fogaraszy, to jedną z popularniejszych jest przewodnik Pana Pawła Klimka "Góry Fogaraskie i Iezer" wydany przez wydawnictwo Bezdroża. Publikacja jest dość łatwo dostępna na rynku, ale do tego co jest napisane w przewodniku należy podchodzić z umiarem, szczególnie jeśli chodzi o podawane tam czasy. Mieliśmy wrażenie, że autor albo ma świetną kondycję albo nadzwyczajnie w świecie chodzi z wyraźnie lżejszym plecaczkiem, ponieważ dzień w dzień opisywane trasy pokonywaliśmy w czasie sporo większym niż w tym które podawał autor. Z tego co udało mi się jednak dowiedzieć z rozmów, wynika że nie tylko ja się spotkałem z takim problemem. Co ciekawe, dane czasowe zawarte w przewodniku, w porównaniu do tego, co zostało wypisane na rumuńskich szlakowskazach, również są "lekko" zaniżone.
Ostatnio wydawnictwo wypuściło wersję drugą, zaktualizowaną, ale nie miałem jej w rękach, gdyż została ona wypuszczona na rynek tylko w formie e-booka.


Zdjęcie ze strony ecsmedia.pl
Warto zainteresować się również przed wyjazdem do Transylwanii kupnem przewodnika wydanego nakładem wydawnictwa Rewasz - "Siedmiogród - w łuku rumuńskich Karpat" autorstwa Pana Stanisława Figla. Jak wszystkie publikacje tej oficyny wydawniczej, jest ona przejrzysta, pełna przydatnych informacji, mapek, planów, ciekawych anegdot historycznych i dodatkowo pozbawiona jest rzucających się w oczy błędów.
Zdjęcie ze strony mapy.net.pl
PRZYDATNE STRONY INTERNETOWE
1. Przechodząc do tematu stronek internetowych na które warto zerknąć przed wyjazdem, numerem jeden, jeśli chodzi o planowanie tras, oznaczam stronę Muntii Nostri, na której możecie kupić mapy wyżej opisywanego wydawnictwa Schubert-Franzke. Zaznaczam jednak, że dostawa do Polski trwa około 10 dni, o czym warto pamiętać, podczas składania zamówienia tuż przed wyjazdem.
Alternatywą jest kupno mapy na miejscu. Tak jak już mówiłem, w księgarniach czy to w Sibiu, czy w Braszowie, możecie bez problemu je nabyć. To ma swoje plusy, bo w ten sposób oszczędzamy na dostawie, ale także minusy, bo zmuszeni jesteśmy planować trasy wirtualnie.
Niemniej jednak, część stron pozwala całkiem nieźle poznać teren, który chcemy odwiedzić. Przykładowo, właśnie na stronie Muntii Nostri, możemy obejrzeć aktualne mapy następujących pasm górskich: Fogaraszy, Bucegów, Piatra Craiului, Ciucas, Postavaru oraz Piatra Mare, Gór Rodniańskich, Retezatu, Gór Maramureskich i Masywu Ceauhlau, a pod zakładką "planner" zobaczyć opisy tras i sprawdzić czasy przejścia.
Link -> Muntii Nostri (ang.)
 2. Drugą stronką o której nie mogę nie wspomnieć jest jedna z dłużej funkcjonujących, górskich witryn - carpati.org. Jest ona o tyle ciekawa, że znajdziemy tam informacje na temat WSZYSTKICH pasm górskich Rumunii. Pod zakładkami poszczególnych pasm górskich znajdziemy zdjęcia, mapy (choć zazwyczaj stare) i opisane trasy. Minusem jest fakt, że niestety wszystko jest napisane w języku rumuńskim, ale jeśli ktoś ma czas i mu zależy może spróbować z translatorem ;) Nie zawsze wszystko poprawnie zinterpretujemy, natomiast jest to dość dobry sposób, praktykowany kilkakrotnie ;))
Link -> carpati.org (rum.)
 Wartą polecenia jest również strona poświęcona w całości Fogaraszom - muntii-fagaras.ro. Stanowi ona całkiem niezłe i rzetelne kompendium wiedzy na temat tych gór, pełne różnych informacji na temat topografii, bazy noclegowej, przydatnych adresów, czy prognoz pogodowych.
Wskazówka na koniec - jest wersja angielska strony, ale więcej informacji znajduje się niestety w rumuńskiej wersji.
Link -> muntii-fagaras.ro (rum.) 
 Jeśli chodzi o strony związane z przemieszczaniem się po kraju to poczynając od kolei, umieszczam link na stronę narodowego przewoźnika kolejowego - CFR. Możemy tam oczywiście sprawdzić rozkład, czy kupić bilety. Aby jednak to zrobić, najpierw musimy założyć konto.
Link -> CFR (ang.)

 Na koniec strona autogari.ro, która pozwala nam wyszukiwać połączenia autobusowe po całym kraju. Wszystko jest naprawdę czytelne, łatwe do ogarnięcia i podobnie jak w przypadku strony CFR - tak i tu jest wersja angielska.
Link -> autogari.ro (ang.)
***
To tyle jeśli chodzi o informacje praktyczne, kolejne będę przekazywał na bieżąco w poszczególnych odcinkach :) Na razie zapowiedź odcinka pierwszego, w którym opowiem Wam o wydarzeniach z podróży i zwiedzaniu... Budapesztu, w którym mieliśmy kilkugodzinną przesiadkę :))

DO ZOBACZENIA ;)

Przejdź do części pierwszej -> Mamałyga z bryndzą oraz jak nakarmić niedźwiedzia wbrew własnej woli, czyli Rumunia 2015 - cz. I

środa, 2 grudnia 2015

W poprzek słowackich Tatr późnojesienną porą - Mała Wysoka

(ŁYSA POLANA - POLANA BIAŁA WODA - POLANA POD WYSOKĄ - LITWOROWY STAW - ZMARZŁY STAW POD POLSKIM GRZEBIENIEM - POLSKI GRZEBIEŃ - MAŁA WYSOKA - POLSKI GRZEBIEŃ - DŁUGI STAW WIELICKI - WIELICKA SIKLAWA - WIELICKI STAW - ŚLĄSKI DOM - POLANA WIELICKA - ROZSTAJE NAD TATRZAŃSKIMI ZRĘBAMI - STARY SMOKOWIEC)
Trzeci dzień pobytu w Zakopanem zaczął się paskudnie i dopiero przed południem zdecydowaliśmy się wyjść z chałupy. Poczłapaliśmy na zakopiański dworzec, po czym wsiedliśmy w busa, którym dostaliśmy się do Zazadniej. Stamtąd poczłapaliśmy na Rusinową Polanę i... tyle :D Cała wycieczka nie warta pisania osobnego posta, bo tak naprawdę tylko nas zirytowała z uwagi na parszywą pogodę ;P i po powrocie do domu rzuciliśmy się do ciepłych łóżek :D Gdy wypoczęliśmy i sprawdziliśmy prognozy na kolejny dzień, bardzo pozytywne, pojawił się w nas na nowo zapał i chęć do działania. Obraliśmy za cel Rysy i z takim nastawieniem kładliśmy się spać. Nazajutrz, gdy o 5 obudził nas budzik, sprawdzałem tatrzańskie kamerki i widząc że tatrzańskie turnie zostały udekorowane przez noc białym puchem, wiedziałem już że Rysy odpadają, bo ja raków z domu nie wziąłem, a Oski i Święty wtedy jeszcze ich po prostu nie mieli. Żal mi było wprawdzie podjaranych przyjaciół perspektywą zdobywania najwyższego szczytu Polski, ale koniec końców poinformowałem ich sucho, że odkładamy to na inny raz.
Jednocześnie zapewniłem ich, że w zamian wybieramy się na równie ciekawą wędrówkę i chyba obietnicy dotrzymałem ;)
Zamiast Rysów zdecydowałem się na wędrówkę innym szlakiem, równie malowniczym, a przede wszystkim znacznie łatwiejszym i dlatego zaproponowałem Małą Wysoką, na której zresztą nigdy nie byłem, a o której wiedziałem, że gwarantuje fenomenalną panoramę przy średnio trudnej technicznie wędrówce. A ponieważ zależało nam, aby wykorzystać pogodę w 100%, założyliśmy przejście przez całe Tatry na przełaj - z Łysej Polany, aż do Starego Smokowca.
Na dworcu autobusowym w Zakopanem jesteśmy krótko po szóstej, po to aby zdążyć na kurs Stramy do Popradu. Autobus kursujący w sezonie letnim (rozkład jazdy można sprawdzić tu -> Rozkład jazdy Strama) w naszym przypadku wyjeżdża o 06:15 z dworca PKS w Zakopanem i dowozi nas do Łysej Polany na godzinę 06.50.
Po drodze jedziemy między innymi przez Głodówkę skąd mamy okazję popatrzeć na budzące się ze snu, jesienne Tatry.
Kierowca wysadza nas przy rozdrożu w Łysej Polanie, tuż obok dawnego mostu granicznego. Gdy milkną odgłosy autobusu, zostajemy sam na sam z szumem płynącej obok Białki i wznoszącymi się przed nami Tatrami.
Zerkamy na szlakowskazy wskazujące na Polski Grzebień 5h 15 min marszu i ruszamy żwirową trasą biegnącą początkowo brzegiem Białki odsłaniając od czasu do czasu widoki na Masyw Wołoszynów, stromo opadający do Doliny Białki.
Od lewej: Wyżnie Siodło, Wierch nad Zagonnym Żlebem, Karbik, Turnia nad Dziadem, Wyżnie Skałki.
I oświetlona porannym słońcem Mała Koszysta (2014 m.n.p.m).
Gdy szutrowa droga pokonuje zakręt, obchodząc reglowy szczyt Czerwonej Skałki (sł. Cervena Skalka - 1372 m.n.p.m) naszym oczom ukazuje się cały szereg ośnieżonych tatrzańskich olbrzymów. W odpowiedzi na to pojawił się wybuch okrzyków zachwytu ;)
Od lewej, schowany nieco z tyłu masyw Wysokiej - Smoczy Szczyt (sł. Dračí štít - 2523 m.n.p.m), potem Wysoka (sł. Vysoká - 2560 m.n.p.m) i Ciężki Szczyt (sł. Ťažký štít - 2520 m.n.p.m), następnie Rysy (2503 m.n.p.m), znajdujące się nieco przed nimi Niżnie Rysy (sł. Nižné Rysy - 2430 m.n.p.m) i Kopa Spadowa (sł. Spádová kopa2251 m.n.p.m) i Żabi Szczyt Wyżni (sł. Vyšný Žabí štít - 2259 m.n.p.m). Z prawej masyw Żabiego Szczytu Niżniego (sł. Nižný Žabí štít - 2098 m.n.p.m) i Żabiej Czuby (sł. Žabia kopa - 2080 m.n.p.m).
Masyw Szerokiej Jaworzyńskiej i stoki Młynarza.
Po czterdziestu minutach marszu docieram z chłopakami na Polanę Biała Woda (sł. Bielovodská poľana) położonej na wysokości 1020 m.n.p.m, stanowiącej niezwykle ciche i malownicze miejsce. Aż się nie chce wierzyć że płynąca obok Biała Woda oddziela od siebie dwa różne światy...
Zamiast ludzi, na Polanie Biała Woda spotkaliśmy... pięknego jelenia, który gdy nas zobaczył, schował się za ogrodzenie tamtejszej leśniczówki. Sorry więc za kiepski kadr, ale zaskoczył nas ów jegomość swoją wizytą bardzo.
Do polany można dojechać ścieżką rowerową. Dalej nie pojedziemy, od tego momentu pozostaje nam już tylko pokonywać per pedes, tę gigantyczną dolinę, ciągnącą się, a jakże, pod najwyższy szczyt Tatr, samego króla Gerlacha.

Widoczek z Polany Biała Woda :)
Na zbliżeniu otoczenie Żabiej Doliny Białczańskiej, ograniczonej przez masywy Młynarza, Żabiego Szczytu Wyżniego i Żabiego Szczytu Niżniego.
I nieco szerszy kąt, pozwalający objąć spojrzeniem szczyty poczynając od Gerlacha po Mięguszowiecki Szczyt Czarny.
I u-kształtny, typowo polodowcowy, przekrój doliny na koniec ;p
Polana Biała Woda jest niezłym miejscem do obserwacji ciekawej topografii Żabiej Doliny Białczańskiej, której próg widać stąd bardzo dobrze. Owa dolina ma długość 3 kilometrów, powierzchnię niespełna 3 kilometrów kwadratowych i sięga pod ograniczający ją od południa, ostro wznoszący się Żabi Szczyt Wyżni (2259 m.n.p.m.).
Kilkanaście minut po opuszczeniu Polany Biała Woda znajdujemy się na wysokości polskiego Schroniska PTTK w Dolinie Roztoki. Mamy okazję po raz ostatni spojrzeć na wyrastający po naszej prawicy masyw Wołoszynów.
Marsz Doliną Białej Wody był tym co zawsze chciałbym przeżywać w Tatrach. Cisza, spokój, nade mną grono tatrzańskich gigantów. Tam relacja góry-człowiek nabiera właśnie niezwykłego magicznego, mistycznego wręcz, charakteru.
To co bardzo lubię w Dolinie Białej Wody, to fakt że nie ma tam czasu na nudę. Choć dolina ma długość ponad dziesięciu kilometrów, to szlak niebieski, który jej dnem przebiega, pozwala często obserwować szybko zmieniające się otoczenie, na które składają się zarówno łagodniejsze stoki masywu Szerokiej Jaworzyńskiej, jak i strome, skaliste granitowe ściany Młynarza, a potem gigantyczne cielska Wysokiej, Ganku, Zmarzłego Szczytu czy Gerlacha.
Około 8.15 docieramy w okolice zarastającej Polany pod Upłazki (1140 m.n.p.m). Stąd możemy podziwiać wspaniały widok na niemal pionowe ściany Młynarczyka i na górujący w oddali Zadni Gerlach (sł. Zadný Gerlach - 2637 m.n.p.m.) oraz znajdujący się na prawo od niego fragment Batyżowieckiego Szczytu (sł. Batizovský štít - 2448 m.n.p.m).
Z tego miejsca ścieżka zaczyna nieco podchodzić i oddala się na moment od Białej Wody. Ten fragment pozwala podziwiać "wystrzelające" w górę, ściany masywu Młynarza.
Od lewej: Młynarczyk (sł. Mlynárik- 1785 m.n.p.m.), Nawiesista Turnia (sł. Bielovodská veža - 1830 m.n.p.m.), Przeziorowa Turnia (sł. Prostredná Bielovodská veža - 1860 m.n.p.m.), Upłaziasta Turnia (sł. Západná Bielovodská veža - 1880 m.n.p.m.), Młynarka (sł. Mlynárka - 2010 m.n.p.m.)
W pewnym momencie po raz pierwszy dziś, słońce wychodzi zza skalnych ścian i oświetla dno doliny.. Wszystko momentalnie nabiera wspaniałych kolorów...
Przechodzimy przez Litworowy Żleb opadający spod Szerokiej Jaworzyńskiej (sł. Javorinská Široká - 2210 m.n.p.m.) i Zielonej Czuby (sł. Zelená kopa - 2130 m.n.p.m.), schodząc jednocześnie ponownie w pobliże potoku. Ponieważ ta część została ogołocona z drzew, znów możemy podziwiać niezwykle ujmujące widoki, tyle że tym razem zachwycamy się również pięknymi kolorami, które uwypukliło pokazujące się słońce.
:)
Kolejne minuty mijają nam na wędrówce wzdłuż wznoszących się blisko ścian Młynarza (2170 m.n.p.m).
Charakterystyczna grań Zamków znajdująca się w grzbiecie opadającym ze Spismichałowej Czuby (sł. Zámky - 2070 m.n.p.m.) do Doliny Białej Wody.
Gdy ścieżka ponownie przybliża nas do Białej Wody, to znak, że jesteśmy blisko Polany pod Wysoką.
Parę minut po dziewiątej, a więc po dwóch godzinach marszu z Łysej Polany, docieramy na Polanę pod Wysoką (sł.  Poľana pod Vysokou) położoną na wysokości 1310 m.n.p.m u stóp wschodnich zboczy masywu Młynarza. Polana dziś w znacznym stopniu już zarosła i szczyt Wysokiej, jest coraz trudniej dostrzec, nadal jednak fenomenalnie prezentuje się stąd monumentalny Ganek (sł. Gánok 2462 m.n.p.m).
Zbliżenie na Żłobisty Szczyt (sł. Zlobivá - 2426 m.n.p.m.), Rumanowy Szczyt (sł. Rumanov štít - 2429 m.n.p.m.), Ganek (2462 m.n.p.m.) i znajdujące się przed nim: Kaczą Turnię (sł. Kačacia veža - 2197 m.n.p.m.) i Gankową Strażnicę (sł. Pustá stráž - 1875 m.n.p.m).
A to Wysoka w otoczeniu Smoczego Szczytu - po lewej i Ciężkiego Szczytu - po prawej.
Masyw Młynarza.
Na Polanie pod Wysoką spędzamy trochę czasu na umieszczonych tam ławkach dla turystów. Po około dwudziestu minutach, kończy się przyjemne dreptanie doliną, a zaczyna strome podejście.
Grań Zamków i leżąca w oddali Rusinowa Polana.
Ścieżka z każdym krokiem nabiera coraz ciekawszego charakteru i po pokonaniu zakosu wyprowadza nas w dogodne miejsce do podziwiania bardzo malowniczej Kaczej Siklawy (sł. Hviezdoslavov Vodopád), czyli 15-metrowego wodospadu na Kaczym Potoku (sł. Kačací Potok), którego wody spadają z Kaczej Doliny do Doliny Białej Wody.
Kacza Siklawa i monumentalne: Rumanowy Szczyt i Ganek.
Przybrana w jesienne kolory Gankowa Strażnica, Żabi Szczyt Wyżni i dalsza część południowo-zachodniej grani Młynarza: Żabi Mur, Młynarzowe Widły, Basztowy Zwornik, Młynarzowa Czuba, Młynarz, Młynarka.
Raz jeszcze: Żłobisty Szczyt, Rumanowy Szczyt, Ganek i Kacza Turnia.
Pniemy się coraz wyżej. Z naszej perspektywy interesująco prezentuje się również Spismichałowa Czuba, będąca częścią potężnego i bardzo zagadkowego masywu Szerokiej Jaworzyńskiej, której położenie na mapie Tatr, wymusza wyobrażenia o wspaniałym i bardzo rozległym widoku z jej wierzchołka.
Zachodnia ściana Hrubego Rogu (sł. Hruby Roh - 1992 m.n.p.m.), stanowiącego zachodnie zakończenie grani Hrubej Turni.
Pokonujemy ostatnie zakosy i lądujemy na progu Doliny Kaczej.
Kacza Dolina (sł. Kačacia Dolina) stanowi południową odnogę Doliny Białej Wody o długości około dwóch kilometrów i powierzchni 2,3 km kwadratowych. Na jej dnie znajduje się Zielony Kaczy Staw (sł. Zelené Kačacie Pleso) o powierzchni 2,57 km kwadratowych, z którego wypływa Kaczy Potok, który kilkaset metrów na południe od jego brzegu spada Kaczą Siklawą do Doliny Białej Wody.
Cała ta niewielka, ale bardzo urokliwa dolina, otoczona przez granitowe gmaszyska, wraz z sąsiednią Litworową Doliną, tworzy nieco koliste, zakończenie największej tatrzańskiej doliny, leżącej po północnej stronie grani. Począwszy od zachodu otacza ją najpierw północna grań Ganku, przebiegająca przez Kaczą Turnię i zakończona Gankową Strażnicą. Od południa dolinę ogranicza główna grań Tatr Wysokich, na odcinku Ganek - Rumanowy Szczyt - Żłobisty Szczyt - Zachodni Szczyt Żelaznych Wrót (sł. Západný Železný štít - 2360 m.n.p.m.) - Zachodnie Żelazne Wrota (sł. Západná Železná brána - 2280 m.n.p.m.) - Śnieżne Kopy (sł. Snežné kopy - 2322 m.n.p.m.) - Wschodnie Żelazne Wrota (sł. Východná Železná brána - 2225 m.n.p.m.) - Wschodni Szczyt Żelaznych Wrót (sł. Východný Železný štít - 2340 m.n.p.m.) - Zmarzły Szczyt (Popradský Ľadový štít - 2390 m.n.p.m.) - Kaczy Szczyt (sł. Kačací štít - 2395 m.n.p.m.) - Batyżowiecki Szczyt - Zadni Gerlach - Litworowy Szczyt (sł. Litvorový štít - 2413 m.n.p.m.). Od Litworowej Doliny (sł. Litvorová dolina), Kacza Dolina oddzielona jest natomiast grzędą opadającą z Litworowego Szczytu.
Ciekawa jest legenda z którą związana jest nazwa doliny. Otóż w Kaczej Dolinie w noc świętojańską miała pojawiać się... ( :D) złota kaczka, która składała tam złote jajo i znikała w skalnej szczelinie... Cóż... Jak wiadomo w noc świętojańską różne rzeczy się dzieją.. ;P
Popatrzyliśmy, pozachwycaliśmy się już dzisiaj po raz n-ty i ruszyliśmy na eksplorację Litworowej Doliny, mając przed nosem grań Hrubej Turni (sł. Hrubá veža - 2091 m.n.p.m.)
Batyżowiecki Szczyt, Kaczy Szczyt, Zmarzły Szczyt, Wschodni Szczyt Żelaznych Wrót i widoczna z prawej, z brzegu Zasłonista Turnia (sł. Veža Železnej brány - 2190 m.n.p.m).
Z wylotu Litworowej Doliny oprócz znanej nam już grani Młynarza podziwiać wyłaniający się znad Gankowej Strażnicy szczyty Niżnych Rysów i Kopy Spadowej.
Z każdym kolejnym krokiem, widoki stają się coraz rozleglejsze i zapierają dech w piersiach... Stawialiśmy pięć kroków, po czym za każdym razem obracaliśmy się, by spojrzeć, co tym razem się odsłoniło... :) Tatry w takim zimowo-jesiennym przebraniu wyglądały niesamowicie, a ośnieżone leciutko wierzchołki dodatkowo przypominały mi lube Alpy Julijskie.
Rysy, Niżnie Rysy, Kopa Spadowa, Wyżni Żabi Szczyt, Żabie Mury, Młynarz...
Tak... Stać tylko i podziwiać... ;)
A w oddali kozice...
Równo o godzinie jedenastej, po czterech godzinach od momentu wyruszenia (z przerwami) z Łysej Polany docieramy w okolice wału morenowego, gdzie znajduje się Litworowy Staw. Z tego miejsca możemy już dostrzec widoczną w oddali Małą Wysoką wznosząca się ponad Litworową Przehybą.
Litworowy Staw (sł. Litvorove Pleso) to położony na wysokości 1860 m.n.p.m. staw o powierzchni 1,63 ha i głębokości maksymalnej 19 m. Według mnie jest jednym z najpiękniej położonych jezior polodowcowych w słowackich Tatrach, z niezwykle ujmującą panoramą Żłobistego Szczytu, Rumanowego Szczytu, Ganku i Rysów, które świetnie się stąd prezentują.

Nad Litworowym Stawem decydujemy się odsapnąć przez krótką chwilkę i walnąć kilka zdjęć na fejsa ;P
Nie no, żarty żartami, ale doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że choć za nami pozostała najbardziej mozolna część dzisiejszego dnia, to przez następną godzinę będziemy musieli radzić sobie z najbardziej efektownym odcinkiem trasy.
Rysy, Przełęcz pod Rysami, Niżnie Rysy, Spadowa Kopa, Ciężka Przełączka, Żabi Szczyt Wyżni.
Po przerwie wróciliśmy z powrotem na szlak aby zmierzyć się z podejściem do Zmarzłego Stawu pod Polskim Grzebieniem, które było nieco skomplikowane, bo raz że śnieg był świeży i przysypał ścieżkę, a dwa, że przez mocno świecące słońce, patrzenie w dół było utrudnione bo światło silnie się od niego odbijało ;) Trochę więc szliśmy "na czuja". 
Coraz piękniej!
Po pokonaniu tego dość trudnego w orientacji odcinka, docieramy na Litworową Przehybę (wg W. H. Paryskiego 2050 m.n.p.m.), czyli przełączkę w grani odchodzącej na północ od Wielickiego Szczytu, w której leży m.in. Hruba Turnia. Wchodzimy do ziejącego chłodem Zmarzłego Kotła pod Polskim Grzebieniem. Tu na nowo ścieżka uspokaja swój profil, a my możemy spokojnie spojrzeć na otoczenie, na przykład na bliską Hrubą Turnię, której wyraźne odosobnienie zwraca uwagę. 
Z Litworowej Przehyby schodzimy tak jak napisałem do Zmarzłego Kotła pod Polskim Grzebieniem. Sam Zmarzły Staw pod Polskim Grzebieniem (sł. Zmrznuté Pleso), który leży na jego dnie, jest jednym z wyżej położonych stawów tatrzańskich (2013 lub 2047 m.n.p.m.). Jego powierzchnia to 1,11 ha, głębokość maksymalna 12,5 m. Z ciekawostek warto dodać że jest to chyba najchłodniejszy staw Tatr, w którym woda, wg pomiarów Eugeniusza Romera w lecie, osiągała 1,7 stopni Celsjusza.
Wprawdzie od tej pory globalne ocieplenie się nasiliło, ale nadal wydaje mi się że stawik pozostaje najzimniejszym ze wszystkich tatrzańskich stałych jeziorek :D 
Staw otaczają efektowne ściany Dzikiej Turni (sł. Divá veža - 2373 m.n.p.m) i Małej Wysokiej.
Znad stawu ścieżka podchodzi już nie tak stromo nachylonym zboczem do położonych kilkadziesiąt metrów ponad kotłem, rozstajów.
O 12.15 nieco zmęczeni tym ponad pięciogodzinnym etapem dzisiejszej trasy, docieramy do Rozstajów pod Polskim Grzebieniem znajdujących się na wysokości 2089 m.n.p.m. Tu szlak niebieski podąża dalej na Rohatkę (sł. Prielom - 2288 m.n.p.m.), natomiast my, podchodzimy stąd zielonym już szlakiem, na niedaleki Polski Grzebień. 

Na szczęście szlak na Polski Grzebień był już przedreptany i pokonywanie kolejnych metrów nie było przesadnie męczące. W paru miejscach pojawił się lód, ale na szczęście właśnie przez świeży śnieg, raki nie były konieczne.
Ostatni odcinek na Polski Grzebień, z lewej Mała Wysoka.

Grzęda Litworowego Szczytu zasłaniająca otoczenie Litworowej Doliny i w oddali Młynarz i Tatry Polskie, czyli od Świnicy przez Kozi Wierch, Granaty, aż po Wołoszyny i Koszyste.
Po osiągnięciu Polskiego Grzebienia od razu wchodzimy na żółty szlak, łączący przełęcz z Małą Wysoką. 
Rzut oka na Dolinę Wielicką.

Żółty szlak pnący się na wierzchołek, od południowej strony nieco podmokły z uwagi na lepsze nasłonecznienie.
W dwóch miejscach podczas wędrówki na Małą Wysoką znajdziecie łańcuchy. Generalnie jednak, oba te miejsca są dosyć proste do ogarnięcia ;) Nawet przy odrobinie śniegu, da się ten odcinek spokojnie pokonać.
 Szlak pnący się początkowo granią, pozwala podziwiać poszarpany grzbiet Małej Wysokiej i śliczną Dziką Turnię.
 Jest ciężko, ale już niedaleko ;)
Litworowy Szczyt i Wielicki Szczyt (sł. Velický štít - 2318 m.n.p.m.).
Jest 13.15 gdy stajemy na wierzchołku Małej Wysokiej... Jest pięknie, wokół nas dziesiątki obsypanych białym puchem tatrzańskich wierzchołków; większych lub mniejszych, o ostrym bądź łagodniejszym profilu... To było coś niezwykłego, móc w taki cudowny, wrześniowy dzień znaleźć się tam i podziwiać to wszystko :))
Widok z Małej Wysokiej na zachód - dwuwierzchołkowa Wysoka, przed nią schowany jakby w cieniu Ganek. Dalej Rysy i Niżnie Rysy z całą Żabią Granią. U stóp Małej Wysokiej rozciągają się doliny: Litworowa i Świstowa, przedzielone granią Hrubej Turni.
Masyw Młynarza na pierwszym planie, a za nim polskie Tatry Wysokie, począwszy od Miedzianego (w głębi po lewej), przez Świnicę, Kozi Wierch, Granaty, Buczynowe Turnie, Wołoszyny (których wierzchołki w chmurach) i Koszyste, schowane z tyłu, po prawej.
Ponad Szpiglasowym Wierchem, a Miedzianem możemy dostrzec Czerwone Wierchy: Małołączniaka, Krzesanicę i nieco schowanego Ciemniaka.
Przepastna Dolina Białej Wody, której pokonanie czuliśmy w nogach już na Małej Wysokiej, a pod nami Kocioł pod Polskim Grzebieniem i nieco dalsze granie: Hrubej Turni i Świstowych Turni z rozciągającą się pomiędzy nimi Świstową Doliną.

Na północy widzimy niedaleką Dziką Turnię i wznoszący się nieco dalej, masywny, Świstowy Szczyt (sł. Svišťový štít - 2383 m.n.p.m.).
Obracam głowę na północny-wschód... Tam uwagę zwracają przede wszystkim "dymiące" Tatry Bielskie.
Od lewej: Murań (sł. Muráň - 1890 m.n.p.m.), Nowa Przełęcz (sł. Nové Sedlo - 1845 m.n.p.m), Nowy Wierch (sł. Nový Vrch - 2009 m.n.p.m.), Hawrania Przełęcz (sł. Havranie Sedlo - 1932 m.n.p.m.), Hawrań (sł. Havran - 2151 m.n.p.m.), Strzystarska Przełęcz (sł. Tristarské Sedlo - 1969 m.n.p.m.) i Płaczliwa Skała (sł. Ždiarska Vidla 2142 m.n.p.m.).
 I ogólny widok na wschód. Tu dominuje Pan Lodowy, który swoim majestatem przytłacza całą resztę. Znajdujące się na prawo od jego włości ;) Durne Szczyty (sł. Pyšný štít i Maly Pyšný štít - 2623 m.n.p.m. oraz 2590 m.n.p.m.), Łomnica (sł. Lomnický štít - 2632 m.n.p.m.) i Pośrednia Grań (sł. Prostredný hrot - 2441 m.n.p.m.) wielkością i śmiałością nie dorównują mu ani trochę :)
A to już południowo-wschodnia grań Małej Wysokiej.
Sławkowski Szczyt (sł. Slavkovský štít - 2452 m.n.p.m), Staroleśny Szczyt (sł. Bradavica - 2476 m.n.p.m.) i Zwalista Turnia (sł. Westerov štít2429 m.n.p.m.). Ta ostatnia na mapach i w książkach figuruje z różnymi wysokościami. Ponieważ jednak Słowacy podają na wielu stronach wysokość 2429 m.n.p.m. to i ja tak skrobnę ;)

Na koniec parę słów o tym widokowym szczycie...
Mała Wysoka (sł. Východná Vysoká - 2429 m.n.p.m.) stanowi ważny punkt na mapie Tatr. Położona jest w głównej grani Tatr Wysokich, między przełęczami: Polski Grzebień (2200 m.n.p.m.), która oddziela ją od Wielickiego Szczytu, a Rohatką, który oddziela Małą Wysoką od Dzikiej Turni. Mała Wysoka stanowi zwornik dla istotnej topograficznie grani wybiegającej na południowy-wschód. W grani tej, patrząc od strony Małej Wysokiej, położone są: Baniasta Turnia (sł. Kupola 2414 m.n.p.m.), Zwalista Turnia, Staroleśna , Nowoleśne Turnie (sł. Slavkovské Veže) i szczyty Sławkowskiej Grani (sł. Vareškový Hrebeň), w której położony jest między innymi Sławkowski Szczyt.
Położenie Małej Wysokiej nad trzema dużymi dolinami (Białej Wody, Wielicką i Staroleśną) powoduje, że panorama ze szczytu jest rozległa i ciekawa. Zwłaszcza widok na masyw Gerlacha stąd, nie może się równać do żadnego innego dostępnego szlakiem turystycznym, punktu w Tatrach. Możemy więc prześledzić jego topografię bardzo dokładnie.
Zdobywcy wczesnozimowej Małej Wysokiej ;)
Na szczycie spędzamy dłuższą chwilę, ponieważ w sumie na zjedzenie kanapek, rozmowy ze spotkanymi Słowakami i Czechami, zeszło prawie 50 minut. Kilka minut po drugiej, żegnamy się więc ze wszystkimi, raz jeszcze, rozanieleni spoglądamy na panoramy i schodzimy szybko z powrotem na Polski Grzebień.
Polski Grzebień (sł. Poľský Hrebeň - 2200 m.n.p.m.) jest prawdopodobnie obok Żelaznych Wrót, jedną z najsłynniejszych przełęczy w słowackich Tatrach. Ponieważ jest to jedno z głębszych i szerszych obniżeń na grani Tatr Wysokich, wykorzystywano je od dawna podczas przejścia przez grzbiet. Znali ją dobrze więc zarówno myśliwi jak i turyści, którzy w XX wieku w Tatrach się dość licznie pojawili.
W 1892 roku, na szlakach na Polski Grzebień założono zabezpieczenia, które dodatkowo ułatwiły wędrówkę. Dziś jest to popularne miejsce, przez który poprowadzono zielony szlak z Śląskiego Domu do Kotła pod Polskim Grzebieniem i na którym zaczyna się łącznikowy szlak na Małą Wysoką.
Zejście z Polskiego Grzebienia do Doliny Wielickiej okazało się być nieco problematyczne z uwagi na topniejący, zalegający w wielu szczelinach, śnieg. Z tego powody łańcuchy po drugiej stronie Polskiego Grzebienia przytrzymują nas dobrych kilka minut.
Rynna i załom przy zejściu do Doliny Wielickiej.
Po pokonaniu tego dość trudnego odcinka, bez żadnych większych problemów schodzimy w górne piętro Doliny Wielickiej.
Dolina Wielicka (sł. Velická Dolina) jest jedną z dwóch najmniejszych walnych dolin w Tatrach. Jej powierzchnia wynosi 5,7 km kwadratowych, długość natomiast 6 km.
Ta niewielka i dosyć nieskomplikowana topograficznie dolina, otwarta ku południowemu-wschodowi, ograniczona jest przez masyw Gerlacha, Litworowego Szczytu, Wielickiego Szczytu, Małej Wysokiej, Staroleśnej i Granatów Wielickich. Na jej dnie znajduje się kilka stawów: Wielicki Staw (największy), Kwietnicowy Staw, Długi Staw, Górne Kwietnicowe Stawki i Wielickie Oka.
Jak pisze W. H. Paryski, dolina ta była odwiedzana już w XIX wieku. Szlaki natomiast pojawiły się w latach 70. XIX wieku i zostały utworzone przez Węgierskie Towarzystwo Karpackie (MKE).

Podczas spaceru Doliną Wielicką, nie sposób nie zwrócić uwagi na wznoszący się po przeciwnej stronie masywu Gerlacha ciąg ostrych turni, o pionowych, bardzo często gładkich zboczach. Są to Granaty Wielickie (sł. Velické Granáty), będące niedługą, ale postrzępioną granią dla której zwornik z wspominaną przeze mnie południowo-wschodnią granią Małej Wysokiej stanowi Staroleśna.

Najwyższym szczytem Granatów Wielickich jest przepiękna Rogata Turnia (sł. Rohatá veža - 2420 m.n.p.m.)
Ciekawym punktem w krajobrazie Doliny Wielickiej jest też Sucha Kopa Wielicka (sł. Guľatý Kopec - 2121 m.n.p.m.), której zachodnimi zboczami schodziliśmy nad Długi Staw. Oddziela ona od siebie piętra doliny - środkowe i górne.

Próg Doliny Wielickiej i Wielicki Ogród (sł. Kvetnica).
Gdy stajemy na Mokrej Wancie, zwanej również Granatnicą, widzimy Wielicki Staw wraz z położonym na jego brzegu, Śląskim Domem. Do końca wycieczki coraz bliżej...
Próg Doliny Wielickiej, czyli Mokra Wanta/Granatnica, w oddali masyw Gerlacha, a konkretniej okolice Małego Gerlacha (sł. Kotlový štít - 2601 m.n.p.m.) i południowo-wschodnia jego grań.
Pomalutku schodząc, za kwadrans czwarta docieramy do Śląskiego Domu. Ponieważ do autobusu zostaje nam jeszcze około dwóch godzin, definitywnie rezygnujemy z wejścia do środka, zresztą i tak mało zachęcającego budynku, do którego stosunek mam mocno wyważony i schodzimy w kierunku Smokowców.
Dolina Wielicka w dolnej części i zamglona Kotlina Popradzka.
Południowo-wschodnia grań Małego Gerlacha, Sucha Kopa Wielicka i grań Granatów Wielickich.
Król Tatr po raz ostatni.
Na Rozstajach nad Tatrzańskimi Zrębami zmieniamy kolor szlaku na żółty i leśną ścieżką, najpierw przez las górnoreglowy, potem przez jego pozostałości, zmierzamy do Starego Smokowca.
Tam gdzie 11 lat temu Kalamita zrobiła co swoje, spoglądamy na Sławkowski Szczyt.
Na 17.20 jesteśmy w Starym Smokowcu, a więc na 40 minut przed odjazdem Stramy. Wchodzimy do sklepu, zaopatrujemy się w tradycyjne produkty, czyli piwko, kofola i czekolada ;P i pomału zmierzamy na smokowiecki dworzec, gdzie kończymy przepiękną, ale i bardzo wyczerpującą wycieczkę...
Stary Smokowiec...
I tak po ponad dziesięciu godzinach wędrówki w poprzek Tatr, pokonaniu 23 kilometrów i 1550 metrów sumy wzniesień meldujemy się u celu naszej podróży. Dużo? Dość dużo ;) Ale pomimo tego, że jest to trudna kondycyjnie trasa, nawet jak na Tatry, to z pewnością jest ona warta wysiłku, który trzeba włożyć w jej pokonanie. Piękne widoki, dzika i pusta Dolina Białej Wody, kilka wodospadów po drodze, w tym dwa efektowne - Kacza i Wielicka Siklawa, stawy ulokowane w bajkowym otoczeniu - po prostu rewelacja...
DO ZOBACZENIA :)