środa, 5 kwietnia 2017

Własna fotoksiążka z Saal Digital Polska

Jednym z powodów dla którego prowadzę tego bloga jest chęć zatrzymania jak największej ilości wspomnień i przeżyć ze szlaku. Ponieważ niektóre z nich prędzej czy później zaczynają się zacierać, blog stanowi znakomity sposób aby w dowolnej chwili, móc przypomnieć sobie bieg poszczególnych wydarzeń z życia. I to przy pomocy zaledwie paru kliknięć.
Zdjęcia, stanowiące obok opisu fundamentalną część każdej relacji, stanowią prawdziwy nośnik informacji; często przyglądając się zaledwie jednej fotografii przypominam sobie całą masę szczegółów, towarzyszących mi przy okazji jej robienia. Czasem nachodzi mnie ochota by wolny wieczór spędzić w wygodnym fotelu przeglądając zdjęcia i dumając nad tym co było i jeszcze może się wydarzyć.
Naturalnie, najwięcej przeżyć nie zapewnia oglądanie zdjęć wyświetlanych na monitorze lecz tych zawartych czy to w książce, czy to w jakimś opasłym albumie. To trochę jak z książkami, które zdecydowanie wolę od e-booków - choćby dlatego że lubię ich specyficzny zapach. Nawet sama czynność przewracania kolejnej strony ma w sobie element, który bardzo sobie cenię. Można powiedzieć, że w przypadku czytania książki, a nie w i r t u a l n e j książki, mamy do czynienia z pewnego rodzaju interakcją, która bardzo mi pasuje. Dokładnie tak samo jest ze zdjęciami.
Odkąd pamiętam dziadkowie czy rodzice wracając z różnych wyjazdów namiętnie wywoływali swoje zdjęcia tworząc albumy które przynajmniej raz czy dwa razy w roku przeglądali z uśmiechem na ustach. Gdy kupiłem swój pierwszy aparat pięć lat temu, sam zacząłem wywoływać zdjęcia, przechowywać je w kredensie i gdy nachodziła ochota, to sobie je przeglądałem.
Rok później założyłem bloga, a ponieważ byłem już po maturze, to zacząłem też liczniej jeździć. Zdjęć z wyjazdów przybywało, z czasem aparat cyfrowy zamieniłem na lustrzankę cyfrową, która pozwoliła rzecz jasna na zdjęcia o lepszej jakości i przede wszystkim w większym formacie. Dlatego też okazjonalnie sięgałem również po kalendarze z własnymi zdjęciami, a ostatnio, po raz pierwszy zainteresowałem się fotoksiążką, będącą pewnego rodzaju ewolucją tak chętnie tworzonego albumu ze zdjęciami.
W ramach testu we współpracy z firmą Saal Digital Polska otrzymałem możliwość wykonania własnej fotoksiążki i chciałbym się teraz podzielić z Wami doświadczeniami z tej przygody.

PROCES PROJEKTOWANIA

Pierwszym krokiem w procesie stworzenia własnej fotoksiążki jest wizyta na stronie Saal Digital Polska, z której pobieramy program pod nazwą Saal Design. Po jego zainstalowaniu i otworzeniu, wyświetla nam się przejrzyste menu, z którego przechodzimy do zakładki "fotoksiążki".
Następnie otworzy nam się kolejne okienko, w którym wybieramy rozmiar naszej fotoksiążki - do wyboru mamy aż 6 możliwości, począwszy od najmniejszego rozmiaru 15 x 21 (inaczej mówiąc formatu A5) po znacznie większy rozmiar 42 x 28 (format zbliżony do A3).
Po wybraniu satysfakcjonującego nas formatu mamy możliwość określenia konkretnych szczegółów naszej fotoksiążki. A więc wybieramy rodzaj okładki (tu bardzo duży plus dla Saal Digital, bo oprócz dwóch standardowych opcji, czyli okładki naświetlanej na błyszczącym bądź matowym papierze fotograficznym, mamy do wyboru aż dziewięć nietypowych opraw, które powinny zadowolić bardziej wybrednych klientów), do której możemy dobrać również watowanie, określić rodzaj papieru fotograficznego stron naszego albumu i przede wszystkim liczbę stron. Minimalna ich ilość to 26, maksymalna 120.
W kolejnym etapie otwiera się nam już edytor, stanowiący główny element całego procesu. To w nim wybieramy szablon (bądź nie) i projektujemy każdą ze stron dodając ulubione zdjęcia. Edytor jest intuicyjnie zbudowany, trudno jest się więc pogubić, a znajome z innych programów ikonki pozwalają na szybką i wygodną pracę z aplikacją.
Do całości mam tylko dwie uwagi - pierwsza dotyczy oferowanych czcionek - zdecydowanie za dużo jest tych, które tekst wzbogacają w zawijasy i różnego rodzaju "cuda na kiju", za mało za to tych prostych, ale jednocześnie eleganckich; czy jak kto woli szykownych. Być może przydałoby się też trochę więcej efektów do samych czcionek, przykładowo możliwości rozstrzelenia bądź zagęszczenia tekstu. Obecnie, poza wyborem czcionki, jej wielkości, koloru, tła na jakim ma być przedstawiona i standardowych efektów czyli pogrubienia, podkreślenia i kursywy możemy sobie dostosowywać jedynie interlinię.
 Drugą uwagą o której muszę wspomnieć jest fakt, że do poprawnego, czytaj płynnego funkcjonowania, jest konieczność posiadania przyzwoitego procesora i w miarę dużej ilości pamięci operacyjnej komputera tj. głównie pamięci RAM. Mój laptop, posiadający czterordzeniowy procesor Intel Core I5 i 8 gb pamięci RAM pod koniec procesu projektowania, gdy większość stron była już wypełniona zdjęciami i tekstem, zaczynał trochę lagować (zacinać się), także podejrzewam, że w przypadku nieco słabszego procesora bądź mniejszej pamięci RAM, cały proces trwałby znacznie dłużej.
Problemem może być również sposób płatności - mamy do wyboru tylko płatność za pomocą karty kredytowej bądź paypalem. Aplikacja nie przewiduje bowiem przelewu internetowego, co jest trochę niewygodne i może uniemożliwiać dokonanie wpłaty, bo przecież nie każdy dysponuje kartą kredytową czy też posiada konto na paypalu.

DOSTAWA + OCENA OTRZYMANEGO PRODUKTU

Miłym zaskoczeniem było szybkie zrealizowanie zamówienia. Produkt zamówiłem w środę, w czwartek popołudniu dostałem smsem informację o przekazaniu zamówienia do wysyłki, a we wtorek kurier DHL dostarczył mi ją do domu. To niedługi okres, zwłaszcza że produkty Saal Digital  dostarczane są do klienta z Rottenbach w Niemczech.
  Przyjrzyjmy się wpierw okładce - mimo że zamówiłem wersję bez watowania, to jestem w pełni zadowolony z jej wykonania - jest elegancko wykonana, twarda oprawa chroni ją przed zniszczeniem i ponadto jest przyjemna w dotyku.
 Bardzo pozytywnym aspektem dotyczącym samego albumu jest jakość wydrukowanych zdjęć - kolory są bardzo wyraziste, nie tracą nic w stosunku do tego co widać na laptopie. Widoczne na poniższych fotkach cienie wynikają z tego, że są one naświetlone na papierze błyszczącym, a nie bardziej popularnym - matowym. Taka opcja jest moim zdaniem efektowniejsza, ale ma kilka poważnych mankamentów - przed oglądaniem albumu warto umyć dłonie, trzeba również pamiętać, że mocne światło będzie się od nich odbijać.
 Na plus można też zaliczyć płaskie łączenie stron, bo dzięki temu możemy zobaczyć całość fotografii - nie ma zagięć, przeglądanie jest więc bardzo czytelne.
 Taki album może stanowić fantastyczny pomysł na prezent, być pamiątką z podróży, czy równie dobrze portfolio naszej działalności.

 Trochę irytujący jest maleńki kod widoczny na tylnej okładce i fakt, że aby go uniknąć należy dopłacić 25 złotych. W mojej opinii produkt, za który teoretycznie powinienem zapłacić 250 złotych, mógłby być już takich "kwiatków" pozbawiony.
Pomimo kilku drobnych uwag związanych z funkcjonowaniem samej aplikacji, z produktu firmy Saal Digital Polska w zakresie fotoksiążek jestem naprawdę usatysfakcjonowany. Na duży plus należy zaliczyć najważniejsze aspekty - szerokie możliwości wykonania fotoksiążki, którą możemy projektować w kilkudziesięciu różnych szablonach, pozwalających swobodnie aranżować poszczególne strony wedle własnego uznania, jak również jakość i precyzję z jaką została ona wykonana - mogę powiedzieć, że na tle szeroko rozumianej konkurencji z których usług mogłem kiedyś korzystać, produkt ten wypada bardzo dobrze.
Z przyjemnością mogę więc zasiąść przy popołudniowym espresso lungo i powrócić do wspomnień z ostatnich lat 😊
Zachęcam - wybierzcie ulubione zdjęcia i stwórzcie własną fotoksiążkę 😉

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz