25 czerwca 2017

Wielka Pętla Mszańska, czyli Ćwilin, Śnieżnica i Lubogoszcz w jednym

To był maj, pachniała Saska Kępa...
Nie. Wróć. 
To nie była Saska Kępa, to były okolice Mszany Dolnej, malowniczo położonej u zbiegu rzek Mszanki i Raby, u podnóża Szczebla i Lubogoszcza.
W Mszanie Dolnej byłem w 2015 roku dwukrotnie, a w rok temu powróciłem tam, by przejść bardzo atrakcyjną, choć wymagającą pętlę, którą nazwałem roboczo "Wielką Pętlą Mszańską". Co to za pętla, o tym za chwilę, tymczasem przenieśmy się wpierw do tego niewielkiego miasteczka, gdzie zaczęła się owa wyrypa.
Aha, no i przedstawiam moich towarzyszy z tamtego dnia - Tomka - mojego ówczesnego współlokatora oraz jego kumpla Marcina.
Nie wiem czy pamiętacie jeszcze moje przejście Beskidu Wyspowego, które sobie wymyśliłem dwa lata temu (jeśli nie - zachęcam do nadrobienia zaległości! - link) - na liście istotniejszych, zdobytych szczytów, zabrakło wtedy m.in. Lubogoszcza. Gdy Tomek, kolekcjonujący odznaki PTTK, planował ambitną, jednodniową wyrypę w Beskid Wyspowy, to postanowiłem przyłączyć się do niego. Zwłaszcza że nie chodziło tylko o wejście na sam Lubogoszcz, a o powrót w Wyspowy, który bardzo przypadł mi do gustu.
źródło: mapa-turystyczna.pl
Do Mszany dojechaliśmy w bardzo wesołych humorach - a to dlatego, że jechaliśmy zapchanym do granic możliwości, dusznym busem i jedynym sposobem na to, żeby pozbyć się kiełkującej wewnątrz wściekłości, było podejście do całej sytuacji z dystansem. No więc pośmieszkowaliśmy trochę ze współpasażerami, a efekt był tego taki, że kierowca pozbywając się w nas w Mszanie, zrobił to z największą przyjemnością.
Nie żebym był wredny czy chamski i kogoś tu hejtował, ale zasad, którym podporządkują się busiarze nie lubię "letko" mówiąc 😈
Mszanka w Mszanie 😉 i Szczebel w oddali.
Plan naszej wędrówki zakładał wejście najpierw na Ćwilin, a następnie tradycyjne przejście na Śnieżnicę i powrót do Mszany przez Lubogoszcz. Trasa miała liczyć trochę ponad 25 km, czym specjalnie się nie wyróżniała, ale imponowała sumą podejść. 1700 metrów w dość niskim paśmie, jakim jest Beskid Wyspowy, robiło wrażenie, choć dzięki temu że całość została rozłożona na 3 partie, to sumaryczne zmęczenie nie było wcale dojmujące 😊😊
Był bezchmurny, ciepły i przede wszystkim wietrzny poranek - w sam raz na górską wycieczkę, bo czegóż chcieć więcej? Pomaszerowaliśmy przez chwilę wzdłuż Mszanki, a potem odbiliśmy w stronę osiedla Ścibory. Nazwa ta nie pojawia się na żadnej z moich map, ale została ujęta przez Pana Dariusza Gacka, w jego przewodniku po Wyspowym wydawnictwa Rewasz. 
Osiedle liczy dosłownie kilka domostw i znajduje się na północ od charakterystycznego wzniesienia Grunwaldu, na którym znajduje się przekaźnik.
Po minięciu ostatniej zagrody, asfalt się skończył i zaczęła się polna droga, która wyprowadziła nas na skraj okolicznych sadów i pól.
W jednym z sadów...
...
Chwilę później dostrzegliśmy już w znacznym oddaleniu zabudowania Mszany Dolnej - niezwykle malowniczo położonej.
Luboń Wielki i Szczebel. Oj, bardzo lubię te klimaty 😏
Do kolekcji również rozłożysty Lubogoszcz. Tam będziemy kończyć naszą eskapadę.
Droga w pobliżu wzniesienia Grunwald...
Gdy tylko szlak wyprowadził nas na grzbiet, to oczy otworzyły mi się szerzej z zachwytu. Tak, wiosna jest bajkowa, a w tych częściach Beskidów bywa wprost zniewalająca.
Powiedzcie sami 😀 Rewelacja!
Łagodnie pofalowane wzgórza południowo-zachodniej części Wyspowego i widoczny w oddali Gorc z wieżą widokową.
Drzewko pod którym drzemałem rok wcześniej 😏
I masyw Ogorzałej przez który przechodzi zielony, również bardzo widokowy, szlak. Swoją drogą ciekaw jestem czy ogarnięto już syf jaki powstał po wycince na wschodnich zboczach tej góry... Może ktoś szedł tam ostatnio i wie?
Ale odchodząc od niemiłych wspomnień związanych z przedzieraniem się w temperaturze 30 stopni przez pozostałości lasu pod Ostrą w masywie Ogorzałej, muszę przyznać, że z wielkim rozrzewnieniem powracam myślami do spaceru żółtym szlakiem - moim zdaniem jest to jeden z najatrakcyjniejszych szlaków Wyspowego, a odcinek między Grunwaldem, a Czarnym Działem to TOP 5 widokowych miejsc w tych górach.
I kolejna porcja wiosennych widoków - w oddali kopulasta Mogielica (1171 m.n.p.m.) nieco bliżej, pośrodku zdjęcia pasmo Jasienia (1062 m.n.p.m.) i z boku wspomniana Ogorzała.
Wierzchołek Czarnego Działu (673 m.n.p.m.)
Za Czarnym Działem szlak staje się trochę bardziej monotonny, bo coraz częściej prowadzi lasem, momentami po rozjeżdżonej przez quady i motocykle, ścieżce. Ładne widoki powróciły wraz z dojściem na bezimienną przełęcz, oddzielającą Czarny Dział od Ćwilina. Warto się tam na chwilę zatrzymać, bo dalej rozpoczyna się długie podejście na drugi, po Mogielicy, najwyższy szczyt pasma.
Podejście na Ćwilin.
***
Wychodząc na otwartą przestrzeń w pobliżu szerokiej drogi stokowej, poprowadzonej pod szczytem Ćwilina, ze zdziwieniem zauważyliśmy chmury na niebie, które jednak nie sugerowały niczego niedobrego, a zapewniły przyjemny chłodek...
Z drogi stokowej na wierzchołek jest już bardzo blisko, dlatego po 10 minutach zameldowaliśmy się na szczycie - wnioski? Hala Michurowa od mojej ostatniej wizyty tamże, to jest w ciągu roku, miejscami naprawdę mocno zaczęła zarastać 😡
Okoliczne wsie i osiedla widoczne z Ćwilina.
Tabliczka potwierdzająca zdobycie szczytu - co ciekawe podczas mojego przejścia Beskidu Wyspowego idei GSBW (Głównego Szlaku Beskidu Wyspowego) jeszcze nie było, toteż wszystkie te oznaczenia stały się dla mnie pewnego rodzaju nowością podczas marszu.
Pasmo Jasienia i widoczne w oddali - Gorce.
Widoczność o tej porze (a było prawie południe), nie była rzecz jasna zbyt dobra, toteż ograniczyłem się do paru fotek - jeśli ktoś ma ochotę przyjrzeć się lepiej panoramom ze Ćwilina - znów - zapraszam do relacji odbytej rok wcześniej. A my tymczasem, po krótkim odpoczynku, zdecydowaliśmy się schodzić w kierunku Przełęczy Gruszowiec.
Gdy zeszliśmy, ponownie niebo się rozchmurzyło i zrobiło się bardzo ciepło, dlatego zdecydowaliśmy się wstąpić do baru znajdującego się na przełęczy 😉
Skraj wsi Gruszowiec.
I masyw Ćwilina, pozostawiony za naszymi plecami.
Oraz tak jak obiecałem - przy okazji kolejnej wizyty na przełęczy, tradycji musiało stać się zadość i postanowiliśmy znów odwiedzić tamtejszy bar "Pod Cyckiem" w którym można dostać proste dania barowe czy napić się piwa. Ale nie o jedzenie czy piwo nam chodziło, a o lody 😛
Piwo piwem, ale nie przed wysiłkiem jakim jest wejście na Śnieżnicę... 😉 A na lody jak widać zawsze się znajdzie 😛...
Gdy wyszedłem z klimatyzowanego trzema wiatraczkami pomieszczenia, poczułem jak jest gorąco. Przez następne 30 minut siedzieliśmy w milczeniu i jedynym głosem, który wydawaliśmy było chrupanie wafelka.
Wiosna i na okolicznych polach.
Niechętnie opuściliśmy ławki i zagłębiliśmy się w lesie pokrywającym zbocza Śnieżnicy. Na domiar złego szybko dopadło nas stado wkurzających do granic możliwości owadów, które leciały za nami i skutecznie zniechęcały do podjęcia choćby chwilowego odpoczynku.
Sytuacja uspokoiła się, gdy po czterdziestu minutach dotarliśmy w pobliże szczytu - pojawił się delikatny wiaterek, a słońce znów momentami chowało się za chmurami.
Na szczycie Śnieżnicy (1007 m.n.p.m.) panowały komfortowe warunki, toteż zdecydowaliśmy się na dłuższy postój. Co warto podkreślić, infrastruktura turystyczna w pobliżu szczytu w ostatnich latach uległa dużej poprawie i efekty tego są naprawdę widoczne - w okolicy kręci się coraz więcej turystów którym nie przeszkadza nawet brak widoków.
Tak wyglada Śnieżnica i szlaki w jej pobliżu na mojej mapie (wyd. Compass, 2012)...
 ...A tak sieć szlaków wygląda obecnie (źródło: mapa-turystyczna.pl):
Po posiłku zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i ruszyliśmy w kierunku górnej stacji wyciągu.
Można stamtąd przyjrzeć się między innymi dobrze widocznemu Ciecieniowi (829 m.n.p.m.) 😊
Stokiem zeszliśmy do Kasiny Wielkiej (po drodze tradycyjnie gubiąc szlak) i udaliśmy się w pobliże dawnej stacji kolejowej.
Oto i ona.
I fragment Karpackiej Kolei Transwersalnej. Ogromny sentyment mam do tej linii kolejowej.
Piramidalny Lubogoszcz od strony Kasiny Wielkiej. Jak się przypatrzycie to ujrzycie drogę, którą wchodzi się na szczyt 😋
Gdyby ktoś zamierzał spróbować podobnej trasy, jaką my zrobiliśmy tamtego dnia, mam drobną uwagę - podczas marszu przez Kasinę, polecam zboczyć we wsi z czerwonego szlaku, który wiedzie dość ruchliwą drogą wojewódzką 964, by wybrać marsz wzdłuż znacznie spokojniejszej ścieżki rowerowej poprowadzonej przez przysiółek Mistarze. Zarówno szlak rowerowy jak i pieszy spotykają się na skraju Polany Mogiła u podnóża Lubogoszcza.
Podejście na sam Lubogoszcz od strony Kasiny jest całkiem wymagające (na pewno bardziej niż na Śnieżnicę od strony Gruszowca, czy na Ćwilin od strony Czarnego Działu, za to trochę mniej strome aniżeli podejście na Luboń Wielki Percią Borkowskiego czy od strony Przełęczy Glisne) i nielicho nas zmęczyło na zakończenie dnia. Jego zaletą jest jednak fakt, że dużą różnicę wysokości, pokonuje się na bardzo małym dystansie.

W lesie zastał nas mrok i chłód, który był zupełnie zaskakujący w stosunku do tego co działo się na Gruszowcu. Naprawdę mieliśmy wrażenie, że temperatura spadła o kilkanaście stopni Celsjusza. Niemniej jednak, na Lubogoszcz się wdrapaliśmy, tym samym zdobywając ostatni z zaplanowanych na ten dzień szczytów 😉
Podobnie jak i Śnieżnica, tak i Lubogoszcz posiada kilka wierzchołków. W sumie płaski grzbiet ciągnie się na długości około 2,5 km między wyższym wierzchołkiem wschodnim (968 m.n.p.m.), środkowym Lubogoszczem Zachodnim oraz stanowiącymi zachodni wierzchołek masywu Zapadliskami (768 m.n.p.m.).
Zejście z wierzchołka Lubogoszcza Zachodniego (952 m.n.p.m.).
Miłym akcentem na zakończenie trasy, są widoki jakie roztaczają się z pól położonych na zboczach Zapadlisk. Widać stamtąd sporą część Gorców, południowo-zachodnich "wysp" Beskidu Wyspowego, a także Tatry.
Oto i one. Dostrzegacie śnieg? 😊
Ten sam kierunek, ale bez przybliżenia. Z prawej widać fragmenty masywu Szczebla i Lubonia Wielkiego.
Ponieważ przez dłuższy czas robiłem fotki, to moi towarzysze nieco mi uciekli, zostawiając przede mną pustą, polną ścieżkę, uroczo przecinającą okoliczne pola.
Od lewej: Luboń Wielki, Mała Góra (boczne ramię Szczebla) i Szczebel.
Łąki w pobliżu osiedla Zarębki.
Zakręciliśmy i przed nami ponownie otworzyła się panorama Mszany Dolnej...
Panorama pól rozłożonych tarasowo na zboczach Szczebla.
Chwilę później znaleźliśmy się w przysiółku Sutory, gdzie przystanąłem jeszcze na moment, aby wykorzystać zachodzące pomału słońce, a następnie skierowałem się wraz z chłopakami prosto do miasta.
Przeszliśmy tradycyjnie przez Mszankę i po krótki spacerze ulicami miasteczka wylądowaliśmy z powrotem na miejscowym dworcu autobusowym.
I mimo obaw, do Krakowa wracaliśmy już na miejscach siedzących - podróż upłynęła więc w miarę znośnie, zresztą - tak jest prawie zawsze, bo wracając mamy ten komfort, że można przeglądnąć zdjęcia z wycieczki i powspominać najzabawniejsze chwile 😁
***
A w kolejnej relacji? Powrócimy w Rudawy Słowackie. Zostańcie koniecznie!

2 komentarze:

  1. Piękna trasa, pełna fantastycznych widoków. Dzięki za widok Jasienia, mam wiele fajnych wspomnień z nim związanych .
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Absolutnie się z tym zgadzam ;)
    Pozdrawiam również :)

    OdpowiedzUsuń