Podsumowanie 2018

Z podsumowaniami, to jest niby prosta, a jednak szalenie skomplikowana sprawa. Z jednej strony nie przepadam za ich pisaniem, bo zwyczajnie nie lubię streszczać wyjazdów w jednym, dwóch zdaniach - pół biedy bowiem jeśli mowa jest o jednodniowej wycieczce w znane kąty, ale jeśli wspominamy dłuższe wypady w nieznane miejsca, zwłaszcza te najbardziej fascynujące, to krótki opis zakrawa wtedy o ignorancję. Czymże jest przecież takie stwierdzenie "było fajnie, zobaczyliśmy bardzo dużo, a miejsce X okazało się być naprawdę przepiękne"?

Z drugiej strony podsumowania niosą za sobą jedną bardzo fajną rzecz - pozwalają sprawdzić jak przez 365 dni zmieniły się - bądź spełniły - nasze postanowienia i przewidywania. Z reguły, gdy zerkam do podobnego posta z poprzedniego roku i czytam jego końcówkę, to przychodzi mi się często uśmiechać z politowaniem, ale czasem bywa tak, że spojrzę z zadumą przed siebie i pokiwam głową, przyznając przed samym sobą, że naprawdę spotkało mnie ogromne szczęście, iż mogłem zrealizować swoje plany.

Np. przy okazji poprzedniego podsumowania pisałem tak:

Jak będzie w roku kolejnym? Nie łudzę się, że uda mi się pobić rekord z 2016 roku. Wiem, że czasu na łaziorkę mam coraz mniej, wolny czas spędzam coraz częściej inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Bynajmniej nie wynika to z tego, że góry mi zbrzydły, po prostu zależy mi na wykorzystaniu wszystkich możliwości które daje mi obecnie los.

W 2018 roku planem nr 1 jest Islandia. Nie ukrywam, że zależy mi na niej wyjątkowo. Miała być już rok temu, ale nie wypaliło. Mam nadzieję, że teraz już nic nie stanie na przeszkodzie i późną wiosną wyląduję w Keflaviku 😁

Pewnie nie uwierzycie, ale czytając ten fragment jest mi naprawdę miło na duchu. Pomimo wątpliwości jakie miałem pisząc powyższe słowa, w 2018 nie brakowało czasu na górskie wędrówki, a i udało się spełnić to wielkie marzenie jakim był wyjazd na Islandię. A że nie ma nic lepszego od spełniania własnych marzeń, to chyba nie muszę nikogo przekonywać 😊




WYJAZD 1. (SIERRA NEVADA/HISZPANIA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 2



Rok w górach zaczął się dla mnie dopiero w lutym, ale było to rozpoczęcie z przytupem. Z Kamilem poleciałem do Andaluzji, zdobyć zimą Mulhacen, najwyższy szczyt Półwyspu Iberyjskiego. Na szczyt udało się wdrapać, w dodatku przy bardzo dobrej widoczności powietrza, dzięki której mogliśmy podziwiać przeciwległy brzeg Morza Śródziemnego z marokańskimi górami Rif na horyzoncie.

Podczas wędrówki mieliśmy naprawdę sporo przygód, a relacja, którą Wam przedstawiłem parę miesięcy temu, była jedną z najdłuższych jaka ujrzała światło dzienne na łamach bloga. O Sierra Nevada czytacie jednak zawzięcie, bo była to jedna z najpopularniejszych relacji minionego roku.







WYJAZD 2. (TATRY/POLSKA-SŁOWACJA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 2


W trzecim tygodniu marca wybrałem się na dwa dni w Tatry z innym moim znajomym - Danielem. Pomimo tego, że formalnie zaczęła się już wtedy wiosna, w Tatrach panowały warunki iście zimowe - trzymał siarczysty mróz, wiało, a śniegu było co niemiara. 

Wspólnie przeszliśmy pierwszego dnia na Czerwone Wierchy, a drugiego na Ornak - gdzie się rozdzieliliśmy. Daniel zszedł z Siwej Przełęczy do Doliny Chochołowskiej, ja pomaszerowałem dalej przez Starorobociański Wierch. Był to piękny wyjazd z pogodą niemalże idealną do zimowych wędrówek po Tatrach.



WYJAZD 3. (ČIERNA HORA-BRANISKO-BACHUREŇ) 

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 5


Podczas majówki w górach ponownie towarzyszyła mi tylko jedna osoba - Krystian - z którym przeszedłem przeszło 80 kilometrów w paśmie Czarnej Góry (według polskiego podziału stanowiącej fragment Rudaw Spiskich) oraz Braniska.

Pięciodniowy trekking okazał się być bardzo owocny - dla mnie Branisko i Bachureń to bezwzględnie jedno z odkryć tego roku. Fenomenalne pasmo górskie, pełne punktów widokowych i niemalże nietknięte przez turystów.






WYJAZD 4. (ISLANDIA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 1


Zaledwie dwa tygodnie po powrocie z majówki siedziałem już w samolocie lecąc na wymarzone spotkanie z Islandią. Towarzyszyli mi: Kamil, Moś, Bartek, którzy pojawiali się przy okazji różnych relacji na blogu - oraz Michał, brat Bartka i jednocześnie także i mój znajomy.

I choć Islandia nie była typowym górskim wyjazdem - za wcześnie było na trekking szlakiem Landmannalaugar, nie przeprowadziliśmy w zasadzie żadnego dłuższego trekkingu, z wyjątkiem jednego w okolicach Skaftafell - to z pewnością zasługuje by poświęcić jej kilka słów.

Wyspę objechaliśmy niemal całą, pokonując przeszło 2200 kilometrów w osiem dni. Zahaczyliśmy o niemal wszystkie jej fragmenty, po macoszemu traktując jedynie Fiordy Zachodnie.

Pewnie zastanawiacie się czemu - za wyjątkiem krótkiego tekstu - nie zabrałem się za relacje z wyspy, skoro podczas całkiem długiego wyjazdu zebrałem z pewnością wiele wspomnień. Rzeczywiście, jest ich wiele, a brak tekstów wynika nawet nie z braku czasu a z poszukiwania odpowiedniego przekazu.

Wyjazd na Islandię był dla mnie bardzo głębokim przeżyciem. Niezwykle wzruszającym, zapadającym w czeluści serca. I zwyczajnie sam nie wiem wciąż jak mam myśleć na temat tego co tam zobaczyłem. Wiele słów w kontekście wyspy brzmi dla mnie zbyt banalnie, zbyt niedojrzale.




WYJAZD 5. (TATRY/SŁOWACJA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 3


Gdy moja pierwsza sesja na studiach magisterskich się zakończyła, pojechałem z Krystianem w słowackie Tatry. Trafiliśmy na dynamicznie zmieniające się warunki - przez większość czasu było pochmurno, ale zdarzały się też przejaśnienia.

Podczas tego wyjazdu weszliśmy wprawdzie tylko na Jagnięcy Szczyt, ale przetestowaliśmy aż dwa schroniska - Schronisko nad Zielonym Stawem i Schronisko Szarotka - jedyne znajdujące się na terenie Tatr Bielskich.

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że po raz kolejny przekonałem się, że Tatry w okresie letnim, to rzecz nie dla mnie. Niby tam jestem, ale jednak jakby mnie nie było - zwyczajnie za dużo ludzi i hałasu.



WYJAZD 6. (ALPY ALGAWSKIE-ALPSTEIN/NIEMCY-AUSTRIA-SZWAJCARIA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 7


Kulminacyjnym punktem lipcowego programu był wyjazd na pogranicze czterech krajów - Niemiec, Austrii, Liechtensteinu i Szwajcarii, który ze względu na fakt, że zabrakło mi dnia by znaleźć się w Liechtensteinie - nazwałem Eurotrio. W ciągu dziewięciu dni przedreptałem w Alpach Algawskich oraz w masywie Alpstein łącznie 150 kilometrów, wyleżałem się do woli w alpejskich halach; zaliczyłem kąpiele w górskich stawach i ponadto - w Jeziorze Bodeńskim - oraz spełniłem kolejne swoje małe marzenie - sprawdziłem jakość szwajcarskiego transportu publicznego - wybaczcie mi, takie moje inne freakowe hobby 😉

Obok Islandii, to chyba był najbardziej udany wyjazd tego roku - co wynikało nie tyle z górskich zdobyczy czy widoków, ale różnorodności; grafik miałem bardzo napięty, ale prawie wszystko - wyjątkiem był wspomniany Liechtenstein - udało mi się na nim odhaczyć.




WYJAZD 7. (PIRENEJE/FRANCJA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 5


Dwa tygodnie po powrocie z Eurotrio wyruszyłem z Kamilem i Krystianem do Francji. Podczas tygodniowego pobytu zrobiliśmy dwa trekkingi - najpierw przez zachodnią część Masywu Neouvielle, a następnie przez niemalże cały masyw Pic du Midi de Bigorre.

Uwiedziony pierwszym wyjazdem na hiszpańską stronę Pirenejów do Francji jechałem ze sporymi oczekiwaniami i przyznaję, że nie zawiodłem się. Ba, upewniłem się tylko w przekonaniu, że Pireneje są miejscem, w które chce się bez wahania wracać, bardzo malowniczym i pełnym ukrytych atrakcji. Miejscem niezniszczonym przez masową turystykę.




WYJAZD 8. (BESKID WYSPOWY/POLSKA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 1


Po aktywnie spędzonych wakacjach nadeszła jesień, na którą również nie mogłem narzekać, choć rozpocząłem ją, znowu, dosyć późno.

Jesienna inauguracja nastąpiła na początku października podczas wypadu w Beskid Wyspowy, na który wyciągnąłem na Kudłacze mojego starego kumpla ze studiów - Łukasza (możecie go kojarzyć z zeszłorocznej Czarnogóry). Wyjazd zapadł w pamięć z dwóch powodów - fenomenalnej, bezchmurnej pogody i świetnych warunków do zdjęć, których jednak nie mogłem wykorzystać, ponieważ zostawiłem kilka dni wcześniej w Gliwicach ładowarkę do baterii z aparatu 😂

Pozostało mi więc uwiecznić wyjazd telefonem 😉



WYJAZD 9. (BESKID ŻYWIECKI/POLSKA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 1


Tydzień po powrocie z Kudłaczy pojechałem w Beskid Żywiecki na tzw. stare śmieci. Przeszedłem szlakiem przez Prusów, Redykalny, Boraczy, Rysiankę, Romankę i Skałę korzystając ze złotej polskiej jesieni. Znów pozwoliłem sobie na odrobinę lenistwa wykorzystując ten dzień w dużej mierze na leżenie pośród jesiennych hal i myślenie o niebieskich migdałach.



WYJAZD 10. (TATRY/SŁOWACJA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 2


W kolejny weekend wraz z Kamilem, Mosiem i Arturem, najlepszym kumplem Kamila, pojechaliśmy w Tatry. Wspaniała pogoda nie ustępowała, toteż zwyczajnie żal jej było nie wykorzystywać. Udało nam się zrealizować dwa z dawna wyznaczone cele - Lodową Przełęcz i Koprowy Wierch.

Wyjazd przyniósł mi przeziębienie i "rozoranie" kolana, ale nie żałuję swojej obecności na nim ani trochę - z chłopakami stworzyliśmy świetną atmosferę, a przy okazji po raz pierwszy w historii moich wędrówek zaliczyłem trzy weekendy z rzędu w górach😉




WYJAZD 11. (WIELKA FATRA/SŁOWACJA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 3


Zaraz po Wszystkich Świętych wraz z Krystianem pojechaliśmy w Wielką Fatrę - zarówno dla mnie jak i dla niego był to kolejny powrót w te strony, który jednak nie wziął się bez powodu - dla nas obu jest to jedno z ulubionych pasm górskich.

W ciągu niespełna trzech dni przewędrowaliśmy przez najpopularniejsze fragmenty pasma, tradycyjnie śpiąc w tamtejszych chatkach, zaliczając przy okazji wschód słońca na Suchym Wierchu.

Z ciekawostek, to muszę Wam powiedzieć, że Wielka Fatra została pierwszym pasmem górskim na Słowacji, które eksplorowałem podczas wszystkich pór roku 😊

Kiedy jest najpiękniejsza zapytacie? Naprawdę ciężko powiedzieć, warto ją odwiedzić szczególnie późną wiosną - ze względu na bogactwo kwiatów, które wtedy kwitną - jak i jesienią. Wtedy również czeka na Was prawdziwy festiwal kolorów!




WYJAZD 12. (NIŻNE TATRY/SŁOWACJA)

DNI SPĘDZONYCH W GÓRACH: 2


Tradycyjne górskie podsumowanie miało miejsce w tym roku w Niżnych Tatrach, w których po Bożym Narodzeniu byłem z Krystianem i Mosiem. Podobnie jak rok wcześniej, warunki o tej porze roku okazały się być ciężkie - nie tylko dlatego, że było sporo śniegu, ale przede wszystkim dlatego, że pogoda nie zachęcała specjalnie do górskich wędrówek.

Pomimo niesprzyjających prognoz i kręcących głowami rodziców, opłacało się opuścić ciepłe mieszkanko i stracić możliwość zjedzenia ostatnich poświątecznych resztek. Los przyniósł nam możliwość podziwiania naprawdę malowniczego zachodu i wschodu słońca 😉


Podsumowując, 2018 rok przyniósł mi 34 górskich dni, podczas których zrobiłem 600 kilometrów w górach i 32000 metrów w pionie. Wszystkim z 80 tys. osób, które w tym czasie wyświetliły bloga, mocno ściskam rękę, zachęcając jednocześnie do pozostania tu przez kolejne miesiące 😉

Tyle z liczb. 

Natomiast to co najmocniej wpływa na to, że mi się micha cieszy, to fakt, iż ubiegły rok obfitował nie tylko w sporą liczbę wycieczek górskich, ale także w inne fantastyczne chwile.

I mam tu na myśli nie tylko doświadczenia z wyjazdów, o których Wam pokrótce opowiedziałem - ci którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że lubię też innego rodzaju turystykę krajoznawczą, nie tylko górską. I na tym tle nie miałem powodów do narzekań - odwiedziłem pięć nieznanych mi wcześniej stolic: Moskwę, Tallin, Rygę, Wilno, Rejkiawik, ponadto po raz kolejny zajrzałem do Pragi, Budapesztu, Bratysławy i Wiednia, w tym do dwóch ostatnich dwukrotnie. Z ciekawych wydarzeń nie mogę nie wspomnieć o kolejowej objazdówce po Słowacji w ramach której wraz ze znajomymi objechaliśmy ten malowniczy kraj, zaglądając w niemal każdy jego zakamarek. W sumie poza Polską spędziłem 70 dni, z czego w "Kraju Janosika" 25 dni.

Biorąc pod uwagę brak jakiejkolwiek aktywności w styczniu i na początku lutego, ze względu na obronę pracy inżynierskiej, naprawdę bardzo się z tego wszystkiego cieszę. Zwłaszcza, że między wyjazdami miało miejsce też sporo innych pamiętnych, okołogórskich, wydarzeń tj. jak piąte urodziny bloga, czy II spotkanie Blogórsfery, podczas którego miałem przyjemność powiedzieć parę słów o Pirenejach. A przy okazji spędzić trochę czasu z grupą podobnie pokręconych osób 😉

Jak będzie w 2019 roku? Czechy i Słowacja, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, pojawią się znowu na szeroką skalę. Nie ukrywam, że chcę powrócić na Ukrainę i do Norwegii - wyjazd na Lofoty i Senję od dawna bowiem czeka na realizację 😉 Niemniej jednak, nie mam na najbliższe miesiące już takiego usilnego, skonkretyzowanego pragnienia, jakim był wyjazd na Islandię, będę się po prostu cieszył z tego, na co mi życie pozwoli.

Na zakończenie chciałbym Wam życzyć na 2019 rok mnóstwa pozytywnych emocji wyniesionych ze wszelkiego rodzaju aktywności terenowych - z podróży zarówno dalszych jak i bliższych - ze spacerów zarówno pieszych - ze zdobywania szczytów nie tylko wysokich, ale i tych niższych...

<Wybaczcie mi, że nie wymieniałem wszystkich sposobów aktywnego spędzania czasu.>

😇

KOMENTARZE

2 komentarze:

  1. Najbardziej Ci zazdroszczę Alp ( ile ja razy już miałam kupiować bilet do Memmingen, zanim zlikwidowali połączenie) i Wielkiej Fatry...Fajny rok i jak zwykle super zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Liczby robią wrażenie, miejsca jeszcze bardziej. No i te widoki! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń

Back
to top