Z Małej Fatry w Tatry. Cz. III - Siwy Wierch
Uwaga! Niniejsza relacja stanowi dalszy ciąg wydarzeń, których doświadczyłem w trakcie wędrówki ze Stefanowej w Małej Fatrze. Opis wędrówki z poprzednich dni znajdziecie TUTAJ (cz. I) i TUTAJ (cz. II).
Poranek po nocy spędzonej w nieoczekiwanych warunkach rozpoczął się bólem pleców (odpowiedź na pytanie czym były podyktowane wspomniane warunki znajdziecie w poprzedniej części), choć - i to akurat była ogromna zaleta, biorąc pod uwagę treść prognoz pogody - za to dosyć wcześnie. Zjadłem szybkie śniadanie, obserwując wspinające się po nieboskłonie słońce, spakowałem się i wróciłem z miejsca biwaku do drogi nieopodal Wielkiego Borowego.
🚩Wielkie Borowe (ok. 850 m n.p.m.) 7:00
Poranek nad Wielkim Borowym. Zapowiada się gorący dzień
Aby dotrzeć na start szlaku wiodącego na Siwy Wierch musiałem na dzień dobry przeparadować kilka kilometrów asfaltem przez wieś Huty. Była to mordęga, ale nie chciałem dawać za wygraną. Oczywiście, gdyby ktoś z Was zdecydował się podążać moim tropem, to sposobem by uniknąć tych nieprzyjemności jest po prostu nocleg w innym miejscu - można po prostu poszukać pensjonatu w Hutach, do których zejść można także w inny sposób z czerwonego szlaku. Albo trafić na autobus czy łapać okazję. Możliwości jest sporo.
Widokowa droga do Wielkiego Borowego. Polecam gorąco dotrzeć w to miejsce, przede wszystkim dlatego że to dobry punkt startowy do wycieczek w Góry Choczańskie - np. na spacer Doliną Kwaczańską albo trekking na Prosieczne
Okoliczne łąki przypominają o schyłku wiosny
Dla mnie najważniejszym problemem zidentyfikowanym w trakcie tego porannego spaceru był niedostatek wody. Od rana czuć było, że szykował się wściekły upał, a już poprzedniego dnia o godną zaufania wodę na szlaku było niełatwo. Sklepu też nie mogłem odwiedzić, bo na Siwy Wierch wybierałem się w siódmy dzień tygodnia.
Malownicze pogranicze Gór Skoruszyńskich i Gór Choczańskich
Kiedy dotarłem pod Leśniczówkę pod Białą Skałą znajdującą się nieopodal Pośredniej Huciańskiej Przełęczy, wyznaczającej zachodni koniec tatrzańskiego łańcucha, pobocze przebiegającej tędy drogi łączącej Zuberzec z Liptowskim Mikułaszem było już wypełnione kilkoma samochodami, zaś między drzewami widać było sylwetki turystów, którzy zapewne tak jak i ja chcieli uniknąć spodziewanego skwaru.
🚩Leśniczówka pod Białą Skałą (Horáreň pod Bielou skalou; 940 m n.p.m.) 08:15
Ponieważ czułem się nieco "w ogonie", to wystrzeliłem jak z procy, chcąc uniknąć scenariusza z tłumami w kadrze albo kolejkami do łańcuchów. Moim jedynym zmartwieniem były zasoby wody pitnej, ale na szczęście zmagałem się z nim tylko przez jakieś 20 minut początkowego marszu. Gdy zaczynałem wspinać się na Białą Przełęcz, usłyszałem kojący szum Borowej Wody, którą z czasem szlak przekraczał niewielkim mostkiem. Tam wreszcie napoiłem się i uzupełniłem wszystkie swoje butelki.
Mostek na Borowej Wodzie, gdzie udało się porządnie napoić
Napojony, bez żadnych trosk mogłem kontynuować marsz. O świecie, jakże stałeś się w tamtej chwili od razu piękniejszy! Oczami wyobraźni naprawdę widziałem scenariusze w których wypytuję innych czy nie zechcieliby się podzielić odrobiną mineralki, ale na szczęście pozostały one tylko w mej nieszczęsnej łepetynie.
Turnie w masywie Białej Skały
Pierwszy (naprawdę zaplanowany) przystanek? Położona już na grani Biała Przełęcz, która po chwili spędzonej w leśnych ostępach z ogromną mocą uderza swym urokiem. Widok stąd, choć stanowi zdecydowanie wciąż zapowiedź tego co czeka nas dalej, naprawdę może się bardzo podobać.
🚩Biała Przełęcz (Biele sedlo; 1320 m n.p.m.) 09:40
Naszym oczom ukazuje się m.in. Sucha Dolina Sielnicka i skalisty szczyt Holicy (1342 m n.p.m.). Na dalszych planach cudownie zarysowuje swą sylwetkę Wielki Chocz i wał Małej Fatry
Zbliżenie na Małą Fatrę, z której wyruszałem w trzydniową przygodę
W rejonie Białej Przełęczy szlak zmienia kierunek, początkowo trawersując zbocza skalistej Białej Skały (Biela skala; 1381 m n.p.m.), by następnie prowadzić już samą granią lub czasem jedynie minimalnie poniżej jej linii. Szybko w zasięgu wzroku pojawia się wtedy wierzchołek Siwego Wierchu, ale uwagę najmocniej przykuwają błyszczące niczym klejnoty Rzędowe Skały, których kształty z każdym kolejnym krokiem wydają się coraz wyraźniejsze.
Teraz widać już cel naszej wędrówki - Siwy Wierch
Pierwszą wyraźną kulminacją, na której naprawdę tego dnia stanąłem (jak już pisałem Białą Skałę szlak bowiem omija), była dopiero Siwa Kopa, licząca według różnych pomiarów 1600 albo nawet 1627 m n.p.m.
Szczyt ten jest mocno porośnięty kosówką i na jego wierzchołku zbyt wiele miejsca nie ma, ale warto przystanąć i odnotować parę wartych uwagi szczegółów.
Po pierwsze - z pewnością trzeba na spokojnie spojrzeć na doskonale widoczny z tego miejsca wierzchołek Siwego Wierchu oraz jego skalisty grzebień.
Po drugie - to właśnie tu, na Siwej Kopie, poczułem, że faktycznie jestem już w Tatrach. I nie chodzi tu wcale o poczucie wysokości czy krajobraz - wszakże cały masyw Siwego jest swoistym państwem w państwie. Tatrzańskim.
Nie, chodzi o to, że dostrzec stąd możemy, chyba po raz pierwszy od początku wędrówki, kilka innych znajomych wierzchołków. W zasięgu wzroku pojawia się Osobita a ze szczytów nie budzących żadnych wątpliwości co do ich tatrzańskiej przynależności - także Brestowa.
No i ostatnia rzecz - młodsi i starsi zatrzeć mogą radośnie rączki, spoglądając na pobliskie Rzędowe Skały, których początek - zdaje się być "rzut kamieniem".
🚩Siwa Kopa (Sivá kopa) 10:20
Wierzchołek Siwej Kopy
Siwy Wierch pięknie widoczny ale jeszcze odległy
W zasięgu wzroku znajduje się już Brestowa, ale także i bardziej odległa Osobita - kolejny piękny szczyt w tym różnorodnym uniwersum Tatr Zachodnich
Na skraj skalnego labiryntu dotarłem po upływie mniej więcej kolejnego kwadransa. Rzędowe Skały (Radové skaly) od początku zaskoczyły mnie swym rozmachem - naprawdę trudno byłoby mi wskazać drugie takie miejsce w Tatrach. Absolutnie wyjątkowe i zdecydowanie kojarzące mi się swoim krajobrazem raczej z wapiennymi częściami Alp.
Ale Rzędowe Skały to nie tylko urozmaicone widoki. To przede wszystkim całkiem nietypowa perć, która momentami przedziera się pośród białawych ostańców w skalnym labiryncie. Miejscami nawet trzeba się wspomóc rękami, ale daje do sporo frajdy.
Rzędowe Skały z bliska.
Frajdą jest też przebieg szlaku, bo droga przez Rzędowe Skały wiąże się z ciągłymi zmianami krajobrazu. Tam spacer wśród skał, za chwilę wyjście ponad skaliste iglice, z fenomenalnymi widokami. Naprawdę trudno się nudzić.
Kolejny wdzięczny punkt widokowy na szlaku
Ktoś mógłby powiedzieć, że na odległym Siwym Wierchu, wznoszącym się gdzieś na skraju Tatr, próżno będzie szukać atrakcyjnych widoków, ale w mojej ocenie Siwy stanowił idealny wręcz pomost między Górami Choczańskimi i Orawskim Pogórzem a resztą Tatr. Przyjeżdżając w Tatry z reguły przyjeżdżamy delektować się krajobrzem tatrzańskich grani, ewentualnie dolin, nie zwracając specjalnej uwagi na to co się poza ich obrębem znajduje (często na to nie pozwala choćby spłaszczona perspektywa). Dlatego dobrze, że jest taki Siwy, gdzie można odwrócić uwagę od innych szczytów tatrzańskich i rozejrzeć się po górskim krajobrazie północnej Słowacji.
Rzędowe Skały to fascynujący krasowy labirynt
Zaskoczeniem było dla mnie niespodziewane pojawienie się wierzchołku. Grań Rzędowych Skał nagle się skończyła i zamiast kolejnych fragmentów skalnego labiryntu ujrzałem trawiaste zbocze opadające w stronę Palenicy Jałowieckiej oraz niczym nieprzysłonięty widok Salatynów.
Widok spod wierzchołka na Rzędowe Skały i przebytą drogę
🚩 Siwy Wierch (Sivý vrch - 1805 m n.p.m.) 11:30
Widok na grań opadającą w stronę Palenicy - znak, że jesteśmy na szczycie Siwego Wierchu
Cóż jeszcze więcej na temat tutejszych widoków można rzec? Można oddać głos wybitnym topografom tatrzańskim.
Pełne powabu widoki
Twierdzi Józef Nyka w swoim przewodniku. Trudno się z tym nie zgodzić, Siwy Wierch to wyjątkowy szczyt, niczym granica między dwoma wymiarami, tym łagodnym, zieloniutkim i jakby powszechnym, a światem tatrzańskim, tym wysokogórskim i z perspektywy karpackiej - iście boskim.
I jasne, ktoś mógłby powiedzieć, że podobną rolę pełnią Tatry Bielskie, stanowiące swoisty pomost między Spiszem a olbrzymami słowackich Tatr Wysokich. Ale jednak tworzą one zwartą i znacznie większą powierzchniowo grupę, bez dominacji jednego czy dwóch szczytów ponad resztą.
Na południu Ostra i Babki, za nimi wał dziumbierskiej części Tatr Niżnych
Kwieciste zbocza Siwego Wierchu opadające do Doliny Suchej Sielnickiej
Widok w tę stronę absolutnie cudowny, w głębi Góry Choczańskie z Wielkim Choczem, Wielka i Mała Fatra oraz Orawska Magura
No i na koniec wracamy jeszcze do Tatr - główna grań biegnie dalej przez Palenicę, Brestową aż po olbrzymi masyw Salatynów. Przed nim znajduje się kręta Bobrowiecka Dolina, czyli jedna z odnóg systemu Jałowieckiej Doliny
Bardziej na południe dojrzymy także Spaloną, Pachoła i Przysłop Jałowiecki
Po wędrówce zachodnią granią, przez Rzędowe Skały, odpoczywałem na południowych zboczach wierzchołka, którego dość skąpa przestrzeń okazała się tego dnia być szczelnie wypełniona była turystami. Nie zabawiłem tam jednak za długo, bo spędzanie czasu na otwartej przestrzeni, nawet na wysokości powyżej 1800 metrów nad poziomem morza, tego dnia okazało się być szalenie męczące z uwagi na żar lejący się z nieba.
Uzupełniłem zatem płyny i po ponownym obróceniu się wokół własnej osi, celem utrwalenia w pamięci tego skądinąd miłego dla oka pejzażu, czmychnąłem w dół, choć, jak możecie się domyślać, i to nie pomogło w ucieczce przed upałem.
Kapitalne widoki w trakcie schodzenia w stronę przełęczy Przehyba w południowej grani Siwego Wierchu
Ze szczytu zszedłem na stronę południową, do przełęczy Przehyba, zwanej również Siwą Przehybą (1655 m n.p.m.). Bardzo szybko przeżyłem kolejne tego dnia zdziwienie, bo gęstość i rozmiary rosnącej na południowych stokach szczytu roślinności przypominała bardziej standardy subtropikalne. Wydawało się, że prowadzący tędy zielony szlak jest uczęszczany a co za tym idzie, roślinność musi być skazana na regularne tratowanie. Dawała sobie radę jednak znakomicie, doskonale blokując również najdrobniejsze podmuchy wiatru ;) Tego dnia temperatura oscylowała wysoko w górach wokół 30 stopni, ale tam, w tych zaroślach skwar zdawał się być niewyobrażalny.
🚩Przehyba (Priehyba; 1655 m n.p.m.) 12:15
Tutejsza ścieżka raczej w standardach Karpat Wschodnich aniżeli tatrzańskich szlaków ;) Normalnie byłbym zachwycony, ale tego dnia czułem się jakbym szedł miejscami po rozżarzonych węglach
Nie wierzycie? To może lepiej do Was przemówi fakt, że ze względu na niemiłosierny upał postanowiłem odpuścić sobie zaliczenie Ostrej.
Choć chciałem tam wejść! Naprawdę mi na tym zależało, bo podświadomie czułem, że widok z Ostrej na Tatry Zachodnie może być ciekawszy niż z Siwego Wierchu, ale wierzcie mi, że po spędzeniu kilkudziesięciu minutach w buszu porastającym południowe zbocza Siwego, miałem serdecznie dość i jedyne o czym marzyłem, to zakup zimnej kofoli w Chacie Czerwieniec.
Widoki na Tatry Zachodnie z okolic przełęczy Przysłop (1661 m n.p.m.) rozdzielającej Małą Ostrą od Ostrej
Ostrą (1764 m n.p.m.) trawersuje po wschodniej stronie wyraźna ścieżka, która może przydać się w przypadku załamania pogody lub innych nieznośnych warunków atmosferycznych
Z równie upiornej tego dnia kosówki uwolniłem się dopiero na przełęczy Przedwrocie, skąd teoretycznie mogłem się jeszcze pofatygować na widokowe Babki. Ale po tym jak dopuściłem się niewybaczalnego pominięcia Ostrej, w te okolice i tak wypadało jeszcze wrócić. Z taką refleksją zdecydowanie prościej było machnąć ręką i zbiegać w stronę bliskiego już schroniska.
🚩Przedwrocie (Predúvratie; 1585 m n.p.m.) 12:50
Ostatnie tego dnia widoki na Salatyny (z lewej strony zdjęcia) oraz widoczne nieco w głębi: Spaloną (2083 m n.p.m.), Pachoła (2166 m n.p.m.), Banówkę (2178 m n.p.m.) i Przysłop Jałowiecki (2143 m n.p.m.)
Krajobrazy Przełęczy Przedwrocie
Wielce wyczekiwanej przeze mnie Chacie Czerwieniec (słow. chata pod Náružím), zgodnie z zasłyszanymi opiniami rzeczywiście bliżej było do utulni niż schronisku z prawdziwego zdarzenia. To czego można było jednak oczekiwać w taki upał, czyli zimne trunki z nalewaka, Chata Czerwieniec zapewniała. Ach, kufel z zimną kofolą i porządny cień na tarasie, tego mi było trzeba!
🚩Chata Czerwieniec (1403 m n.p.m.) 13:30
Uroki Chaty Czerwieniec, która jest bardziej utulnią niż schroniskiem górskim. Ale bardzo dobrze, że jest!
Babki (1566 m n.p.m.) spod schroniska
W chacie spędziłem całkiem sporo czasu, a spędziłbym jeszcze więcej, gdybym nie musiał się zdążyć ewakuować się tego samego dnia do Polski. Zwlekłem się ostatecznie z ławki otoczonej cieniem, ale chyba tylko dlatego, że końcowa część wędrówki miała już przebiegać przez las.
Wysoka wilgotność, słaba przejrzystość - Niżne Tatry na wyciągnięcie ręki, ale sylwetki szczytów mało wyraźne
Zejście spod Babek nie było może bardzo długie, ale na koniec okazało się być całkiem niezłym wyzwaniem dla wyczerpanego upałem wędrowcy. Jeszcze gorsza była jednak świadomość, że mój odpoczynek w chacie był za długi i ostatecznie spóźniłem się na autobus.
🚩 Jałowiec (Jalovec) 17:15
Cóż było robić, musiałem jakoś dostać się do Liptowskiego Mikułasza, więc podjąłem się pieszej wędrówki. Ale kiedy odpoczywałem w cieniu we wsi Bobrowiec, musiałem wyglądać średnio, bo starsze małżeństwo wybierające się na zakupy zadeklarowało mi podwózkę i zawiozło pod sam dworzec, trzy razy pytając się czy wszystko gra.
Czekając na pociąg nawodniłem się już na spokojnie, a wsiadając na pokład od razu pomaszerowałem do wagonu restauracyjnego, gdzie przy pierogach z bryndzą żegnałem się ze Słowacją.
Ależ była to bowiem przygoda - Osnica pierwszego dnia, kolejnego kolorowe Orawskie Pogórze i grande finale na koniec, Siwy Wierch. Długo będę wspominać.







































































