Przez zapomniane rubieże polskich Sudetów. Cz. II - Łąki nad Lasówką, Zieleniec i Orlica
Opis wydarzeń z poprzednich dwóch dni spędzonych w Górach Bystrzyckich znajdziecie TUTAJ.
Dzień III
Trzeci dzień pobytu w Górach Bystrzyckich rozpoczęliśmy od smacznego śniadania serwowanego w schronisku Jagodna. Wstaliśmy dosyć późno, posiłek luźno celebrowaliśmy, w efekcie czego byliśmy jedną z ostatnich grup, które żegnały się z pustoszejącym budynkiem.
🚩 Schronisko PTTK Jagodna (808 m n.p.m.) 9:00
Wnętrze Schroniska Jagodna
Było to w istocie niezamierzone, bowiem plan na ten dzień był całkiem długi - dojść do Schroniska pod Muflonem. Na dodatek pogoda od samiutkiego ranka była piękna, zapowiadał się wspaniały dzień na pieszą wędrówkę.
Na ławeczce przed schroniskiem Krystian przygotowuje herbatę na drogę
Jagodna o poranku - fajnie było, choć rzeczywiście, podobnie jak w Andrzejówce, zagląda tu sporo ludzi i lepiej unikać weekendów
Z Jagodnej ruszyliśmy na północ, ale lekko zmodyfikowaną trasą. Zamiast maszerować zygzakami, tak jak to czynią szlaki czerwony, niebieski, zielony i żółty, poszliśmy za autostradą sudecką wpierw na zachód, w stronę Mostowic, a następnie odbiliśmy na północ, obierając zarastającą leśną drogę.
Początkowy fragment pozaszlakowego marszu w stronę Rozdroża pod Uboczem
W ten sposób ukróciliśmy sobie fragment najbardziej monotonnego odcinku, zaplanowanego na ten dzień. Minęliśmy kolejno Przełęcz Spaloną (754 m n.p.m.), której obecność na naszej ścieżce z uwagi na charakter grzbietu była czysto umowna, a następnie spotkaliśmy się ponownie ze szlakami (już bez towarzystwa szlaku zielonego; podążającego do Starej Łomnicy) na Rozdrożu pod Uboczem.
Gęsty las po horyzont, płasko i... wilgotno
Na Rozdrożu pod Uboczem pożegnaliśmy także szlak żółty wiodący dalej do Mostowic, a sami kontynuowaliśmy marsz na północ, przez las, dając się grzecznie poprowadzić paskom niebieskim i czerwonym, i wreszcie od okolic Przełęczy pod Uboczem (dla odmiany od Rozdroża pod Uboczem znajdującego się przy... Przełęczy Spalonej) już tylko czerwonym. W ten sposób z wolna przybliżaliśmy się ponownie do doliny Dzikiej Orlicy, a konkretnie to w malownicze sąsiedztwo wsi Lasówka, gdzie pojawiły się, już nieco przez nas wyczekiwane, widoki.
Pierwsze widoki na skraju Lasówki
Ponieważ pojawiła się chęć skorzystania z dobroci sklepu spożywczego, zajrzeliśmy głębiej w zabudowania Lasówki; wieś ta podobnie jak Poniatów dzień wcześniej zdawała się milczeć, ale w przeciwieństwie do wspomnianego Poniatowa widać było sporo nowych zabudowań.
🚩Lasówka (699 m n.p.m.) 11:50
Kościół w Lasówce
Wróciliśmy do szlaku czerwonego tworzącego pieszą obwodnicę Lasówki i zaczęliśmy się kierować w stronę linii lasu. Po drodze mijaliśmy piękne, niezabudowane jeszcze łąki, będące absolutnie jednym z najmilszych momentów na całej trasie.
Ponownie na szlaku
Z najwyżej położonych części łąk nad Lasówką roztaczają się też piękne widoki na czeską część Gór Orlickich
Na skraju łąk i lasu dłuższą chwilę siedzieliśmy. Wszystko po to by nazbierać w pamięci jak najwięcej wspomnień z tego wspaniałego miejsca przed powrotem na leśne dukty. A takie klimaty miały nam towarzyszyć co najmniej przez kolejną godzinę.
Do Torfowiska pod Zieleńcem, będącego naszym kolejnym celem, mogliśmy dotrzeć na dwa sposoby - szlakiem niebieskim, który już zresztą wcześniej nam towarzyszył, bądź szlakiem czerwonym. Oba wiodą przez dłuższy czas lasem, jednak szlak niebieski po idealnie prostym trakcie, a szlak czerwony przynajmniej nieco się kręci. Dlatego to właśnie nim powędrowaliśmy.
Gdybym miał wybór, to zdecydowanie wolałbym ten fragment pokonać rowerem, lasem też bym się wtedy pozachwycał, ale pół godzinki takich wrażeń stanowczo by mi wystarczyło. Przy czym nie chodzi o to, że nie lubię lasu - po prostu w takiej sytuacji, gdy już przyzwyczajam się do otoczenia, to idąc po absolutnie płaskim terenie (na domiar złego jeszcze po asfalcie!) w gęstym lesie, zaczynam z czasem odczuwać każdy drobny ból w moim ciele. Taki ciążący plecak. Odcisk w bucie. Oczywiście w innych warunkach ignorowałbym to, zwracając uwagę na widoki albo na to by nie potknąć się o kamień lub korzeń w trakcie podchodzenia.
No ale nic to. Taki urok Gór Bystrzyckich 😌 Półtorej godziny a może godzina i trzy kwadranse i o to jest, Torfowisko pod Zieleńcem!
🚩Torfowisko pod Zieleńcem (750 m n.p.m.) 14:20
Spacerując ponad torfowiskiem
Torfowisko rzeczywiście swoją skalą robiło wrażenie, ale zdawało nam się, że byliśmy tu o niewłaściwej porze roku, bo nie mogliśmy się dopatrzeć żadnych kwitnących kwiatów, tak charakterystycznych dla tego terenu. Niemniej spacer drewnianymi kładeczkami był sam w sobie bardzo miłą odmianą po długim marszu czerwonym szlakiem przez las 😁
Krajobraz torfowiska
Całkiem ciekawe okazało się być także zejście na parking, które na krótkim odcinku było strome i pełne wystających korzeni. Oczywiście traktujcie to z przymrużeniem oka, to był naprawdę krótki odcinek.
Zejście z torfowiska na parking w dolinie Bystrzycy Dusznickiej
Do gustu przypadł nam jednak absolutnie odcinek zielonego szlaku już po drugiej stronie drogi, wiodący wzdłuż potoku Młynówka. Ależ tu było cudownie! Zielona gęstwina, wąska ścieżka i delikatny szum wody, zacny fragmencik!
Szlak w dolinie Młynówki
Idąc w górę Młynówki dotarliśmy sprawnie do Zieleńca, w którym na widok otwartych restauracji (przypominam tych którzy nie czytali pierwszej części, był to okres covidowy, to nie było wcale oczywiste) zrzuciliśmy plecaki i postanowiliśmy uzupełnić spalone kalorie porządnym schabowym.
🚩 Zieleniec (868 m n.p.m.) 16:00
Zieleniec przed i po obiedzie
W restauracji się chwilę zasiedzieliśmy (w sumie to zeszło nam z 1,5 godziny), ale najedzeni i z podniesionym morale kontynuowaliśmy przygodę z zielonym szlakiem, który miał nas poprowadzić na Orlicę. W tym celu musieliśmy niestety zmusić się do pokonania fragmentu po niemiłym asfalcie i następnie na skraju Zieleńca odbić na szeroką żwirową drogę.
Początek drogi na szczyt Orlicy
Niewątpliwie trzeba przyznać, że spacer na szczyt Orlicy okazał się być nawet krótszy niż się spodziewaliśmy (a może to zasługa dobrego schabowego i przypływu energii), bo dosłownie po 30 minutach znajdowaliśmy się pod wieżą widokową. Ale zaskoczeniem nie był tylko sam fakt sprawnego spaceru; zupełnie bowiem nie spodziewaliśmy się infrastruktury jaką zastaliśmy na wierzchołku. Nie dość, że sama wieża była naprawę bardzo solidną konstrukcją, to na dodatek przestrzeń pod nią - zadaszona ze stołami, konkretna nad wyraz.
A trzecie zaskoczenie to takie które lubię najbardziej. Widoki.
🚩 Orlica (1084 m n.p.m.) 18:15
Na początek widok na wschód, w stronę Wielkiej Desztny, najwyższego szczytu Gór Orlickich, leżącego po czeskiej stronie granicy.
Fragment zabudowań Zieleńca na pierwszym planie, dalej Góry Bystrzyckie i widoczny na ostatnim planie skraj Masywu Śnieżnika
Północny skraj Gór Bystrzyckich, za nimi dolina Bystrzycy Dusznickiej, wschodnia część Gór Stołowych i jeszcze bardziej odległe Góry Sowie
A tu na horyzoncie - Karkonosze ze Śnieżką
I na koniec jeszcze ogólny widok, tym razem na północny-zachód
Krótko zatem dlaczego tak bardzo polubiłem panoramę: otoczenie Gór Orlickich jest po prostu bardzo zróżnicowane, a wyniesienie Orlicy ponad okolicę wystarczające by wszystkimi tymi różnicami się spokojnie delektować. Z jednej strony na wyciągniecie ręki Góry Bystrzyckie i ich ogromne leśne przestrzenie, a w tle nad nimi Masyw Śnieżnika, z drugiej strony (a w zasadzie to z drugiej i trzeciej) pasma niskich ale kształtnych pagórków w formie pogórza rozciągającego się na polsko-czeskiej granicy. Doskonale widoczne Góry Stołowe, Karkonosze, doprawdy czego chcieć więcej?
Orlica tak bardzo spodobała nam się pod każdym względem, że obiecaliśmy sobie tu kiedyś powrócić.
Do drogi wracaliśmy wzdłuż granicy, tak że spotkaliśmy się z nią przy rozdrożu "Pod Sołtysią Kopą". Ciekawe miejsce, bo rozdroże leży na 908 m n.p.m., podczas gdy wierzchołek Sołtysiej Kopy ma 896 m n.p.m., zatem w pewien sposób jest ono bardziej nad 😉 Taka ciekawostka.
Wraz z drogą obeszliśmy wierzchołek Granicznej i na wysokości wyciągu narciarskiego musieliśmy dokonać kolejnej szalonej rzeczy tego dnia :P Musieliśmy zejść wzdłuż śladu orczyku, tak by odnaleźć szlak czerwony, którym chcieliśmy dojść do Dusznik. Była to niewygodna sprawa, bo zejście było - jak to w przypadku wyciągów narciarskich - poprowadzone po stromym terenie, ale warta zmęczenia, w trakcie zachodu słońce tworzyło z soczystą zielenią niezwykłe laurki.
Na skraj dzielnicy zdrojowej dotarliśmy gdy już zmierzchało. I choć byliśmy ciekawi dusznickiej architektury uzdrowiskowej, to przy gasnącym świetle ocenić ją było coraz trudniej, zresztą z każdym krokiem czuliśmy coraz większe zmęczenie.
🚩Duszniki-Zdrój (540 m n.p.m.) 20:30
Dzielnicę uzdrowiskową obejrzeliśmy jedynie z doskoku. Zresztą gdzieniegdzie trwały akurat prace remontowe
Na koniec czekało nas jeszcze podejście do Schroniska Pod Muflonem. Z wyżej położonych uliczek Dusznik dostrzegliśmy jeszcze ostatnie kolory mijającego dnia, które zamieniały się w ciemność, gdy po raz ostatni tego dnia zanurzaliśmy się w las.
Zapadający ponad Dusznikami zmierzch
Do schroniska dotarliśmy po 21, zatem po 12 godzinach (wliczając w to przerwy)całkiem porządnego spaceru, w trakcie którego pokonaliśmy około 30 kilometrów. Na miejscu okazaliśmy się być jedynymi gośćmi a gospodarz ewidentnie sprawiał wrażenie jakby się nas nie spodziewał. Był szorstki i trochę się zachowywał jakby liczył na wolny wieczór.
🚩Schronisko pod Muflonem (690 m n.p.m.) 21:05
Schronisko pod Muflonem i ostatnie kolory dnia
Na kolację zjedliśmy bigos, choć nie dojedliśmy go do końca - może dlatego, że zapamiętałem go jako strasznie kwaśny, a może dlatego że dosłownie zasypialiśmy już przy miskach.
Dzień IV
W ostatni dzień pobytu również przywitało nas słońce. Po śniadaniu (równie słabym jak kolacja) ruszyliśmy w stronę Nawojowej, gdzie łapaliśmy jedne z ostatnich widoków w trakcie tego wyjazdu.
🚩Schronisko pod Muflonem (690 m n.p.m.) 08:50
Poranek w Schronisku pod Muflonem
Na Rozdrożu pod Nawojową skręciliśmy w stronę Dusznik i tak krok po kroku zaczęliśmy pożegnanie z górami. Na skraju miasteczka pomaszerowaliśmy jeszcze w sąsiedztwie Muzeum Papiernictwa a stamtąd do rynku.
🚩Duszniki-Zdrój, Rynek (533 m n.p.m.) 10:35
Muzeum i rynek w Dusznikach
Do Kłodzka wracać mieliśmy pociągiem, ale ten jak się okazało doznał awarii i utknął w Kudowie. Zapas który mieliśmy okazał się tym razem przydatny, bowiem do samochodu dotarliśmy ze sporym opóźnieniem (czekając na autobus komunikacji zastępczej). Atrakcji zatem nie mogło zabraknąć 😜
Podsumowując pobyt. Naprawdę udany! Poczynając od pogody, której miało nie być a była, poprzez odkrycie nowych świetnych miejsc. Zachwycałem się w pierwszej części okolicami Gniewoszowa i Poniatowa, w drugiej absolutnie prym wiodły łąki na skraju Lasówki i widoki z Orlicy.
Polecam. Zwłaszcza, że przy obecnych otwartych granicach interesujących spacerów po Górach Bystrzyckich i Orlickich można zrealizować dużo więcej.
Do usłyszenia, hej!












































































