Do jeziorek Rappensee alternatywnie. Dolina Hochalptal i jej odludne zakątki
Łańcuch górski: Alpy (Alpy Wschodnie)
Sektor: Północne Alpy Wapienne
Pasmo górskie: Alpy Algawskie
Podgrupa: Allgäuer Hauptkamm
Pasmo górskie: Alpy Algawskie
Podgrupa: Allgäuer Hauptkamm
Wybierając się nad niezwykle malownicze stawy Rappensee, przy których znajduje się największa baza wypadowa na szlaki Allgäuer Hauptkamm - schronisko Rappenseehütte, najczęściej wędrówkę rozpoczyna się po bawarskiej stronie. Przede wszystkim w Birgsau. Jedną z ciekawszych alternatyw dla tej najpowszechniejszej trasy jest wędrówka od tyrolskiej strony, przez odludną dolinę Hochalptal, w trakcie której wędrujemy u stóp trzech potężnych masywów: Biberkopfu, Ellbogner Spitze i Hohes Lichta.
Trasa prosta technicznie a kondycyjnie może nawet nieco łatwiejsza niż trasa z Birgsau. Należy jednak wziąć pod uwagę brak schronisk po drodze oraz trudności z dostępnością wody pitnej.
Tamtego dnia do południa bawiłem w okolicach Reutte, odpoczywając po trudnościach dwóch poprzednich dni. O tym co wtedy robiłem być jeszcze napiszę, póki co pełna koncentracja na turach wysokogórskich.
A zatem ta kolejna przygoda zaczęła się dość nietypowo, bo późnym popołudniem. Zawinąłem się z kempingu w Reutte, gdzie nocowałem i pomaszerowałem na dworzec autobusowy. Tam wsiadłem w autobus 110 (rozkład znajdziecie TUTAJ) i ponownie przeniosłem się w górę Lechtal, ale nie do Holzgau, z którego wyruszaliśmy na Muttekopf, a jeszcze dalej, do Prenten, będącego częścią miasteczka Steeg, ostatniej osady przed granicą Tyrolu i Vorarlbergu.
Gdy wysiadałem z autobusu było już dosyć późno, ale mój pokoik w pensjonacie grzecznie na mnie czekał. Pozostawiłem plecak i chcąc jeszcze złapać czynną restaurację, czym prędzej potruchtałem w stronę centrum Steeg.
Centrum Steeg
Steeg w połowie września wydawało się opustoszałe, a w gospodzie do której trafiłem, urzędowali głównie lokalsi. Na obiadokolację wleciał tradycyjnie wysokokaloryczny dla tego rejonu posiłek, czyli pokaźna porcja kartofli i sznycel w sosie pieczeniowym, do tego piwo i tak można było wytaczać się pomału z lokalu trzymając się za brzuch (ale wszystko było bardzo smaczne).
W trakcie mojego powrotu do Prenten (szedłem drogą, ale oczywiście można było inaczej, wzdłuż rzeki) uśmiechał się do mnie Biberkopf, przypomnę jeden z piękniejszych to masywów Alp Algawskich, dumnie wieńczący całe pasmo od tej strony.
Biberkopf z dalsza i z bliższa
Szczyt ten doczekał się na blogu relacji, do zajrzenia której, gorąco Was zachęcam. To zdecydowanie jeden z najbardziej wartych wycieczki szczytów w całych Alpach Algawskich! Link znajdziecie TUTAJ.
Zmierzch nad górami
Wróciłem do swojego pensjonatu, gdzie z największą rozkoszą oddałem się kąpieli, a potem wskoczyłem pod milutką pościel. Świadom tego, że przez kolejne trzy noce warunki miały być dużo bardziej ograniczone, spałem jak suseł i oczywiście rano nie chciało mi się podnosić!
Mój pensjonat w Prenten
Rano zjadłem jeszcze pyszne śniadanie (ogólnie mało jest takich miejsc, gdzie śniadania mi tak smakują jak po północnej stronie Alp - w Austrii, Niemczech na obszarach podgórskich mają świetne pieczywo, doskonałe sery i wędliny, bo z reguły wszystko jest robione na miejscu, a górskie powietrze... no sami wiecie co robi z człowiekiem), z którego do dziś pamiętam smak świeżego twarożku ze szczypiorkiem, no i pełen wigoru wyszedłem na poszukiwania szlaku.
Steeg (a w zasadzie samo Prenten) funkcjonuje jako baza wypadowa przede wszystkim na Ellbogner Spitze (2552 m n.p.m), choć zmotoryzowani mogą ukrócić sobie wysiłek, podjeżdżając do jeszcze wyżej położonej osady Ober Ellenbogen. Ruszyć stąd też można na pobliski Pimig, jednak znajduje się on już w Alpach Lechtalskich. Dla tych co myślą o trekkingu w Alpach Algawskich pozostaje jeszcze szlak wiodący przez Dolinę Hochalptal, i to właśnie ją dzisiaj zobaczycie.
Ellbogner Spitze o poranku
Hochalptal swój wylot ma w trudno dostępnym miejscu. Jest to niezamieszkany obszar między Steeg a Warth, gdzie wody Lech każdego dnia pogłębiają głęboki wąwóz jaki się tu utworzył. Dotrzeć tam można z Prenten lub z przystanku autobusowego znajdującego się przy moście przerzuconym przez wąwóz (Burgstallbrucke), jednak z obu tych miejsc do wylotu doliny trzeba kawałek podejść.
No więc szedłem z Prenten początkowo ubłoconą drogą, wzdłuż wspominanego szlaku Lechweg, aż droga ta doprowadziła mnie do mostu nad Lech. Zważywszy na leśny odcinek szlaku, zastanawiałem się po drodze trochę czy ślad, którym szedłem, nie stanowił starego przebiegu drogi obecnie między Steeg a Warth poprowadzonej w kilku miejscach tunelami.
Gdzieś w lesie, przed wejściem na właściwy szlak
Przekroczywszy most czekało mnie wreszcie odbicie. Gdybym chciał wędrować ściśle szlakiem, musiałbym pomaszerować jeszcze dalej Lechweg i dopiero wtedy spotkałbym mój szlak, oznaczony numerem 432, jednak idąc z Prenten, mamy tu możliwość skorzystać z eleganckiego skrótu.
Stromo, przez las
Po wejściu nań rozpoczyna się od razu srogie podejście. Nie tak strome może jak w trakcie zejścia z Muttekopfu do Hagerau, ale ponieważ Hochalptal to dolina zawieszona, to aby dotrzeć do jej serca, wpierw należy zmierzyć się z jej progiem.
Tutejszy szlak nie pozwala się długo zbliżyć do doskonale słyszalnej wody, spływającej niewielkimi kaskadami. Przecina zbocze porośnięte dorodną kosówką mocno się od szumów oddalając, trochę jak szlak czarny oddala się od wód spadających Siklawą do doliny Roztoki, przecinając zbocza Świstówki Roztockiej. Tak, tu schemat jest bardzo podobny, choć ścieżka wydaje się być zdecydowanie rzadziej odwiedzana.
Pierwsze widoki w głąb doliny. Tu: Rappenseekopf i Hochgundspitze
Po zakończeniu etapu mozolnego podchodzenia, pierwszą ciekawą przygodą było przejście przez duży żleb (Steinetal) opadający spod niewielkich turni, zawieszonych dolnych partiach masywu Biberkopfu. To przy okazji dobry punkt widokowy na Prenten i Alpy Lechtalskie.
Prenten, z którego wyruszałem. W tle północny skraj Alp Lechtalskich, między innymi masyw Griestaler Spitze
Po drugiej stronie rzeki Lech, już na terytorium Alp Lechtalskich, znajduje się wylot doliny Krabachtal
Po przejściu przez żleb ścieżka utrzymuje stałą wysokość, pokonując chyba najwęższy odcinek doliny - znajdujące się po przeciwnej stronie potoku zbocze Ellbogner Spitze znajduje się dosłownie na wyciągnięcie ręki, choć trakt wiedzie miejscami dobre 100 metrów ponad taflą wody.
Ellbogner Spitze znajdował się momentami na wyciągniecie ręki
Z każdym metrem różnica wysokości między ścieżką a dnem doliny jednak widocznie maleje. W końcu zbocze łagodnieje, między kosówkami pojawiają się coraz większe płaty zżółkniętej trawy, a to znak, że przede mną pierwsza z tutejszych hal, Mittlere Hochalp, gdzie znajduje się chatka pasterska.
Miejsce to położone jest mniej więcej na wysokości ok. 1600 m n.p.m. i stanowi prawdziwe zacisze, w kontraście do donośnego szumu dobiegającego z głębokiego przełomu znajdującego się w dole Hochalptal. Prawie już też można powiedzieć, że znaleźliśmy się na dnie doliny, ale wciąż tylko odrobinkę, bo Hochalpbach na tym etapie płynie jeszcze ukrytym w gąszczu jarze.
Hochalptal zdecydowanie nie należy do grupy duży dolin Alp Algawskich, liczy bowiem zaledwie ok. 7,5 km kwadratowego powierzchni i niespełna 5 km długości, ale wyróżnia się na tle innych tutejszych dolin swoim położeniem: jej wylot gwarantuje jej status zarówno zasadniczo najbardziej na południe wysuniętej doliny tych gór oraz na dodatek najwyżej położonej. Dno doliny znajduje się zasadniczo na wysokości ok. 1550-1600 m n.p.m. Najwyższym szczytem w otoczeniu doliny jest Hohes Licht (2651 m n.p.m.),
Po przejściu przez zarastającą już nieco Mittlere Hochalp stopniowo zacząłem się już przybliżać do koryta potoku. Widoki na okoliczne szczyty były jednak wciąż ograniczone, dlatego co jakiś czas przystawałem by spojrzeć za siebie, gdzie wyrastały niezmiennie dobrze prezentujące się Alpy Lechtalskie.
Ale to się miało wkrótce zmienić.
Spacerkiem po dnie Hochalptal
Z wielu dolin w Alpach Algawskich, które miałem okazję pokonać, ta, zwłaszcza w przemierzanej teraz przeze mnie środkowej części, naprawdę mocno przypominała swoim krajobrazem niektóre tatrzańskie doliny. To generalnie niecodzienne wrażenie, bo o ile wysokości osiągane przez szczyty Alp Algawskich są bliźniaczo podobne, to z uwagi na odmienną budowę geologiczną topografia terenu, a zwłaszcza tych dwóch najwyższych części, czyli Allgäuer Hauptkamm i Hornbachkette, nie pozostawia z reguły złudzeń, gdzie naprawdę się znajdujemy.
Czy Wy widzicie jaka to jest ścieżyna? Wysokie góry, cisza i spokój - Hochalptal w pigułce
W towarzystwie wysokich iglaków i krzaków kosówek wędrowałem jeszcze tylko przez chwilę. Wkrótce zaczęły one znikać z pola widzenia, w zamian zostawiając w centrum uwagi wznoszący się w osi doliny Rappenseekopf (2469 m n.p.m.). Moim oczom ukazał się też następny próg rozdzielający kolejne piętra doliny.
Wznoszący się na osi doliny Rappenseekopf jest bez wątpienia bohaterem tej części wędrówki
Próg, który trzeba pokonać, jest sporych rozmiarów. Do pokonania bowiem czekało tu prawie 350 metrów w pionie, choć bardzo szybko przekonałem się, że nie jest to wcale tak żmudny wysiłek jak sobie to wyobrażałem. Ścieżka przeskakuje parę razy potok, dając możliwość zaczerpnięcia chłodnej wody (trzeba brać jednak pod uwagę że w zależności od pory roku i częstotliwości opadów zwłaszcza wyżej koryto może być wyschnięte), zmieniają się tu też w ładny sposób widoki. To bowiem nie tylko zasługa zmiany wysokości, przede wszystko dolina wraz z kolejnymi piętrami zmienia nieco kierunek.
Dolna część Hochalptal i szerokie kamieniste koryto Hochalpbach. Widać, że w okresie topnienia śniegów i wzmożonych opadów woda robi tu sporo zamieszania
Pomimo że w trakcie podejścia nie brak momentów, w których obserwować możemy masyw Biberkopfu, to szczytem chyba najbardziej wizualnie zyskującym jest znajdujący się po naszej prawicy Ellbogner Spitze. Wraz z kolejnymi nabytymi metrami jego korona (współtworzona przez jego niższy północno-wschodni wierzchołek oraz sąsiedni Peischelspitze) stopniowo się powiększa.
Ale tak szybko jak się materializuje ten widok, tak szybko też znika. Dlatego nie możecie zbyt długo przytrzymać wzroku na szlakowej ścieżce, bo z czasem kontury giną na tle kolejnego olbrzyma w sąsiedztwie...
Przejście przez próg i widoki na okolicę
Przepiękny widok na Ellbogner Spitze
Tym gigantem jest Hohes Licht, drugi najwyższy szczyt Alp Algawskich i najwyższy szczyt Allgäuer Hauptkamm. Wędrując Hochalptal zyskujemy możliwość zobaczenia go zarówno z zachodniej, jak i północnej strony. Co więcej, choć nie będzie to naszym celem (przynajmniej w tej relacji), to podejście od tej strony z pewnością jest jedną z najbardziej atrakcyjnych czasowo możliwości zdobywania tego szczytu.
Hohes Licht i jego zachodnia ściana w pełnej krasie
Na końcu podejścia, między morenami, czeka na nas sporej wielkości trawiasta łączka, przypominająca okresowe rozlewisko lub nawet stawek. Stąd po raz ostatni zasadniczo dostrzeżemy Alpy Lechtalskie z uwagi na zmianę orientacji doliny, dlatego warto zatrzymać się i spojrzeć za siebie.
Trawiasta kotlinka rozdzielająca piętra Hochalptal. W tle ostatnie w trakcie tej wycieczki widoki na zachodni skraj Alp Lechtalskich
Trawiasta kotlinka była jednak nadal tylko przystankiem, choć posłużyła za wdzięczne miejsce do odpoczynku. Przede mną pozostawał jeszcze spacer przez najwyższe piętra Hochalptal i wreszcie finał - wspinaczka na przełęcz Große Steinscharte.
Ta część wędrówki przebiega już pośród ogromnych głuchych piarżysk, gdzie śladu wód potoku już z pewnością nie usłyszymy. Ewentualny hałas mogą wywołać kamienie strącane przez poruszające się w okolicy kozice lub koziorożce albo turyści podążający na Hohes Licht - to ostatnie jest jednak mniej prawdopodobne, bo nawet w zatłoczonych miejscach krzyków ani głośnych rozmów nie zaobserwowałem, wyjątkiem były ostrzeżenia przed spadającymi kamieniami.
Krajobraz górnych partii Hochalptal. Na wprost Rotgundspitze i Wilder Mann
Serpentyny w drodze na Große Steinscharte
Szlakowe serpentyny doprowadziły mnie do rozstajów przy Große Steinscharte, gdzie rok wcześniej byliśmy z Kamilem i Krystianem. To przy mało słonecznych warunkach dość posępne miejsce, choć posiadające niewątpliwie swój charakterek. Nie brak w jego sąsiedztwie dominant - oprócz przytłaczającej bryły Hohes Lichta, w bliskiej odległości wznosi się Rotgundspitze (2485 m n.p.m.) i - przede wszystkim - Hochgundspitze (2460 m n.p.m.). Ten ostatni z tej perspektywy wygląda wyjątkowo wyraziście.
🚩Große Steinscharte (2262 m n.p.m.)
Piramida Hochgundspitze
Osiągając Große Steinscharte pozostało mi już jedynie zejście znajomą ścieżką do oddalonego o 20 minut drogi Rappenseehütte, gdzie planowałem nocować. Widząc przed sobą znajome jeziorka i budynek czułem radość - te okolice to naprawdę wymarzony cel wędrówki. Sielsko, zielono, przytulnie. I dobra szama 😎
Jedno z moich ulubionych miejsc - zwłaszcza poza sezonem - Rappenseehütte
Jeziorka Rappensee w pełnej krasie - z tyłu Hochrappenkopf i Kleiner Rappenkopf
Połyskujące Große Rappensee
Zatem docierając do Rappenseehütte byłem w siódmym niebie, ale nowe doświadczenia w postaci długiego spaceru Hochalptal też w pełni mnie usatysfakcjonowały. To odludne rewiry Alp Algawskich, które doskonale nadają się dla wszelkich odludków, niekoniecznie szukających super kadrów do rolek na media społecznościowe, a szukające za to ciekawej alternatywy w drodze do Rappenseehütte lub na Hohes Licht, i przekładające spokój oraz komfort psychiczny ponad wszystko inne.
I tyle moi drodzy na ten moment opowieści z Alp Algawskich. Ale to nie koniec. Wręcz przeciwnie - w następnej relacji odwiedzimy najbardziej wyjątkowy szlak w tych górach 😉 Podekscytowani? Ja też.
Do usłyszenia!





















































































