niedziela, 26 lipca 2015

Weekend majowy w Górach Strażowskich, czyli głusza za miedzą cz. II - Rohata Skala

(ZLIECHOV VYSE DEDINY - JAVORINA - MOJTIN - ROHATA SKALA - SEDLO MRAZNICA - VELKE KOSECKE PODHRADIE - MALE KOSECKIE PODHRADIE - HAJ - OSIKOVINY - SALON POD VAPCOM)
Noc minęła pod znakiem ciągłej ulewy, która jak się okazało, niektórym dała się mocno we znaki. Przy okazji wyszło na jaw, że są rzeczy na których nie warto oszczędzać, a do takich należy namiot. Tak się akurat złożyło, że podczas gdy ja, Święty i Oski smacznie spaliśmy, w pozostałych namiotach tropiki przeciekały i regularnie budziły resztę. Taka moja uwaga, dziś gdy zdążyłem w różnych warunkach swój namiot przetestować, w górach niższych, bądź wyższych, wierzcie mi - naprawdę warto zapłacić czasem te kilkaset złotych, za porządny produkt, w którym śpiąc nie będziemy musieli się martwić, że pierwszy większy deszcz sprawi, że będzie nam na głowę kapać woda. Doskonale sobie zdaję sprawę że to spory wydatek i wiele osób może nie być w stanie sobie na niego pozwolić, ale jeśli ktoś zamierza jeździć na dłuższe wypady w góry i to o różnych porach roku, to prędzej czy później, będzie musiał zainwestować w bardziej wytrzymały sprzęt.

Dużo czasu zajęło nam ogarnięcie się po zimnym, wilgotnym poranku. Spaliśmy do godziny ósmej, ale zanim się wyzbieraliśmy, namioty złożyliśmy, zjedliśmy było dobrze po godzinie 10. Jak się okazało potem, było to oczywiście za późno.. Ale w sumie, kto by się tym przejmował, góry i pogoda wyjątkowo nie wymagały specjalnych wczesnych pobudek, zarywania nocy itd.. :D
Wracamy na szlak i schodzimy do wspomnianego Zliechova, wsi wciśniętej malowniczo między szczyty Jaworzyny (sk. Javorina - ok. 1000 m.n.p.m) i Strażowa. Żałuję że była tak gęsta mgła bo okolica musi być piękna, szczególnie gdy wszystko się zieleniło, tak jak wtedy, w weekend majowy...

Wieś wydawała się zupełnie pusta. W niektórych zagrodach słychać było ujadanie psa, z okolicznych pól dolatywało beczenie prowadzonych na wypas owiec. I to tyle...
Pogrążony we mgle Strażov - widok ze Zliechova...
We wsi się rozdzieliliśmy - ja, Ala i Oski ruszyliśmy pomału dalej, reszta zeszła w dół wsi, do sklepu. Podchodziliśmy rozglądając się wkoło, bo wieś, choć sprawiająca wrażenie biednej, była na swój sposób klimatyczna i nieco przypominała osady zagubione w Beskidzie Niskim...
Kapliczki przydrożne...
I spowite mgłą Góry Strażowskie...
Ze Zliechova kierujemy się niebieskim szlakiem, który początkowo podąża na północ, szutrową drogą, wraz ze szlakiem oznakowanym na zielono, a potem na skraju zagajnika, przecina strumyk i zaczyna wspinać się stromo pod górę.
Słabo widoczna ścieżka wiedzie przez łąki w okolicach Działu (828 m.n.p.m)...
Trochę wyżej należy zwrócić uwagę na znaki, bowiem znów kiepsko jest z oznakowaniem. Tak sobie jednak myślę, że na swój sposób może to i dobrze, człowiek się rozejrzy wkoło, zatrzyma, dojrzy może czasem to, co podczas marszu nieraz mija...
Niebieski szlak przeprowadza nas przez łąki, a potem lasy w masywie Jaworzyny...


Na szczycie, zrobiliśmy sobie przerwę, bo choć widoków nie było, a wilgoć w powietrzu i lekki wiatr potęgował uczucie chłodu, to mglisty anturaż też miał swoje plusy i między innymi stanowił ciekawe tło dla fotek...
;)
Mglistych krajobrazów cd...
Po zjedzeniu paczki żelków ruszamy dalej - łagodnie schodzimy w kierunku wsi Mojtin... Już po kilkunastu minutach las się kończy i wychodzimy na otwarte tereny, na których rozlokował się równie niewielki co w przypadku Cicman, ośrodek narciarski.
Bardzo łagodnie, z polepszającymi się widokami, w  tym przypadku na Rohatin (832 m.n.p.m) i Ostrą Malenicę (909 m.n.p.m) schodzimy do wsi.
Po lewej stronie natomiast widać już masyw Rohatej Skały, która będzie naszym najbliższym celem..
  Mojtin, był kolejną wsią na naszej drodze, która mimo dogodnego położenia, również sprawiała wrażenie śpiącej. Choć był środek dnia, to jedyne co spotkaliśmy, to dwójka robotników i przejeżdżający autobus. Liczyliśmy że będzie jakiś bar, gdzie będzie można coś przekąsić, ale takiego o dziwo nie znaleźliśmy, choć miejscowość wcale jakąś zapadłą dziurą nie była. Był oczywiście miejscowy pub, z capovanym piwem, ale akurat nie tego o tej porze szukaliśmy i koniec końców poszliśmy do końca wsi, wyszliśmy za ostatnią farmę, i tam zrobiliśmy sobie posiłek...
W takich to wszystko działo się rewirach ;)
Po zjedzeniu drugiego śniadania, czy też obiadu, posprzątaliśmy po sobie i ruszyliśmy rozległymi łąkami w górę... Nie będę znów się zachwycał, bo zaczyna mi powoli brakować epitetów.. 
Stopniowo dolina zwęża się i wchodzimy do seledynowego lasu na zboczach Rohatej Skały..
Wyżej znajduje się taka oto polanka, z widokiem na Jaworzynę, którą wcześniej przechodziliśmy i przykryty chmurami Strażov...
Powyżej polany podchodzimy jeszcze kawałek, po czym szlak wyprowadza nas w partie szczytowe góry, której nazwa jest nie do końca dla mnie jasna - Rohata Skała jest północno-wschodnim wierzchołkiem, ale z pewnością owa nazwa nie odnosi się do reszty masywu. Na mapach wydawanych przez Shocart okolica określona jest jako Polany, dla porządku więc, przyjmijmy tą nazwę. 
Gdy schodzimy na przełęcz przed Rohatą Skalą liściasty las pięknie rozświetla słońce :)
A gdy wychodzimy na oznaczone na mapie miejsce widokowe, jest już naprawdę bajecznie ;)

Nic tylko siedzieć i podziwiać...
Gdy byliśmy przekonani już, że dotarliśmy do właściwego miejsca, zrobiliśmy sobie dłuższy odpoczynek. Jak się jednak okazało, byłem w błędzie wmawiając wszystkim, że o to jest właściwy wierzchołek. Szlak żółty idzie dalej granią, po czym dociera do niewielkiego siodła, położonego u stóp skalnej piramidy. I to właśnie jest Rohata Skała, a co najlepsze zdobywa się ją w iście tatrzańskim stylu, bowiem w całkiem sporej ekspozycji, wąskim grzebieniem, przypominającym nieco Rohackiego Konia :)
Miejsce jest bardzo lufiaste i nie ma za bardzo gdzie się podziać. Widoki są za to imponujące i lansfotki też stąd są bardzo fajne ;D
A w takim miejscu - księga pamiątkowa, do której się wpisujemy dowiadując się przy okazji, że w ciągu całego miesiąca było tu zaledwie kilka osób.
I jeszcze okoliczne górki - między innymi Wapecz, widoczny poniżej, po lewej stronie.
Lufa pod stopami i łąki przysiółka Mraznica w oddali...
Po lewej masywny szczyt Butkova (765 m.n.p.m.) i dolina Slatinskego Potoku, w oddali dolina Wagu i majaczące na horyzoncie pasmo Białych Karpat w okolicach Puchowa..
Wierzchołek zdobyliśmy w czwórkę: ja, Święty, Mosiu i Oski. Reszta pognała w dół nie wiedząc co traci :D Choć muszę przyznać że mi też się nie chciało z początku, bo wydawało mi się że owa skałka bez asekuracji będzie nie do przejścia a na mapie żadnych łańcuchów nie było zaznaczonych ;P
I ponownie krótki ale treściwy grzebień - żegnamy się z wierzchołkiem i złazimy pomalutku w dół...
Wracamy na siodło gdzie ukryliśmy plecaki i teraz czeka nas największy hardkor tego dnia - zejście kamienistym, upierdliwym żlebem, który jest tak stromy i tak zdradziecki, że trzeba każdy krok przemyśleć kilkakrotnie, zanim się go zrobi. W dół to koszmar...
Podczas zejścia wyrecytowaliśmy wszystkie niecenzuralne określenia jakie chyba istnieją, mam nadzieję że rosnące wkoło buki nie uschły od tego ;P bo pomimo największej staranności przy dobieraniu ścieżki zejściowej i potrojonej uwagi, i tak zaliczyliśmy niejeden upadek. W nagrodę uzyskaliśmy możliwość podziwiania znów kolejnych widoków...
Rohatin (832 m.n.p.m)
Stromo schodząc docieramy do wychodni skalnej na wysokości 515 m.n.p.m, gdzie jak zaraz zobaczycie, znów można zachwycać się okolicą...
W dole raj :)
Wiosna + piękna pogoda = 100% zadowolenia ;)
Wychodnia i "dotykający" słońca Oski...
Dalszy etap schodzenia jest również morderczo stromy - ale wreszcie się kończy na skraju malowniczych łąk...
Z łąk położonych u jej stóp można stwierdzić że jest prawdziwie rogata ;) Rohata Skala...
Pozostałe kilometry do Sedla Mraznica pokonujemy obchodząc łąki, na których znajduje się przysiółek Mraznica. Odludne miejsce jakich wiele w tych górach...
Zbliżenie na zbocza Rohatina i Ostrej Malenicy (909 m.n.p.m). W dali widać charakterystycznego Wielkiego Manina (sk. Velky Manin - 890 m.n.p.m), leżącego na skraju Sulowskich Wierchów.
I Rohata Skala raz jeszcze...
Urok strażowskich łąk w popołudniowym słońcu ;)

W końcu wychodzimy na łąkową przełęcz, skąd zacznie się schodzenie w dół, do wsi Velke Kosecke Podhradie..
Wysokości skromne, ale jakże urokliwe te tereny! Niewysokie nie znaczy wcale nudne ;)

Na szlakowskazie widzimy, że do mety pozostały jakieś 2 godziny, ale na razie - w takim miejscu obowiązkowy, fajrant...
Dołączamy do czekających na nas Alę, Suchego i Krystiana, którzy podarowali sobie wchodzenie na wierzchołek Rohatej Skały na rzecz dłuższego leżingu :)
Na przełęczy zjedliśmy resztki które jeszcze się ostały, pokontemplowaliśmy i z zamiarem kupienia czegoś w niedalekiej wsi, ruszyliśmy w dół...

  Zejście zielonym szlakiem (żółty na przełęczy opuściliśmy) jest bardzo przyjemne i widokowe...
A na Wapecz już coraz bliżej :D
W głębi urwisty z jednej strony grzbiet Holaznego (901 m.n.p.m), bardziej po prawej szpiczaste wierzchołki Vlcinca (682 m.n.p.m) i Sokoła (635 m.n.p.m).
Niektóre z okolicznych szczytów jeszcze oświetla zachodzące słońce nadając im ładnych odcieni..

Z Wielkiego Koseckiego Podgrodzia, bo tak to chyba należy tłumaczyć, do Małego, prowadzi dziurawa asfaltowa droga, która przechodzi przez rozdzielający obie wsi niewysoki grzbiecik o nazwie Koseca (454 m.n.p.m), gdzie znajdują się ruiny zamku z XIII wieku.
Mijamy grzbiecik i schodzimy do kolejnej wsi - Małego Koseckiego Podgrodzia, z której zasuwamy w górę już po zmroku, mijając czynną pizzerię (ech...), ale dzięki święcącemu księżycowi - bez czołówek. Gdy docieramy do osady Gaj (sk. Haj) jest 20:15.
Tu zjadamy jeszcze po batoniku i końcówkę trasy pokonujemy bardzo szybko, bez gadulstwa i zatrzymywania się. Przy świetle czołówek przechodzimy przez szczycik o zabawnej nazwie Osikoviny, następnie pokonujemy szereg łąk położonych ponad wsią Horna Poruba i około godziny 21 jesteśmy nad jeziorkiem pod Wapeczem. Jeszcze tylko parę minut poświęconych na odnalezienie w ciemności :D "Salonu pod Wapeczem" i kończymy ten bardzo męczący - 25 km i 1300 m sumy wzniesień, dzień przy kiełbaskach.
Jutro czas na Wapecz, trzymajcie się, hej!

1 komentarz:

  1. Jak widać, nie trzeba wysokich gór, by nacieszyć oczy widokami :)

    OdpowiedzUsuń