12 sierpnia 2015

Weekend majowy w Górach Strażowskich, czyli głusza za miedzą cz. III - Wapecz

(SALON POD VAPCOM - NAD HORNOU PORUBOU - SEDLO PALUCH - VAPEC - SEDLO PALUCH - SVRATKOVA LUKA - HOMOLKA)
Noc spędzamy w dobrze wyposażonym Salonie pod Wapeczem (Salon pod Vapcom), gdzie znajduje się nawet kominek z płytą na grilla :D Nie chciało nam się namiotu rozbijać, stwierdziliśmy więc że prześpimy się na samych karimatkach i tak zrobiliśmy. Poranek był ciężki, bo plecy nieco bolały, a po wymagającej trasie i długim wieczorze, wstawało się niefajnie. Rano kawka, nawet dwie, potem kabanosy, konserwy i te sprawy. Jeszcze kąpiel odświeżająca w wodzie ze źródła o temperaturze nieprzekraczającej 10 stopni i stajemy na nogi.
Trasa na dziś została z pewnych względów wyraźnie skrócona..
Zielonym kółkiem zaznaczono faktyczne miejsce startu. 

Na początek obchodzimy jeziorko położone u stóp Wapecza.
Z nad jeziorka ruszamy pod górę przez wspaniały, bukowy las. Podejście jest strome i męczące, ale po pewnym czasie, kawałek za rozstajami zatytułowanymi "Nad Hornou Porubou", gdzie żółty Szlak żółty szlak się kończy, a my sami przestępujemy na szlak czerwony červená turistická značka z Hornej Poruby, znajduje się źródełko i ławki, gdzie można odsapnąć jeśli zajdzie taka potrzeba.
Wyżej wychodzimy już na otwartą przestrzeń, która wita nas pięknymi widokami...
Tu jeszcze jedna fotka tym razem na masyw góry Baske (955 m.n.p.m), najwyższy w południowo-zachodniej części Gór Strażowskich.
I Wapecz - trochę jak Rozsutec ;)
Po przejściu przez skalny teren, zawalony złomami i jeszcze krótkim podejściu na wąską grańkę, docieramy na Sedlo Paluch (900 m.n.p.m). To właśnie tu odbijamy by zdobyć wierzchołek Wapecza.
Krótki odcinek jest eksponowany. Grań, tak jak już mówiłem jest wąska i w dodatku lekko przepaścista. Na szczęście cały ten odcinek nie jest długi i po krótkim marszu i wspinaczce po skałkach i trawkach docieramy na wierzchołek.
Widok z Wapecza, nawet przy takiej pogodzie jaka była, jest.. absolutnie fenomenalny. Wprawdzie nie dojrzymy Tatr ani innych poszarpanych wierzchołków, ale mnogość górek dokoła i widok jak z samolotu (przypadłość skalistych, wyniosłych szczytów) z pewnością wprawi w nas w zachwyt.
Strażov, Hruba Zliezajna (dość oryginalna nazwa) i Svietla Hora. W dali majaczy Magura.
Dalsza część widoków. Na skraju, po lewej między innymi Rohata Skala z wczoraj i widoczne za nią Malenica i Manin. Między Rohatą Skałą a grzbietem Strażova, w wyraźnym obniżeniu podczas inwersji można szukać Beskidu Żywieckiego i Śląskiego - Wielką Raczę, Pilsko czy Babią Górę możemy stąd dojrzeć. Delikatnie widać też, choć na tym zdjęciu trudno je wyróżnić, szczyty Wielkiego Krywania, czy Wielkiej Łąki (Velkiej Luki) w Małej Fatrze.
I panorama okolic Koseckiego Podgrodzia, w oddali słabo widoczna Dolina Wagu, za którą jest już Beskid Śląsko-Morawski.
Jeszcze parę fotek na zachmurzoną okolicę i po dopiciu kawy, opuszczamy wierzchołek.
Cała siódemka na niewielkim wierzchołku Wapecza ;) Oski już z niego spadał :D
Poniżej wierzchołka znajduje się wypłaszczenie na które schodzimy. Ścieżka z Sedla Paluch wchodzi bowiem na wierzchołek inną trasą niż z niego schodzi, co w przypadku eksponowanych momentów i skalistego terenu jest bardzo dobrym rozwiązaniem.
Chwila zadumy przed dalszą drogą ;)
Z Wapecza wracamy na Sedlo Paluch, a następnie wychodzimy ponownie na otwartą przestrzeń ponad lasem, skąd po raz ostatni przed zejściem możemy nacieszyć się rozległymi widokami.
Byliśmy w tym momencie świadkami zabawnej sytuacji :D Zamykaliśmy z Mosiem grupę, schodząc notabene bardzo stromym, południowo-wschodnim zboczem Wapecza, gdy usłyszeliśmy najpierw głuchy dźwięk, a następnie soczyste k***a, gdy Świętemu odpiął się od troków śpiwór i poleciał w dół, radośnie podskakując na wybojach, na koniec znikając w leśnej gęstwinie :D Wyobraźcie sobie, że śpiwór celnie omijał wszystkie drzewa :D i oczywiście oddalał się od ścieżki ;PPP która zakręcała w inną stronę. Oczywiście Świętego z problemem nie zostawiliśmy, dzięki temu, że szukaliśmy w siódemkę, zguba została po jakichś 20 minutach, odnaleziona. Ale bezradność towarzysząca śledzeniu uciekającego śpiwora -> bezcenna :DD
Po tej przygodzie szło się już całkiem spokojnie i bez przerw dotarliśmy na Taborisko pod Wapeczem, które jest świetnym miejscem na biwak (sam Wapecz jest objęty rezerwatem ścisłym, więc teoretycznie spać tam nie można, choć ślady noclegu tamże widzieliśmy ;]). 
Po zjedzeniu ostatniej konserwy która została podzielona na siedem RÓWNYCH :D części, wypiciu wody, ruszamy dalej, mijając po drodze rozstaje, na których zmieniamy szlak na niebieski Szlak niebieski.
 Wapecz z oddali.
I zbliżenie na jego, nieco pieniński, wierzchołek.
Niebieskim szlakiem podchodzimy na nienazwany grzbiecik, który co charakterystyczne, choć niewysoki to posiada bardzo strome zbocza. Ześlizgując się na wilgotnym podłożu, powoli wdrapujemy się na niego.
A tam - znów eksponowana grańka i widoki. Całkiem fajne :)
Hmm... W zimie lawinki to by mogły nawet tu zejść???
Kawałek dalej widok jest szerszy i jeszcze bardziej malowniczy. Perfekto!
I jeszcze dla porównania, ścieżka wiodąca ową granią.
Po przejściu jakiegoś 1-1,5 kilometra nienazwanym grzbietem schodzimy na łąki u stóp Homolki.
Oto właśnie i ona - Homolka (907 m.n.p.m) - inna od tej którą zdobywaliśmy pierwszego dnia.
I malowniczy widoczek rozciągajacy się z tego miejsca - robimy jeszcze jedną przerwę ;)
Widok na drugą stronę, na niedalekie już stąd pasmo Rokosza, o którym pisałem w pierwszej części w topo pasma.
Podczas postoju:)
Postój, powstał w wyniku mojego bezczelnego kłamstwa ;D Wszyscy bowiem poza Mosiem i Oskim którzy byli odpowiedzialni za współudział w spisku, zostali poinformowani, że o to czeka ich jeszcze przejście przez TĄ górkę ;] Ech, reakcja była cudowna, ale nie mogę jej przytoczyć :D 
Już wcześniej zaczęło padać, a ponieważ część z naszej grupki, konkretnie Krystian, spieszyła się na pociąg do Wrocławia, to zdecydowaliśmy olać dalsze wędrowanie (choć w założeniu mieliśmy dojść do Trenczańskich Cieplic) i wrócić busem z Sedla Homolka, które przed nami..
Pasmo Magury które wyłoniło się, gdy odeszliśmy jeszcze nieco bardziej na południe.
Zbliżenie na Magurę (1141 m.n.p.m).
Obok hotelu, który owego dnia był zamknięty z uwagi na kontrolę sanepidu, czy czegoś takiego, kończymy naszą trasę. Na chwilę podnosi nam się jeszcze ciśnienie, gdy uświadamiamy sobie, że nic tu nie zjemy, ale zauważamy kartkę z oświadczeniem, że usługi żywieniowe w niedalekiej budce obok stoku narciarskiego, co na szczęście okazało się prawdą. Zamawiamy tam dosłownie wszystkiego po trochu - tosty, kawę z bitą śmietaną, czekoladę, czipsy, frytki z ketchupem i wszystko pochłaniamy w oka mgnieniu. Bierzemy jeszcze dokładkę frytek i tostów, aby się najeść do syta i udajemy się na przystanek. 
Powrót był zabawny. Najpierw zaskoczył nas autobus SADu Trenczyn, który przyjechał chwilę przed czasem i zastał mnie, akurat w momencie kiedy sobie skracałem spodnie, tzn. odpinałem nogawki. Wszedłem do autobusu z jedną przypiętą, a drugą sromotnie zwisającą nogawką (akurat się zamek zaciął :D), czerwony jak burak, czując na sobie spojrzenia kierowcy i pasażerów, po czym gdy już kupiłem bilet dla siebie i dla kolegów, to kierowca stanowczo zaprotestował gdy zobaczył buty Krystiana, Świętego i Suchego :D Ponieważ też wspomniał że musi już odjeżdżać, to chłopaki zaczęły w tempie ekspresu wyzbywać się błota z butów, to znaczy podskakiwać, wiercić się, wycierać o krawężnik, co powodowało dodatkowe zainteresowanie pasażerów autobusu xD
Na szczęście udało nam się dojechać do Wołoskiej Białej (Valaska Bela) gdzie przeskakujemy po krótkiej przerwie do autobusu jadącego do Prievidzy. W Prievidzy kolejna przesiadka na autobus pospieszny jadącego przez Rajeckie Cieplice do Żyliny. Co ciekawe kurs obsługiwał chiński autobus, ale nie to wzbudziło podczas jazdy naszą uwagę najbardziej. Siedziałem z Mosiem w drugim rzędzie i doskonale słyszeliśmy jak kierowca słucha sobie w radiu transmisji meczu hokejowego (chyba Słowacja - Kanada, ale czy na pewno Kanada to na 100% nie pamiętam) i przechodząc do sedna - dopóki nie wjechaliśmy w tereny górskie - wszystko było OK. Ale jak już droga zaczęła się wić pośród gór, radio zaczęło charczeć i przekaz się gubił. Natomiast co nas rozbawiło, to to z jaką determinacją ów kierowca próbował o tę relację walczyć :D Pukał w to radio i stukał, miział je, poprawiał obudowę, (wszystko podczas jazdy :D), mruczał do niego, rzucił parę ostrych słów, nawet wyjęczał coś błagalnym tonem, ale biedak, końcówki meczu jednak nie usłyszał :/ Dojechaliśmy do Rajeckich Cieplic i przed powrotem do Polski, jeszcze na opłotkach Żyliny, w Solinkach, zajeżdżamy do tamtejszego tesco. Krótki skok po zapasy tradycyjnych słowackich napojów zarówno bezalkoholowych jak i tych z procentami na etykiecie i można wracać do domu.
Tak to wyglądał ten krótki tegoroczny weekend majowy, który uważam za bardzo udany. I dziękuję całej ekipie tj. Ali, Mosiowi, Krystkowi, Świętemu, Suchemu i Oskiemu za mobilizację i szybką decyzję o wyjeździe, który mimo średniej pogody jaką mieliśmy, dzięki nim będę długo wspominał ;))

1 komentarz:

  1. W okolicy Trenczynskich Teplica chyba z piętnaście lat temu spędzałem urlop z rodziną. Kilka wycieczek odbyliśmy w pobliskie górki, ale nazw już nie pamiętam. Natomiast pamiętam jak były malownicze i jak głębokie doliny oddzielały poszczególne szczyty. Świetna relacja, zdjęcia i opis mogą służyć za niezły przewodnik.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń