niedziela, 24 listopada 2013

Alpy Julijskie - urok wapieniem pisany, czyli na Triglav cz. IV

Alpy! Tu się oddycha!

(DOM PLANIKA - KONJSKO SEDLO - VODNIKOV DOM - STUDORSKI PREVAL - RUDNO POLJE)
O 10:15 dotarliśmy do bram Domu Planika pod Triglavom... Doprawdy rzadko zdarza nam się, aby o tej porze schodzić już ze szczytu :) Chociaż praktycznie w drodze byliśmy już ponad cztery godziny... Na górę praktycznie ciągle maszerowały kordony ludzi, z których spora część próbowała podchodziła z Planiny Krma (tak przynajmniej wynikało z rozmowy, którą przypadkowo podsłuchaliśmy stojąc w schronisku po butelkę wody)...
Dom Planika pod Triglavem, to drugi najważniejszy obiekt noclegowy w paśmie Triglava. Leży na płaskowyżu Ledine na wysokości 2401 m.n.p.m, niespełna pięćset metrów poniżej szczytu... Odległość od szczytu (1:30) powoduje, że jest ono bardzo popularne. Inna sprawa, że to właśnie od tej strony Triglav jest najłatwiej dostępny - podejście żlebem na Triglavską Skrbinę - widoczne zresztą na powyższym zdjęciu - taka pomarańczowa kreska opadająca z niewielkiego wcięcia pomiędzy Rjavcem, a Triglavem. Tak jak wspominałem już wcześniej, stosunkowo łatwo można podejść, więc pod sam szczyt...
Dom Planika należy do najstarszych schronisk na terenie Alp Julijskich. Pierwsze schronisko zwane Triglavską Świątynią - "Triglavski Tempelj" powstało już w 1871 roku. W 1877 roku niemieckie towarzystwo górskie zbudowało obok Schronisko Marii Teresy, które po I Wojnie Światowej zostało przejęte przez Słoweńskie Towarzystwo Górskie, które przemianowało go na Dom Aleksandra. Pierwsze schronisko zostało zaś zamienione na koszary. W 1945 roku Schronisko Marii Teresy otrzymało współczesną nazwę, a w 1987 roku koszary zostały zburzone. Na jego fundamentach wzniesiono dobudówkę, która stanowi do dziś część schroniska. Budynek czynny jest od końca czerwca do końca września, jest w nim 82 miejsca w pokojach i dodatkowo 40 w salach wspólnych...
Spod schroniska uwagę przyciągają przede wszystkim Draskie Vrhy i Alpy Kamnicko-Sawińskie...
Widok z krawędzi płaskowyżu Ledine...
Wkrótce opuszczamy schronisko... Czeka nas teraz bardzo męczące zejście do Konjskego Sedla, podczas którego na malutkim odcinku trzeba pokonać 400 metrów różnicy wysokości...
Za nami pozostaje "Dach Słowenii" coraz mniejszy i mniejszy...
Alpy Bohinjskie...
Po mniej więcej 1/4 drogi do przełęczy dochodzimy pod niewielką turnię... 
Schodząc niżej i niżej otwiera się nam widok na Velską Dolinę, którą przemierzaliśmy w II-iej części relacji na Triglav. Na jej końcu zamykający dolinę Kanjavec...
Kanjavec (2569 m.n.p.m)...
Po pokonaniu kolejnych zakosów wkraczamy w piętro hal... pojawiają się bowiem gdzieniegdzie już zielone połacie traw...
A w dole widać już głębokie siodło przełęczy...
Dokładnie o jedenastej dostrzegamy szlakowskazy na trawiastym Konjskim Sedlu... Z 2864 dotarliśmy na 2020 m.n.p.m....
Konjsko Sedlo, zwane rownież Konjskim Prevalem, pomimo pewnego rodzaju niepozorności było, jest i pewnie będzie ważnym punktem komunikacyjnym na mapie Alp Julijskich... Wciśnięte pomiędzy mało wybitnego Vernara i masyw Triglava stanowi od lat skrzyżowanie wielu szlaków, co zresztą widać po spisie tras w masywie Triglava, które spisałem w pierwszej części wędrówki.. Dochodzi tu szlak z doliny Krma, oraz z Vodnikov Domu, którym maszerują turyści z Pokljuki lub "hardkorzy" prosto z Bohinja. W tym miejscu dzielą się oni na tych, którzy idą do Domu Planika i na tych, którzy noc poprzedzającą atak szczytowy spędzają w Triglavskim Domu na Kredarici...
A nazwa Konjsko Sedlo? Nietrudno zgadnąć, że wiąże się z końmi, ale dlaczego?? Otóż jak się okazało przejeżdżali przez nią alpejscy tragarze, którzy dostarczali zaopatrzenie schroniskom, robili to właśnie na objuczonych koniach i co ciekawe wykonywali swą robotę w ten sposób jeszcze w latach 80-tych XX wieku.. Dopiero potem nową erę wyznaczyły helikoptery...  
Kredarica (2541 m.n.p.m) i (2538 m.n.p.m) z przełęczy...
Na przełęczy robimy tylko łyk wody i od razu idziemy dalej.. Znowu męczy nas straszny upał, który powoduje, że nasze koszulki, choć termoaktywne, są pełne potu... 
Zmieniający się z każdym naszym kolejnym krokiem Miselj Vrh...
Po krótkim podejściu szlak zaczyna trawers połączony z lekkim obniżaniem wysokości...
Velska Dolina w całej swej okazałości...
A przed nami wyłania się już Tosc...
Tym trawersem czeka nas dojście do Vodnikov Domu...
Ale wcześniej jeszcze ostatnia trudność jaka nas czeka w Słowenii... To niewielki kominek, w którym największe niebezpieczeństwo stwarzają drobne kamyczki...
Stąd zdaje się do schroniska już bardzo blisko...
Po pokonaniu zakrętu ujrzeliśmy znaną z wczoraj nam bryłę Vodnikov Domu...
A za nami?? Całkiem daleki, ale dopiero teraz naprawdę masywny Triglav...
Vernar (2225 m.n.p.m.)...
Doczołgaliśmy się pod schronisko i od razu klapnęliśmy na wolną ławkę w cieniu.. Masakra.. Po chwili dochodzenia do siebie, uwagę naszą zwrócił gwar po drugiej stronie budynku.. Wstaliśmy.. i dosłownie nie wierzyliśmy własnym oczom.. omamy?? Tak gorąco, że udaru dostaliśmy?? Spojrzałem na zegarek, gdzie widniała temperatura 31 stopni Celsjusza, a potem przetarłem raz jeszcze oczy.. Jak to możliwe, że w taki upał organizuje się finał triathlonu??!! Jak się okazało po kilku pytaniach, grupa liczyła... bagatela 240 uczestników... I wszyscy wbiegali.. no właśnie z Pokljuki.. Właśnie przybiegał zawodnik nr 36.. No to się szykuje dłuuuuugie zejście w dół...
Bezradnie spojrzeliśmy po sobie.. Nie ma szans, nie będziemy tu siedzieć, aż przybiegną wszyscy uczestnicy... Kwadrans po dwunastej wolno ruszyliśmy dalej, ale... co to był za marsz? Co chwilę przystawaliśmy, by przepuścić ciężko dychających zawodników...
W przerwie pomiędzy kolejnymi uczestnikami biegu cykałem jeszcze ostatnie zdjęcia z Alp jakie tych wakacji przyszło mi robić..
Gdy zaczynamy trawers Tosca i zbliżamy się do zakrętu, od momentu którego zmienimy kierunek marszu, przystaję, aby po raz ostatni spojrzeć na tą piękną bryłę, górującą tak okazale ponad wszystkimi innymi szczytami...
Wybijają nas z rytmu biegacze, których co chwilę trzeba ustępować miejsca na wąskiej ścieżce...
Od tego momentu przed nami już tylko właściwie Alpy Bohinjskie... Ich łagodne grzbiety będą nam towarzyszyć prawie do samego Rudno Polja...
Trawersując Tosca...
W dole dolina Mostnicy i Planina Voje, położona na  ok. 700 m.n.p.m. Tamtędy właśnie wiedzie szlak ze Starej Fużiny. Po lewej wyrastający płaskowyż Pokljuki...
Ablanca (2002 m.n.p.m)...
Velki Draski Vrh (2243 m.n.p.m)...
Trawers Tosca...
O pierwszej docieramy na Studorski Preval (1892 m.n.p.m). Spoglądamy tęsknie w stronę centralnej części Julijców, a potem raz jeszcze na Raskovec i Rodicę... Teraz zostaje nam już tylko ciągłe zejście na dół...
Powoli i uważnie schodzimy do kotła polodowcowego - Jezerce u stóp Draskich Vrhów...
Draskie Vrhy...
Pół godziny później jesteśmy na dole...
Gdzie pasą się nieliczne owce...
Robimy skręt o 90 stopni i mając przed sobą łagodniejsze grzbiety (spora odmiana po ostatnich dniach) wolno zbliżamy się do rozstajów położonych ponad Konjscicą... 
Planina Konjscica, z tyłu ośrodek narciarski na Kobli (1498 m.n.p.m)...
Pośród kosówki...
Rzadko zwracałem na to uwagę, ale w Alpach byliśmy w drugiej połowie sierpnia, kiedy to zaczynało się już późne lato. Trawy żółkły, a jarzębiny w górnych częściach lasu pięknie kwitły... 
Piknik na Planinie Konjscica...
Parę minut później nieuchronnie wkraczamy w las...
Ostatnim widokiem jakim mogliśmy się cieszyć był widok z niewielkiej polanki na Crną Prst...
I resztę Alp Bohinjskich...
Sija (1880 m.n.p.m)...
Od tego momentu o żadnych widokach nie ma mowy, wchodzimy w gęsty las zbliżając się do drogi i niestety, do dźwięków samochodów... 
I niestety... O w pół do trzeciej docieramy do szutrowej drogi, gdzie niektórzy zostawiają swoje automobile...
Idąc już po płaskim, uświadamiamy sobie, że tak naprawdę to już koniec, że wakacje ledwo się zaczęły, a już się skończyły... Smutne, to smutne...
Tuż przed głównym parkingiem, gdzieś tam wysoko odsłania się jeszcze wapienny grzbiet....
O 14:50 kończymy naszą górską przyrodę z Alpami Julijskimi. Odnajdujemy nasz samochodzik, zrzucamy bambetle... Czujemy mieszające się uczucia - radość z tytułu zdobycia najwyższego szczytu Słowenii i smutek, że teraz czeka nas powrót do domu.. Ale cóż w góry jeszcze nie raz wrócimy...
Nie wracamy jednak tego samego dnia do Polski. Jedziemy pod Kranj, do wsi Ilovka na nocleg tranzytowy do niezwykle przyjemnego pensjonatu, nastawionego właśnie na gości tranzytowych "Bed&Breakfast Vanjavec". Jeśli ktoś byłby w podobnej sytuacji jak my, albo podróżował tranzytowo właśnie, to polecam serdecznie - fajne, wygodne pokoje, bardzo miła obsługa, domowe jedzonko, w nie nazbyt wygórowanej cenie. No i te widoki na Alpy Kamnicko-Sawińskie..
Czas więc na oficjalne podsumowanie...
W Alpach Julijskich spędziliśmy łącznie 10 nocy: jedną w Strmecu na Predelu, cztery w Bovcu, cztery w Starej Vsi v Bohinju i jedną w Trzaskiej Kocy na Dolicu. Udało nam się zrobić pięć całodniowych, górskich tras, co było naszym minimum (z powodu upału musieliśmy odwołać wycieczkę na Bavski Grintavec, zrezygnowaliśmy również z Krna), mieliśmy okazję poznać alpejskie doliny i podgórza, dowiedzieć się o tajemnicach wojennych i wykąpać w górskich jeziorach.. Wszystko to (dodając jeszcze pobyt na Krku) uczyniło te wakacje naprawdę niezapomnianymi. Która trasa była najtrudniejsza? Do dziś zadaję sobie to pytanie i nie znajduję odpowiedzi. Na pewno mogę bez trudu powiedzieć, która była najprostsza - na Vogel, ale czy łatwe trasy nie bywają atrakcyjne?? Uważam to za jedną z najpiękniejszych tras jakie miałem okazję tu przemierzyć. Na pewno każda z nich była inna, nie mogę porównać Mangartu z Voglem itd. Visoki Kanin okazał się być znacznie trudniejszy niż napisane było to w przewodniku i choć mieliśmy chwilę zwątpienia to daliśmy radę. Gdybym miał jednak na siłę wskazać tą, która przyniosła mi najwięcej emocji, to wybrałbym jednak Prisojnika i Triglav. Pierwsza z nich sprawiła mi nawet, tak myślę, więcej problemu niż zdobycie Triglava. Na pewno, trudności byłoby jeszcze więcej, gdyby nie mgła, która wtedy panowała na szczycie i która zasłaniała to co mieliśmy pod nogami.. A przecież pamiętam ten moment, kiedy mgły się rozstąpiły i zobaczyłem ogromną przepaść, na krawędzi której, stałem. Nigdy tego wrażenia nie zapomnę i myślę, że gdy za rok, może dwa, będę stał na początku drabinki na Koziej Przełęczy, wspomnę sobie ten obrazek, by dodać sobie odwagi i otuchy. Alpy Julijskie uodporniły mnie jeszcze trochę na ekspozycję, douczyły jak posługiwać się żelastwem i pozwoliły przeżyć trochę czasu pośród prawdziwie górskiej atmosfery nie spędzając czasu na szlaku z tłumami innych ludzi, no może po za Triglavem. Piękne było też to, że nie widziałem w przeciwieństwie do naszych pięknych Tatr, ani razu ludzi z reklamówkami, w trampkach, którzy wybierają się na łańcuchy, po to by "pokozaczyć". Widziałem ludzi, chodzących po to by zobaczyć piękno Alp, doświadczyć tego po co się w góry chodzi - bliskości przyrody, magii gór i niesamowitych krajobrazów...
Chciałem Wam podziękować, teraz za wszystkie komentarze, które umieściliście pod postami. Mam nadzieję, że pomogą one komuś zaplanować wyprawę w Julijce, a jeśli kogoś przekonają, lub choćby tylko zachęcą by wybrać się w Alpy Julijskie, to będę naprawdę bardzo szczęśliwy. Bo to tak naprawdę dla kogoś, kto mieszka na południu Polski to tylko parę godzin jazdy samochodem, a możliwości wycieczek na miejscu jest niezliczona ilość. Tym razem udało się przeprowadzić nam tylko 5 tras, ale mam nadzieję, ba jestem przekonany, że uda mi się tu wrócić, nawet jeśli nie za parę lat, to za kilkanaście... Czeka nie tylko Bavski Grintavec, ale i Jałowiec i Skrlatica... Wszystko jest przed nami, trzeba patrzeć optymistycznie :) Góry są i będą cierpliwie na nas czekały... Za naszych czasów się na pewno nie zmniejszą, co najwyżej zostaną na skutek turystyki bardziej lub mniej zerodowane. Alpom Julijskim na razie to nie grozi, szlaków jest wiele, ludzie się rozkładają na te setki kilometrów, co najwyżej mogą zostać jeszcze bardziej rozbudowane pod względem zaplecza turystycznego. Ja mam nadzieję jeszcze w nie wrócić, tego sobie życzę, tak samo jak Wam, aby udało się w nie wyskoczyć i poczuć ich magię. Gdyby ktoś zdecydował się na spędzenie paru dni w nich, lub całych wakacji, a chciał przekonać się co do warunków na szlakach, albo po prostu o stopniu trudności, polecam dwie strony internetowe. Pierwsza z nich zawiera opisane wszystkie szlaki turystyczne - www.hribi.net , druga to na pewno znany każdemu turyście portal www.summitpost.org . Przed wyjazdem warto zaopatrzyć się również o przewodnik Pana Jacka Płonczyńskiego po Alpach Julijskich, o którym nie wspomniałem w Prologu, ani też którego niestety nie miałem w swoich rękach... Ale wiem że jest dobry :)
Nie odpowiem tylko  na jedno pewnie istotne pytanie. Czy Alpy Julijskie są ładniejsze od Tatr.. Nie odpowiem na nie nigdy, gdyż to tak jak porównywać Beskidy do Tatr - dwa odmienne światy. To kwestia gustu, czy ktoś woli białe góry od czarnych, czyli taka sama czy ktoś woli opla od volkswagena... Porównać można do siebie góry podobne do siebie - dajmy na to Beskid Żywiecki do Beskidu Śląskiego (zresztą wolę ten pierwszy :), bo jest bardziej dziki. Alpy Julijskie są piękne, niepowtarzalne, groźne, surowe i czasem nie z tej bajki, ale porównać z Tatrami ich bym nie mógł, bo byłoby to niesprawiedliwe.. Dlaczego? Bo Tatry to jedyne takie góry u nas, nasze dziedzictwo narodowe i nasz skarb - zawsze będę czuł do nich sentyment, nawet jeśli kiedyś (mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie) będą w nich setki tysięcy ludzi, człowiek na człowieku. Powiem tylko, że Alpy Julijskie wysoko zostają na mojej liście "the best" wyjeżdżam z nich prawie cały - cząstka mnie zostaje w ich sercu - na Triglavie..
Na pożegnanie jeszcze taka drobna mozaika - z tego co dla mnie było najpiękniejsze :)
Na razie koniec zagranicznym podróżom :) W następnej relacji wrócimy na terytorium naszego słonecznego kraju :)
DO ZOBACZENIA..

3 komentarze:

  1. Aż mi ciężko uwierzyć w takie widoki. Podziwiam ludzi wspinających się na te wszystkie szczyty w ciężkich warunkach pogodowych. To jest pasja!

    OdpowiedzUsuń
  2. Z wielkim zainteresowaniem prześledziłam całą Waszą wędrówkę po Alpach Julijskich i jestem pod wielkim wrażeniem! Stworzyłeś świetny mini-internetowy przewodnik. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń