1 grudnia 2013

Z plecakiem i śpiworem w... Worek Raczański i nie tylko... Dzień I - Wielka Racza

Z PLECAKIEM I ŚPIWOREM W... WOREK RACZAŃSKI I NIE TYLKO..
(ZWARDOŃ - BESKID GRANICZNY - KIKULA - MAGURA - WIELKI PRZYSŁOP - WIELKA RACZA)
Po kilku tygodniach, które niestety obróciły się w kilka miesięcy, relacji z Alp Julijskich, a wcześniej relacji z Małej Fatry, wracamy na terytorium naszego pięknego, słonecznego kraju. Siedząc w domowym zaciszu przed ekranem monitora, oglądałem moje archiwum "x" w którym przechowywane były foty z różnych krótszych bądź dłuższych wypadów. Tu pojawił się pewien problem :) Mamy końcówkę listopada 2013 roku, a ja na blogu dopiero umieszczam zdjęcia z zeszłorocznych wakacji... Oprócz kilku jednodniówek czeka więc m.in. relacja z tegorocznego weekendu majowego... Ale z pewnych względów musiałem nagiąć oś czasu i dlatego zaczynam od tegorocznych, wakacyjnych wyjazdów. Na pierwszy ogień idzie wypad w mój ukochany Beskid - Żywiecki. Dlaczego on? Bo jest w miarę dziki, widokowy, pełen interesujących szlaków ze schroniskami z prawdziwego zdarzenia (nie mówię tu o Hali Miziowej) i poza kilkoma częściami - nie tak popularny jak Beskid Śląski. Ta relacja otwiera pewną serię pod tytułem "Z plecakiem i śpiworem w...", w której będę zamieszczał relacje z kilkudniowych wycieczek po różnych pasmach górskich typu "od schroniska do schroniska". Pierwsza z nich dotyczy znanego Wam pewnie doskonale Worka Raczańskiego. Jest to jeden z moich ulubionych terenów w Beskidzie Żywieckim, kilkakrotnie już schodzony w różny sposób, ale patrząc na "compassówkę" po Żywieckim stwierdziłem, że nie miałem okazji jeszcze przemaszerować prosto ze Zwardonia. Stąd decyzja jasna.
Pod koniec drugiej licealnej i po skończeniu 18 lat, podjąłem wyzwanie - iść z plecakiem i śpiworem w góry. Tylko jakie? Takie oto pojawiło się w mojej głowie pytanie, a odpowiedź uzyskałem niedługo potem. Wszystko zaczęło się od pewnej rozmowy, którą przeprowadziłem w szkole. Posłuchajcie..
- "Siemka Mosiu, [...] masz jakieś plany na lipiec?"
- "W lipcu? Nie nic nie planuje, a co?"
- "Co byś powiedział na kilkudniowy wypad w góry?"
- "Taki ze śpiworem?"
- "Jasne, najlepiej. Wydaje mi się, że ekipa czteroosobowa byłaby OK, co sądzisz"
- "A z kim chcesz jechać?"
- "Królak nie może, ale Krystian chce i Francuz się zabierze. Czwórka wystarczy.."
- "Czyli co - w Tatry jedziemy?"
- "Nie no chłopie, co ty! Nie wezmę Was pierwszy raz od razu w Tatry!"
Wyjazd w Tatry byłby samobójem pod kilkoma względami. Chciałem chłopakom pokazać różne góry, ale nie od razu to co w polskich górach uważam za najpiękniejsze. Nie zamierzałem z oczywistych względów pchać się na trudne szlaki, bo nie znałem dokładnie ich kondycji i doświadczenia, no i co też ważne - znałem prognozę pogody i miałem okazję już przeżyć lipiec w górach - zarówno ten piękny jak i ten groźny - z burzami, ulewnymi opadami itd. Nie chciałem, aby pogoda pokrzyżowała plany i żeby w razie czego móc szybko zejść w dół lub się schronić. Akurat do tej ekipy miałem 100-procentowe zaufanie, wiedziałem, że w górach dadzą sobie na pewno radę i na których w pełni mogę liczyć. A jakie pasmo nadaje się idealnie by zachęcić do górskich wędrówek? Beskid Śląski jest fajny, ale zbyt popularny, Beskid Mały na lipiec był zbyt niski, Gorce za daleko... więc zostaje.. Beskid Żywiecki. W lipcu nikt z naszej czwórki jeszcze nie miał prawa jazdy, a część czyli np. ja zamierzała robić je po maturce. Dlatego wybrałem rejon, w który można dojechać naszą kochaną koleją :) Więc... kierunek Zwardoń... 

Zwardoń,vlak – Veľká Rača

 Zhrnutie trasy: celková vzdialenosť:  15.369 km stúpania spolu:  960 m klesania spolu:  399 m celkový časový odhad:  4:50


č.rázcestievzdialenosťstúpanieklesaniečas úsekuvzdialenosť etapyčas etapycelková vzdialenosťcelkový čas
značka
Začiatok trasy: Zwardoń,vlak (675)
  červená1.157 km60 m5 m0:201.157 km0:201.157 km0:20
1ch. Dworzec Beskidzki (730)
  červená0.37 km50 m5 m0:101.527 km0:301.527 km0:30
2Gomułka, št. hr. (775)
  červená2.595 km50 m70 m0:404.122 km1:104.122 km1:10
3Vreščovské s. (755)
  červená3.652 km420 m88 m1:307.774 km2:407.774 km2:40
4Kykula (1087)
  červená7.595 km380 m231 m2:1015.369 km4:5015.369 km4:50
Koniec trasy: Veľká Rača (1236)
 We wtorek 02 lipca o godzinie 05:30 stajemy wszyscy razem u bram gliwickiego dworca PKP i parskamy śmiechem na dzień dobry. A najbardziej to chyba ja, widząc totalnie obładowanych kumpli z których każdy kolejny miał większy plecak, a wszyscy większy od mojego. No, tata po raz kolejny się spisał - dał mi radę jak zapakować się w 40-litrowy plecak na cztery dni.. Jego doświadczenie z młodocianych wędrówek dało efekty... Bilety do Zwardonia zakupione wsiadamy więc w pociąg 05:52 i "mkniemy" do Katowic, gdzie po raz kolejny już udziela mi się złość... Dlaczego? Trudno mi się opanować, gdy widzę, że pociąg do Zwardonia odjeżdża np. 5 minut przed przyjazdem pociągu z Gliwic, albo odwrotnie - pociąg ze Zwardonia przyjeżdża 5 minut po tym jak odjeżdża pociąg do Gliwic... Absurdalne sytuacje na polskich torach skutecznie zniechęcają mnie do podróży, a to mnie wkurza bo uważam, że podróżowanie pociągiem, ma to coś ;) Ale jak koleje nie mogą, no to co - ja też nie mogę, wybieram auto...
Wypatrzona przeze mnie trasa nie była wcale taka łatwa - do pokonania było 70 kilometrów, co prawda w cztery dni, ale jednak. Przygotowania do wyjazdu ruszyły pełną parą. Jako osoba w pewnym sensie prowadząca, do plecaka musiałem również włożyć apteczkę i parę innych szpargałów, które razem ważyły niemało. Byłem pewny, że mój plecak będzie najcięższy i miałem pewne wątpliwości, czy moje wątłe plecy podołają przez te kilka dni, ale jak się okazało... pomyliłem się...
W Zwardoniu lądujemy... o 10:35.. Masakra. Pięć godzin męczyć się z Gliwic, aby dojechać w Beskid Żywiecki - przecież to nonsens! Ale... zapomnijmy o kolejach, wszak jesteśmy znów w górach...
Idziemy jeszcze do sklepu i tuż przed jedenastą wyruszamy.. Uff.. późno, a na Raczę 5h.. W drogę!
Co warto wiedzieć o Zwardoniu? Jest to wieś położona pod Przełęczą Zwardońską, licząca około 1100 mieszkańców. Jest ważnym ośrodkiem turystycznym, a dawniej również przejściem granicznym, które istniało w przysiółku Myto. Znajduje się tu końcowa stacja linii kolejowej z Katowic (regularne połączenia do Katowic jak i do Bielska, obsługiwane przez Koleje Śląskie). Noclegi gwarantuje kilka pensjonatów i domów wczasowych. Zwardoń powstał prawdopodobnie w XVII wieku, podobnie jak inne miejscowości Worka Raczańskiego. Istnieje przypuszczenie, że istniał tu posterunek graniczny na szlaku handlowym. W XVIII wieku miejscowość pojawia się na mapach, a w XIX wieku znajduje się wśród dóbr rodziny Wielopolskich, które wykupili potem Habsburgowie. Odrębna wieś (która wcześniej należała do Soli) powstała w 1885 roku, kiedy powstała galicyjska kolej transwersalna. Teraz Zwardoń jest nieco senną wsią, bardziej gwarną w zimie, gdy uruchamiany jest stok narciarski na Małym Rachowcu...
Ze wsi wyruszamy czerwonym szlakiem w górę pod Przeł. Zwardońską asfaltową drogą... 
Stopniowo, wraz ze zdobywaniem wysokości, ponad chałupami pojawia się obły masy Baraniej Góry...
Wkrótce jesteśmy już na granicy i idziemy wzdłuż rozległych pól, wśród których rosło pełno dziewann..
Z granicznego grzbietu roztaczają się piękne widoki.. Lato w pełni, na łąkach pełno kwiatów... ach jak przyjemnie :) ...
Na Przełęczy Zwardońskiej odchodzi żółty szlak do stacji kolejowej w Skalitem-Serafinov...
Kawałek dalej po lewej, w cieniu drzew mijamy stylowy pensjonat "Szwajcaria" z lat 30. XX wieku, wybudowany w latach największego rozwoju Zwardonia...
Ponad Zwardoniem horyzont znów zamyka Barania...
Po około kwadransie drogi docieramy do "Dworca Beskidzkiego", którego renowacja jak to w Polsce bywa trwa i trwa i nie wiadomo, kiedy się skończy. A szkoda, bo to schronisko to stary obiekt. Położone 710 m.n.p.m jest dziełem PTT z Bielska i Żywca. Otwarcie nastąpiło w 1933 roku po dwóch latach budowy. Na wzór podobnego obiektu w Zawoi i w Zakopanem, ten nazwano "Dworcem Beskidzkim". W czasie okupacji hitlerowskiej, znajdowały się tu koszary. W 1945 r. Niemcy zrabowali większą część inwentarza, ale budynek przetrwał i w 1948 roku przyjmował turystów. W latach 1970-72 dokonano remontu i przed aktualną renowacją miał on 72 miejsca noclegowe, bufet, stołówkę i siedzibę GOPR.
Na razie nic się tu chyba nie zmienia - nikogo nie widzieliśmy, kto by się kręcił wokół, a był przecież środek tygodnia.. Pewnie brak kasy...
Za budynkiem schroniska roztacza się na pokryty rozległą polaną Rydychów Groń (751 m.n.p.m.), który trawersuje niebieski szlak, poprowadzony drogą asfaltową...
Początek lipca często oznacza upały. Tak było i tym razem, temperatura osiągała 29 stopni Celsjusza. Po osiągnięciu pierwszego wzniesienia byliśmy już zlani potem..
Czerwony szlak pnący się pośród opłotków Zwardonia...
Wkrótce pojawiają się widoki na Beskid Morawsko-Śląski - Łysą Górę "przyozdobioną" wieżą przekaźnika i Travny...
Oźna (952 m.n.p.m) i Praszywka Wielka (1043 m.n.p.m) po lewej...
A przed nami Skalanka...
Widok na dolinę Słanicy, w której leży Sól i daleką Suchą Górę (1040 m.n.p.m) spośród bujnej roślinności...
Początek trasy - fantastyczny. Co rusz jakieś panoramy, a to na Słowację/Czechy, a to na polskie Beskidy. W dole osiedla ogromnego Skalitego, grzbiet Polany (807 m.n.p.m), a w dali Beskid Morawsko-Śląski i czadecka część Jaworników...
Pyszna ta zieleń naprawdę :) Aż by się chciało zalec pośród traw i nie wstawać, ale trasa dłuuuga...
Barania Góra i Magurka Radziechowska...
Cisza, spokój, widoki i piękna pogoda - to przepis na idealną wycieczkę w góry :) Oby takich jak najwięcej...
Wkrótce zaczynamy przyjemny trawers Skalanki (867 m.n.p.m) wokół której znajduje się kilka schronisk. Pierwsze z nich to widoczna poniżej Chata PTT pod Skalanką, ponad którą rysuje się niedaleki wierzchołek Rachowca (954 m.n.p.m)...
Trawers Skalanki... 
Drugie ze schronisk to Schronisko Studenckie "Skalanka" - fajna drewniana chałupa z 50 miejscami noclegowymi...
Przez moment mamy okazję iść w cieniu..
Za Skalanką drzewa po raz setny się rozrzedzają.. Widoki pozwalają zobaczyć sąsiedni Beskid Graniczny lub też Beskid Wrzeszcz, tak też określany, Kikulę i Magurę. Te piękne widoki podziwiamy cały czas sami, aż wreszcie Francuz nie wytrzymuje i pyta: "Tu w ogóle ktoś chodzi?" Na to pytanie nie zdążyłem odpowiedzieć, bowiem nagle usłyszeliśmy narastający hałas...
Zza zakrętu wyłonił się wiekowy ursus obładowany po brzegi ściętą trawą. Witamy się, a właściwie krzyczymy "Dzień Dobry" do zdziwionego nieco widokiem czwórki młodych wędrowców, staruszka, po czym z niedowierzaniem patrzymy na odjeżdżającą maszynę. Sielski widok, prawda?...
Za Skalanką zbliżamy się do Przełęczy Graniczne (755 m.n.p.m) położonej tuż obok źródeł Słanicy. Dawniej była tu granica (stąd nazwa), przez którą transportowano sól na Słowację, a rudę żelaza w przeciwnym kierunku. Tędy przedostawali się na drugą stronę granicy również przemytnicy, a jako ciekawostkę warto dodać, że właśnie przez tą przełęcz miała zostać poprowadzona linia kolejowa, która jednak przebiega, jak wiemy, przez Przeł. Zwardońską...
Dalekie widoki w kierunku Rysianki...
Tuż nad przełęczą mijamy pierwszą na szlaku parę turystów, pytających o drogę na Raczę. Odpowiadam coś w stylu "trzymajcie się tego czerwonego szlaku to na pewno dojdziecie" i wołam do chłopaków, niczym de Funes do swoich podwładnych w mundurach - przerwa! Wyszukujemy odpowiednie miejsce w cieniu, ściągamy plecaki i czujemy ogromną ulgę... Kładziemy się na chwilę z kanapką w ręku, uważając na mrówki i podziwiamy otaczający nas krajobraz.. Czas? Zaskakująco dobry, mamy 20 minut i tyle decydujemy się poświęcić na tą przerwę. Odpoczywamy, więc, w błogim spokoju ciesząc się delikatnym wietrzykiem...
Przerwa, jak wszystko co przyjemne, nie trwa długo.. Zarzucamy plecaki na bary i ruszamy w drogę. W ciągu minuty osiągamy dno przełęczy, gdzie mijamy znów słowackie znaki - polskich (po za narciarskimi) oprócz tych w Zwardoniu, nie widzieliśmy. Żółty szlak pozwala dotrzeć na Przeł. Graniczne z Vrescovki...
A wokół - setki barw...
Skalankę pozostawiamy za sobą...
A rozpoczynamy strome podejście na Beskid Graniczny (875 m.n.p.m)...
Nasza ekipa: Krystian, Mosiu i Francuz...
Głęboko oddychając powoli radzimy sobie z podejściem. Wyżej natykamy się na srebrnego matiza :p Siła motoryzacji, to ja wiem, ale takie małe autko tu wjechało???
Końcówka podejścia...
Barania Góra (1220 m.n.p.m) i rozrzucone poniżej osiedla Koniakowa...
O 12:30 osiągamy pierwszy szczyt, który zdobywamy podczas tej wędrówki - Beskid Graniczny, zwany Wrzeszcz (875 m.n.p.m), od którego odchodzi grzbiet Oźnej......
Otoczenie Skalitego i Beskid Morawsko-Śląskiego...
Zbliżenie na grzbiety Łysej Góry i Trawnego...
Kikula - będzie dużym wyzwaniem...
Z Beskidu Granicznego schodzimy początkowo na południowy-zachód, a następnie prosto na południe. Docieramy do powoli odradzającego się kompleksu świerków.. W całych Beskidach staje się to niestety normą, że spotykamy ogołocone grzbiety (grzbiet Skrzycznego i Baraniej), ale również w Tatrach mamy przecież spore tereny martwych drzew...
Pustka między Beskidem Granicznym, a Kikulą...
Beskid Kisucki...
Idąc prawie po płaskim, w pełnym słońcu przechodzimy przez ten ogołocony grzbiecik...
Za nią rozpoczyna się nieprzyjemne podejście na Kikulę (1087 m.n.p.m). Nie jest może bardzo strome, ale strasznie rozciągnięte i generalnie męczące...
Monotonnie ciągle do góry...
Od czasu do czasu widoki na gniazdo Rysianki...
Podejście dłuży się i dłuży.. w końcu następuje jakby jakieś wypłaszczenie, które na mapie informuje o bliskości szczytu...
Lekko zdyszani na szczyt docieramy w środku upału - o 13:30. Mimo przerwy na przełęczy i tak jesteśmy o czasie. Decydujemy się w tym miejscu dłuższą chwilę odpocząć i odetchnąć...
W pewnym momencie słyszę wołanie Mosia: "Czy widzisz coś tam? Daleko, daleko.." powiedział do mnie wskazując na majaczący kształt. Dobrze, dobrze Mosiu, swój chłop :)... Tak, tak miał dobre oko, bo wypatrzył kształty odległych Tatr, które bądź, co bądź w lipcu nie są codziennością...
Salatin, Brestowa, Siwy i Ostra...
Z Kikuli można Tatry dojrzeć ponad grzbietem Bendoszki...
Można tu dotrzeć nie tylko czerwonym szlakiem. Istnieje również żółty szlak z Oszczadnicy i zielony ze Strednego Kosiaru. Oba to szlaki słowackie..
Ze szczytu zwijamy się o 14:00 i ruszamy w dół w kierunku Magury...
Kawałek dalej wskazuję chłopakom ile nam jeszcze zostało, zaznaczając, że nie idziemy po prostej, tylko czymś co na mapie przypomina zygzak...
Pod Kikulą roztacza się cudowny widok. Swe wdzięki pokazuje nam rozłożysta Wielka Racza, za którą chowa się długi grzbiet Małej Fatry..
Inne szczyty Worka Raczańskiego...
Mała Fatra jak na dłoni, od lewej: skalisty Wielki Rozsutec (1611 m.n.p.m), Stoh (1608 m.n.p.m), Południowy Groń (1460 m.n.p.m), Steny (1535, 1572 m.n.p.m), Hromove (1636 m.n.p.m), Chleb (1646 m.n.p.m), Wielki Krywań (1709 m.n.p.m) i Piekielnik (1609 m.n.p.m)...
Beskidy Kisuckie...
Z polanki idziemy fajną, cienistą alejką na grzbiet Magury..
Za Magurą (1073 m.n.p.m) przechodzimy połowę dzisiejszego dystansu. Teraz czekają na nas Przysłopy...
A wcześniej chyba widoki...
Bendoszka Wielka (1144 m.n.p.m)...
Praszywka Wielka oddzielona od Bendoszki, Przysłopem Potóckim, z tyłu Muńcuł (1165 m.n.p.m). Na ostatnim planie masyw Pilska...
W dole Rycerka, a w oddali Sucha Góra, Lipowska i Romanka... 
W tym miejscu między Magurą, a Małym Przysłopem odkrywamy źródło Płaskurówki, obok którego była drewniana ławeczka.. Siadamy na chwilę, aby uzupełnić płyny i opłukać się w przyjemnej, chłodnej wodzie...
Chwilowy odpoczynek (fot. Mosiu)
Parę minut po trzeciej z pełnymi butelkami opuszczamy to dobre miejsce na odpoczynek. Czeka na nas trawers Przysłopów...
Magura za nami - widok spod Małego Przysłopu (995 m.n.p.m)...
Kawałek dalej wchodzimy w grząski teren, którego pokonanie ułatwiają drewniane kłody...
Ponad doliną Rycerki...
I znów piękne widoki :) Tradycyjnie Praszywka i Muńcuł w tyle gniazda Pilska i Rysianki, na ostatnim planie po lewej Beskid Mały, a w dole Rycerka Górna...
Trawers Wielkiego Przysłopu (1044 m.n.p.m) również widokowy...
Obłaz (1042 m.n.p.m) - kolejny do zdobycia, ale ostatni przed Raczą, którą po prawej już widać...
W tym miejscu przystajemy na chwilę, aby popodziwiać widoki na dolinę Oszczadnicy i niezliczone wzgórza Beskidów Kisuckich...
Łysa Góra (Lysa Hora - 1324 m.n.p.m) i Malchor (1218 m.n.p.m) - przedwierzchołek najwyższego szczytu Beskidu Morawsko-Śląskiego...
  Wielki Przysłop...
Za Mosiem i Francuzem w dole Oszczadnica, a ponad nią widoczne grzbiety Beskidu Morawsko-Śląskiego - Łysa Góra po prawej, Smrek i Knehyne po lewej...
Widoki widokami, ale czujemy powoli głód - nic dziwnego wszakże za chwilę stuknie czwarta, a do schroniska jeszcze kawałek...
Wycinka na Obłazie również pozwala cieszyć się widokami dodatkowo poszerzonymi o masyw Prusowa (1010 m.n.p.m), Zabawy (824 m.n.p.m), szczyty Beskidu Małego...
Wielka Racza blisko, ale jeszcze 200 metrów finalnego podejścia nam zostaje...
Pniemy się zawzięcie, ale przed samym szczytem raz jeszcze stajemy. Mój głód jest tak potężny, że wyciągam skądeś suchą kromkę chleba i w ciągu chwili ją połykam ;)...
Gdy świerkowy las zanika dochodzimy do miejsca, gdzie od czerwonego szlaku odłącza się nieznakowana ścieżka poprowadzona prosto na szczyt - szlak go omija. Mówię kolegom, że najpierw finiszujemy - a dopiero potem jedzenie :) 
Myślę, że widoki każdego przekonały skutecznie, że warto było ;) Żarty, żartami, ale panorama z Wielkiej Raczy jest jedną z najlepszych w Beskidach, a że pogoda była rewelacyjna i widoczność całkiem niezła, to zobaczyliśmy naprawdę wiele...
Zbliżenie na gniazdo Rysianki i Pilska...
Graniczna część Beskidu Śląskiego: wał Kiczor (990 m.n.p.m) i schowana z tyłu Czantoria Wielka (995 m.n.p.m), po prawej znad Kubalonki, wychyla się Równica (885 m.n.p.m)..
Beskid Morawsko-Śląski, niestety trochę przysłonięty przez krzyż...
Nieobjęte zdjęciem Knehyne (1256 m.n.p.m) i Smrk (1276 m.n.p.m)...
Łysa Góra (1324 m.n.p.m)...
 Tam pójdziemy jutro... Czyli środkowa część Worka Raczańskiego...
Słowacja, czyli Tatry, Magura Orawska z Paraczem, Minczolem i Kubinską Holą, dalej Góry Choczańskie z samotnym Wielkim Choczem...
 No i Mała Fatra w pełnej krasie, a za nią po lewej zarys Niżnych Tatr...
Dwaj odmienni sąsiedzi :) Wielki Rozsutec i Stoh...
I teraz to co jest daleko i co jest słabiej widoczne :) Pewnie byłoby inaczej, gdyby nie to, że nie użyłem do tych zdjęć, trybu do oddalonych punktów.. 
Wielki Chocz (1608 m.n.p.m), po prawej majaczą Niżne Tatry..
Majaczący na zdjęciu, (na żywo lepiej wyglądający !) łańcuch Tatr...
Niżne Tatry...
Velka Luka (1476 m.n.p.m) - najwyższy szczyt Luczańskiej Fatry...
Ekipa w pełni na szczycie wieży widokowej...
To nie jest warte osobnego zdjęcia, ale obiecałem że to zrobię.. Zgadnijcie, który mój :p
Na szczycie...
Wielka Racza (1236 m.n.p.m) - to najwyższy szczyt Worka Raczańskiego i Beskidu Kisuckiego, która to nazwa jest używana przez Słowaków, a jednocześnie jeden z najważniejszych szczytów Beskidu Żywieckiego. Leży na zakręcie głównego grzbietu karpackiego, którym biegnie europejski dział wód pomiędzy zlewiskami Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego, oraz granica ze Słowacją. Słowacką część obejmuje rezerwat Velka Raca utworzony w 1976 roku na pow. 313 ha. Ochronie podlegają tereny Kisuc, na których występują naturalne bory świerkowo-jodłowe, a ponadto twory piaskowcowe i pseudojaskinie (tzw. skalne dziury). Oprócz ciekawej flory (m.in. lilia złotogłów) można spotkać tu interesujące okazy fauny - rysia i cietrzewia. Ciekawostką jest fakt, że hala na Raczy jest naturalna, mimo, że w Beskidach, górna granica lasu przebiega ok. 150 m wyżej.
Nazwa Racza, jak wiele w Beskidzie Żywieckim jest niewyjaśniona. Andrzej Komoniecki podkreśla w dziejopisie żywieckim, bliskość nazw Rajcza i Racza (dawniej na mapach Racza była oznaczana jako Rayca). Górale z tych terenów zdają sobie sprawę z tego że rajczula oznacza zagrodę dla owiec. Autor przewodnika po Beskidzie Żywieckim wyd. Rewasz, w tym szuka wyjaśnienia obydwu tych nazw. Z kolei Aleksy Siemionow w "Studiach Beskidzko-Tatrzańskich" twierdzi, że nazwa pochodzi od staropolskiego rac, racz oznaczającego rycerza, a to miałoby nawiązywać do pobliskiej Rycerki. Mało prawdopodobna wydaje się być teza, że nazwa pochodzi od imprez, które organizowali sobie Komorowscy na szczycie Raczy, gdzie ponoć "raczyli" się winem.. 
Na Wielką Raczę dotrzemy następującymi szlakami:
- czerwony - ze Zwardonia - 5:00, w drugą stronę 4:00
- czerwony - z Hali Rycerzowej - 4:30, w drugą stronę tak samo
- żółty - z Rycerki Górnej Kolonii - 2:05, w drugą stronę 1:15
zielony - z Oszczadnicy 2:40, w drugą stronę 1:50
Wybudowana dla podziwiania szerokiej panoramy, platforma widokowa - dzieło starań Polaków i Słowaków z przygranicznych gmin. Inicjatorem był Milan Toman z klubu słowackich turystów w Czadcy. Stoi ona po słowackiej stronie granicy od 1997 roku...
Wpadamy do pustego schroniska, mówiąc, że mamy pokój czteroosobowy. Dostajemy klucze, płacimy w sumie grosze za nocleg, rzucamy w pokoju plecaki i z powrotem jesteśmy w jadalni, zamawiając podwójną porcję pierogów.. Oj, wyjątkowo byliśmy głodni :) Nie wypowiem się na temat jakości jedzenia, bo nawet się nie zastanawiałem, ale wyglądało bardzo dobrze, więc... pierogi, polecam...
Oczywiście, nie zamierzaliśmy wejść do pokoju i iść spać, budząc się dopiero jutro :) Gdy upał zelżał, słońce zeszło nisko (było po siódmej) wyszliśmy przygotowani na długą część wieczoru i zachód słońca. Zajęliśmy miejsce na ognisko, po czym krzątaliśmy się po lesie, szukając drewna na opał. Poprawka, ja leżałem przez większość czasu (ale nie próżnowałem :) myśląc nad planem dnia jutrzejszego i martwiąc się nieco pogodą. Niebo było niebieskie, ale duchota i lekka "pianka" wskazywała na rychłą zmianę pogody...
Późnopopołudniowe widoki z Raczy...
Krzyż na szczycie...
Ławki obok miejsca na ognisko z widokiem na Beskidy Kysuckie i Góry Strażowskie...
Wielki Rozsutec...
Wielki Chocz...
Zachodnia część Fatry - Chleb, Wielki Krywań, Piekielnik, Koniarky (1535 m.n.p.m), rozłożysty Mały Krywań (1671 m.n.p.m), Straceniec (1513 m.n.p.m), Suchy (1468 m.n.p.m) i Klacianska Magura (1367 m.n.p.m)
Velka Luka, z tyłu Klak (1351 m.n.p.m)...
Zachód słońca na Raczy - cudnie... (g. 20:31)
I jeszcze później... (20:36)
Hala na Raczy w promieniach zachodzącego słońca...
Patrząc na południe...
I trochę bardziej na zachód... Rewelacja...
A to wszystko w dźwiękach trzaskającego ognia...
Słońce za chwilę zniknie za wałem masywu Ostrego...
Jeszcze trochę, trochę...
20:55...
I 20:58 - po wszystkim...
Teraz czas się zająć kolacją :)
Nad ogniskiem siedzimy do nocy, z tym jednak, że ja i Krystian się szybko (około północy, może w pół do pierwszej) zmyliśmy. Dwójka Robertów, czyli Francuz i Mosiu siedzieli i podziwiali nocne niebo nad Raczą do późnych godzin nocnych, a potem gasili ognisko..
Taaak.. Ten pierwszy dzień, jakże piękny, dobiegł końca.. Jutro wczesna pobudka i maszerujemy dalej.. Kolejnym przystankiem na naszej trasie będzie Bacówka PTTK pod Rycerzową..
DO ZOBACZENIA..

2 komentarze:

  1. Ładna pogoda się trafiła tego pierwszego dnia. Czekam na resztę relacji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszego dnia było najlepiej :) Z każdym, następnym dniem robiło się gorzej...

      Usuń