W ucieczce przed burzą, na choczańskiego króla - Wielki Chocz

(VALASKA DUBOVA - STREDNA POLANA - VELKY CHOC - STREDNA POLANA - VALASKA DUBOVA)
Długie rozmowy, głośne rechotanie z najzabawniejszych doświadczeń minionych lat, podsumowywanie skończonego roku szkolnego, ba! Wszystkich dziesięciu lat nauki, wspólne kosztowanie różnego typu wytworów słowackiego browarnictwa, mosiowa mistrzowska jajecznica ;) i wieczór przy dźwiękach słowackiego disco, które wydobywało się z telewizora w naszym apartamencie - tak wyglądał pierwszy wieczór naszej słowackiej przygody. Choć przydreptaliśmy do obiektu zmasakrowani (czuliśmy się doprawdy jak mięso po zmieleniu), to ekstra wygodne łóżko, gorący prysznic i inne sposoby przywróciły nam chęć do życia ;] Gdy ochłonęliśmy, stwierdziliśmy jednak wspólnie, że Szyp warty był poświęcenia i zaczęliśmy przygotowywać się do dnia kolejnego. Tzn. ja piałem przed chłopakami, na temat tego jaki to nasz kolejny cel, czyli Chocz jest wspaniały, a Oni prawdopodobnie zastanawiali się, czy to gadanie od rzeczy, nie jest skutkiem udaru słonecznego doznanego w czasie zdobywania Szypów :D Nie pomyliłem się jednak, bo Wielki Chocz okazał się naprawdę genialny, chłopakom szczeny poopadały, no ale o tym potem ;)
Poszliśmy w rezultacie spać o pierwszej, ale zegar nastawiliśmy na 06.30, bowiem w godzinach popołudniowych miała się pogoda popsuć, zapowiadano również gwałtowne burze ;)..
Pobudka łatwa nie była, ale wystarczyło, że zacząłem rozgrzewać masło na patelni by Chris i Mosiu się obudzili... Sprawnie i szybko się przygotowujemy i o 07.20 wychodzimy...
A oto poranny widok na staw przed apartamentami w Hrabowie i widoczne - Predni Cebrat i Wielki Chocz...
A oto właśnie Mister Chocz ;) 
I apartamentowce w Hrabowie.. W zimie ta podgórska dzielnica Rużomberoka tętni życiem. Inaczej niż w lecie... Ale to dobrze, bo dzięki temu można tu znaleźć super warunki za niską cenę. My płaciliśmy za noc 14 euro za dwupoziomowy apartament full wypas. Nie jest to może bardzo niska cena, ale uznaliśmy, że tym razem można się wykosztować, tym bardziej że kolejne dni miały być iście spartańskie...
Poprzedniego dnia daliśmy się zrobić w konia, nie podjeżdżając przynajmniej do wylotu doliny autobusem miejskim... Dzisiaj już takiej pomyłki nie robimy i na dworzec autobusowy dojeżdżamy za pomocą busa.. Na dworcu przesiadka w autobus lokalny, jadący do Dolnego Kubina i nim elegancko przejeżdżamy do Wołoskiej Dębowej (sk. Valaska Dubova)...
A oto parametry dzisiejszej trasy:
Mapka ze strony mapy.hiking.sk
Wołoska Dębowa obecnie stanowi najpopularniejsze miejsce startowe na szczyt Wielkiego Chocza. Szlakiem niebieskim modrá turistická značka, a potem zielonym zelená turistická značka na szczyt stąd to 2:35...
Niestety, trafiliśmy pechowo.. Traf chciał, że w momencie gdy przyjechaliśmy, z autobusu wycieczkowego wytaczała się wycieczka szkolna z technikum albo liceum.. Automatycznie więc odpadł nam marsz w ciszy i spokoju... Ale cóż było zrobić, ruszyliśmy za niebieskim modrá turistická značka szlakiem w kierunku Średniej Polany...
Krajobraz okolic Wołoskiej Dębowej widziany ze szlaku niebieskiego modrá turistická značka...
Kamienista ścieżka pięła się pośród krzaków i niskich drzewek. Zostawiliśmy wkrótce za sobą ślady ludzkich osiedli i zaczęliśmy wkraczać w wąską dolinę...
Przed nami wznosił się skalisty masyw Solisk (1107 m.n.p.m), stanowiących jeden z najbardziej wysuniętych na zachód bastionów Wielkiego Chocza.
Ścieżka wznosiła się łagodnie pośród malowniczych łąk.. Za nami wznosiły się szczyty Szypskiej Fatry...
Góry Choczańskie to interesujący, choć niewielki masyw górski należący do Łańcucha Tatrzańskiego. Szerzej pisałem o nim, w relacji z wędrówki po Dolinie Kwaczańskiej, którą odbyliśmy niecały rok wcześniej. Warto w Góry Choczańskie wyruszyć, zwłaszcza, że znajdują się one w pobliżu często odwiedzanych przez Polaków miejsc, np. Beszeniowej, czy Zuberca. Jest tu ciągle dosyć dziko i pięknie, w przeciwieństwie do wielu sąsiednich terenów, niezwykle popularnych wśród turystów (Mała Fatra, Rohacze, Dolina Demianowska i środkowa część Niżnych Tatr - okolice Chopoka, Dziumbira i Dereszy)...
Tuż przed wejściem do lasu zatrzymujemy się obok źródełka, aby hałas unoszący się wokół wycieczki szkolnej, oddalił się.. Zrzucamy na moment plecaki.. Jest ciut chłodniej niż wczoraj, za to duchota daje o sobie znać. Mosiu dla ochłody zanurza głowę w potoku, my z Krystianem rezygnujemy, wystarcza nam łyk lodowatej wody :] Po krótkiej przerwie wchodzimy do lasu...
Początkowo podejście jest bardzo przyjemne - prowadzi głęboką, zacienioną doliną. Baliśmy się trochę jak to będzie, ponieważ różnica wzniesień między Wołoską Dębową, a szczytem wynosi prawie 1000 metrów, co przy upale mogło zmęczyć. Na szczęście nie dało nam ono do wiwatu, mogę je zupełnie polecić, zwłaszcza, że Wołoska Dębowa jest najwyżej położonym punktem startowym w masyw Wielkiego Chocza...
Po przekroczeniu 900 m.n.p.m zbliżamy się do piarżyska na południowym zboczu Solisk...
Groźne, zbudowane ze skał osadowych, ściany Solisk...
A oto i właśnie sporej wielkości piarżyska, które przecina szlak niebieski modrá turistická značka w drodze na Średnią Polanę.
Następnie szlak zaczyna zbliżać się do niewielkiej, skalnej bramy...
Dopiero po jej pokonaniu zaczyna się strome podejście.. Szlak pokonuje kolejne metry zakosami, ale znów za pomocą wygodnej, cienistej ścieżki...
Po godzinie i dziesięciu minutach jesteśmy na skraju Średniej Polany (sk. Stredna Polana), ogromnej łąki położonej na wysokości ok. 1250-1300 m.n.p.m, na południowo-zachodnim zboczu Wielkiego Chocza. Tu szlak niebieski modrá turistická značkakrzyżuje się z zielonym zelená turistická značka.
Na Średniej Polanie, a tak dokładniej, to nawet trochę niżej, niestety mieliśmy się okazję minąć z wycieczkowiczami, którzy podnosili nam ciśnienie. Z racji tego, że prawdopodobnie byli w wieku podobnym do naszego automatycznie doszło do różnych perturbacji, ale cóż... Wkurzyli nas i trochę w tym nasza wina, daliśmy się podpuścić i dać upust emocjom.. Standardowo pierwszy do czerwoności został doprowadzony Chris, potem ja.. Mosiu nas hamował aczkolwiek też nie do końca podobało mu się co to się wyprawia...
Nie podobało nam się to, mianowicie, że cała ta wesoła gromadka darła się straszliwie, a przede wszystkim, że idąc zaczęli palić pety i rzucać niedopałki na ziemię, puszczać na cały regulator z telefonu heavy metal, a gdy chcieliśmy ich mijać, oni oczywiście chamsko tarasowali wąską ścieżkę. Wtedy Krystian ;) się wkurzył i zaczął mnie namawiać, żebym coś zrobił. A ja jako obrońca przyrody :D przy najbliższej okazji zwróciłem im uwagę, że to jest REZERWAT PRZYRODY gdzie się do cholery znajdują... Ale tak usłyszeliśmy tylko od nich "Spier*****". Rozjuszony Krystek coś odszczeknął i zaczął coś marudzić xD Ale najlepsze było, wiecie co? Że obok tej rozbrykanej gromady szli nauczyciele i jakiś przewodnik 60-letni. I co? Oczywiście nico, bo po co zwracać uwagę, że jest się w parku narodowym albo w rezerwacie. A potem dziwić się, że są potrzebne takie akcje jak Czyste Tatry itd...
Wielki Chocz z polany...
Tak jak podejrzewaliśmy grupa zrobiła sobie przerwę tuż pod rogaczem, co my postanowiliśmy wykorzystać ;) Odeszliśmy kawałeczek, choć też przycupnęliśmy z zamiarem odpoczynku i monitorowania sytuacji :D
Widok z naszego ustronnego cienia. Siodło Średniej Polany, a nad nim szczyty Wielkiej Fatry...
Zbliżenie na Malinne (1209 m.n.p.m), a nad nim szczyty Szyprunia (sk. Siprun - 1461 m.n.p.m) i w oddali Małej Smrekowicy (sk. Mala Smrekovica - 1485 m.n.p.m)...
A w trawie? Taki oto storczyk, kolejny do kolekcji :)
Gdy widzimy, że grupka szkolna, zbiera się powoli, my także szybko się stleniamy. Zatrzymujemy się tylko jeszcze kawałek dalej, aby popatrzeć na ładną panoramę Wielkiej Fatry, którą teraz widzimy... 
Gdy na zegarku jest 10.15 zaczynamy końcowe podejście. Na szczyt to około 350 metrów różnicy wysokości, które zielony zelená turistická značka szlak pokonuje w około godzinę. Wrażenia? Na pewno w takiej temperaturze jaka się nam wtedy szykowała, można się zmęczyć. Gdy jest trochę chłodniej, to myślę, że bez większych problemów można szczytować na Choczu :D
Wąska ścieżka przekraczała ostatnie skrawki polany i wkrótce wkraczała do lasu. Dlatego tuż przy jej górnej granicy (ok. 1300 m.n.p.m) cykam jeszcze jedną fotę, tym razem na Niżne Tatry...
Wchodzimy do lasu, ale tylko na moment. Zdobywamy kilkanaście metrów i wychodzimy ponownie na otwartą przestrzeń...
Tu wydobywają się pierwsze ochy i achy ;) Panorama urzeka już teraz swoją rozległością i ilością widocznych szczytów...
Salatyn (sk. Salatin - 1630 m.n.p.m)...
A to już rozleglejszy widok na Wielką Fatrę. Zwraca uwagę zwłaszcza Wielka Smrekowica (1530 m.n.p.m), czyli potężny, lesisty, położony równoleżnikowo masyw, drugi po Rakitowie (sk. Rakytov) szczyt w Liptowskim Ramieniu Wielkiej Fatry.
A tak się prezentuje Wielka Fatra w całości ze zboczy Wielkiego Chocza...
Gdy ogarniamy te cudowne panoramy, postanawiamy wziąć się za kolejne metry ;) Do szczytu bowiem zostało już niewiele.. Jesteśmy już na wysokości 1400 m.n.p.m. Za niedługo powinniśmy dotrzeć do czerwonego červená turistická značka szlaku...
Ale najpierw jeszcze niejedna kropla potu spłynie nam z twarzy :)
Wyżej napotykamy się na wapienną formację skalną, na której spostrzegam piękne goryczki klusjusza, na które postanawiam zapolować obiektywem ;)
Oto one :)
Przechodzimy przez niewielki próg skalny i wychodzimy pod główną kopułę Wielkiego Chocza... Jesteśmy już tylko ok. 130 metrów poniżej szczytu...
Strudzeni wędrowcy i Ramię Turczańskie Wielkiej Fatry z Klakiem (sk. Kl'ak - 1394 m.n.p.m) v pozadi :)
To już była uczta dla oka! :))
Ośrodek narciarski Malinne, z tyłu Szypruń, Mała Smrekowica i Wielka (po lewej), na samym końcu wystaje nieśmiało widokowy Rakitów...
Niżne Tatry z tyłu...
Wciąż Niżne Tatry, ale tu pasma Chabenca, Wielkiej Chochuli i Salatyna. Widać także Starohorske Vrchy..
I panoramę kończymy Wielką Fatrą...
Tak jak wspomniałem, stąd już bliziutko na szczyt... Zostaje nam krótka droga przez kosodrzewinę...
Ale najpierw krótki postój :)
Kwiaty przelotu pospolitego (Anthyllis vulneraria) pospolitego dla wapiennych gleb...
I końcowy atak czas zacząć :)
Wielki Chocz zostaje zdobyty o 10.50. Jest co świętować ale przede wszystkim jest co podziwiać :D
Jak przeczytamy w informatorze krajoznawczym po Górach Choczańskich:
Velky Choc - najvyzssi vrch Chocskych Vrchov, dominujici siremu okoliu, turistami velmi vyhladavany. [...] Z vrchola vynikujaci kruhovy vyhlad na vsetky horstva severneho Slovenska. [...] Povazuje sa za jeden z najkrajsich vrchov Slovenska.
Zrzucamy wszystko, przybijamy razem "żółwika" i wreszcie w ciszy i spokoju, idziemy podziwiać. Oj, a jest na co patrzeć z Chocza, bo mało który szczyt oferuje nam takie bogactwo widoków. Chocz ma asa w rękawie, bo można powiedzieć, znajduje się w samym środku górskiego raju - dookoła wysokie góry, w większości jeszcze większe od niego i to zapewnia wspaniałe, rewelacyjne doznania :))
Ale ja tu ciągle słowa, słowa.. Niech będą zdjęcia ;)
Kierunek wschodni, czyli Tatry, Tatry...
Jezioro Liptowskie niestety otulone mgiełką, z prawej pasmo Królewskiej Hali (sk. Kralova Hola)...

A oto centralna część Niżnych Tatr od Czertowicy (sk. Sedlo Certovica) poprzez Dziumbir, Chopok, Deresze i Polanę...
I wreszcie zachodnia część Niżnych Tatr - od Skałki poprzez Chabenec, Dziurkową, Latiborską Halę, Wielką Chochulę, po Hiadelską Przełęcz (sk. Hiadelske Sedlo)...
I jeszcze zbliżenie na Salatyn oraz widoczne za nim szczyty Latiborskiej Hali i Wielkiej Hali (po lewej) oraz grzbiet z Wielką Chochulą (po prawej w głębi)
 I widok na południowy-zachód czyli Wielka Fatra...
Ramię Turczańskie...
Pasmo Krywańskiej Małej Fatry...
 Magura Orawska z Kubińską Halą i Minczolem, z tyłu Beskid Żywiecki...
Aż wreszcie widok na północ ku szczytowi Babiej Góry...
Przepaściste, wschodnie zbocza Wielkiego Chocza...
I Średnia polana z widocznym Hotelem Chocz ;)
Spojrzenie na Tatry...
Heh.. I nasze jedyne, szczytowe, grupowe zdjęcie nie wyszło jak trza :p
Mosiu raz jeszcze...
Skoro widoki już były to warto przytoczyć parę słów o samym Wielkim Choczu...
Wielki Chocz (sk. Velky Choč - 1611, również 1608 m.n.p.m) - to najwyższy szczyt Grupy Wielkiego Chocza i masywu Gór Choczańskich. Po Tatrach, Niżnych Tatrach, Babiej Górze i Małej Fatrze to także najwyżej położony obszar na Słowacji...
Charakterystyczny, piramidalny masyw Wielkiego Chocza składa się z kilku kulminacji. Najwyższa z nich znajduje się w niemalże w centralnej części masywu i osiąga wysokość 1611 m.n.p.m. Oprócz niej ważniejsze wyniesienia to Mały Chocz (sk. Maly Choč - 1465 m.n.p.m), Przedni Chocz (sk. Predny Choč - 1249 m.n.p.m), Zadni Chocz (sk. Zadny Chočc - 1288 m.n.p.m), Kopa (1217 m.n.p.m), Bukov (1218 m.n.p.m) i parę innych, niższych...
Budowa Wielkiego Chocza jest nieco skomplikowana.. Niższe partie masywu budują miękkie wapienie kredowe i łupki płaszczowiny kriżniańskiej, co sprawia że zbocza w dolnych częściach są łagodniejsze. Wyższe partie, budują natomiast dolomity i wapienie triasowe, tzw. płaszczowiny choczańskiej, co powoduje występowanie stromo nachylonych zboczy, licznych skałek o bogatej i ciekawej rzeźbie, gołoborzy i osuwisk.
Ze względu na bogactwo flory wapieniolubnej, występowanie licznych ciekawych zjawisk geomorfologicznych, zdecydowano o utworzeniu w masywie Wielkiego Chocza rezerwatu przyrody "Chocz" o powierzchni niemal 1430 ha.
Dziś Wielki Chocz jest popularnym celem wędrówek pieszych. Piękna, dookolna panorama jaką możemy podziwiać ze szczytu, na wszystkie pasma północnej Słowacji i większość polskich Beskidów, przyciąga spore jak na Góry Choczańskie ilości turystów. Możemy stąd zobaczyć więc: Tatry, Góry Lewockie, Niżne Tatry, Wielką Fatrę, Ptacznik, Góry Strażowskie, Małą Fatrę, Beskid Śląsko-Morawski, Beskidy Kisuckie, Beskid Żywiecki, Beskid Śląski, Magurę Orawską, Gorce, Beskid Wyspowy i Makowski...
Warto jednak pamiętać, że Wielki Chocz wymaga już dobrej kondycji... Obojętnie z którego miejsca byśmy nie wyszli czeka nas około 1000 (lub więcej nawet!) metrów podejścia, w wielu miejscach dosyć stromego. Warto również olać próbę zaatakowania szczytu w przypadku niepewnej pogody. Odsłonięty, skalisty szczyt może być śmiertelnie niebezpieczny w przypadku burzy, podobnie zresztą w przypadku zamglenia, kiedy to pułapką może okazać się urwisko po wschodniej stronie szczytu. Abstrahując już od tego, że szkoda tracić sporo wysiłku na wejście we mgle, by nie móc się cieszyć wspaniałymi widokami :) 
Dębik ośmiopłatkowy (Dryas octopetala) porastający namiętnie wierzchołek..
I jeszcze słówko o szlakach dojściowych ;)
- czerwony červená turistická značka - z Drapacza 1:15, w dół 0:45, z Jasieniowej 3:10, w dół 2:10
- czerwony červená turistická značka - z Luczek 3:15, w dół 2:00
- zielony zelená turistická značka - z Średniej Polany 1:00, w dół 0:35, z Wyżniego Kubina 3:00, w dół 2:05
- niebieski modrá turistická značka, zielony zelená turistická značka - z Wołoskiej Dębowej 2:30, w dół 1:35
- niebieski modrá turistická značka , zielony zelená turistická značka- z Rużomberoka 4:20, w dół 3:40
Szczyt Wielkiego Chocza opuszczamy o 11.20 gdy widzimy nadciągające od polskiej strony, chmury... Tym bardziej, że do Wołoskiej Dębowej czeka nas jeszcze trochę marszu...
Z Chocza schodzimy tą samą drogą - zielonym zelená turistická značka szlakiem na Średnią Polanę..
Schodząc podziwiamy raz jeszcze szerokie widoki na Wielką Fatrę...
Schodzenie idzie nam całkiem żwawo... W kwadrans docieramy na Średnią Polanę...
Gdzie zamierzamy się jeszcze na chwilę zatrzymać ;)
Na Średniej Polanie na chwilę zalegamy na nagrzanej wiosennym słońcem, trawie...
A nad Choczem zaczyna się robić groźnie :p
I Hotel Chocz położony na skraju polany...
Nasza sielanka na polanie nie trwała jednak długo... 10 minut później zaczęły do nas dolatywać pierwsze odgłosy burzy, chwilę później zaczęło lać. Słyszeliśmy już nawet donośne odgłosy wycieczki, której członkowie byli w ogóle nie przygotowani na deszcz ;) Myśmy ubrali kurtki, ale również wzięliśmy nogi za pas i czym prędzej zaczęliśmy schodzić... Bezpieczniej się poczuliśmy, gdy zeszliśmy w dolinę, ale doświadczenie było niefajne. W masyw Solisk uderzyły dwa pioruny, gdzieś za nami również grzmotnęło nieraz. Ciśnienie podniosło się, gdy trzeba przejść przez otwartą przestrzeń nad wsią.. I w tym momencie na chwilę ustały grzmoty i ulewa. Zatrzymaliśmy się aby napełnić butelki w źródełku, gdzie spędziliśmy parę minut i to wystarczyło aby nad nami rozpętało się piekło...
Dosłownie w ciągu sekundy rozlało się, tak jak nigdy w ostatnim czasie moich wędrówek.. Lało, rzucało piorunami na lewo i prawo, następnie zaczęły spadać kulki gradu... Całkowicie przemoczeni dotarliśmy do wiaty przystanku autobusowego... Na dodatek pojawiła się mgła, która zmniejszyła widoczność do kilku metrów... Pragnęliśmy teraz tylko jednego: wrócić do domu, wziąć ciepły prysznic i napić się czegoś ciepłego... Gdy zobaczyłem nadjeżdżający autobus, niczym Rejtan rzuciłem się na szosę mimo lejącego deszczu...
Tego dnia lało i grzmiało jeszcze wieczorem... Gdy już jednak wróciliśmy do apartamentu całkowicie przestało nam to przeszkadzać i mogliśmy się cieszyć naszym ostatnim wieczorem w wygodnym i ciepłym apartamencie. Jutro już bowiem z wczesnego rana wyruszamy na podbój Wielkiej Fatry...
Aha i jeszcze krótkie podsumowanie dzisiejszego dnia.. Poza końcówką przeżyliśmy fantastyczny dzień. Wielki Chocz zasługuje ode mnie na ogromnego plusa, absolutnie polecam podobną wycieczkę ;)
Na dziś to tyle :) 
DO ZOBACZENIA 

KOMENTARZE

3 komentarze:

  1. Super, ja z Wielkiego Chocza widziałam w sumie jedynie chmury... i Widmo Brockenu :D Tak sobie patrzę na obfocone przez Ciebie widoki ze szczytu i sobie myślę, że pięknie musiałoby być tam również w zimie przy niezłej pogodzie ;) Ciesze się, że cali i zdrowi dotarliście na kwaterę (chociaż mokrzy:D), nie trzeba być w okolicach szczytu, żeby burza nadszarpnęła porządnie nerwy... Czekam na Wielką Fatrę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna relacja, po raz kolejny sprawdza się powiedzenie, kto rano wstaje... Wyjście godzinę później zastało by was na szczycie w trakcie burzy. Raz przeżyłem coś takiego w paśmie połonin bieszczadzkich. Lało jak u Was, leżałem plackiem na ziemi 50 m od szczytu Wielkiej Rawki. Nagle błysk, huk a właściwie trzask i walnęło w punkt triangulacyjny na szczycie. Jaki człowiek wtedy jest mały w obliczu potęgi natury.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet jak już byliśmy prawie na dole i ostrzegaliśmy ludzi że będzie lało to i tak wchodzili! :D A potem ich oglądaliśmy spod przystanku jak zbiegali ze zbocza w strugach deszczu i gradu. Trza było się słuchać przepowiedni starych wędrowców! :P

    OdpowiedzUsuń

Back
to top