Mamałyga z bryndzą oraz jak nakarmić niedźwiedzia wbrew własnej woli, czyli Rumunia 2015 - prolog

PROLOG
Wyrypa do Rumunii była sumiennie planowana i wyczekiwana przez wiele długich miesięcy. Myśl o nieco dalszych wyprawach, niż te w rodzime góry, pojawiła się jeszcze podczas naszej pierwszej zimowej wędrówki na Pilsko w styczniu 2014 roku i od tego czasu kiełkowała sobie spokojnie przez kolejne lata, aż podjęliśmy wspólną decyzję, że w najbliższe wakacje, tj. w wakacje 2015 wyruszamy na pierwszą, daleką wyprawę - do Rumunii, kraju bardzo zróżnicowanego i zarazem niezmiernie atrakcyjnego, choć przy tym wciąż cały czas jeszcze nieodkrytego.
Spory i dyskusje długo się toczyły bo nawet po przyjęciu Rumunii za wakacyjny cel, długo zastanawialiśmy się nad wyborem konkretnego pasma do eksploracji. Ze względu na to, że zarówno w Fogaraszach jak i w Bucegach byłem kilka lat temu, sam głosowałem za wyjazdem w Bukowinę i w Maramuresz, bo strasznie interesują mnie nie tylko Góry Rodniańskie, zwane również Alpami Rodniańskimi, ale także pasmo Gór Maramureskich i Masyw Ceauhlau. Zostałem jednak przegłosowany, padło na najwyższe góry Rumunii ;) Nie narzekałem, bo cieszyłem się strasznie na myśl powrotu do Transylwanii, niezwykle malowniczej i klimatycznej krainy, która w mojej opinii, obok włoskiej Toskanii i hiszpańskich: Andaluzji i Aragonii, należy do najbardziej uroczych regionów w Europie.
Będzie więc dużo o górach, w tym przypadku o Fogaraszach, ale też trochę o Transylwanii, czasem nazywanej Siedmiogrodem, o jej miastach i miasteczkach. Seria będzie wyglądać podobnie do tej, którą pisałem na temat Alp Julijskich, będę się starał umieszczać informacje, których sam poszukiwałem przed wyjazdem do Rumunii i dbać o ich rzetelność.
Wraz z moimi towarzyszami tej podróży - Mosiem, Krystianem i Oskim - zapraszamy Was na 15-dniową wyprawę!
DOJAZD
Jeśli chodzi o wybór najlepszego sposobu dojazdu do Rumunii, to sprawa wygląda następująco:
Samochodem -> jadąc z zachodniej lub środkowej Polski należy kierować się na Kraków, następnie A4 do Brzeska i drogą krajową nr 75 aż do dawnego przejścia granicznego w Muszynce. Stamtąd na Bardiów (sł. Bardejov) i dalej na Preszów (sł. Presov) oraz Koszyce (sł. Kosice). Przekraczamy granicę słowacko-węgierską za Koszycami i stamtąd jedziemy najpierw na Miszkolc i następnie przez Tisaujvaros do Debreczyna leżącego już blisko granicy z Rumunią. Granicę przekraczamy w Artand, skąd jedziemy do niedalekiej Oradei i następnie do stolicy Transylwanii - Klużu. W zależności od celu naszej podróży (przykładowo okolice Braszowa) jedziemy albo dalej na Targu Mures i Sighisoarę albo (wybierając się w okolice Sybina) przez Aiud, Alba Iulię i Sebes. Jeśli ktoś z Was wybierałby się w Retezat lub Parang samochodem - wtedy zdecydowanie polecam już z Oradei skrócić sobie trasę, jadąc na Devę przez Brad i dalej już normalnie w kierunku Pietroszan do miejsca przeznaczenia.
Jeśli jedziemy ze wschodniej Polski (przykładowo Lublin, Rzeszów) kierujmy się do dawnego przejścia w Barwinku i dalej do Preszowa - reszta pozostaje bez zmian).
Samolotem -> Zdecydowanie najlepsza opcja dojazdu do Rumunii, jeśli wybieramy się w Karpaty Południowe. Z Warszawy do Bukaresztu dolecimy LOT-em w 1,5 h, a za bilet w dwie strony kupiony w promocyjnej cenie możemy zapłacić około 650 zł. Warto nad tym pomyśleć, zwłaszcza w przypadku gdy wybieramy się w Bucegi/Piatra Craiului/Fogarasze, ponieważ oprócz możliwości poznania stolicy Rumunii, szybko i sprawnie dostaniemy się w/w pasma górskie;
Równie dobrą propozycją jest niedawno otwarte połączenie do Klużu-Napoki, które cztery razy w tygodniu (pn, śr, pt, sb) także obsługuje nasz narodowy przewoźnik. W tym wypadku Kluż jako miasto startowe, nadaje się znakomicie jeśli chcemy wyruszyć w rumuńskie Karpaty Wschodnie, w Góry Apuszeni, czy poszczególne pasma Karpat Południowych typu Bucegi/Fogarasze. Podróż na miejscu ogranicza się wtedy do dwu-, trzygodzinnej podróży pociągiem. Bilety możecie nabyć tu -> LOT (pol.)
Od 30 czerwca 2017 roku, loty z Lotniska Chopina w Warszawie uruchomi także Wizz Air - drugi największy tani przewoźnik na polskim niebie. Połączenie będzie obsługiwane cztery razy w tygodniu, a rozkład jest tak dopasowany, że pozwala spędzić przedłużony weekend w Rumunii (loty: pn, śr, pt, nd). Ostatnio przeglądałem ceny na lato i bez problemu udało mi się znaleźć bilety w dwie strony za ok. 350 zł.
Szukać szczęścia można również inaczej, tzn. próbować lecieć najpierw z Polski do Dortmundu (loty Ryanaira i Wizz Aira), a stamtąd do Klużu lub Targu Mures, choć podróż w ten sposób również będzie dość długa. Więcej informacji znajdziecie na stronie Wizza Wizz Air (pol.)
Pociągiem -> Tutaj musimy podzielić naszą podróż na dwa etapy ze względu na brak bezpośredniego pociągu do Bukaresztu. Najpierw jedziemy nocnym TLK "Chopin" relacji W-wa - Budapeszt Keleti (odjazdy sprawdzamy tu -> Rozkład PKP). Obecnie z Warszawy do Budapesztu jedziemy 11 godzin, z Katowic 8,5.
Drugim etapem naszej podróży jest przejazd z Budapesztu do Sibiu, który trwa około 10 godzin, natomiast do Braszowa w zależności od pociągu który wybierzemy, pojedziemy od 12,5 do 15 h. Różnica polega na tym, że część pociągów Budapeszt-Braszów kursuje przez Kluż (dłuższa trasa), a część przez Devę i Sibiu. W obecnym rozkładzie między Węgrami, a Rumunią kursuje 5 par międzynarodowych pociągów. Są to IC "Harghita", IC "Transilvania", IC "Corona", EN "Ister" i EN "Dacia". Rozkład sprawdzicie tutaj -> Rozkład MAV
Autobusem -> Podróż autobusem na tej trasie wymaga podobnie jak w przypadku pociągu przesiadki w Budapeszcie, ale też nie jest wielce skomplikowana. Jedziemy w sposób następujący:
Po likwidacji bezwzględnie najlepszego połączenia do Budapesztu, obsługiwanego przez Lux Express, dostaniemy się tam tylko za pomocą jednego przewoźnika:
 Mowa oczywiście o Polskim Busie, który obsługuje połączenie do Budapesztu w ramach linii P6 i P14. Przykładowy czas podróży między stolicami Polski i Węgier wynosi 12 godzin. Wyjeżdżamy z Metra Wilanowska w Warszawie, przyjeżdżamy na terminal Kelenfold, skąd do centrum Budapesztu dostaniemy się metrem. Po więcej informacji i dokładny rozkład odsyłam Was na stronę firmy Sir Briana Soutera -> Polski Bus (pol.)
Z Budapesztu do Klużu dostaniemy się autobusami firmy Huben, które odjeżdżają z budapeszteńskiego dworca Nepliget. Podróż tym środkiem transportu trwa 9,5h. Na koniec strona internetowa i tego przewoźnika -> Huben (ang.). Z dawnego Kolozsvaru, znajdziemy już bezproblemowo połączenia do większości transylwańskich miast i miasteczek.
***
Ponieważ najbardziej optymalna opcja dojazdu samochodem i tak jest dość długa (przykładowo odległość z Krakowa do Braszowa to 930 kilometrów) i męcząca, to polecam przemyślenie alternatywnego środka transportu. Można wykombinować podróż mieszaną, tak jak zrobiliśmy to my - najpierw Lux Expressem do Budapesztu, a następnie pociągiem do Sibiu.
EKWIPUNEK
Mimo że staraliśmy się najmocniej jak się dało minimalizować ciężar i wielkość bagażu, to i tak na początku wyprawy plecaki były nieludzko ciężkie. Nie będę tutaj używał mocnych epitetów, wystarczy powiedzieć, że z plecakiem ważyłem 86 kg (Heh, chciałbym tak w rzeczywistości...) czyli niemal 30 kg więcej niż w rzeczywistości.
Ale przechodząc do meritum, czyli co zabraliśmy ze sobą i co w taką wyprawę zabrać ze sobą.
1. Sprzęt turystyczny
- namioty -> zabraliśmy mojego 3-osobowego seraka ;) czyli mówiąc konkretniej Hannah Serak 3, który tak naprawdę jest wystarczająco przestronny aby cztery, szczupłe osoby spały w nim całkiem znośnie ;)
Drugim namiotem był wzięty przez Oskiego, również 3-osobowy, Hi-Tec Tobago 3. Ktoś mógłby spytać dlaczego mimo że jechaliśmy w czwórkę mieliśmy 2 namioty i to 3-osobowe. Otóż ze względu właśnie na wielkość plecaków, zależało nam żeby po wepchnięciu ich do wnętrza, zostało trochę miejsca dla nas ;) A w moim seraku z doświadczenia już wiem, że gdy do przedsionka włożymy duży plecak, obok stawiając buty i kilka innych szpargałów, to zaczyna brakować miejsca i potem chcąc w nocy wyjść z namiotu na "małe co nieco" ;P następuje "dizaster", a w powietrze leci niepotrzebna wiązanka.
- śpiwory -> długo dyskutowaliśmy z chłopakami nad wyborem odpowiedniego śpiwora w Fogarasze. Suma summarum, ja zabrałem swój zimowy śpiwór marmota, bo czułem że w wersji jesiennej, na 2500 m.n.p.m., w nocy może być zimno. Decyzja była chyba dobra, choć wiadomo jak to ze śpiworem zimowym - ważył dużo i zawierał wiele miejsca.
Podobnie zrobił Oski, Mosiu i Krystek mieli lżejsze, bardziej jesienne wersje.
- maty -> cała nasza czwórka korzystała podczas wyjazdu z samopompujących karimat, które spisały się znakomicie. W tym wypadku, uważam że zadowalający poziom prezentuje nawet całkiem niedroga karimata z quechua, nie dość, że bardzo przyzwoicie izolująca od podłoża, to jeszcze elastyczna i po złożeniu nabierająca niewielkich rozmiarów.
- dwie kuchenki turystyczne i dwa zapasowe, duże kartusze gazowe
- menażki, naczynia i sztućce turystyczne
- multitoole
- kije trekkingowe
- czołówki
- ręczniki termoaktywne
2. Odzież
- kurtka -> w tym wypadku mieliśmy co najwyżej letnie kurtki przeciwdeszczowe, ewentualnie odzież softshellową lub tak jak w przypadku Oskiego najprostszą pelerynę
- polary -> jeden lub dwa
- koszulki termoaktywne -> cztery pary z czego jedna z długim rękawem
- kalesony -> bardzo cenię ten rodzaj odzieży, dlatego często ze sobą je zabieram podczas wyjazdów, nie tylko zimowych. Również i tym razem, para kalesonów znalazła się w naszym bagażu
- spodnie termoaktywne, jedna para dżinsów i szorty
- bielizna
- obuwie (trzy pary) -> to był jeden z powodów o które darliśmy koty, ale rzeczywiście na chłodno analizując, trudno było myśleć o łażeniu poza górami w ciężkich butach trekkingowych, a śpiąc w bardziej cywilizowanych warunkach, tak te też się zdarzały ;) wypadało mieć klapki albo coś...
3. Jedzenie
- dwie wojskowe racje żywnościowe na grzywkę -> odkrycie tego sezonu, zakupione na allegro za niewygórowaną cenę 24 zł, pozwalające najeść się do syta (produkty śniadaniowe, danie główne, deserek, czy bardzo udane liofilizaty owocowe) oraz zawierające mnóstwo innych przydatnych akcesoriów (chusteczki odświeżające, tabletki do oczyszczania wody, sztućce jednorazowy, kubeczek jednorazowy). Jest nawet papier toaletowy, coby nie było problemu jak wysoko w górach na dwójkę pociśnie ;)
- konserwy mięsne/rybne i pasztety
- zupki chińskie/instant i inne badziewity -> cały czas stanowiące nieodłączny składnik wypraw
- płatki jęczmienne/kasza kuskus - zabrane po raz pierwszy, nadały się na dwa pełne obiady
- 40 batonów musli i 5 chałw -> w górach fenomenalna sprawa
- żelki i niezastąpiona w górach czekolada -> w tym wypadku z uwagi na upały ograniczona do dwóch tabliczek na osobę
4. Inne
- kremy do opalania
- sprzęt fotograficzny
Przedwyjazdowy wypad po batony do sklepu :D
11 RZECZY O KTÓRYCH WARTO WIEDZIEĆ WYBIERAJĄC SIĘ DO RUMUNII
1. Waluta
Rumuńską walutą jest lej (1 lej=100 bani). Obecnie kurs wygląda następująco, 1 lej = 0,94 zł.
2. Mieszanka narodowości, czyli jak dogadać się na miejscu
Wybierając się do Rumunii, trzeba mieć na uwadze, że nie zawsze dogadamy się po angielsku. Wprawdzie w ośrodkach turystycznych nie ma z tym problemów, to gdzieś na dalekiej prowincji raczej będzie z tym kiepsko. W zależności od odwiedzanego regionu, możemy próbować rozmowy w innych językach. Z uwagi na historię Transylwanii i fakt, że mieszkają tam potomkowie Sasów, czasem dogadamy się po niemiecku, a ze względu na dużą mniejszość węgierską również i w języku Madziarów (jeśli czytelnik potrafi :D). Na północy, w Maramureszu i na północnym-wschodzie, w Bukowinie, można próbować dogadać się po rosyjsku, w południowej części kraju, zwłaszcza w większych ośrodkach miejskich, z uwagi na wywodzenie się języka rumuńskiego z romańskiej grupy językowej, także i po francusku.
3. Wiele zawiłości historycznych
Zasada obowiązująca ilekroć wybieramy się na obczyznę. Szukajmy, dowiadujmy się, poznawajmy, jeszcze zanim pojedziemy gdzieś! Niestety, bardzo wiele osób nie zdaje sobie sprawy gdzie jedzie poza nazwą destynacji. I to nie jest błąd, to jest wielbłąd! Zawsze starajmy się poznawać odwiedzany kraj również pod kątem historycznym, to nam wyjaśni bardzo wiele rzeczy i pomoże zrozumieć dlaczego to co widzimy wygląda tak jak nie inaczej. W przypadku Rumunii ma to o tyle niebagatelne znaczenie, ponieważ łatwo wpaść w pułapkę stereotypów. Zobaczymy w wielu miejscach wciąż jeszcze sypiące się bloki, ale zanim stwierdzimy: "No tak, ta Rumunia to jest jednak w wielu miejscach strasznie zaniedbana", to zastanówmy się przez chwilę do jakiego stanu ten kraj doprowadził Ceauseascu. I zamiast krytyki czy drwiącego spojrzenia, które czasem niesłusznie pada, patrzmy na tych ludzi i ten kraj otwartym umysłem :) Wtedy niewątpliwie dostrzeżemy mnóstwo pozytywów, bo tych jest naprawdę bardzo, bardzo wiele. A jeśli je zauważymy, to nie bójmy się naszych emocji okazywać - Rumuni są zawsze niezwykle dobrotliwi, ale jak każdy naród, cieszą się gdy widzą turystów, a jeszcze bardziej, gdy słyszą jak to się tym turystom u nich podoba ;)
4. Sieć drogowa i jej stan
Sytuacja dróg w Rumunii wygląda od momentu wejścia do UE coraz lepiej. Drogi są coraz lepsze, natomiast autostrady, powoli ale także powstają. Niestety, przeszkodą w tym względzie pozostaje nie tylko kwestia funduszy, ale także i ukształtowanie terenu, które znacznie wydłuża budowę dróg wielopasmowych. Najdłuższym odcinkiem autostrady obecnie jest ten z Bukaresztu na wybrzeże, do Konstancy. W zaawansowanym stadium budowy znajduje się także niezwykle istotna autostrada A1, która ma prowadzić od granicy rumuńsko-węgierskiej w Nadlacu do Bukaresztu. Można korzystać już z odcinka między granicą, a miasteczkiem Izvin, leżącym na wschód od Timisoary, z obwodnicy Lugoj, a także z transylwańskiego odcinka między Devą, a Sybinem i najstarszego fragmentu tej autostrady z Pitesti do stolicy kraju. Z autostrady A3 mającej połączyć Bukareszt z Braszowem, Klużem i Oradeą gotowy jest póki co gotowy jedynie odcinek ze stolicy do Ploieszti i obwodnica Klużu, w niedalekiej przyszłości natomiast (ważna informacja!) ma być otwarta autostrada A10 z Turdy do Sebeszu, skracająca wydatnie podróż z okolic Klużu do południowej Transylwanii.
5. Transport publiczny
Jeśli już jesteśmy przy temacie infrastruktury to odniosę się jeszcze do tematu podróżowania po Rumunii środkami komunikacji publicznej.
Pociągi zarządzane w 99% przez CFR (rum. Caile Ferrate Romane) jeżdżą po rozległej jak na tak górzysty kraj sieci - jest ona długa na ponad 11 tys. km. Pomimo tego, że również i koleje rumuńskie wygrzebują się z głębokiego kryzysu, to jednak cały czas trzeba podchodzić do nich z dużą dozą cierpliwości i wyrozumiałości. Stan linii kolejowych jest daleki od ideału, poza kilkoma liniami, gdzie pociągi poruszają się z wyższymi prędkościami (jak linia z Bukaresztu do Konstancy) to pociągi jeżdżą wolno lub po prostu się wleką. Światełkiem w tunelu jest prowadzona z pomocą unijną modernizacja linii z Braszowa przez całą południową Transylwanię, Dolinę Mureszy do Aradu i dalej do granicy z Węgrami. Tak więc za kilka lat dojazd z Budapesztu wreszcie się poprawi, bo to co teraz tam się wyprawia, to jest jakieś nieporozumienie.
W ostatnich latach poprawiła się nieco sytuacja taboru - nawet na liniach regionalnych np. Sibiu-Braszów możemy spotkać zakupione w pierwszej dekadzie XXI wieku Siemensy Desiro, natomiast pociągi kategorii IR z Braszowa do Bukaresztu obsługują często dwupiętrowe, zmodernizowane składy. Pociągi najwyższej kategorii IC są o tyle fajne, że część z nich zestawiana jest z wygodnych, dawnych wagonów kolei austriackich (charakterystyczne niebiesko-szare malowanie).
Jeśli chodzi o taryfy, to tu kolejowi włodarze również mają nad czym myśleć. Dopiero od niedawna funkcjonuje możliwość zakupu biletu przez internet (link będzie poniżej) jednak cały czas interfejs strony jest mocno średni - i to jest bardzo łagodnie powiedziane. Zresztą taka forma zakupu jest wciąż mało popularna, nastawcie się na kupowanie biletów w kasach. Absurdalny jest też system sprzedaży biletów na dworcach, bowiem wciąż funkcjonuje idiotyczny mus wydruku biletów dla każdej osoby oddzielnie. To jest o tyle niewygodne że jak podróżujemy większą liczbą osób to zamiast jednego biletu dostajemy 4, a ze względu na druk większej ilości biletów, kupno w kasie trwa po prostu dłużej.
Przechodząc do autobusu - tu sprawa wygląda całkiem przyzwoicie. W ostatnim czasie firmy zajmujące się transportem autobusowym na szczeblu dalekobieżnym zaczęły się wyraźnie rozwijać. Poprawił się nie tylko tabor, ale także i dostęp do klienta, możemy więc zarezerwować spokojnie bilet przez internet, korzystając często z przejrzystej stronki. Na szczeblu lokalnym sprawa wygląda bardziej blado, bo do wielu miejsc autobusy dojeżdżają rzadko albo co też się zdarza - na przystankach nie ma rozkładów jazdy (co jest zresztą typowe na Bałkanach i wgl na południu Europy). Warto zapamiętać, że w Rumunii bardzo często istnieje możliwość złapania kierowcy między przystankami, sami byliśmy tego kilkakrotnie świadkami. W takiej sytuacji wystarczy, tak jak w przypadku łapania autostopu, zamachać albo po prostu wyciągnąć rękę.
Poranny ruch na stacji w Sibiu. 
6. Autostop - pewny sposób na podróż
Temu tematowi pozwolę sobie poświęcić kolejny punkt, ponieważ przed wyjazdem do Rumunii warto sobie uświadomić że podczas łapania stopa, może okazać się że za przejazd będziemy musieli zapłacić. Zazwyczaj gdy zatrzymamy kierowcę i określimy cel podróży, warto zapytać ile zapłacimy. Z reguły jednak są to tylko kwoty odpowiadające zwrotowi za paliwo i w porównaniu do biletów kolejowych czy autobusowych są dla naszych kieszeni bardziej korzystne.
Podróżowanie stopem w Rumunii jest popularne i może być świetnym sposobem na przemieszczanie się po kraju. Najłatwiej stopa złapać stojąc oczywiście na obrzeżach miast, na przystanku albo jakiejś zatoczce. Sama podróż zazwyczaj jest bardzo przyjemna bo Rumuni starają się zagadywać, są również dobrymi słuchaczami.
Na prowincji nie bójmy się łapać "zastępczych środków" :D Może być to furmanka czy jakiś inny "pojazd". Nawet pasterz nie potrafiący słowa po angielsku zrozumie nasze potrzeby i okaże nam pomoc.
7. Ceny
Nie nastawiajmy się że przyjeżdżając do Rumunii będziemy mogli pozwolić sobie na nie wiadomo co. Ceny w tym kraju są niewiele niższe niż w Polsce, a w niektórych przypadkach nawet wyższe. Unikajmy zakupów w dużych ośrodkach turystycznych tj. Bran, Busteni, Balea Lac, gdzie natkniemy się na wysokie ceny i bardzo słaby "price for performance".
8. Kuchnia rumuńska
Mówi się, że kuchnia jest kwintesencją odwiedzanego kraju, więc dlatego zawsze jak jeżdżę gdzieś zagranicę, to próbuję lokalnych smaków. I zdecydowanie uważam, że rumuńska kuchnia jest jedną z lepszych w Europie! Mieszanka narodowości, która ukształtowała ten kraj, pozostawiła także trwały ślad w kuchni, dlatego dziś możemy kosztować zarówno dań orientalnych (znane sarmale - czyli coś na kształt gołąbków, czy sławne na całych Bałkanach cevapcici, w odmianie rumuńskiej występującej pod nazwą mici, będących niedługimi, walcowatymi kotlecikami, najczęściej robionych z baraniego mięsa, doprawianymi często aromatycznymi przyprawami), podobnych do tych jakie znajdziemy w Bułgarii czy w innych krajach bałkańskich, jak również dań nierozerwalnie związanymi z kulturą pasterską wciąż stanowiących, i słusznie zresztą, podpory kuchni w górzystej części kraju. Mamy więc dania z wyrazistą bryndzą (branza), czy stanowiącą jeden z symboli kuchni rumuńskiej mamałygę (mamaliga), podawaną niemal zawsze jako dodatek do różnych potraw. Z mięs podaje się na różne sposoby baraninę - szczególnie wyśmienitą z grilla albo jako wspomniane mici, robione zarówno z baraniny jak i z wieprzowiny. Dla bardziej konserwatywnych w wielu restauracjach znajdzie się również dania z drobiu, które odpowiednio przyrządzone także potrafią zaskoczyć smakiem. Warto również wspomnieć o ciorbach, czyli zupach, które w Transylwanii stanowią klasę samą w sobie i często potrafią zaspokoić głód. To dlatego, że na zawartość większości z nich składa się wiele składników. I tak najbardziej znane ciorba de burta (flaczki zabielane śmietaną) i ciorba de taraneasca (zupa chłopska dosłownie z warzywami i mięsem wołowym) są przykładem bardzo pożywnych zup. Popularne są także zupy z kapusty oraz z cieciorki. Jeśli chodzi o poranny posiłek, to zamiast popularnej w Polsce jajecznicy, otrzymamy omlet.
9. Psy pasterskie i zagrożenia z tym związane
Pasterstwo w Rumunii wciąż występuje na niespotykaną w całej Europie skalę i to jest niezwykle cenne. Warto jednak pamiętać, o zagrożeniach,  a właściwie o jednym zagrożeniu, które nieodwołalnie jest z nim związane. To psy pasterskie, będące w wielu górach Rumunii większym niebezpieczeństwem dla samotnego turysty niż niedźwiedzie. Problem ten występuje w zasadzie w każdych wyższych górach Rumunii, poza tymi najbardziej popularnymi - Fogaraszami, Bucegami i może Retezatem, gdzie psy po prostu przyzwyczaiły się już do widoku turysty. Karpaty Rumuńskie ciągną się w nieskończoność wręcz, rzadko odwiedzanych, wysokich pasm, gdzie prowadzony jest cały czas wypas jest wiele i warto zdać sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie może na nas czyhać. Dlatego przed takim wyjazdem, zalecam pomyśleć o czymś co przed psem pasterskim mogłoby nas chronić. Możliwości jest kilka, natomiast każda ma swoje wady. Podstawowym narzędziem do ewentualnej obrony jest kijek trekkingowy jeśli takowy posiadamy, dobrym, darmowym sposobem jest również posiadanie przy sobie jakiegoś kamienia (nie zawsze na naszej drodze leżą). Często wystarczy również zamarkować rzut takim kamieniem, aby pies zwątpił w siebie. Jeśli jednak taka "sztuczka" nie zadziała, pies nie odstąpi od nas, nie bójmy się rzucać! Gwarantuję Wam, że jest to lepsza opcja niż ewentualne pogryzienie, bo w to że psy pasterskie są szczepione przed wścieklizną to chyba wątpicie ;)
Najlepszym zdecydowanie rozwiązaniem problemu jest kupno w sklepie militarnym gazu pieprzowego. Średniej wielkości buteleczka stanowi wydatek rzędu 20-25 zł, a w przypadku konfrontacji z psami pasterskim może przynieść nam nieocenioną pomoc. Sposobem na odstraszanie niechcianych zwierząt mogą być także petardy hukowe, natomiast stanowczo je odradzam. Pamiętajmy, że w górach dźwięk niesie się bardzo dobrze, a taka petarda wywołuje panikę nie tylko u najbliższego przeciwnika, ale także na sporym otaczającym nas, obszarze.
10. Niedźwiedzie i inne dzikie zwierzęta a rozbijanie się na dziko
Pomimo przerażających działań władz komunistycznych w formie niszczenia zasobów leśnych w imię rozwoju przemysłu, w wyniku których populacja wielu gatunków fauny wyraźnie się zmniejszyła, dziś Rumunia, a raczej jej ekosystem na nowo się odradza. W rumuńskich Karpatach aktualnie żyje około 40% światowej populacji wilka, a także 60% światowej populacji niedźwiedzia brunatnego! Wystarczy powiedzieć tylko, że w samych Bucegach, żyje więcej niedźwiedzi niż w całej Polsce ;)
Ponieważ ryzyko spotkania misia jest znacznie większe niż w Polsce, nie tylko z uwagi na większą ich ilość, ale również na fakt, że górskie trekkingi na terenie Rumunii wiążą się z koniecznością biwakowania na dziko, należy zachować podstawowe zasady bezpieczeństwa. Powinniśmy starać się nie chodzić po zmroku, zwłaszcza w takich górach jak wspomniane Bucegi, w których po zmroku spora część niedźwiedziej populacji zaczyna żerować, także po schroniskowych śmietnikach, czy polach namiotowych. Warto również unikać noszenia ze sobą resztek pożywienia, a jeśli już jakieś mamy ze sobą to podczas obozowania najlepiej jest je przechowywać w oddali od obozu. Dobrą ideą jest zawieszenie worka z żywnością na drzewie, warto też rozpalić ognisko przed obozowiskiem, w takim jednak przypadku, pamiętajmy o dokładaniu do niego drewna! ;)
11. Infrastruktura turystyczna
Skoro powiedziałem już o środowisku z którym przyjdzie nam się zmierzyć na koniec jeszcze trochę wniosków na temat samej infrastruktury. Jeśli natomiast chodzi o samo oznakowanie to inaczej niż w Polsce mamy 12 możliwości - 3 kolory (czerwony, niebieski, żółty) i 4 figury (pasek - odwrotnie niż u nas, bo w pionie, krzyżyk, trójkąt i kółko). Stan szlaków, w wielu przypadkach nie podlegał odnowieniu od lat, choć akurat w Fogaraszach sytuacja ta wygląda całkiem, całkiem nieźle. Podczas naszej wędrówki nigdy się nie zdarzyło żebyśmy się zgubili, natomiast zdaję sobie doskonale sprawę, także z mojej poprzedniej wizyty w Rumunii, że w wielu miejscach sytuacja tak różowo nie wygląda.
Przechodząc do tematu schronów i schronisk, zaznaczam że podczas planowania górskich wędrówek w Rumunii warto sprawdzić dane pasmo pod kątem różnego rodzaju schronów czy kolib, często znajdujących się w niezłym stanie i pozwalającym schronić się przed załamaniem pogody lub najzwyklej w świecie - przed zapadającym zmrokiem. Fogaraskie schrony, wyposażone w prycze, prymitywne stoliki i ławki, podczas wędrówki naprawdę nam wystarczały. Mają dodatkowo ten plus, że w przeciwieństwie do schronisk, często są na samej grani.
Liczba wspomnianych schronisk jest w Fogaraszach całkiem spora, ale minusem jest wysokość na których są położone. Z reguły leżą w pobliżu górnej granicy lasu, wyjątkiem Cabana Podragu. Standard który sobą reprezentują jest zazwyczaj przeciętny, w wielu jednak przypadkach mają one niezwykły klimat. Dlatego spędzenie choć jednej nocy w rumuńskim schronisku również zalecam ;)
Ostatnią rzeczą raczej już nie wpisującą się pod infrastrukturę, ale poniekąd związaną z tematem, są źródła na szlakach, których podczas wędrówki przez Fogarasze zbyt wielu nie spotkamy. O tym będę jeszcze pisał w poszczególnych odcinkach, na razie ostrzegam tylko przed posiadaniem zapasów wody pitnej i co ważne również - tabletek do oczyszczania wody.
MAPY I PRZEWODNIKI
Jeśli chodzi o mapy to jedyną mapą Fogaraszy jak i pozostałych gór Rumunii dostępną w polskich sklepach turystycznych typu Sklep Podróżnika czy Mapy Białystok jest węgierskie wydawnictwo dimap. Owe mapy, w przypadku Fogaraszy wydane w skali 1:60 000, są moim zdaniem dalekie od wzoru czytelności i przejrzystości. W wielu przypadkach potrzebują także aktualizacji.

Zdjęcie ze strony www.dimap.hu
Zdecydowanie najlepszy poziom prezentują mapy rumuńskiego wydawnictwa Schubert-Franzke, które możemy zakupić w księgarniach w większych rumuńskich miastach lub za pomocą specjalnego formularza umieszczonego na stronie internetowej. Są one czytelniejsze niż mapy węgierskiego konkurenta, przyjaźniejsze dla oka i dobrze wykonane. Mapa Fogaraszy jest dwuczęściowa - pierwsza część w skali 1:35 000 obejmuje najwyższą część pasma od Vf. Suru na zachodzie po masyw Vf. Hartopu i Vf. Dara na wschodzie, druga część pozwala spojrzeć na masyw od Doliny Aluty na zachodzie i miasteczko Talmaciu, po leżący na wschodnim krańcu pasma Vf. Comisu.


Jedna z części mapy wydanej przez Schubert-Franzke. Zdjęcie ze strony www.muntii-nostri.ro
Jeśli chodzi o publikacje książkowe dotyczące Fogaraszy, to jedną z popularniejszych jest przewodnik Pana Pawła Klimka "Góry Fogaraskie i Iezer" wydany przez wydawnictwo Bezdroża. Publikacja jest dość łatwo dostępna na rynku, ale do tego co jest napisane w przewodniku należy podchodzić z umiarem, szczególnie jeśli chodzi o podawane tam czasy. Mieliśmy wrażenie, że autor albo ma świetną kondycję albo nadzwyczajnie w świecie chodzi z wyraźnie lżejszym plecaczkiem, ponieważ dzień w dzień opisywane trasy pokonywaliśmy w czasie sporo większym niż w tym które podawał autor. Z tego co udało mi się jednak dowiedzieć z rozmów, wynika że nie tylko ja się spotkałem z takim problemem. Co ciekawe, dane czasowe zawarte w przewodniku, w porównaniu do tego, co zostało wypisane na rumuńskich szlakowskazach, również są "lekko" zaniżone.
Ostatnio wydawnictwo wypuściło wersję drugą, zaktualizowaną, ale nie miałem jej w rękach, gdyż została ona wypuszczona na rynek tylko w formie e-booka.


Zdjęcie ze strony ecsmedia.pl
Warto zainteresować się również przed wyjazdem do Transylwanii kupnem przewodnika wydanego nakładem wydawnictwa Rewasz - "Siedmiogród - w łuku rumuńskich Karpat" autorstwa Pana Stanisława Figla. Jak wszystkie publikacje tej oficyny wydawniczej, jest ona przejrzysta, pełna przydatnych informacji, mapek, planów, ciekawych anegdot historycznych i dodatkowo pozbawiona jest rzucających się w oczy błędów.
Zdjęcie ze strony mapy.net.pl
PRZYDATNE STRONY INTERNETOWE
1. Przechodząc do tematu stronek internetowych na które warto zerknąć przed wyjazdem, numerem jeden, jeśli chodzi o planowanie tras, oznaczam stronę Muntii Nostri, na której możecie kupić mapy wyżej opisywanego wydawnictwa Schubert-Franzke. Zaznaczam jednak, że dostawa do Polski trwa około 10 dni, o czym warto pamiętać, podczas składania zamówienia tuż przed wyjazdem.
Alternatywą jest kupno mapy na miejscu. Tak jak już mówiłem, w księgarniach czy to w Sibiu, czy w Braszowie, możecie bez problemu je nabyć. To ma swoje plusy, bo w ten sposób oszczędzamy na dostawie, ale także minusy, bo zmuszeni jesteśmy planować trasy wirtualnie.
Niemniej jednak, część stron pozwala całkiem nieźle poznać teren, który chcemy odwiedzić. Przykładowo, właśnie na stronie Muntii Nostri, możemy obejrzeć aktualne mapy następujących pasm górskich: Fogaraszy, Bucegów, Piatra Craiului, Ciucas, Postavaru oraz Piatra Mare, Gór Rodniańskich, Retezatu, Gór Maramureskich i Masywu Ceauhlau, a pod zakładką "planner" zobaczyć opisy tras i sprawdzić czasy przejścia.
Link -> Muntii Nostri (ang.)
 2. Drugą stronką o której nie mogę nie wspomnieć jest jedna z dłużej funkcjonujących, górskich witryn - carpati.org. Jest ona o tyle ciekawa, że znajdziemy tam informacje na temat WSZYSTKICH pasm górskich Rumunii. Pod zakładkami poszczególnych pasm górskich znajdziemy zdjęcia, mapy (choć zazwyczaj stare) i opisane trasy. Minusem jest fakt, że niestety wszystko jest napisane w języku rumuńskim, ale jeśli ktoś ma czas i mu zależy może spróbować z translatorem ;) Nie zawsze wszystko poprawnie zinterpretujemy, natomiast jest to dość dobry sposób, praktykowany kilkakrotnie ;))
Link -> carpati.org (rum.)
 Wartą polecenia jest również strona poświęcona w całości Fogaraszom - muntii-fagaras.ro. Stanowi ona całkiem niezłe i rzetelne kompendium wiedzy na temat tych gór, pełne różnych informacji na temat topografii, bazy noclegowej, przydatnych adresów, czy prognoz pogodowych.
Wskazówka na koniec - jest wersja angielska strony, ale więcej informacji znajduje się niestety w rumuńskiej wersji.
Link -> muntii-fagaras.ro (rum.) 
 Jeśli chodzi o strony związane z przemieszczaniem się po kraju to poczynając od kolei, umieszczam link na stronę narodowego przewoźnika kolejowego - CFR. Możemy tam oczywiście sprawdzić rozkład, czy kupić bilety. Aby jednak to zrobić, najpierw musimy założyć konto.
Link -> CFR (ang.)

 Na koniec strona autogari.ro, która pozwala nam wyszukiwać połączenia autobusowe po całym kraju. Wszystko jest naprawdę czytelne, łatwe do ogarnięcia i podobnie jak w przypadku strony CFR - tak i tu jest wersja angielska.
Link -> autogari.ro (ang.)
***
To tyle jeśli chodzi o informacje praktyczne, kolejne będę przekazywał na bieżąco w poszczególnych odcinkach :) Na razie zapowiedź odcinka pierwszego, w którym opowiem Wam o wydarzeniach z podróży i zwiedzaniu... Budapesztu, w którym mieliśmy kilkugodzinną przesiadkę :))

DO ZOBACZENIA ;)

Przejdź do części pierwszej -> Mamałyga z bryndzą oraz jak nakarmić niedźwiedzia wbrew własnej woli, czyli Rumunia 2015 - cz. I

KOMENTARZE

6 komentarze:

  1. Bardzo dokładny wpis, przy wyjeździe na pewno mocno przydatny :)

    A ja czekam na relację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli coś mi przyjdzie jeszcze do głowy, to będę uzupełniał na bieżąco :D

      Usuń
  2. No w końcu! Wieczorem sobie spokojnie poczytam, ale wciąż czekam na pełen opis i zdjęcia (zwłaszcza z gór). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za szybki nie jestem w tym temacie, ale się staram :D
      Opisy z gór będą, mam nadzieję że nie zawiodę ;)

      Usuń
  3. Praktyczna zapowiedź, teraz pora na relację. Czekam z ciekawością, sam byłem w Rumunii w tym roku i byłem mile zaskoczony tym krajem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny kraj, a atrakcji można spokojnie podzielić na kilka wyjazdów :)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń

Back
to top