Jak zapewne pamiętacie, za czasów pandemii wyjazdowa rzeczywistość uległa wyraźnym zmianom. W trakcie jednej z majówek, gdy w pełni aprobowane było już chodzenie do lasów i wychodzenie z domów, zdecydowaliśmy się z okazji skorzystać i po dłuższej przerwie odetchnąć górskim powietrzem. Był tylko jeden szkopuł - prognozy pogody były wtedy fatalne i niemal na całą południową granicę Polski zapowiadały deszcze w mniejszym bądź większym wymiarze. Za granicę ruszyć się nie mogliśmy, bo te były jeszcze wtedy zamknięte, zatem wybór siłą rzeczy był dodatkowo ograniczony.
Ostatecznie namówiłem wtedy Krystiana i Roberta do wyjazdu w Góry Bystrzyckie i Orlickie, choć z wyjazdu zrezygnował Kamil z Patrycją. Plan był prosty - odwiedzić schronisko na Jagodnej, poszwendać się na polsko-czeskim pograniczu i jednocześnie pobyć trochę na odludziu.






















































0 comments:
Prześlij komentarz