Łańcuch górski: Alpy (Alpy Wschodnie)
Sektor: Północne Alpy Wapienne
Pasmo górskie: Alpy Algawskie
Podgrupa: Allgäuer Hauptkamm
Pasmo górskie: Alpy Algawskie
Podgrupa: Allgäuer Hauptkamm
Na południe od "perły w koronie" Alp Algawskich, czyli szczytów tworzących tzw. Algawski Triumwirat, wznosi się równolegle do nich sytuowana grupa pięciu masywnych szczytów zwanych Peischelgruppe. Opisywany w niniejszej relacji Muttekopf, to najniższy a zarazem jedyny trawiasty szczyt w tym gronie. Mimo swej przeciętnej wysokości oferuje jednak rozległe i bardzo piękne widoki, nie tylko na pobliski Algawski Triumwirat, ale także inne ważne szczyty Alp Algawskich, takie jak Hohes Licht, Grosser Krottenkopf czy Marchspitze.
Trasa prosta technicznie, ale bardzo wymagająca kondycyjnie z uwagi na nachylenie zboczy w niektórych miejscach i różnicę wysokości. Miejscami występują trudności orientacyjne. W celu jej skrócenia można rozważyć powrót ze szczytu do Holzgau tym samym szlakiem.
Dzień po tym jak hasałem otwartą granią w Tannheimer Berge, zaplanowałem sobie wypad w miejsce, w którym liczyłem na absolutne pustki na szlakach. Był to mój pewnego rodzaju powrót do miasteczek położonych w dolinie rzeki Lech, na bardzo długim odcinku stanowiącej wąską granicę między Alpami Algawskimi a Lechtalskimi, gdzie rok wcześniej przyjechałem z Kamilem i Krystianem. Wtedy naszym celem był między innymi Rothorn (który zresztą w tej relacji też się pojawi) i Grosser Krottenkopf - najwyższy szczyt Alp Algawskich - teraz, cel jawił się znacznie skromniej. Ale jak powiadają, i mają rację, nie wszystko złoto co się świeci.
W każdym razie o poranku udałem się ponownie na dworzec autobusowy i tym razem wybrałem autobus linii 110, która łączy Reutte z Warth leżącym już na terenie Vorarlbergu (byliśmy tam poniekąd przy okazji wejścia na Biberkopf). Autobusy te po drodze przejeżdżają przez szereg miejscowości, stanowiących bazy wypadowe na mniej popularne szlaki, i takim właśnie miejscem jest Holzgau, które było celem mojej przejażdżki.
🚩Holzgau (1114 m n.p.m.) 7:50
Z Holzgau również udać się możemy na Grosser Krottenkopf. Jest to jedna z najdłuższych możliwości dotarcia na ten szczyt, ale z pewnością wyjątkowo spokojna.
"Centrum" Holzgau
Czy Holzgau wyróżnia coś na tle sąsiednich lechtalskich miejscowości? Na pierwszy rzut oka, nie. To typowa zadbana tyrolska wieś położona u wylotu prowadzącej do serca Alp Algawskich doliny Hohenbachtal, na skraju podgrup Allgäuer Hauptkamm i Hornbachkette. Spokojna, choć za sprawą zbudowanego tu wiszącego mostu, wydaje się że nieco bardziej popularna niż pobliskie Elbigenalp czy Steeg.
Wiszący most w Holzgau daje się dostrzec z daleka
Przeszedłem obok kościoła i pomaszerowałem wijącą się po łąkach asfaltem, który za sprawą serpentyn w krótkim czasie parę razy zmienił moją perspektywę, ukazując między innymi znajomy Jöchelspitze. Szczyt, podobnie jak i samo Holzgau, całkiem popularny, bo dużo bardziej dostępny za sprawą czynnej w sezonie letnim kolejki linowej.
Kolejka linowa na Jöchelspitze nie dowozi wprawdzie na wierzchołek góry, ale skraca różnicę poziomów do pokonania o mniej więcej 2/3 w stosunku do pieszego podejścia z Holzgau. Ceny i godziny kursowania znajdziecie TUTAJ
A o to i Jöchelspitze we własnej osobie
W przeciwieństwie do poprzedniego dnia, gdy krótko po rozpoczęciu wędrówki zniknąłem na dłuższy czas w lesie, w Holzgau różnorakie atrakcje spowalniały moje tempo. Chwilę później, po paru postojach na zdjęciach Jöchelspitze na skraju ścieżki wyrosła wspaniała huśtawka, pozwalająca na obserwacje malowniczych zachodów słońca i nie tylko.
Rodzinna huśtawka przy szlaku na Muttekopf
Huśtawka w drodze na Muttekopf nie jest jednak główną atrakcją Holzgau - za tą zdecydowanie uchodzi wiszący most, który rozrzucony jest ponad wąskim przełomem potoku Höhenbach spływającego dnem doliny Höhenbachtal. W przeciwieństwie do innych tego typu obiektów, ten jest w stuprocentach darmowy, widoki z niego są naprawdę niezłe, także będąc w okolicy, z pewnością warto tu zajrzeć.
🚩Holzgauer Hängebrucke 8:45
Most ma 200 metrów długości i wisi 110 metrów ponad dnem Höhenbachtal. Gdy otwierano go w 2012 roku, był najdłuższym tego typu obiektem w Austrii. Stanowi fragment długodystansowego pieszego szlaku Lechweg poprowadzonego wzdłuż górnego biegu rzeki Lech.
Raz jeszcze Jöchelspitze, tym razem z wiszącym mostem na pierwszym planie
Do kompletu most z dołu oraz widoki z samej przeprawy
Zakończywszy fotografowanie mostu zrobiłem parę kroków wstecz i pomaszerowałem asfaltową drogą jeszcze kawałeczek w górę. Minąłem ostatnie chałupy i zobaczyłem strzałkę wydającą mi polecenia odbicia w gęstwiny, co też z przyjemnością uczyniłem.
I samo Holzgau z perspektywy okolic wejścia na most
Oraz pozostające na wyciągnięcie ręki, sąsiednie Alpy Lechtalskie
Kiedy już zejdziecie z asfaltowej drogi, bądźcie przygotowani na porządny wycisk - naprawdę, szlaki prowadzące południowymi szczytami Peischelgruppe, w tym szlak na Muttekopf, to prawdziwi testerzy kondycyjni. I choć o stromiźnie wspominałem przy okazji nawet ostatniej relacji, na przykład w kontekście szlaku z Gimpelhaus do Nesselwangle, to chcę żebyście wiedzieli, że tutaj sytuacja wygląda nieco odmiennie, mamy bowiem do czynienia z mało skalistym, a bardziej trawiastym podłożem.
Muttekopf nie bierze jeńców, od samego początku kondycyjny wycisk
Również tamtego dnia od rana słońce wściekle grzało, wilgotność powietrza była też wyższa niż bym sobie tego oczekiwał, przez co dość szybko zacząłem wyciskać z siebie na tym podejściu siódme poty. Moją zaciekłą walkę przerwała jednak niespodziewanie zawieszona na drzewie tabliczka, z której wyczytałem, że mam zawrócić, ponieważ w okolicy prowadzone są prace przy użyciu dynamitu (najprawdopodobniej chodziło o prace związane z zabezpieczaniem zboczy przed lawinami), choć z rozpiski wynikało, że powinny się już zakończyć. Wisząca nadal tabliczka nie dawała mi spokoju, postanowiłem więc zatelefonować do informacji turystycznej Lechtal. Tam, o dziwo, bo w sumie sam nie wierzyłem, że czegoś się dowiem, miła pani zapewniła mnie, że wszystko gra i śmiało mogę kontynuować swoją peregrynację. Nie powiem, ucieszyłem się.
Wysokość jednak zdobywam naprawdę szybko
Otrzymana wiadomość dodała mi niesłychanej werwy, z którą, mimo upału i obklejającego potu, z radością zbierałem kolejne metry. Morale podbudowały też coraz bardziej okazałe widoki - ze względu na mijane przeze mnie młode drzewka przez długi okres mogłem napatrzyć się na wyrastający za moimi plecami Griestaler Spitze w Alpach Lechtalskich, a gdy na moment ścieżka zbliżyła się do Höhenbachtal, moim oczom ukazało się znajome towarzystwo z Grosser Krottenkopfem i Ramstallspitze na czele.
Griestaler Spitze i jego masyw
A to już fragment Hornbachkette należącej do Alp Algawskich. Drugi z prawej, wyniosły trawiasty szczyt to Rothorn, który pamiętać możecie z jednej z relacji.
Po upływie kolejnego kwadransa upartego podchodzenia poczułem że zbliżam się do definitywnej granicy lasu, która w tym miejscu przebiega na niespełna 1700 m n.p.m. Warto też z tej okazji przypomnieć, że w Alpach Algawskich sporadycznie widywałem kosodrzewinę, taką jak w Tatrach. Niskim krzewem, który dość regularnie się pojawia na granicy lasu i piętra alpejskiego jest za to jałowiec (czy widoczna na zdjęciach wyżej - jarzębina).
No to wdrapałem się powyżej górną granicę lasu
No i w pewnym momencie, ku mojej wielkiej uciesze, las skończył się, a ja stanąłem po raz pierwszy tego dnia na prawie otwartej grani (miejsce zwane jako Gumpegg), skąd mogłem zobaczyć dalszą drogę, choć bynajmniej nie szczyt na który zmierzałem.
Pierwsze widoki na grań powyżej górnej granicy lasu.
Już z tego miejsca możemy podziwiać widok aż po granicę niemiecko-austriacką
Gdyby nie góry, które mnie otaczały, nieodległe skaliste szczyty Hornbachkette czy duża część szczytów Alp Lechtalskich za moimi plecami, to wierzcie mi, mógłbym sobie wyobrazić, że przeniosłem się we wrześniowe rumuńskie Karpaty. Tak kojarzył mi się widok, który ujrzałem: łagodny grzbiet, z subtelnie zarysowanymi gdzieniegdzie jedynie ostrzejszymi kształtami, wrzosy i jałowiec pod nogami, nagrzana trawka...
Na zbliżeniu rogata para Ofnerspitze-Krottenspitze, Krottenkopf i Ramstallspitze
Szybko jednak przekonanie o łagodniejszej części grzbietu okazało się jedynie ułudą. Mimo pozostawienia za sobą lasu stromizna absolutnie nie malała. Tarabanić się tu bez wytchnienia trzeba było na wysokość niespełna 2100 m n.p.m., gdzie znajdowało się dość szerokie wypłaszczenie, nadające się całkiem nieźle na wyrównanie oddechu. Zwłaszcza, że pojawiły się z niego zupełnie nowe widoki, tym razem na pozostałe szczyty Peischelgruppe.
Tyle udało się już podejść - w dole Holzgau i srebrząca się smuga rzeki Lech
Wśród szczytów, które z tego miejsca dostrzeżemy w zasięgu wzroku pojawia się wreszcie sam Muttekopf, prócz niego są jego wyżsi towarzysze - położony najbliżej z nich Wildmahdspitze (2489 m n.p.m.), nieco dalej Wilder Kasten (2542 m n.p.m.) i - najbardziej odległy - Ellbogner Spitze, stąd przyjmujący kształt ślicznej piramidy.
Pierwszy tego dnia widok na drugą stronę grzbietu, którym wędrowałem... Przed Państwem szczyty Peischelgruppe w całej okazałości
No i nikogo z tego grona nie wykluczając: do kompletu także mój cel, Muttekopf
Jak już mówiłem miejsce było naprawdę ustronne, chroniło również nieźle przed podmuchami wiatru. Niezależnie od kapitalnych widoków Peischelgruppe, cały czas doskonale widać było granie wyrastające po drugiej stronie Höhenbachtal. Na wyciągnięcie ręki zdawał się też być stąd Ramstallspitze, przyjmujący zresztą z tej perspektywy bardzo nietypową dla siebie postać, no i oczywiście, widoczny za nim Krottenkopf. Nadto, gdzieś z tam z tyłu nieśmiało wystawał jeszcze Marchspitze, łatwo rozpoznawalny za sprawą kształtu równoramiennego trójkąta.
Kadr to naprawdę wart uwagi - Krottenkopf rzeczywiście przypominający odrobinę żabią głowę, nadto Ramstallspitze jako śmiała turnia - kształtem zupełnie odbiegająca od swojej najpopularniejszej perspektywy i chowający się w głębi Marchspitze - idealna piramida
A tu dla porównania klimat sielanki, chillerki panującej na zboczu Muttekopfu
Z trawiastego płaskowyżu w kolejnym etapie podejścia ścieżka wyprowadza dla odmiany w skalisty fragment grani, ostro podcięty od strony zachodniej, co stanowi wyraźną odmianę w dotychczasowym krajobrazie (acz wybiegając - jedyną). Mamy tu namiastkę wysokogórskiego grzbietu z lekkim "przewiewem", choć co bardziej wrażliwi na ekspozycję mogą bez problemu ten fragment obejść.
Panorama na szczyty Peischelgruppe z początkowego punktu zwężenia grani
W tym miejscu po raz kolejny moim oczom ukazuje się krajobraz masywu Muttekopfu
Właściwy szczyt to ten podcięty skalnymi uskokami, widoczny po lewej stronie zdjęcia
Krótki i nieco eksponowany z zachodniej strony fragment grani
Wąski odcinek grani kończy się niewielką trawiastą kopką, kulminującą mniej więcej na poziomie 2240 m n.p.m. Powyżej tego miejsca pozostaje nam już jedynie absolutnie prosty technicznie spacer wśród traw po szerokim grzbiecie.
Z lewej strony uwieczniony słupek z oznaczeniem szlaku - dość rzadka sprawa w tej części Alp Algawskich
To znów doskonały moment na to by się rozejrzeć na boki, zwłaszcza że widoki - mimo że cały czas na te same strony świata - wciąż się poszerzają. Każde dodatkowe dwadzieścia, pięćdziesiąt metrów pozwala lepiej ujrzeć to, co dotychczas jedynie zza okolicznych grzbietów nieśmiało wystawało. A że "uszczytowienie" okolicy przyprawia o zawrót głowy, to zmiany następują bardzo szybko. Ekstremalnie szybko.
W tym momencie znajdowałem się już niemal idealnie na wprost Rothornu. Zwróćcie też proszę uwagę jak z tego miejsca przestrzeń między Rothornem a sąsiednim Strahlkopfem wypełniał Kreuzkarspitze (2587 m n.p.m.)
Ponowne spojrzenie za siebie - z tej perspektywy ładnie wygląda między innymi podcięta grań, którą wcześniej opisywałem jako eksponowany fragment szlaku
Na niemal sam koniec ścieżka opuszcza grzbiet, wprowadzając do zacisznej kotlinki położonej poniżej rozdzielającego oba wierzchołki siodła, mniej więcej na wysokości 2300-2320 m n.p.m. To zaciszne miejsce, które pewnie dobrze nadałoby się jako biwak, do czego jednak absolutnie nie namawiam!
Kolejny etap drogi zakończony - dotarłem w ustronną kotlinkę zlokalizowaną u stóp szczytu
Ostatnia część wędrówki, to jak możecie się domyślać, ponowne wydostanie się na otwartą grań, ale tym razem już bezpośrednio na zasadniczy szczyt, z pominięciem wschodniego, niższego wierzchołka (2362 m n.p.m.).
Ostatnie metry przed szczytem... Z lewej strony niższy wierzchołek pd.-wsch.
Po przeszło pięciu godzinach drogi z Holzgau (a tych było kilka) uszczęśliwiony stanąłem przy krzyżu z pamiątkową księgą ze zdumieniem konstatując, że wierzchołek okazał się być zaskakująco ciasny. Tak naprawdę w miarę płaskiej powierzchni było tu jak na lekarstwo, w co aż trudno było uwierzyć wracając myślami do towarzyszących w trakcie podejścia krajobrazów. Nawet tutejszy krzyż stał poniżej czubka góry, na wyraźnie nachylonej powierzchni...
🚩Muttekopf (2431 m n.p.m.) 13:20
Krzyż "na szczycie". W skrzyneczce z boku znajdziecie księgę pamiątkową
Znajdowałem się jednak w Alpach Algawskich i to na dodatek w jednej z ich rzadziej odwiedzanych części, dlatego niezależnie od ciasnoty wierzchołka panoramą mogłem się cieszyć bez żadnego uszczerbku. A było się czym cieszyć, gdyż Muttekopf zdecydowanie potwierdził swój potencjał widokowy.
Szczyt ten jest bowiem doprawdy świetnie położony - z jednej strony na wyciągnięcie ręki (to jest po drugiej stronie doliny Schochenalptal) znajdują się najwyższe szczyty Allgäuer Hauptkamm, z Hohes Lichtem na czele i szczytami Algawskiego Triumwiratu, z drugiej równie blisko znajduje się dolina Höhenbachtal, a za nią już szczyty Hornbachkette - nie tylko te łagodne jak Rothorn, ale także wyniosłe skalne czapy Krottenkopfu, Ramstallspitze czy rogatej pary Ofnerspitze-Krottenspitze, które pokazywałem Wam już w trakcie podejścia. Wreszcie pozostałe szczyty Peischelgruppe, kto wie czy nie jeszcze bardziej surowe w swym kształcie, bardzo ostro kontrastujące z trawiastym charakterem Muttekopfu, no i na koniec, niekończące się pasmo Alp Lechtalskich ciągnące się na całej szerokości horyzontu po południowej stronie grzbietu. Bardzo różnorodny to widok, wart wielogodzinnej wędrówki z Holzgau.
Nachylenie widoczne na pierwszym planie pokazuje jak wygląda tu wierzchołek ;) Ale widok - arcyciekawy, Wildmahdspitze, za nim Peischelspitze i jeszcze dalej - Wilder Kasten. Do kompletu brakuje jedynie Ellbogner Spitze
Wspominana asymetria zboczy szczytów zlokalizowanych w centralnej części Allgäuer Hauptkamm i krasowe pustkowia zlokalizowane powyżej granicy 2200 m n.p.m.
A tu patrzymy w stronę ujścia Schochenalptal do Höhenbachtal i wznoszące się ponad tą doliną szczyty Hornbachkette.
Z takim widokiem to można się relaksować
Zbliżenie na Wetterspitze (2895 m n.p.m.)
Jeśli miałbym wskazać coś, co wyróżnia panoramę z Muttekopfu, to jest to możliwość obserwacji jeszcze jednej charakterystycznej cechy Alp Algawskich, która zostaje stąd uwypuklona i jest to wyraźna asymetria zboczy centralnej części Allgäuer Hauptkamm. Kilkakrotnie pokazywałem już ten fragment Alp Algawskich, czy to od strony północnej czy to od strony zachodniej, i być może pamiętacie, że tworzy on ciąg potężnych zerw skalnych - między doliną Rappenalptal a wierzchołkami Hochfrottspitze, Mädelegabel czy Bockkarkopfu różnica wysokości przekracza 1500 metrów na długości niespełna trzech kilometrów. Zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się po tyrolskiej stronie grzbietu - leżąca u mych stóp dolina Schochenalptal, stanowiąca odnogę Höhenbachtal, wręcz podręcznikowo odznacza kolejne swe piętra, stopniowo podchodząc aż pod samą grań. W oczy rzucają się też rozległe wapienne pustkowia, w efekcie czego same skaliste granie wydają się być... nieproporcjonalnie małe i jakby doklejone do reszty.
Zjawisko to widać nieźle także z Rothornu i szlaku wiodącego po wschodniej stronie Höhenbachtal, ale stąd z Muttekopfu (zapewne także z sąsiedniego Wildmahdspitze) widać je najlepiej, ze względu na to, że znajdujecie się wtedy dokładnie naprzeciw szczytów takich jak Hohes Licht czy Hochfrottspitze.
Centralna część Allgäuer Hauptkamm. Od lewej: Hohes Licht, Steinschartenkopf, Wilder Mann, Bockkarkopf i dwa bliźniaki - Hochfrottspitze i Mädelegabel (Trettachspitze z tej perspektywy pozostaje przysłonięty)
Konsumenci apetycznie zielonej trawki
Niespodziewane nadejście licznego stada owiec sprawiło, że zacząłem rozglądać się za kierunkiem dalszej drogi. Brzmi to może dość niecodziennie, ale na Muttekopfie nie ma żadnych oznaczeń - tabliczek, strzałek, kropek (jak przystało na dzikie fragmenty Alp Algawskich) - i szczerze mówiąc jak mało gdzie dotąd naszły mnie tam problemy orientacyjne. Chciałem bowiem kontynuować spacer oznaczoną na mapie ścieżką która powinna sprowadzić mnie po zachodniej stronie szczytu do kotła Wildmahdkar, ale... zalążka tej ścieżki nie udało mi się znaleźć, podobnie jak terenu, który dawałby nadzieję na spokojne jego przejście. Paradoks taki na tym trawiastym gigancie.
Wycof nieco na oślep
Pożegnałem się ze starszym panem, który wraz ze swoim pupilem przebywał na szczycie i cofnąłem się fragmentarycznie ścieżką wedle naprędce ułożonego planu. Gdy już trochę wytraciłem wysokości, nieco na żywioł przeskoczyłem między kamiennymi rozpadlinami, tak by skrócić sobie drogę do ścieżki trawersującej Muttekopf po południowej stronie szczytu. Szedłem znów, na czuja, ale tym razem widziałem przynajmniej zarys ścieżki do której chciałem dotrzeć.
W trakcie dzikiego zejścia takie o to cudowne widoczki
Gdy już stanąłem z powrotem na czymś co było poszukiwaną przeze mnie ścieżką na nowo mogłem uwagę skupić na swoim otoczeniu. A to siłą rzeczy wyraźnie się zmieniło: miałem przed sobą teraz charakterną wschodnią ścianę Wildmahdspitze, jedynego sąsiada Muttekopfu, która doprawdy przez dłuższą chwilę mojego trawersowania kusiła mnie swym obliczem, tak że szybko zdążyłem zapomnieć o wcześniejszych widokach. Niestety, szczyty Peischelgruppe - to uniwersalna zasada - mają to do siebie, że trudno w trakcie jednego wypadu połączyć chociażby dwa z nich. Weźmy chociaż przykład Wildmahdspitze - nawet jeśli nie zgubiłbym prawidłowego szlaku, to i tak na koniec musiałbym zejść z poziomu wierzchołka Muttekopfu (2431 m n.p.m.) na poziom niespełna 2100 m n.p.m., po drodze obchodząc całą wschodnią ścianę i dopiero wtedy rozpocząć wejście na wierzchołek jedynym możliwym szlakiem. Da się, ale wymaga to czasu, energii i naprawdę wybornej kondycji.
Już na dostrzeżonej wcześniej ścieżce, prawdopodobnie utrzymywanej głównie przez owce. Przede mną Wildmahdspitze
Z uwagi na to, że na większość swojego pobytu planowałem eskapady w góry, a co za tym idzie, solidne różnice wysokości, byłem ostrożny w dokładaniu sobie metrów. Rano wychodząc z Holzgau cicho liczyłem że z Wildmahdspitze może uda mi się spróbować, ale ostatecznie z tej walki zrezygnowałem. Trochę szkoda, bo podobnie jak Muttekopf, z pewnością jest to szczyt na który warto się wybrać - trudniejszy technicznie, widokowo nieco podobny - natomiast na pewno bardziej ekscytujący, co wynika właśnie z tego, że jest to już szczyt skalisty w pełnym tego słowa znaczeniu.
Muttekopf z tej perspektywy wydaje się być chyba najbardziej dostojny
Idąc już bezstresowo przez dłuższy czas ścieżką minąłem wpierw próg Vorderes Wildmahdkar, na dnie którego znajduje się jedyny w tej okolicy polodowcowy staw (miałem go podziwiać z "przeoczonego" szlaku) i następnie, cały czas podążając trawersem, doczłapałem na halę Wildmahdalpe, gdzie czekała na mnie zamknięta chatka pasterska. Przy okazji warto dodać, że to właśnie na tej hali znajdują się rozdroże z odejściem (znakowanego) szlaku na Wildmahdspitze.
🚩Wildmahdalpe (2080 m n.p.m.) 15:10
Widoki na Alpy Lechtalskie niezmiennie zachwycające
Za Wildmahdalpe ścieżka podjęła jeszcze jeden krótki trawers, zachęcając do cieszenia się widokami, aby wkrótce definitywnie zmienić ton i sprowadzać w stronę widocznego już w dole miasteczka Hagerau. Czekała mnie paradoksalnie naprawdę najtrudniejsza dziś część wędrówki...
Pasterska chatka znajdująca na hali Wildmahdalpe - to tu zaczyna się szlak na Wildmahdspitze
Śmiechy śmiechami - wierzcie mi, szlaki wiodące zboczami szczytów Peischelgruppe są piekielnie strome i, zwłaszcza przy zejściu, ta stromość zdaje się nie mieć końca. Szlak łączący Wildmahdalpe i Hagerau jest pod tym względem niewątpliwie trudniejszy niż szlak z Holzgau na Muttekopf - tam w istocie mozolny jest tylko odcinek do górnej granicy lasu, potem mamy do czynienia z łagodnym grzbietem. Tutaj - na otwartym trawiastym zboczu wytracamy dobre z 700 metrów.
Uroki stromego zejścia do Hagerau
Pewnym plusem całej tej sytuacji są widoki - one nam towarzyszą bardzo długo, a las zaczyna się/kończy (w zależności od kierunku jaki obierzecie) znacznie niżej niż zwykle. To też przykład szlaku, który w ogóle nie wymaga spaceru doliną - od razu rozpoczynacie wspinaczkę, szybko pojawiają się widoki, czy to dla wielu nie wymarzona sytuacja?
Widoczne na zdjęciu domki wyznaczają metę dzisiejszej wędrówki
Dochodząc do granicy lasu, na malowniczą polanę, z której przez moment nie widziałem dna doliny, zatrzymałem się na jeszcze jedną przerwę, czując potrzebę rozmasowania zmęczonych kolan i łydek. Zejście było naprawdę po zbóju, cieszyć się można było jedynie, że nie było wilgotno i ślisko, bo nie mając wtedy kijów trekkingowych, pewnie zaśmiewałbym się ze swojej sytuacji w niebogłosy.
Leśna polana zajmująca niewielkie wypłaszczenie, dające poczucie olbrzymiej ulgi po wyczerpującym schodzeniu
Masywny Wilder Kasten (2542 m n.p.m.) na pożegnanie z Peischelgruppe. Może kiedyś?
Na szczęście tym razem było naprawdę sucho i bezpiecznie udało mi się dotrzeć na metę trasy, do maleńkiego Hagerau, leżącego między Holzgau a Steeg.
🚩Hagerau (1107 m n.p.m.) 17:55
Po blisko 10 godzinach spędzonych na szlaku dotarłem do Hagerau
Na miejscu nie zabawiłem długo - szybko udało mi się złapać powrotny autobus do Reutte i po upływie około godziny znalazłem się z powrotem na swoim kempingu, gdzie mogłem już planować kolejne dni.
A Wam jak się podobała wycieczka? Dajcie znać w komentarzu co sądzicie 😊
Z turystycznym pozdrowieniem!




























































0 comments:
Prześlij komentarz