Tatrzańska dolina cudów! Doliną Jaworową na Lodową Przełęcz

"Jedna z najpiękniejszych tatrzańskich dolin". "Zapierająca dech w piersiach". 

Trzeba przyznać, że pod adresem Doliny Jaworowej dość powszechnie padają podobne komplementy, dlatego było to jedno z tych miejsc, które od początku mojego zainteresowania Tatrami chciałem odwiedzić. Niemniej, jeśli śledzicie bloga, to wiecie jak to w moim przypadku bywa - wyjazdów w Tatry podejmuję się zasadniczo tylko jesienią i zimą. Na Jaworową Dolinę czekałem zatem długo, ale w końcu, w środku pewnej pięknej jesieni, nadeszła wymarzona okazja aby wszelkie zachwyty nad Jaworową zweryfikować.

Na start, do Tatrzańskiej Jaworzyny, dotarłem w zacnym towarzystwie Roberta, Kamila i Artura o bladym świcie. Powód - prozaiczny, tamtego weekendu spaliśmy po polskiej stronie, zatem nie było wyjścia, musieliśmy nie tylko przejść całą dolinę i wdrapać się na Lodową Przełęcz, a następnie zejść, ale na dodatek zdążyć na autobus powrotny z Tatrzańskiego Smokowca. Droga szykowała się długa, ale dzień zapowiadał się bajkowy, zatem nastroje wyjątkowo dopisywały...

🚩Tatrzańska Jaworzyna (1010 m n.p.m.) - 07:10

Zarys Tatr Bialskich wita nas bladym świtem

Warunki pogodowe i klimat listopadowego dnia był bardzo zbliżony do dnia, w którym (ładnych) kilka lat wcześniej w zupełnie innym składzie (Oskar, Mateusz) pokonywaliśmy Dolinę Białej Wody. Podobieństw zresztą będzie więcej, tamtego dnia również pokonywaliśmy w poprzek Tatry, i dysponowaliśmy podobnym czasem z uwagi powrotny autobus. Zresztą Dolina Białej Wody i Dolina Jaworowa - nie ukrywajmy, same się proszą o porównania.


Jak w przypadku niemal każdej tatrzańskiej doliny, początek stanowi mało emocjonujący marsz wśród lasu, więc jeśli pozwolicie, na sam początek parę wprowadzających faktów, w większości pewnie powszechnie znanych, na temat naszej dzisiejszej bohaterki.

Dolina Jaworowa (Javorova dolina) to jedna z największych walnych dolin tatrzańskich, która ze swoją całkowitą powierzchnią 40 km2 plasuje się na drugim miejscu wśród dolin położonych po północnej stronie Tatr, zaraz za bezkonkurencyjną pod tym względem Doliną Białki (przypomnę, ok. 63,5 km2). Mimo wyraźnej różnicy wielkości obu dolin, pod kątem długości obie doliny są do siebie bliźniacze - dystans dzielący punkty od podnóża gór do grani głównej to ponad 10 km w przypadku Doliny Jaworowej, podczas gdy w sąsiedniej Dolinie Białki jest to niespełna 12 km (z Łysej Polany do Małej Wysokiej). Jest to również podobna długość jak w przypadku Doliny Chochołowskiej, której maksymalna długość wynosi niespełna 11 km (dystans z Siwej Polany do Jarząbczego Wierchu). Maksymalna deniwelacja wynosi 1623 metry, co stawia ją wśród dolin z najwyższą deniwelacją w Tatrach, przy czym tak duża różnica wysokości dotyczy wyłącznie masywu Lodowego Szczytu, drugi najwyższy szczyt w otoczeniu doliny to bowiem wyraźnie niższy Śnieżny Szczyt (2465 m n.p.m.). I szczerze mówiąc, podobnej dysproporcji nie kojarzę w żadnej innej tatrzańskiej dolinie, poza ewentualnie Dolinie Wielickiej, w której najwyższym szczytem znajdującym się poza masywem Gerlacha jest wysoki na 2476 m n.p.m. Staroleśny Szczyt.

Oprócz dominacji Lodowego nad innymi szczytami, cechą charakterystyczną Doliny Jaworowej jest zróżnicowanie tutejszej rzeźby terenu. To prawdopodobnie najbardziej różnorodna pod kątem charakteru otaczających ją szczytów dolina. Oprócz typowych dla Tatr Wysokich imponujących granitowych szczytów, czy to w formie pojedynczych imponujących masywów jak Lodowy Szczyt, czy skalistych grani, takich jak Jaworowy Mur, mamy tu przyjaźnie prezentujący się, pełen trawiastych fragmentów, masyw Szerokiej Jaworzyńskiej, i wreszcie fantazyjne szczyty Tatr Bielskich ze swoją niezwykle bogatą florą.

Wraz ze zróżnicowaniem krajobrazu idzie również dość skomplikowana topografia, objawiająca się dużą liczbą dolin bocznych. Najbardziej znaną z nich jest Dolina Zadnich Koperszadów, względnie często odwiedzana przez turystów za sprawą niebieskiego szlaku wiodącego na Przełęcz pod Kopą. Prócz niej, ważną rolę odgrywa zupełnie nieznana Szeroka Dolina, której ujście mija się zaledwie chwilę po wyruszeniu z Tatrzańskiej Jaworzyny. Na koniec warto jeszcze wymienić Dolinę Czarną Jaworową i Dolinę Suchą Jaworową podchodzące pod masyw Lodowego, pełne innych wysokich szczytów w sąsiedztwie, chociaż je przynajmniej, w odróżnieniu do Szerokiej Doliny, możemy dostrzec w trakcie wędrówki. 

Okolice Polany pod Muraniem. To wciąż początek naszej drogi

Pierwszy odcinek w okolice Polany pod Muraniem (środkiem polany biegnie szlak niebieski na Przełęcz pod Kopą, o którym możecie poczytać w osobnej relacji) przebiegł nam sprawnie i obył się bez niespodzianek. No, chyba że za taką uznać liczbę powalonych drzew w okolicy i ogołoconych zboczy po jednej i drugiej stronie Jaworowego Potoku, które w warunkach listopadowego poranka, zatem pozbawione dostępu do słońca, wyglądały nieco przygnębiająco. W tym kontekście od Polany pod Muraniem zdecydowanie wolę Polanę Białej Wody, którą zapamiętałem jako otoczoną przez gęstą świerczynę, z wyłaniającymi się na osi doliny tajemniczymi szczytami Młynarza i Żabich Szczytów, nieprzesadnie wyeksponowanych, za to pełnych bajkowych, nieregularnych kształtów. Nawet pomimo doskonałego widoku na mój ulubiony szczyt Tatr - Lodowy Szczyt, który z okolic Polany pod Muraniem prezentuje się zniewalająco (taki mini-Everest).

Po minięciu rozstajów szlak przebiega przez odkryte tereny doliny sąsiadujące z Polaną pod Muraniem - Lodowy Szczyt (a wraz z nim Śnieżny Szczyt - pierwszy od lewej na zdjęciu), a także Jaworowe Szczyty (Wielki, Pośredni i Mały) prezentują się stąd wspaniale, ale ślady po usuniętych i powalonych drzewach tworzą kiepski pierwszy plan

Mijając Polanę pod Muraniem zielony szlak następnie oddala się od potoku i nabierając delikatnie wysokości, wkrótce zaczyna serwować nam szerokie widoki na Tatry Bielskie, już nie tylko w zakresie Murania, ale całej tej najpopularniejszej czteroosobowej gromadki, z Nowym Wierchem, Hawraniem i Płaczliwą Skałą do kompletu. Ich wierzchołki o tej porze są już mocno oświetlone, co staje się wyzwaniem dla fotografowania biorąc pod uwagę skrytą w głębokim cieniu dolinę...

Dolny odcinek doliny to najlepszy moment by zerkać na Tatry Bielskie - wyżej już okrojone do wybranych szczytów

Wkrótce dolina zaczyna wyraźnie się zwężać czego symbolem jest turnia w masywie Murowanego Koszaru (Kosiar; 1890 m n.p.m.). Zaczyna się też, zasadniczo pierwszy raz tego dnia, świerkowy las, sprzed wejścia do którego, warto było raz jeszcze zerknąć na Tatry Bielskie widoczne w pełnej okazałości i muskane już delikatnym, listopadowym słońcem. 

Z prawej strony zakończony turnią Koszar, szczyt w masywie Szerokiej Jaworzyńskiej

Hawrań i Płaczliwa Skała - dla ich widoku warto zajrzeć o poranku do Jaworowej Doliny, kiedy oba te szczyty są przepięknie oświetlane przez wschodzące słońce

Prowadząca nas po dnie Jaworowej Dolinie ścieżka

Ścieżka w lesie nas zbytnio nie przetrzymała i po kilku minutach marszu w reglu górnym wyprowadziła nas ponownie na brzeg Jaworowego Potoku, skąd roztaczał się widok na urywającą się nad nami Czarną Dolinę Jaworową, niewielką dolinę boczną otoczoną m.in. przez Kołowy Szczyt, Baranie Rogi czy Śnieżny Szczyt. 

Rzadki widok Doliny Czarnej Jaworowej (słow. Cierna Javorova dolina). W głębi zdjęcia jej główny dominator - Kołowy Szczyt, a na prawo od niego Czarny Szczyt i Papirusowe Turnie 

Kapałkowe Czuby oraz widoczna ponad nimi Mała Kapałkowa Turnia, wieńczące Kapałkową Grań. Na prawo od nich, w głębi, Lodowy Szczyt oraz odchodząca od niego na zachód Sobkowa Grań

Był to, jak się okazało, moment przełomowy, gdyż definitywnie to właśnie za tym miejscem miało się rozpocząć zdobywanie wysokości. Cały czas podchodząc zboczami Koszaru powoli zbliżaliśmy się do granicy lasu i kosodrzewiny...

Krótko po opuszczeniu górnej granicy lasu minęliśmy kolejne istotne topograficznie miejsce - odgałęzienie Suchej Doliny Jaworowej, podchodzącej w masyw Lodowego Szczytu pomiędzy graniami Kapałkowych Turni i Sobkowej Grani. Powyżej tego miejsca zaczyna się już Zadnia Jaworowa Turnia, której znakiem rozpoznawczym jest wyłaniający się ponad kosodrzewiną Jaworowy Mur.

Jaworowy Mur to określenie muru skalnego tworzonego przez Jaworowe Szczyty (Wielki, Pośredni i Mały) oraz Jaworowe Turnie (Zadnia, Wielka, Pośrednia i Skrajnia oraz Jaworowy Róg). Grań w linii prostej ma ok. 1,5 km (taki dystans dzieli Wielki Jaworowy Szczyt od Skrajnej Jaworowej Turnii), a skalne ściany w najwyższym punkcie mają ok. 450 metrów.

Wyłaniający się przed nami Jaworowy Mur

Jaworowy Mur powszechnie opisywany jest w przewodnikach czy relacjach jako jedna z największych atrakcji Jaworowej Doliny i w rzeczy samej trudno zaprzeczyć, że robi imponujące wrażenie, choć moim zdaniem to nie same ściany tworzą klimat tego miejsca. Idąc z Tatrzańskiej Jaworzyny Jaworowy Mur pojawia się w zasadzie znienacka, co samo w sobie potęguje jego odbiór, po drugie zaś, mur ten wyrasta dokładnie w poprzek doliny, sprawiając wrażenie jakbyśmy nagle dotarli do jej końca. Choć jak wiemy sama dolina się nie kończy - ona po prostu chowa się za urywającą się Sobkową Granią.

Tu w zestawieniu z Jaworowym Potokiem

Popatrzmy zresztą jak widok ten opisywali starzy wędrowcy:

Dolina się kończy, a od prawej zamyka ją olbrzymia ściana w wierzchu rozmaicie wydziergana, a poniżej z głębimi źlebami (oryg. pisownia), którędy woda śniegowa spływa; pod źlebami zaś kupy olbrzymie stoczonego rumu.

Feliks Berdau  

Skrajna Jaworowa Turnia, Zadni Goryczkowy Kopiniak i Żabi Wierch Jaworowy

Z perspektywy Zadniej Jaworowej Doliny Płaczliwej Skały już nie zobaczymy - to też ostatni moment by zerknąć na Hawrań. Przez chwilę widoczne pozostają jeszcze Nowy Wierch i Murań

Przechadzka Zadnią Jaworową Doliną, jak to bardzo często bywa po wyjściu z lasu, to sympatyczny moment, bowiem na bieżąco możemy zerkać na zmieniający się często układ szczytów i turni, nadto akurat w jej dolnej części przez długi czas jest dosyć płasko i przytulnie. Nie bez znaczenia w tych odczuciach na pewno pozostał fakt, że dopiero po jej osiągnięciu udało nam się złapać trochę promieni słonecznych, które podniosły wreszcie odczuwalną temperaturę 😋

Ostatni, przyjazny zakątek Zadniej Jaworowej Doliny

Przed słońcem ukryliśmy się ponownie bardzo szybko, wystarczyło bowiem za namową szlakowej ścieżki podejść pod Jaworowy Mur. Spojrzenie z bliska dostarczyło mi osobiście jeszcze więcej wrażeń, wobec jego wyraźnych rozmiarów kolejną rzeczą, która we mnie uderzała była głucha panująca tu cisza, pełna napięcia i wręcz lekko złowroga...


Z surowym klimatem trzeba się jednak zaprzyjaźnić, bo z czasem trawki ustępują blokom skalnym różnej maści wśród których zaczynamy zdobywać kolejne metry. Poważniejszym sprawdzianem kondycyjnym jest pokonanie progu skalnego rozdzielającego kolejne piętra Zadniej Doliny Jaworowej.

Kamil na tle Jaworowych Szczytów

I do kompletu przebieg zielonego szlaku

Pokonanie progu oprócz osiągnięcia nowego piętra doliny, gwarantuje nam dwie rzeczy. Pierwszą jest otwierający się widok Lodowego Szczytu (2628 m n.p.m.), który bez wątpienia jest niesamowitą kontrpropozycją dla Jaworowego Muru i przede wszystkim Jaworowych Szczytów, które przez dłuższy czas cieszyły się monopolem na przykuwanie naszej uwagi. Drugą nagrodą, choć niewidoczną od razu, jest możliwość spojrzenia na Żabi Staw Jaworowy, jedyne jeziorko, którego zaszczytu obserwacji możemy dostąpić w trakcie spaceru Doliną Jaworową, choć rzecz jasna niejedynym w całym systemie tejże doliny. Oba te pejzaże warto sobie utrwalić, bo przepadają szybko - Lodowy Szczyt wkrótce przysłoni w całości cielsko Lodowej Kopy, a Żabi Staw Jaworowy zniknie wraz z osiągnięciem kolejnych pięter doliny.

Imponujące ściany Lodowego Szczytu. Na zbliżeniu widać także urywający się spod szczytu potężny Sobkowy Żleb

Z prawej Jaworowy Szczyt, z lewej, nieco w głębi Ostry Szczyt (2367 m n.p.m.)

A na lewo od Ostrego Szczytu dojrzymy jeszcze mało wybitnego Zbójnickiego Kopiniaka, Mały Lodowy Szczyt (drugi od lewej) i Harnaską Turnię (pierwsza od lewej na ostatnim planie)

Najlepszym miejscem na odpoczynek jest jednak dopiero dość obficie porośnięta trawkami kotlinka, położona u stóp potężnego żlebu opadającego spod grani łączącej Lodowy Szczyt z Lodową Kopą. Spore wypłaszczenie daje możliwość złapania oddechu, który jak się okazuje jest bardzo ważny przed końcówką podejścia na nieodległą już Lodową Przełęcz...

Raz jeszcze łypiemy spode łba na Lodowy i Sobkowy Żleb

Żabi Staw Jaworowy na tle Jaworowego Muru - jedyny staw w całej Dolinie Jaworowej, który z perspektywy szlaku turystycznego turyści są w stanie zobaczyć


Kiedy już uzupełnimy stracone kalorie można rozpocząć ostatni, wciąż żmudny odcinek. Zaczyna się on bardzo przyjemnie, krótkim trawersem, na którym można dorobić się fantastycznych zdjęć z Jaworowymi Szczytami w tle.

Idźcie z Jaworzyny na Lodową, a taką fotkę z Jaworowym złowicie!

Po pokonaniu kolejnego progu pozostaje nam już podejście przez najwyższą część doliny usłaną po raz kolejny wysokogórskimi trawami, co przyjemnie kontrastuje z rumoszem pokrywającym zbocza Lodowej Kopy. To ustronne miejsce nosi nazwę Michałkowej Równi i rozciąga się na wysokości mniej więcej 2200 m n.p.m.

Raz jeszcze Harnaska Turnia i Mały Lodowy - tym razem z Michałkowej Równi. Z lewej strony zdjęcie widać wypłaszczenie Lodowej Przełęczy

Przy okazji krótkiego postoju na złapanie oddechu, nie pozostaje nic innego jak po raz kolejny pokłonić się Jaworowemu Szczytowi, który w nowej osłonie ponownie zachwyca śmiałością swych kształtów. Trzeba przyznać, że Jaworowy Mur przywodził na myśl wzburzoną falę, która lada moment miała uderzyć o brzeg...

Na zbliżeniu: Wielki i Pośredni Jaworowy Szczyt (z lewej strony zdjęcia), oddzielone przełęczą Rozdziele od Małego Jaworowego Szczytu (mniej więcej w centrum fotografii). Bardziej w prawo Wyżnia Jaworowa Turnia i Wielka Jaworowa Turnia (wyraźnie oświetlona)

Krótko przed przełęczą wkroczyliśmy na skalne pustkowie i po paru zygzakach pozostała nam już prosta droga na przełęcz, w której towarzyszyły nam już odleglejsze szczyty, takie jak Rysy czy Mięguszowieckie Szczyty. W końcu, parę minut po 12 zameldowaliśmy się na Lodowej Przełęczy - Jaworowa Dolina zatem pokonana!

🚩Lodowa Przełęcz (słow. Sedielko; 2376 m n.p.m.) - 12:10


Lodowa Przełęcz osiągnięta!

Po kilku godzinach spędzonych w Jaworowej Dolinie widok z Lodowej Przełęczy na stronę południową wywarł na nas nieco skromne wrażenie, gdyż był zwyczajnie mocno ograniczony. Niemniej, nie oznacza to że nie było na co spoglądać, bowiem oprócz dumnej sylwetki Łomnicy, uwagę przykuwała przypominająca z tej perspektywy nietoperza bądź też jakiegoś okutanego upiora Pośrednia Grań 😛

Pośrednia Grań (2441 m n.p.m.)

Lodowy Staw wraz z Lodową Dolinką, a w tle Durny Szczyt, Łomnica i Łomnicka Grań z Wielką Łomnicką Basztą

Dla porównania szeroki widok na stronę zachodnią

Dalej ponad Jaworowym Murem od lewej ukryty w cieniu Ganek, następnie Wysoka, oświetlona przełęcz Waga, chowający się Krywań, Rysy, Niżnie Rysy i Mięguszowieckie Szczyty.

Wielki Jaworowy i Pośredni Jaworowy i daleko za nimi masyw Gerlacha

Panoramy Jaworowego Muru to jedno, a drugie to jakże majestatyczna, masywna ściana Lodowej Kopy wznosząca się na wyciągnięcie ręki. Patrząc na nią chciałoby się bardzo ruszyć w stronę szczytu w ten uroczysty sposób kończąc przygodę z Doliną Jaworową, ale, niezależnie od różnych ograniczeń, byłoby na to zbyt późno. 

Lodowa Kopa wraz ze śladem prowadzącej na szczyt nieznakowanej ścieżki

Z uwagi na słoneczko, piękne widoki oraz świadomość, że w czeluściach Doliny Małej Zimnej Wody już nie będzie tak ciepło, pobyt na przełęczy należał do wyjątkowo długich, bo spędziliśmy tam łącznie godzinę. Żeby jednak zdążyć wrócić na kwaterę o sensownej porze, w końcu uznaliśmy, że czas najwyższy się zawijać.  

Wilgotne i zimne wejście do Lodowej Dolinki


Pierwszy odcinek schodzenia jest bez wątpienia najtrudniejszy - pisałem wcześniej, że końcówka podejścia od strony Doliny Jaworowej na Lodową Przełęcz jest żmudna, niemniej to i tak dużo milsze niż gwałtowne wytracanie wysokości w skalisto-kamienistym terenie podczas schodzenia do Dolinki Lodowej.

Dolinka Lodowa (słow. Dolinka pod Sedielkom) stanowi obok Doliny Pięciu Stawów Spiskich jedno z dwóch górnych pięter Doliny Małej Zimnej Wody. Obie te wysokogórskie partie rozdziela Lodowa Grań, jedna z bocznych grani Lodowej Kopy, która opada spod szczytu na stronę południową. Ze względu na swoje zacienienie śnieg potrafi utrzymywać się tu przez większość część roku, co warto mieć na uwadze również w trakcie planowania ekwipunku.

Fragment trasy między Lodowym Stawkiem a Lodową Przełęczą poprowadzono takimi o to schodami, które próbują spowolnić postępującą erozję

Uśmiechy na nowo wydobyło w nas dojście nad Lodowy Stawek, którego płaskie otoczenie daje chwilę wytchnienia kolanom po niebagatelnej przebieżce pośród skalnego pustkowia.

Lodowy Stawek jest uważany za najwyżej położony stały zbiornik w Tatrach. Lustro wody znajduje się na wysokości 2192 m n.p.m., a jego powierzchnia to 0,4 ha. Podobnie jak w przypadku Lodowej Kopy i Małego Lodowego Szczytu, także i w tym przypadku zachodzi niekonsekwencja - po słowacku Lodowy Stawek to Modre Pleso, czyli dosłownie "Niebieski Staw". Tymczasem u stóp Małego Jaworowego Szczytu, po jego południowej stronie, znajduje się Ladove pleso, czyli dosłownie... Lodowy Staw. Jego oficjalna polska nazwa to jednak Zmarzły Staw Staroleśny. 

Na brzegu Lodowego Stawku

Po pozostawieniu stawku za naszymi plecami ścieżka przeskoczyła na lewą stronę potoku i dalej podążała zboczami Lodowej Grani, po drodze mijając rozdroże, przy którym odchodzi żółty szlak na Czerwoną Ławkę.

Spojrzenie za siebie: obniżenie Lodowej Przełęczy, Lodowa Kopa i widoczne z prawej strony fragmenty Lodowej Grani

W rejonie Pięciostawiańskiej Kopy (słow. Pfinnova kopa - 2121 m n.p.m.) na której urywa się Lodowa Grań, ścieżka zmieniła kierunek, otwierając przed nami po raz kolejny panoramę Durnych Szczytów i Łomnicy. 

Nieco podobne pod kątem profilu: Durny Szczyt i Łomnica, a także widoczna między nimi Poślednia Turnia (słow. Posledná veža - 2556 m n.p.m.)

Pięciostawiańska Kopa to również świetny punkt widokowy na otoczenie Dolinki Lodowej. Efektownie stąd prezentuje się Mały Lodowy Szczyt, Lodowa Kopa oraz Lodowa Grań i jej kulminacje, Wielki i Mały Lodowy Kopiniak oraz Lodowy Ząb. To też ostatni moment by spojrzeć na Lodową Przełęcz, która z perspektywy Doliny Pięciu Stawów Spiskich nie jest już widoczna

Odcinek szlaku z Lodowej Dolinki przez rozstaje ze szlakiem żółtym na Czerwoną Ławkę do Doliny Pięciu Stawów Spiskich daje nie tylko ulgę, ale także kapitalne widoki, które warto docenić zatrzymując się choćby na chwilę. Atrakcyjnie prezentują się stąd nie tylko same stawy czy górujące nad nimi Baranie Rogi, Durne Szczyty czy wreszcie Łomnica, ale również Mały Lodowy czy Pośrednia Grań. To doprawdy świetne miejsce by odrobić lekcję tatrzańskiej topografii...

Jedna z najlepszych panoram w ciągu całego dnia, późno popołudniowy widok na Dolinę Pięciu Stawów Spiskich z Durnymi Szczytami i Łomnicą

Po pokonaniu krótkiego, korkogennego odcinka łańcuchów po wschodniej stronie Pięciostawiańskiej Kopy, pozostał nam już krótki marsz przez Dolinę Pięciu Stawów Spiskich, która o tej porze dnia prezentowała się absolutnie wspaniale. Zresztą, za sprawą położenia po południowej stronie Tatr, i dużego nasłonecznienia często mam wrażenie, że panuje tu wręcz wakacyjny klimat. Z którego postanowiliśmy skorzystać i my, decydując się na uczczenie naszej wędrówki.

🚩Chata Tery'ego (2015 m n.p.m.) - 13:50

Widok znad Pośredniego Stawu Spiskiego na Łomnicę

I dla porównania spojrzenie w drugą stronę na Baranie Rogi i Spiską Grzędę (słow. Spišský štít, 2481 m n.p.m.)

Oraz znad Zadniego Stawu Spiskiego na Lodową Kopę i Lodowy Szczyt. Bardziej z prawej widać również filigranowy Śnieżny Szczyt

To który jest synem kogo?  Mały Lodowy Szczyt w uznaniu polskim po lewej i jego słowacki odpowiednik, w rozumieniu polskim Lodowa Kopa, po prawej.
A przed nimi Terinka

Okolice Terinki opuściliśmy w dużo żywszych nastrojach, z lekko podbudowanymi zapasami energii, ale jednocześnie z lekkim niepokojem w głowach związanych z koniecznością złapania autobusu. Szerszy opis wrażeń związanych z Doliną Małej Zimnej Wody zostawię na inną porę dnia i osobną relację 😉

Pośrednia Grań i jej najbliżsi sąsiedzi: Żółty Szczyt, Drobna Turnia, Sokola Turnia i Spąga za którą znajduje się już Czerwona Ławka...

A na prawo od Czerwonej Ławki wspominany już Mały Lodowy Szczyt (w centrum zdjęcia). Przed nim niewielka kopka, którą jest mijana przez nas Pięciostawiańska Kopa

Spacer przez coraz bardziej zacienioną Dolinę Małej Zimnej Wody

Po lekko dłużącym się okresie schodzenia w końcu między drzewami ukazało nam się Schronisko Zamkowskiego. To obiekt, który w moich planach zawsze okazuje się być poszkodowany, nigdy bowiem nie udaje się przy nim zatrzymać. Dawno temu, podczas mojego pierwszego spaceru w tych rewirach, kiedy celem był Łomnicki Staw pamiętam, że odpoczywaliśmy w Chacie Bilika, a potem dopiero właśnie pod Łomnicą, podobnie gdy za pierwszym razem wybierałem się do Doliny Małej Zimnej Wody, na Czerwoną Ławkę. Wtedy ponownie pierwszy odpoczynek zawsze następował w Chacie Bilika a kolejny - dopiero w Terince. Tego dnia myślami też byliśmy już przy powrocie do samochodu i wizyta w żadnym ze schronisk nie wchodziła w grę. A szkoda, bo Schronisko Zamkowskiego zawsze wyglądało zachęcająco i kiedyś chciałbym się w nim na dłużej zatrzymać.

Ukryte wśród drzew Schronisko Zamkowskiego

Oprócz Schroniska Zamkowskiego miłym akcentem na koniec trasy jest zejście przez próg Doliny Małej Zimnej Wody, która łączy się tu z Doliną Staroleśną (dosłownie znaną jaką Doliną Wielkiej Zimnej Wody; słow. Veľká Studená dolina), tworząc Dolinę Zimnej Wody (słow. Studená dolina). Odcinek ten obfituje w imponujące widoki na obie te doliny (spierać się można czy osobne doliny czy nie odnogi).

Wylot Doliny Staroleśnej (z lewej) i Doliny Małej Zimnej Wody (z prawej)

Mimo stosunkowo późnej pory, mijaliśmy sporo ludzi podążających po Tatrzańskiej Magistrali w przeciwną stronę. Szlak ten, swoista aorta, był dla mnie odkąd pamiętam niezwykłym fenomenem, właśnie za swoje znaczenie dla szlakowego "krwioobiegu".

Zejście przez próg Doliny Małej Zimnej Wody

Niemal na ostatniej prostej, bo już przy rozstajach koło Chaty Rainera (Rainerova Chata), widowiskowo potknąłem się o wystający kamień i pokiereszowany wylądowałem na ziemi... Na szczęście upadek nie okazał się obfitować w bolesne konsekwencje, również te finansowe, bo na szyi w tamtej nieszczęsnej chwili dyndał aparat fotograficzny, ale był najlepszym dowodem na to, że trasa dała mi już kondycyjnie w kość...

A na zakończenie pięknego dnia musi być jeszcze piękny widok 😉 Łomnica wraz ze swoją południową granią nadaje się na pożegnalne zdjęcie idealnie 😀

Finał wędrówki był już jednak dość bliski: spod rozstajów wdrapaliśmy się na Siodełko, darując sobie tym razem odpoczynek przy Chacie Bilika (słow. Bilikova chata) i drogą zeszliśmy do Starego Smokowca, w którym udało nam się ostatecznie zdążyć na autobus do Tatrzańskiej Jaworzyny. Tam odebraliśmy auto i pojechaliśmy na kwaterę, dzień później planowaliśmy bowiem wycieczkę na jeszcze jeden tatrzański szczyt.

Tak domknęliśmy tę całodzienną wędrówkę. Piękną, ale kondycyjnie naprawdę męczącą, głównie za sprawą zejścia z Lodowej Przełęczy do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

🚩Stary Smokowiec (990 m n.p.m.) - 16:45

Na koniec małe podsumowanie moich obserwacji między Doliną Jaworową a Doliną Białej Wody:

Obie doliny bez wątpienia są absolutnie imponujące i bardzo różnorodne. Przyłączam się do grona tych, którzy uważają, że to pod tym kątem absolutna tatrzańska czołówka.

Mam jednak wrażenie, że Dolina Białej Wody oferuje więcej niespodzianek. Przy czym nie bierzcie tego w kategorii plus/minus, a raczej dalszego ciągu opisu specyfiki tych dwóch dolin. W Jaworowej Dolinie większość marszu upływa pod znakiem Jaworowych i Lodowego, w Dolinie Białej Wody więcej szczytów otrzymuje "swoje pięć minut". Tu Młynarz, tam Rysy i Wysoka, Ganek, do tego dochodzą jeziora - Kaczy Staw, Litworowy, Zmarzły...

Dolina Jaworowa jest natomiast dostępniejsza dla szerszej grupy odbiorców. Oprócz krótkiego spaceru na Polanę pod Muraniem dostępnego w zasadzie dla każdego, również dla osób na wózkach inwalidzkich, spacer Doliną Zadnich Koperszadów z pewnością leży w zasięgu osób o przynajmniej przyzwoitej kondycji, a i sama Lodowa Przełęcz, choć wymaga już bardzo dobrej kondycji z uwagi na dystans i przewyższenie, nie wiąże się ze specjalnymi trudnościami terenowymi czy ekspozycją. W Dolinie Białej Wody brakuje trochę wariantu pośredniego: o ile Polana Biała Woda jest oczywistym prostym celem wycieczek, o tyle zarówno Polski Grzebień, jak i tym bardziej Rohatka, są już wymagające kondycyjnie (w przypadku tej drugiej dochodzą też ograniczone trudności techniczne).

Kolejną zauważalną różnicą, powiązaną z tym co napisałem powyżej, jest tempo nabywania wysokości. W Dolinie Jaworowej zaczynamy jej nabierać wyraźnie szybciej i robimy to stopniowo, podczas gdy w Dolinie Białej Wody aż pod Polanę pod Wysoką idziemy niemal jak po stole. Dopiero po jej minięciu na krótkim dystansie musimy podejść 800-900 metrów (w zależności czy celem jest Rohatka czy Polski Grzebień).

Niezależnie od wszystkiego obie te doliny stawiam oczywiście bardzo wysoko i polecam obowiązkowo. Po pierwsze dlatego, że każda z nich jest na swój sposób piękna, a po drugie dlatego, że z dużą dozą prawdopodobieństwa wizyta tamże będzie oznaczać czas spędzony w jednym ze spokojniejszych zakątków Tatr.

KOMENTARZE

0 comments:

Prześlij komentarz

Back
to top