Heilbronner Weg - legendarny szlak w Alpach Algawskich

Łańcuch górski: Alpy (Alpy Wschodnie)

Sektor: Północne Alpy Wapienne

Pasmo górskie: Alpy Algawskie

Podgrupa: Allg
äuer Hauptkamm

Iście wysokogórska trasa, z kategorii tych, które bardziej się przeżywa niż przechodzi", poprowadzona przez samo serce Alp Algawskich, w sąsiedztwie prawdziwych olbrzymów takich jak Hohes Licht czy Hochfrottspitze. Na odcinku poprowadzonym w bezpośrednim sąsiedztwie grani mocno eksponowana, wymagająca pewności kroku i braku lęku wysokości.

A na początek przygotowałem parę słów celem odpowiedniego wprowadzenia 😉Będzie to zarazem pewnego rodzaju wyjątek na tle publikowanych przeze mnie relacji z Alp Algawskich, niemniej dziś zabieram Was na wyjątkowy szlak, a wyjątkowe rzeczy wymagają czasem odejścia od utartych schematów 😊

Zatem najpierw postaram się Was wprowadzić w klimat wędrówki, a następnie dopiero potem startujemy. Gotowi?

Heilbronner Weg - legendarny szlak pieszy

Pośród wielu setek kilometrów szlaków pieszych w Alpach Algawskich nie brakuje tras pięknych krajobrazowo. Zdecydowana większość z nich jest jednak umiarkowanie trudna jak na standardy alpejskie, zwłaszcza jeśli aspekt ten rozpatrywać pod kątem trudności technicznych lub/i konieczności umiejętnego poruszania się w skalistym terenie. Dużo bardziej powszechnym wyzwaniem są tu duże różnice wysokości, stromizna, wymagające przyzwyczajenia i odpowiedniego ekwipunku kruche podłoże skalne oraz ekspozycja, popularnie występująca nawet na wielu trawiastych masywach.

To nieco inne wyzwania niż te znane z tatrzańskich wycieczek. W samych Tatrach jeszcze do niedawna praktycznie nie istniały klasyczne via ferraty, jednak dużo wcześniej wytyczono w nich kilka naprawdę trudnych szlaków pieszych, takich jak szlak na Czerwoną Ławkę czy przede wszystkim szlak wiodący przez Rohacze i Banówkę oraz, rzecz jasna, naszą dumę, Orlą Perć. Są to trasy, na których nie brakuje sztucznych ułatwień i które potrafią dać do wiwatu, nawet doświadczonym piechurom. Jednak, wyłączając niektóre fragmenty, charakteryzują się one sporą stabilnością gruntu, co zawdzięczamy przyjaźniejszemu pod tym kątem granitowi, obecnemu przede wszystkim w Tatrach Wysokich. Z kolei różnice wysokości, zwłaszcza w przypadku polskiej części Tatr, jakkolwiek wyjątkowe w skali kraju, między dnem dolin a sąsiednimi grzbietami w pojedynczych przypadkach przekraczają 1000 metrów w pionie - patrz przykład Mięguszowieckich Szczytów czy Rysów wznoszących się ponad taflą Morskiego Oka.

W Alpach Algawskich amatorzy adrenaliny mogą nadal znaleźć nieco więcej via ferrat, choć generalnie ich lista na pewno jest krótsza niż np. w Alpach Julijskich. Najsłynniejsza tutejsza ferrata, Mindelheimer Klettersteig, przemierza masyw Schafalpenkopfów w Walsertaler Berge. Poza nimi większość klasycznych szlaków pieszych, tak jak już wspomniałem, jest umiarkowanie trudna, unikają one bowiem skalistych grani i są sporadycznie wyposażone w sztuczne ułatwienia - zwłaszcza na jakimś dłuższym odcinku. Ta charakterystyka nie zmienia z kolei faktu, że różnice wysokości na poziomie 1400 metrów i większej, zdarzają się częściej niż w Tatrach. W trakcie wędrówek trzeba bardziej uważać na sypkie podłoże, co najzwyczajniej bierze się z tego, że Alpy Algawskie, stanowią po prostu fragment Alp Wapiennych, podatnych na erozję dużo bardziej niż rodzime Tatry.

Tyle z różnic. Jednak poza tym, że szlaki w Alpach Algawskich unikają skalistych grani i, wyłączając punktowe przypadki, nie są ubezpieczone linami, klamrami ani innymi ułatwieniami, to istnieje pewien szlak pieszy, który z tego opisu całkowicie się wyłamuje, przywodząc na myśl nasze drogie tatrzańskie percie. Ten szlak to Heilbronner Weg.

Chciałbym zobaczyć alpinistę, którego ta trasa nie zachwyciłaby;

Jeśli kocha dalekie widoki: oto przed nim rozciągają się bez przeszkód pasma Allgäu i Lechthal, a dalej lśnią srebrne szczyty lodowca Fervall, Schesaplana, a potężny Parseyerspitze groźnie się wznosi;

a może bardziej zachwyca go szczegóły wysokich gór: niech spojrzy w dół na niesamowite ułożenie płyt skalnych, na samotną, dziką dolinę Schochenthal, w przerażającą głębię Bockkaru;

a może zależy mu na tym, by zdobyć jak najwięcej szczytów w jak najkrótszym czasie: cóż, nawet dla najbardziej wyrafinowanego zdobywcy szczytów trzy najwyższe wzniesienia Allgäu w tyleż godzin nie są do pogardzenia;

a jeśli w końcu naprawdę zmierzyć dumę z śmiałości ludzkiego ducha, niech spojrzy, jak wytyczona w pionowej ścianie skalnej ścieżka wije się dalej, przechodzi poszarpaną granią, by po drugiej stronie bezpiecznie poprowadzić przez ponury gąszcz skał: zdumienie i podziw ogarną każdego w obliczu nieustannie zmieniających się uroków tej wspaniałej wędrówki.

Tłumaczenie opisu Heilbronner Weg zawartego w Sprawozdaniach z Niemieckich i Austriackich Związków Turystycznych (Mittheilungen des Deutschen und Osterreichischen Alpenvereins) z 1899 r.

W jaki sposób przyjęło się określać Heilbronner Weg?

  • najpiękniejszy szlak w Alpach Algawskich;
  • najtrudniejszy szlak w Alpach Algawskich;
  • najsłynniejszy szlak - nie tylko Alp Algawskich, ale całych Północnych Alp Wapiennych (!);
  • najstarszy szlak wysokogórski w całych Północnych Alpach Wapiennych

Czy takie zestawienie epitetów brzmi Wam znajomo?

Jestem przekonany, że tak. Myśląc o Heilbronner Weg z polskiej perspektywy trudno uniknąć skojarzeń z Orlą Percią. Oba te szlaki powstawały bowiem w podobnym okresie (o tym jeszcze dalej) i nie są via ferratami, ale wymagającymi perciami, na których zamontowano różne sztuczne ułatwienia - wśród nich oprócz łańcuchów cechą wspólną są np. drabinki. Ponadto, oba te szlaki są uważane za kultowe i przez to masowo odwiedzane (Heilbronner Weg jest jedynym szlakiem w Alpach Algawskich gdzie spotkałem się z zatorami na szlaku), choć wypadki śmiertelne na Heilbronner Weg, w przeciwieństwie do Orlej Perci, zdarzają się w ostatnich latach bardzo rzadko.

Z jednym trudno natomiast polemizować - jeśli już porównujemy się do Orlej Perci, to w przypadku Heilbronner Weg nazwa jest zdecydowanie mniej romantyczna i pobudzająca wyobraźnię. Nawiązuje bowiem po prostu do średniej wielkości miasteczka w Badenii-Wirtembergii, co wydawałoby się praktyką z podręczników osobliwego marketingu.

Nie był to jednak zbieg okoliczności. Aby zrozumieć w jaki sposób do Heilbronner Weg przylgnęła obecna nazwa pozwólcie na odrobinę alpejskiej historii...

***

Przenieśmy się na moment do drugiej połowy XIX wieku. To era postaci, które w dużej mierze współtworzyły dzisiejszy wizerunek Alp Algawskich. O dwóch takich personach mogliście przeczytać w starszych relacjach na blogu, byli to odpowiednio: Anton Waltenberger i Hermann von Barth.

Trzecią postacią, która w tamtym czasie kładła podwaliny pod rozwój turystyki górskiej, był Anton Spiehler. Na co dzień był on lokalnym nauczycielem matematyki i fizyki, który podobnie jak Waltenberger i von Barth, w wolnym czasie zdobywał po kolei tutejsze szczyty. Cała trójka przeszła do historii jednak na swój odmienny sposób. Hermann von Barth uchodził za samotnika, zapisując się na kartach historii jako pierwszy zdobywca większości szczytów zlokalizowanych na terenie Alp Algawskich i autor kultowego dzieła "Aus den Nördlichen Kalkalpen” (dosł. "Na szczytach Północnych Alp Wapiennych), będącego pierwowzorem współczesnych przewodników górskich (taki odpowiednik Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej). Waltenberger, często przedstawiany na początku jako uczeń von Bartha, dla porównania był z wykształcenia inżynierem, geodetą, który zasłynął jako wybitny kartograf oraz rysownik, tworząc mapy i odtwarzając w materiałach pisanych panoramy z algawskich szczytów. Spiehler odegrał jeszcze inną, nie mniej kluczową rolę - oprócz tego że sam aktywnie chadzał po górach (jest np. pierwszym zdobywcą Noppenspitze), to przede wszystkim inicjował budowę wielu schronisk górskich oraz - co kluczowe dla Heilbronner Weg - był pomysłodawcą stworzenia sieci szlaków wysokogórskich (Höhenweg), które miały połączyć ze sobą najbardziej odległe punkty Alp Algawskich i umożliwić poruszanie się między nimi bez konieczności schodzenia w doliny. Można powiedzieć, że był zatem pewnego rodzaju wizjonerem.

W drugiej połowie XIX wieku Alpy Algawskie zaczęły przeżywać swój dynamiczny rozwój. W 1869 r. sekcja Alpenverein w Augsburgu jako pierwsza zaczęła inwestować w infrastrukturę turystyczną na tym obszarze, zaś za nią w przeciągu kolejnych pięciu lat powstały trzy inne sekcje. Rywalizując ze sobą, między 1875 a 1892 r. wybudowały one aż siedem schronisk górskich (wszystkie istnieją do dziś - choć oczywiście w większości zostały przebudowane). Jednak mimo imponującej ich liczby, góry w tym czasie nadal pozostawały pocięte głównie ścieżkami pasterskimi. Ci którzy decydowali się na zdobywanie szczytów (pierwsi zdobywcy, geologowie, botanicy) w zdecydowanej większości poruszali się po zupełnie dzikich terenach. Spiehler pragnął by schroniska stały się ze sobą połączone, w praktyce tworząc możliwość przejścia między szczytami wznoszącymi się na przeciwległych krańcach Alp Algawskich:

Już około 1890 r. miłośnicy gór, wśród których był Anton Spiehler z Kempten, połączyli siły, aby stworzyć sieć szlaków łączących poszczególne szczyty regionu Allgäu. Miało to z jednej strony umożliwić udostępnienie większego obszaru, a z drugiej – zapewnić mniej niebezpieczne trasy również turystom bez doświadczenia górskiego. W tym duchu działały również sekcje z regionu Allgäu położone w pobliżu gór. W ten sposób powstała wspaniała sieć szlaków wysokogórskich od Biberkopfa do Iseleru. Jedną z najpiękniejszych tras miał jednak stać się Szlak Heilbronner Weg.

Tłumaczenie opisu zawartego w Publikacji Jubileuszowej z okazji 50-lecia istnienia szlaku Heilbronner Weg ("Der Heilbronner Weg. Festschrift zum 50 jahrigen Bestehen des Heilbronner Wegs der Sektion Heilbronn des Deutschen Alpenvereins") 

Na przeszkodzie stanęły jednak finanse. W 1892 r., po wybudowaniu Kemptner Hütte, którego notabene pomysłodawcą był właśnie Spiehler, sekcja w Kempten uznała, że nie stać jej na realizację zwłaszcza najbardziej kosztownego odcinka wysokogórskiej trasy, którą była dzisiejsza Heilbronner Weg. O wsparcie zwrócono się do innych sekcji - wpierw do sekcji z Mainz (Moguncji), a następnie do sekcji z Heilbronn. I to właśnie ona zdecydowała się pokryć koszty budowy, co finalnie poskutkowało nazwaniem szlaku na jej cześć.

Umowę na budowę zawarto w sierpniu 1896 r. -  po sześciu lat od udokumentowanie samej idei - zaś prace budowlane trwały niemal dwa lata, o rok dłużej niż planowano, pochłaniając przy tym 8500 marek, co ówcześnie odpowiadało wartości ponad trzech kilogramów czystego złota (obecnie 3 kg złota jest warte mniej więcej 1,5 mln złotych). Oficjalne otwarcie Heilbronner Weg nastąpiło 8 lipca 1899 roku. Niestety, sam Anton Spiehler jej budowy i tym bardziej otwarcia nie doczekał, doznając śmiertelnego zawału serca w 1891 roku, w wieku 42 lat. 

Ikoniczny, ale czy najpiękniejszy?

Biorąc pod uwagę, że w przypadku Heilbronner Weg mamy do czynienia ze szlakiem, którego realizacja wymagała mnóstwo znoju i pieniędzy, a na dodatek, który lada moment będzie świętował już swoje 130-lecie, to zapewne rozumiecie już, dlaczego dziś cieszy się on mianem iście ikonicznego. Czy jednak szlak ten zasługuje na miano nie tylko najbardziej rozpoznawalnego, ale także najtrudniejszego i najpiękniejszego? Rozprawmy się z tą tezą.

Z pięknem wiadomo jak jest, gusta są różne, a w Alpach Algawskich piękno kryje się w różnych ich zakątkach i pod różną postacią. Jednemu przypadnie do gustu śmiało wytyczona Heilbronner Weg, komuś innemu bardziej zapadnie niezwykle różnorodna panorama z Nebelhornu lub Großer Daumena albo jeziorka Rappensee. W tej kategorii trudno dokonywać rozstrzygnięć, ale jednemu natomiast obiektywnie trudno zaprzeczyć: Heilbronner Weg pod wieloma względami daje unikalne w skali Alp Algawskich, wysokogórskie doznania. Żaden inny szlak nie został tu poprowadzony podobną granią lub w jej bezpośrednim sąsiedztwie, w otoczeniu szczytów zajmujących czołowe lokaty w rankingu najwyższych szczytów. Żaden też, jak napisałem na początku wstępu, nie charakteryzuje się taką ciągłością jeśli chodzi o nagromadzenie wyzwań: jeśli nawet w moim odczuciu w Alpach Algawskich spotykałem się z większymi trudnościami, to były one zlokalizowane na krótkim odcinku. Tak jest na przykład z Biberkopfem, wokół którego turyści muszą się zmierzyć z poważnymi wyzwaniami technicznymi, jednak nie da się ukryć: tylko punktowymi. Na Heilbronner Weg pewność poruszania się i odporność na ekspozycję jest niezbędna niemal na całej jej długości. Zatem, jeśli przez piękno rozpatrujemy pewną wyjątkowość, to z pewnością ten warunek jest spełniony. A jeśli na dodatek cenicie wysokogórską surowość i poczucie maleńkości na tle otaczającego świata, no to tak, macie szanse utonąć w zachwycie.

Fakty na temat Heilbronner Weg

  • Szlak znajduje się na pograniczu austriacko-niemieckim, przy czym tylko mniej więcej połowa jest poprowadzona granicą, reszta przebiega w całości po stronie austriackiej (tyrolskiej).
  • Szlak w całości przebiega przez podgrupę Alp Algawskich znaną jako Allgäuer Hauptkamm.
  • Szlak rozpoczyna się na zboczach góry Hohes Licht i kończy na przełęczy Bockkarscharte, choć pojęcie "rozpoczyna się" i "kończy" jest umowne - nie ma tutaj jednokierunkowości.
  • Oficjalnie podawana długość szlaku to 3027 metrów.
  • Zgodnie z wytycznymi obowiązującymi przy budowie, minimalna szerokość ścieżki miała wynosić 60 centymetrów.
  • Na szlaku zainstalowano łącznie 900 metrów lin, co odpowiada ok. 30% jego długości.
  • Szlak w całości wiedzie powyżej 2400 m n.p.m.
  • Najniższy punkt na szlaku znajduje się na wysokości 2432 m n.p.m., najwyższy jego punkt to 2615 m n.p.m.
  • Szlak przechodzi przez dwa szczyty przekraczające 2600 m n.p.m.

Panorama najwyższej części Allgäuer Hauptkamm. Heilbronner Weg rozpoczyna się na zboczach Hohes Lichta i biegnie po przełęcz Bocckarscharte

Przebieg Heilbronner Weg. Praca własna, podkład mapowy: autorzy OpenStreetMap

No dobrze, to opowiedziałem już o opiniach na temat Heilbronner Weg, historii tego szlaku i kulisach jego powstawania, znacie najważniejsze fakty na jego charakterystyki.

Nie przedłużając już wyjątkowego wstępu, chodźmy na szlak!

***

Swoją przygodę z Heilbronner Weg rozpoczynałem w Rappenseehütte. Dokładnie w tym samym miejscu, z którego rok wcześniej planowałem wyruszać w towarzystwie Krystiana i Kamila. Wtedy jednak z powodów zatorów, przejście szlaku musieliśmy odpuścić.

Aby nie dopuścić do powtórki, tym razem podjąłem się wędrówki przy okazji pierwszych dni jesieni. Mimo to starałem się skrupulatnie pilnować dyscypliny, kładąc się spać odpowiednio wcześniej. To oczywiście udanego snu nie gwarantowało, miałem bowiem nocleg w sali wieloosobowej, zatem byłem trochę zależny od swoich tymczasowych towarzyszy.

Rano na śniadaniu byłem obecny tuż po otwarciu kuchni. Warto to zrobić, bowiem zdecydowana większość turystów spożywa posiłki korzystając z usług schroniskowej gastronomii, co oznacza, że jeśli staniemy w kolejce po śniadanie przed pozostałymi gośćmi, to w prosty sposób zwiększamy sobie szanse wyjścia w pierwszej kolejności. W moim przypadku wszystko sprawnie poszło i dzięki temu Rappenseehütte opuściłem krótko po wschodzie słońca.

🚩 Rappenseehütte (2091 m n.p.m.) 07:30

Wczesny poranek, czyli najlepsza pora do wyruszenia na Heilbronner Weg. Za mną Rappenseehütte i jeziorko Kleine Rappensee

Początek drogi to powrót na dobrze znaną już przełęcz Große Steinscharte (2262 m n.p.m.), która o tej porze dnia pozostaje mocno zacieniona. Ten odcinek drogi (formalnie w żaden sposób niezwiązany jeszcze z Heilbronner Weg) jest technicznie bardzo prosty i czytelnie poprowadzony, zatem nawet w warunkach ograniczonej widoczności, świtu lub zmierzchu, trudno tu zgubić drogę.

Początek jest znany już z innych relacji - to droga na przełęcz Große Steinscharte

Po 30 minutach drogi, dotarłem na przełęcz Große Steinscharte. Rozciąga się stąd ekscytujący widok na skalne ściany Steinschartenkopfa i Hohes Lichta, pośród których wprawne oko będzie już w stanie wypatrzyć przebieg Heilbronner Weg i ewentualnie osoby ją przemierzające. 

Osobom z mniej wprawnym wzrokiem lub po prostu amatorom topografii polecam zaopatrzenie się w lekką lornetkę - tutaj wśród turni Allgäuer Hauptkamm może okazać się przydatna nie tylko do obserwacji przebiegu szlaku.

🚩 Große Steinscharte (2262 m n.p.m.) 08:00

Z okolic przełęczy Hohes Licht prezentuje się wyjątkowo monumentalnie

Gr. Steinscharte to jednak widoki nie tylko na Hohes Licht. Patrząc w stronę południowo-zachodnią widziałem oświetlony delikatnym porannym światłem pobliski Hochgundspitze oraz dwa wierzchołki Hochrappenkopfa i Biberkopf.

Trzy szczyty przez które przebiega granica między Niemcami a Austrią

Wytężając mocniej wzrok mogłem natomiast dopatrzeć się szczytów położonych na skraju Verwallgruppe i Lechquellengebirge widocznych ponad pogrążoną jeszcze w ciemności doliną Hochalptal, którą poprzedniego dnia pokonywałem, wspinając się do Rappenseehütte.

Masyw widoczny na ostatnim planie, niemal w prawym górnym rogu, to Wildgrubenspitze, najwyższy w Lechquellengebirge (2753 m n.p.m.)

Przyswoiwszy jedną z pierwszych porcji widoków ruszyłem zgodnie z planem w stronę urwistych grani. Kolejnym etapem podejścia na punkt początkowy Heilbronner Weg było przemierzenie olbrzymiego pustkowia Wiesleskar wypełniającego najwyższe partie Hochalptal, podchodzące wysoko pod szczyt Wilder Mann. Mamy tu zresztą do czynienia z bardzo interesującym topograficznie zjawiskiem - choć mijana przełęcz Gr. Steinscharte rozdziela dwie doliny - Rappenseetal od Hochalptal - to po jednej z jej stron praktycznie nie mamy do czynienia ze spadkiem terenu, wręcz przeciwnie, krótko po jej opuszczeniu szlak zaczyna dalej podchodzić, ocierając się o najwyżej położoną część Hochalptal, znajdującą się na wysokości 2350 m n.p.m.

Raz jeszcze patrzymy na Hochalptal i wznoszące się nad nią od północy szczyty

Miejscami szlak prowadzi tu po olbrzymich skałach, ale znakomita większość to po prostu przejście pośród drobnego rumoszu, którego na tych wysokościach Allgäuer Hauptkamm po prostu nie brakuje, o czym należy pamiętać przygotowując do drogi swój ekwipunek.

Momentami po skałach, a momentami pośród skalnego rumoszu

Po pokonaniu rumowiska skalnego ścieżka doprowadziła mnie do wysianego nadal drobnym materiałem skalnym dość łagodnego grzebienia, który pokonałem zakosami. U progu litej skały, na wysokości przekraczającej 2400 m n.p.m. zatrzymałem się by spojrzeć na dotychczasową drogę przez Gr. Steinscharte i najwyższe partie Hochalptal.

Z tej perspektywy widać o czym wspominałem wcześniej: widoczna na zdjęciu przełęcz, od strony południowo-wschodniej nie jest podcięta wyraźnym uskokiem i płynnie przechodzi w zawieszony nad Hochalptal kocioł polodowcowy

Polecam w tym miejscu stanąć i obejrzeć się za siebie, bo wyżej staje się to już znacznie trudniejsze. O tej porze byłem na szlaku osamotniony, dlatego miałem wymarzone, komfortowe warunki do poruszania się i pieczołowitego fotografowania, ale niezależnie od wszystkiego nawet w takich chwilach stawianie kroków na Heilbronner Weg wymaga skupienia i wzmożonej uwagi.

A zaczęło się to wszystko od tabliczek upamiętniających budowę szlaku oraz znajdującego się dosłownie za pierwszym zakrętem dość łatwego wspinu po skalnej rynnie...

🚩 Początek Heilbronner Weg (2432 m n.p.m.) 08:25

Początek szlaku wyznacza historyczna metalowa tablica z informacją (w języku niemieckim), że szlak jest trudny i poruszanie się po nim wymaga odporności na ekspozycję 

Rynna skalna na początku Heilbronner Weg

Po pierwszych trudnościach ścieżka osiągnęła zaskakująco wygodny i szeroki "parapet". Wkrótce, na wysokości ok. 2460 m n.p.m. minąłem rozdroże, przy którym Heilbronner Weg robi gwałtowny zakos kierując się na północ, zaś dalej w kierunku południowo-zachodnim biegnie droga normalna na Hohes Licht.

Spacer na ten szczyt w tę i z powrotem zajmuje spod rozstajów z reguły mniej więcej trzy kwadranse i dysponując odpowiednim zapasem czasowym warto go włączyć do programu wycieczki. 

Nie mogłem sobie go odmówić i ja, zwłaszcza, że Hohes Licht to najwyższy szczyt Allgäuer Hauptkamm i drugi najwyższy szczyt Alp Algawskich 😉


Co do potencjalnych trudności - jeśli dotarliśmy do rozstajów, to dalsza droga na Hohes Licht jest zaskakująco prosta, choć oczywiście, z uwagi na nagromadzenie rumoszu skalnego, tu też należy zachować ostrożność, tak aby przypadkiem nie obsunąć się do Hochalptal z kamienną lawiną. 


Po wykonaniu trawersu północno-zachodnich zboczy ścieżka doprowadziła mnie do skalnego grzebienia i gwałtownie zmieniła kierunek ukazując nieodległy już szczyt. Także i na tym odcinku trudno było wskazać jakieś obiektywne trudności - miałem wrażenie jakbym je wszystkie miał już za sobą i pokonywał dosłownie - ostatnią prostą. Pod tym kątem Hohes Licht jest dosyć nietypowy, jeśli spojrzeć na inne z wysokich szczytów dostępnych szlakami pieszymi, takie jak: Krottenkopf, Widderstein czy Biberkopf - wszędzie tam w partiach szczytowych czają się jakieś mniejsze lub większe wyzwania.

Zmieniamy kierunek, od tej pory podążając na północny-wschód, z widocznym doskonale wierzchołkiem

Na południu pojawiają się dość znajome sylwetki szczytów Peischelgruppe. Tu masywny Wilder Kasten (2542 m n.p.m.).

Nie natrafiając po drodze na żadne niespodzianki, na wierzchołku zameldowałem się po 20 minutach drogi z rozstajów. Pierwszy szczyt tego dnia zdobyty!

🚩 Hohes Licht (2651 m n.p.m.) 09:10

Wierzchołek Lichta jest chyba najustronniejszym z wysokich szczytów Alp Algawskich

Hohes Licht i tajemnica Allgäuer Hauptkamm

Nieco wcześniej napisałem, że zdecydowałem się opuścić Heilbronner Weg i wypuścić się nieco w bok, tj. na Hohes Licht, tak by móc zdobyć drugi najwyższy szczyt Alp Algawskich i najwyższy szczyt Allgäuer Hauptkamm. Co poniektórzy z Was, przede wszystkim ci znający język niemiecki, przeczytawszy to mogliby poczuć pewnego rodzaju zaskoczenie. Skoro Hohes Licht nie jest najwyższym szczytem Alp Algawskich, to czemu znajduje się na terenie podgrupy, której dosłowne tłumaczenie to "Algawski Grzbiet Główny"?

Wyjaśnienie tej zagadki jest naprawdę prozaiczne. Hohes Licht był bowiem długo uznawany za najwyższy szczyt Alp Algawskich - między innymi w okresie popularyzacji turystyki pieszej pod koniec XIX wieku. Starsze badania jego wysokość określały na 2687 m n.p.m. Dominował on zatem w sposób całkiem wyraźny - w tym samym czasie Krottenkopf, obecny lider, miał wznosić się na 2655 m n.p.m. Zmiana nastąpiła na przełomie pierwszej i drugiej dekady XX wieku, kiedy w wyniku pomiarów określoną nową wysokość Lichta na 2652 m n.p.m., co było już wartością bardzo zbliżoną do obecnie obowiązującej.

Steinschartenkopf i Bockkarkopf przez które przebiega Heilbronner Weg, a zanimi szczyty Algawskiego Triumwiratu, czyli Hochfrottspitze, Madelegabel (przysłonięty) i Trettachspitze

Na Lichcie nie mogłem zabawić długo, bo miałem przed sobą całą grań do pokonania i przede wszystkim świadomość, że z każdą minutą będzie przybywać na niej ludzi. Niemniej jednak, w trakcie krótkiego pobytu udało mi się wyłapać jedną cechę w lokalnej panoramie cechę, która Hohes Licht wyróżniała na tle innych szczytów Alp Algawskich - zdecydowanie wydała mi się ona bardzo, może nawet najbardziej, wysokogórska ze wszystkich oglądanych wcześniej panoram.

I teraz krótkie wyjaśnienie co mam na myśli. Otóż tutaj z perspektywy wierzchołka mamy wokół siebie naprawdę surowy krajobraz po niemal każdej stronie świata. I tak, jestem pewny, że nie każdemu przypadnie on do gustu, bo ten krajobraz jest nieco dramatyczny, wręcz nawet zdaje się pozbawiony życia. I nie, wcale nie wynika to tylko z osiąganej wysokości - przykładowo otoczenie Krottenkopfa (najwyższego szczytu Alp Algawskich) jest pod tym kątem dużo bardziej żywe. 

Oprócz swej surowej, wysokogórskiej panoramy na sąsiednie fragmenty Alp Algawskich jednoznacznie na plus trzeba zapisać to, że Hohes Licht jest świetnym punktem widokowym na inne pasma górskie (choć w moim przypadku widok ten był trochę ograniczony). A nadto wszystko - bardzo ciężko stąd dostrzec (ja miałem dodatkowo ułatwione zadanie bo przejrzystość nie była idealna) - ludzkie siedziby. To ostatnie jest zawsze dla mnie dodatkowym atutem.


Muttekopf (2431 m n.p.m.) ciosany przez lasery świetlne. Z kolei bardziej w lewo stożkowaty Rothorn (2393 m n.p.m.)

Południowa grań Hohes Lichta dająca za przełęczą Hochalpscharte (2435 m n.p.m.) początek Peischelgruppe. Z prawej strony jej najwyższy szczyt, Ellbogner Spitze (2552 m n.p.m.), który mogliście zobaczyć w relacji z wędrówki doliną Hochalptal

Po drugiej stronie Hochalptal wznosi się z kolei Biberkopf (2599 m n.p.m.) - szczyt wieńczący Allgäuer Hauptkamm

Symbol zachodniej części Alp Algawskich, i najwyższy szczyt podgrupy Walsertaler Berge, Großer Widderstein, mimo przeciętnej przejrzystości doskonale się prezentował 

Zachodnia część Allgäuer Hauptkamm: na zdjęciu obok Biberkopfa także Hochrappenkopf i Rappenseekopf

I dla porównania jeszcze wschodnia część Allgäuer Hauptkamm, prezentowana częściowo już wcześniej

Mając jako tako utrwaloną w głowie panoramę ze szczytu, zjadłem kilka żelków, poprosiłem o pamiątkowe zdjęcie i z kilkoma kadrami swojej własnej osoby dziarsko zacząłem schodzić. Do węzła szlaków powróciłem po upływie kwadransa, gdzie zadowolony stwierdziłem, że wejście na Hohes Licht przebiegło zgodnie z planem, co więcej nie czułem, że nadwyrężyło moje siły. Można było teraz skupić się na podstawowym zadaniu - przejściu Heilbronner Weg!

Widok spod rozstajów w stronę Kleine Steinscharte i wierzchołków Steinschartenkopfa. Przebieg Heilbronner Weg widać tu gdy popatrzymy na piargi zlokalizowane z prawej strony zdjęcia

Początkowo, kiedy trawersowałem tym razem północno-zachodnie zbocze Lichta, znów szedłem po drobnym rumoszu skalnym. Im bliżej było jednak przełęczy Kleine Steinscharte, zbocze zwężało się i zmuszało do prostej, acz momentami naprawdę eksponowanej wspinaczki - tutaj perć "nie bierze jeńców" i bardzo szybko weryfikuje zdolność adaptacji turysty do poruszania się nad rosnącą przepaścią.

Na trudniejszych odcinkach poruszamy się przylepieni do skały, wspomagając zamontowanymi tutaj linami

Heilbronner Weg z bliska

Jeszcze przed samą Kleine Steinscharte szlak doprowadził mnie do pierwszej z trzech głównych atrakcji Heilbronner Weg, czyli Heilbronner Thörle - niewielkiego okna skalnego, przez które każdy turysta musi się jakoś przecisnąć.

🚩Heilbronner Thorle (ok. 2529 m n.p.m.) 10:10

Pierwsza z głównych atrakcji szlaku - okno skalne

Spojrzenie na okno od drugiej strony - tutaj jest mniej miejsca na wymijanie się

Po drugiej stronie okna skalnego stanąłem ponownie na wąskiej krawędzi zawieszonej ponad pustkowiem Hochalptal, dostrzegając zarazem znajdującą się na wyciągnięcie ręki Kleine Steinscharte oraz górujące nad nią od wschodu wierzchołki Steinschartenkopfa - wierzchołek południowy - niższy (2597 m n.p.m.) i północny, główny (2615 m n.p.m.).

Wcięcie w grani widoczne z prawej strony to właśnie Kleine Steinscharte (2541 m n.p.m.). Nad nią wierzchołki Steinschartenkopfa - bliżej znajduje się wierzchołek południowy

Dostęp do przełączki jest utrudniony, bo podłoże się tu bardzo mocno osypuje. Heilbronner Weg przechodzi minimalnie poniżej jej poziomu, natomiast właściwe siodło przełęczy pozostaje dostępne dla osób poruszających się szlakiem doprowadząjącym do Heilbronner Weg z Holzgau przez Hohenbachtal i jej odnogę Schochenalptal, o którym zresztą wspominałem w jednej z poprzednich relacji.

Sama Kleiner Steinscharte rozdzielająca od siebie masywy Hohes Lichta i Steinschartenkopfa (odpowiednio 2. i 6. miejsce w Alpach Algawskich) jest natomiast najwyżej położoną przełęczą w Alpach Algawskich dostępną szlakiem pieszym i przy okazji także najwyżej położoną przełęczą w ogóle!

Skały na lewo ode mnie opadają spod Steinschartenkopfa, zaś widoczne przede mną - z masywu Lichta

Ponieważ nie przekroczyłem grani, to z rozstajów u stóp Kleine Steinscharte ścieżka prowadziła mnie cały czas po zachodniej stronie grzbietu, trawersując teraz południowy wierzchołek Steinschartenkopfa. Naprzemiennie skakałem tu między rumoszem skalnym a kamiennymi stopniami. Było wąsko, ale nadal pozostawał to dla mnie stosunkowo łatwy odcinek (pamiętajcie, to moje prywatne opinie!), wymagający po prostu odporności na ekspozycję i pewnego kroku.

Rotgundspitze (2485 m n.p.m.) - widoczny na pierwszym planie - i położony w bocznej grani Linkerskopf (2459 m n.p.m.) - najwyższy trawiasty szczyt w Alpach Algawskich, górujący zresztą po północno-wschodniej stronie schroniska Rappensee (Rappenseehütte). Na dalszych planach szczyty Walsertaler Berge

Podobnie jak Orla Perć, także i Heilbronner Weg, choć uważana za szlak graniowy, dużo czasu spędza nie na samym grzbiecie lecz pod jego linią

Stopniowo oddalamy się do masywu Lichta. Biberkopf aż po Steinschartenkopf pozostaje dobrze widoczny

Od trawersu znacznie bardziej ekscytujące wydawało się natomiast nadchodzące przejście przez wyższy wierzchołek, przez który Heilbronner Weg centralnie przechodzi. Z daleka widać już było poruszających się po grani turystów - powiedzcie sami, czy nie wygląda to naprawdę obiecująco? 😉

Turyści na grani Steinschartenkopfa

Ale zanim miałem posmakować atrakcji właściwego szczytu Steinschartenkopfa, musiałem wdrapać się na przełączkę rozdzielającą oba wierzchołki (2574 m n.p.m.) otoczoną przez wapienne iglice, za którą ścieżka przeskoczyła po raz pierwszy tego dnia na wschodnią stronę grani.

Pobudzające wyobraźnię skalne kształty w masywie Steinschartenkopfa

Po przekroczeniu grani na trasie pojawia się chłopek skalny, rozmiarem nieco podobny do tego ze Zmarzłej Przełęczy

Przeszedłem obok chłopka skalnego i chwilę później moim oczom ukazała się druga z atrakcji Heilbronner Weg - kilkunastometrowa drabinka prowadząca na wierzchołek Steinschartenkopfa. To co moi mili, wchodzimy? 😎

Drabinka jest nieco dłuższa niż ta na Koziej Przełęczy, ale nie wisi za to tak nad przepaścią jak jej tatrzańska siostrzyczka

Drabinka wydawała się być stabilna i sprawie czmychnąłem na jej drugi koniec. Po postawieniu obu stóp na płaskiej skale, rozejrzałem się i skonstatowałem, że miejsce w którym stałem, było tak naprawdę fragmentem wierzchołka Steinschartenkopfa. A zatem: szósty szczyt Alp Algawskich zdobyty!  

Miejsca wokół było bardzo niewiele, ale szczęściarze, którym dane będzie się tu zatrzymać, z pewnością docenią kapitalny widok grani prowadzącej aż po łatwo rozpoznawalny za sprawą krzyża wierzchołek Hohes Lichta, na którym sam bawiłem jakąś godzinę wcześniej.

🚩Steinschartenkopf (2615 m n.p.m.) 10:40

Kto pokona drabinkę będzie mógł się cieszyć widokiem ze Steinschartenkopfa, a ten jest absolutnie kapitalny!

Perć kontynuowała swój bieg poruszając się grzbietem Steinschartenkopfa na wschód, którego uskoki i wynikające z nich trudności pokonywała spektakularnie wyglądającym na zdjęciach mostkiem, stanowiącym trzecią ikoniczną atrakcję Heilbronner Weg. W rzeczywistości teren, ponad którym go przerzucono nie wydaje się aż tak skomplikowany, ale z pewnością jego pokonanie w ten sposób daje dużo frajdy. 

Ubezpieczony mostek na grani Steinschartenkopfa z widokiem na obie strony grani

Wkrótce grzbiet Steinschartenkopfa powtórnie gwałtownie się załamał, na co ścieżka zareagowała kilkoma serpentynami. To widowiskowy moment szlaku - zobaczyłem przed sobą rozległe usypiska opadające do Socktal - fragmentu doliny Schochenalptal - a ponad nimi wyrastał dość odległy masyw Bockkarkopfa i jeszcze dalej - szczyty Algawskiego Triumwiratu.

Czym jest Algawski Triumwirat? 

To określenie, nawiązujące do słynnego triumwiratu z Alp Berneńskich (Jungfrau, Mönch i Eiger) dotyczy trzech szczytów, tworzących razem najbardziej majestatyczne gniazdo górskie w Alpach Algawskich. Do tego prestiżowego grona zalicza się: Hochfrottspitze (2648 m n.p.m.), Mädelegabel (2645 m n.p.m.) i Trettachspitze (2595 m n.p.m.).

Zbocze Steinschartenkopfa urywa się ogromnymi piargami do Socktal, na stronę którą przez dłuższą chwilę szlak schodzi. W tle ukazuje się, po raz pierwszy z perspektywy Heilbronner Weg, Bockkarkopf i szczyty Algawskiego Triumwiratu 

Serpentyny sprowadziły mnie do przełęczy rozdzielającej Steinschartenkopf od Wilder Manna,  za którą czekał mnie trawers - drugi ze wspomnianych szczytów ścieżka niestety pomija, choć wejście na jego zwornikowy wierzchołek - szczyt ten leży już w grani głównej - jest proste technicznie. W zamian, po osiągnięciu granicy trawers się skończył a  ścieżka rozpoczęła dynamiczne zejście w kierunku przełęczy Socktalscharte (2446 m n.p.m.) miejscami prowadzące ponownie wśród fajnie wyrzeźbionej skały...  

W stronę Socktalscharte schodzi się po świetnie wyrzeźbionej skale

Socktalscharte jest najniżej położoną przełęczą, przez którą przebiega na swoim graniowym Heilbronner Weg, i po dość długim okresie schodzenia, musiałem na niej na chwilę przystanąć. Przełęcz ta jest zresztą dobrym do tego miejscem, dzielącym szlak na dwa mniejsze etapy. Etap pierwszy, który miałem za sobą, to przejście przez Steinschartenkopf, etap drugi miał mnie zaprowadzić przez Bockkarkopf do kresu perci na Bockkarscharte.

🚩Socktalscharte (2446 m n.p.m.) 11:15

Po zjedzeniu przekąski w postaci kabanosów i orzechów, ruszyłem na podbój Bockkarkopfa. Szybko okazało się, że emocje gwałtownie rosną i odcinek jest naprawdę arcyciekawy, bowiem mimo początkowego poruszania się ściśle granią, wzdłuż granicy (ładny widok na zbocze Wilder Manna, którym schodziłem krótko wcześniej), Heilbronner Weg przeskoczyła chwilę później na stronę północną (niemiecką), rozpoczynając trawers po miejscami naprawdę przepaścistym terenie ponad czeluścią Hinteres Bockkar.

Hinteres Bockkar, Bockkarkopf - ale to już było...

Planując wycieczkę z dużym prawdopodobieństwem rzucą nam się w oczy obco brzmiące nazwy. Hinteres Bockkar, Bockkarkopf... Jak to w ogóle zapamiętać?

Tymczasem nazwy te są naprawdę bardzo swojskie, a jedynie zapisane w obcym, niemieckim języku. Sednem do zrozumienia jest ukryte w tych nazwach słowo "Bock" odnoszące się do koziorożców alpejskich. Bockkar, to po prostu "Kozi Kocioł" a Hinteres Bockkar, to Zadni Kozi Kocioł, co od biedy uznać by można było nawet za tutejszą Zadnią Kozią Dolinkę. Bockkarkopf to z kolei dosłownie "Głowa nad Kozią Dolinką", co w nomenklaturze tatrzańskiej należałoby przetłumaczyć raczej jako Kopę nad Kozią Dolinką albo Czubę nad Kozią Dolinką.

Dobrym rozwiązaniem jest również wstrzymanie się z przerwą w siodle Socktalscharte i podejście kilkadziesiąt metrów wyżej. Heilbronner Weg mija ustronne miejsce na przerwę z doskonałym widokiem na zbocza Wilder Manna

Zbliżenie na turystów trawersujących wierzchołek Wilder Manna, ponad serpentynami sprowadzającymi do siodła Socktalscharte. Z lewej Steinschartenkopf

Przejście z grani na północno-zachodnią, niemiecką stronę. To moim zdaniem najtrudniejszy fragment Heilbronner Weg między Steinschartenkopfem a Bockkarscharte z uwagi na mocno eksponowane i wąskie odcinki

Przyprawiające na tym odcinku o zawrót głowy różnice wysokości są moim zdaniem odczuwalne jak nigdy dotąd (na Heilbronner Weg) za sprawą stromizny zachodnich zboczy i głęboko wciętej Stillachtal oraz jej górnych odcinków: Rappenseetal i Bächerloch. Na krótkim, ok. 2 kilometrowym odcinku w linii prostej różnica wysokości wynosi 1300 metrów, a na czterokilometrowym - potrafi sięgać nawet 1700 metrów.

Jakby tego było mało, to niezależnie od różnic wysokości, widoki są po prostu bajeczne. Wszystko dlatego, że w przeciwieństwie do widoków z pierwszego etapu Heilbronner Weg, tutaj na grani wysokogórskie surowe klimaty przeplatają się z bliskością trawiastego masywu Linkerskopfa (2459 m n.p.m.) i sielskimi krajobrazami Walsertaler Berge, wcześniej nieco przysłoniętymi.

Z tego miejsca ponownie widzimy Rotgundspitze i Linkerskopf, ale zwłaszcza ten drugi, w zdecydowanie bardziej atrakcyjnej dla oka formie. Ostatni plan to ponownie szczyty Walsertaler Berge

Widok w stronę niewidocznej Socktalscharte, z której podążałem. Nad niewidoczną przełęczą Wilder Mann i jego dwa wierzchołki - wschodni (2579 m n.p.m.) w środkowej części zdjęcia oraz zachodni (2530 m n.p.m.) znajdujący się z prawej części zdjęcia

Trudniejszy odcinek Heilbronner Weg obchodzący ostrze grani pod Bockkarkopfem

Wkrótce ścieżka ponownie wychodzi na otwartą grań, sygnalizując że zbliża się do wierzchołka Bockkarkopfa. Widoki z każdym krokiem stają się coraz bardziej onieśmielające...

Oświetlone zieleniutkie łąki w dolinie Stillachtal, położone są 1700 metrów poniżej linii szczytu

Tym razem do wierzchołka Bocckarkopfa jest już naprawdę blisko. Z lewej smukła turnia Trettachspitze, czyli najniższy z trzech szczytów Algawskiego Triumwiratu

W dużo łatwiejszym już terenie wydostałem się na wierzchołek Bockkarkopfa otrzymując w zamian kolejny do kolekcji widok na Algawski Triumwirat, choć z tej perspektywy ograniczony przede wszystkim do majestatycznego Hochfrottspitze (2649 m n.p.m.). 

Przede wszystkim jednak trzeci szczyt przekraczający 2600 m tego dnia, a przy okazji także kolejny szczyt z listy 10 najwyższych, odhaczony!

🚩Bockkarkopf (2609 m n.p.m.) 11:55

Stamtąd przyszedłem. Grań opadająca w stronę niewidocznej stąd Socktalscharte, dalej spłaszczony główny  wierzchołek Wilder Manna, słabo widoczny z tej perspektywy Steinschartenkopf i dla kontrastu odpowiednio wyeksponowany jak przystało na drugi najwyższy szczyt Hohes Licht. Na zdjęciu odnajdziecie także Ellbogner Spitze (z lewej strony, ostatni plan) i Biberkopf - z prawej strony zdjęcia, także ostatni plan

Hohes Licht widziany okiem teleobiektywu

A tam krówki muczą i róże alpejskie kwitną. Szczyty Walsertaler Berge

Rzut okiem na widok w stronę doliny Stillachtal i niewidocznego przy tej przejrzystości Oberstdorfu

Trettachspitze i Hochfrottspitze

Jeśli chodzi o widoki, to trudno nie zaliczyć ich do naprawdę fascynujących. Panorama z Bockkarkopfa jest bardzo zróżnicowana - w zasięgu wzroku dojrzymy zarówno potężne poszarpane granie, bujną zieleń alpejskich łąk czy cieniste doliny. Tych dwóch ostatnich tu na Bockkarkopfie z pewnością dostrzeżemy więcej niż na Hohes Licht, podobnie jak zabudowań. Niemniej różnica wysokości między punktem, z którego spoglądamy a ludzkimi siedzibami, jak już wspomniałem, jest naprawdę imponująca - wytrawny turysta poruszający się jedynie pieszymi szlakami większą przepaść tu w Alpach Algawskich zobaczy jedynie z wierzchołka Mädelegabel (alpiniści mogą jeszcze się wdrapać na szczyt Trettachspitze), który znajduje się jeszcze minimalnie bliżej Birgsau i Oberstdorfu.

Oczywiście, żebyście mnie też dobrze zrozumieli, wiadomo, są w Alpach miejsca gdzie różnice wysokości są jeszcze bardziej wyraźne, ale jak na skalę tutejszych szczytów - sięgających ok. 2600 m n.p.m. - są one naprawdę duże. Dla porównania różnica wysokości między Łomnicą (szczytem) a Tatrzańską Łomnicą (miasteczkiem) to ok. 1750 metrów wysokości na długości prawie 6 km w linii prostej, między Małym Gerlachem a Tatrzańską Polanką na długości 5,5 km ok. 1600 metrów wysokości. Tutaj taka sama różnica wysokości (ok. 1600 metrów) zachodzi nawet na długości ok. 4 kilometrów w linii prostej.

W dole Waltenberger Haus (2085 m n.p.m.), Berge der guten Hoffnung (Szczyty Dobrej Nadziei; 2381 i 2372 m n.p.m.) oraz zygzaki szlaku prowadzącego ze schroniska na Bockkarscharte)

Z uwagi na odrobinę wolnej przestrzeni oraz świadomość, że niżej znajduje się popularne rozdroże, postanowiłem spocząć na chwilę. W trakcie mojego pobytu na szczycie chmury przysłaniały nieco szczyty Hornbachkette, takie jak Krottenkopf, toteż nie mogłem niestety w pełni nacieszyć się widokami. Pochmurna aura bardzo dobrze wpasowywała się jednak w tutejszy surowy klimat i dodawała mu jeszcze więcej animuszu... 

Końcówka Heilbronner Weg - zejście do Bocckarscharte

Grań po północno-wschodniej stronie szczytu okazała się być znacznie mniej wymagająca, toteż Heilbronner Weg sprowadziła mnie na przełęcz wiodąc po samym jej czubku. Ten bardzo piękny fragment przypominał mi odrobinkę drogę na Triglav - podobna skała, podobne zabezpieczenia umożliwiające wpięcie się - jedynie panoramy w tle nieco inne, w pewnym sensie może nawet lepsze, bo jednak Bockkarkopf nie dominuje jak Triglav ponad resztą w sposób absolutny - co w konsekwencji doprowadza do delikatnego spłaszczenia pozostałych szczytów. W Heilbronner Weg pod tym kątem po raz kolejny odnalazłem pewne podobieństwo do Orlej Perci - obie nie wiodą po "dachu świata", ale pozwalają obserwować inne, również wyższe szczyty. W przypadku Orlej jest to znacznie bardziej widoczne, bo tych wyższych szczytów widać co nie miara, ale i tu na Heilbronner Weg, sąsiedztwo Hochfrottspitze, który ścieżka pomija, oraz widocznych na dalszych planach innych szczytów 2,5 i 2,6-tysięcznych sprawia, że czuje się nie tylko radość z samego marszu wysoko w górach, ale także z tego, że jest wokół na czym oko zawiesić.   

Północno-wschodnia grań Bockkarkopfa dostarcza bardzo wiele frajdy

Tym jakże miłym graniowym akcentem na zakończenie przygody z Heilbronner Weg, po około czterech godzinach, w trakcie których wdrapałem się także na Hohes Licht, szczęśliwy dotarłem na miejscowe Krzyżne, czyli przełęcz Bockkarscharte (dosł. Przełączka nad Kozią Dolinką 😉).

🚩Bockkarscharte (2504 m n.p.m.) 12:30

Krajobraz przełęczy Bockkarscharte jest nieco przyćmiony ścianą Hochfrottspitze

To popularne miejsce, bowiem podobnie jak w przypadku Socktalscharte, także i tutaj kończy się szlak doprowadzający do Heilbronner Weg od strony Waltenberger Haus. Różnica Bockkarscharte nad Socktalscharte polega jednak na tym, że znajduje się ona na finiszu Heilbronner Weg, przez co ze zrozumiałych powodów zdecydowanie więcej osób opuszcza grzbiet lub się z nim wita właśnie w tym miejscu. Tak robiłem i ja w trakcie wędrówki na Mädelegabel dwa lata wcześniej.

Bockkarkopf i rozdroże na Bockkarscharte

Oczywiście można zaplanować zejście z grzbietu już w tym miejscu, ale absolutnie fantastycznym przedłużeniem przygody z Heilbronner Weg jest kontynuacja marszu w stronę Kemptner Hütte. Ma to rozmaite zalety, a pierwsza z nich daje o sobie znać dosłownie chwilę po tym jak opuścimy przełęcz. 

Cóż to zatem takiego? Takim miejscem, które idealnie wpasowuje się w wysokogórski charakter Heilbronner Weg, są resztki lodowca Schwarzmilzferner - jednego z najniżej położonych lodowców w całych Alpach.

Wraz z widokiem resztek lodowca wyłania się także panorama niewidocznego wcześniej Mädelegabel, trzeciego ze szczytów Triumwiratu

O tym jak to się stało, że na wysokości ok. 2400 m n.p.m. tak długo uchował się lodowiec, szeroko pisałem przy okazji wejścia na Mädelegabel, dlatego zainteresowanych po prostu odsyłam do tej relacji.

Tymczasem pokonałem długi na niespełna 150 metrów odcinek prowadzący po masie lodu i znalazłem się na zboczu skalnej grzędy opadającej spod Mädelegabel, gdzie znajduje się oznaczone odejście szlaku na ten czwarty co do wysokości szczyt Alp Algawskich. Jeśli dysponujecie długim, pogodnym dniem i macie siły, to wizytę na wierzchołku możecie połączyć z przejściem Heilbronner Weg, podobnie jak wejście na Hohes Licht. Szczyt ten jest świetnym punktem widokowym, dlatego rekomenduję.

Schwarzmilzferner z drugiej strony, tym razem w towarzystwie Hochfrottspitze

Tymczasem po przejściu wspomnianego rozdroża szlak dostarczył kolejny, niezliczony już tego dnia, świetny widok na coraz bliższy kraniec Allgäuer Hauptkamm i szczyty pogranicza sąsiedniego Hornbachkette. W panoramie tej dominuje przede wszystkim Großer Krottenkopf, ale całkiem ładnie prezentuje się także Ramstallspitze, którego nazwa zawsze kojarzy mi się z zespołem Rammstein 😋

Po raz pierwszy tego dnia - szczyty Hornbachkette. Przede wszystkim Krottenkopf i Ramstallspitze

I choć jeszcze chwilę wcześniej szlak prowadził skrajem pozostałości lodowca, uzmysławiając surowe warunki, to wraz z wyniosłym Krottenkopfem moim oczom ukazała się pysznie zielona okolica jeziorka Schwarzmilzsee, już z daleka zapraszająca na piknik. Nad nią wznosił się masyw Kratzera (2428 m n.p.m.), zamykający ciągnący się od Biberkopfa ciąg szczytów-gigantów Allgäuer Hauptkamm.

W Alpach Algawskich teleport jest niepotrzebny 😉 Gwałtowne zmiany krajobrazu przychodzą często niespodziewanie

Olbrzymim i miejscami mało przyjemnym rumowiskiem zszedłem na poziom stawu, z przyjemnością oddając się w ręce tutejszej zieleni. Wspaniale było się tutaj nie tylko znaleźć, ale również po raz kolejny doznać refleksji na temat wybornej "warstwowości" Alp Algawskich, które potrafią kryć takie o to niespodzianki na wysokości powyżej 2200 m n.p.m.

Od tej pory do końca dzisiejszej wycieczki będziemy już wędrować w otoczeniu zieleni

A przy okazji warto nadmienić, że z miejsca w którym się znajdujemy, jest już naprawdę niedaleko również do sielskich szczytów Hofätsgruppe

Opuszczając okolice jeziora pokonałem przełęcz Kratzerjoch (2220 m n.p.m.), rozpoczynając trawers położonych już w masywie Kratzera, niewybitnych trawiastych czub (2261 m n.p.m. i 2304 m n.p.m.). W pewnym momencie ich trawers się skończył, a ścieżka doprowadziła mnie do podnóża zachodniego, wyższego szczytu Kratzera (2428 m n.p.m.) i, co charakterystyczne, zmieniła kierunek, otwierając przede mną nowe widoki. Tym samym tego dnia dotarłem do jednego z moich ulubionych widokowych miejsc - wprawdzie nieoznaczonego żadną konkretną nazwą - ale absolutnie fenomenalnego.

Jeszcze trochę bajkowych krajobrazów w sąsiedztwie Kratzerjoch

Miejsce to jak powiedziałem nie jest konkretną przełęczą ani tym bardziej szczytem, jest niewielkim wypłaszczeniem na południowych zboczach Kratzera, opadających do dolinki Karlestal (czy szerzej: Schochenalptal). Rozciąga się stąd absolutnie najlepszy między Rappenseehütte a Kemptner Hütte widok na Algawski Triumwirat, czyli imponujące trio wspominanych w relacji szczytów: Hochfrottspitze (2649 m n.p.m.), Mädelegabel (2644 m n.p.m.) i Trettachspitze (2595 m n.p.m.). Ze względu na to, że dwa pierwsze położone są niemal w jednej linii z Bockkarkopfem, Steinschartenkopfem i Hohes Lichtem, to na większości długości trasy są one widoczne fragmentarycznie. Tu pod Kratzerem możemy podziwiać je w całości.

Ogromnym plusem kontynuacji spaceru z Bockkarscharte w stronę Kemptner Hütte jest możliwość przejścia przez ten punkt widokowy. Tu, spod Kratzera, widok jaki roztacza się na szczyty Algawskiego Triumwiratu jest obłędny

Co więcej, z opisanego punktu widokowego dojrzeć można także pozostałe odwiedzane w ramach Heilbronner Weg szczyty - Bockkarkopf i Steinschartenkopf - oraz Hohes Licht. Są one dość mocno przysłonięte przez południowe zbocza Hochfrottspitze i Mädelegabel, ale przy odrobinie dobrej pogody na pewno je dostrzeżecie.

Tu jeszcze w zestawieniu ze szczytami odwiedzanymi tego dnia. Podsumowując, od lewej: Hohes Licht (2651 m n.p.m.), Steinschartenkopf (2615 m n.p.m.), Bockkarkopf (2608 m n.p.m.), Hochfrottspitze (2648 m n.p.m.), Mädelegabel (2645 m n.p.m.) i Trettachspitze (2595 m n.p.m.)

Ostatnim elementem tutejszej panoramy są szczyty Peischelgruppe, które są oczywiście widoczne niemal na każdym kroku w trakcie przygody z Heilbronner Weg, ale często umykają w natłoku innych atrakcji. Tu pod Kratzerem mamy amfiteatralny widok ze sceny: z prawej strony widzimy Algawski Triumwirat i grań aż po Hohes Licht, z lewej ciąg szczytów Peischelgruppe. I co ważne, patrzymy z perspektywy nieco ponad 2200 m n.p.m.! To sprawia, że te szczyty, przekraczające 2400 m n.p.m. robią na obserwatorze też spore wrażenie, zwłaszcza że za punkt odniesienia możemy też przyjąć widoczne miejscami dno doliny Schochenalptal.

Szczyty Peischelgruppe układają się tak: Muttekopf (2431 m n.p.m.), Wildmahdspitze (2489 m n.p.m.), Wilder Kasten (2542 m n.p.m.), Peischelspitze (2512 m n.p.m.) i na końcu - Ellbogner Spitze (2552 m n.p.m.)

Napatrzyłem się z lubością na ten wyborny dla oczu kadr i podreptałem opustoszałą na nowo ścieżką, która ponownie zmieniła kierunek, na nowo ukazując mi Krottenkopf i jego zachodnią ścianę. Szczyt ten z pewnością nie ma łatwego życia, bo atrakcyjnych wizualnie gór w Alpach Algawskich nie brakuje. W jego przypadku bez wątpienia ta właśnie perspektywa należy do najatrakcyjniejszych.

Najwyższy szczyt Alp Algawskich, Großer Krottenkopf (2656 m n.p.m.) z bliska. 

Po przejściu przez, południowe tym razem, zerwy Kratzera ścieżka wyraźnie zaczęła wytracać wysokość i wkrótce ujrzałem szeroką przełęcz Mädelejoch - granicę między Allgäuer Hauptkamm i Hornbachkette. Nad nią wznosiła się rozpoznawalna, rogata para Krottenspitze-Öfnerspitze - kulminacyjny widok tego pięknego dzionka.

Jak przystało na granicę między dwiema najwyższymi podgrupami, Mädelejoch to wyraźna i głęboka przełęcz

Samej przełęczy nie odwiedziłem - ścieżka pomija ją przechodząc po zobczu Kratzera. Mając cały czas obok siebie imponujące skalne ściany na wyciągnięcie ręki schodziłem sobie zatem bezpośrednio w stronę widocznego już doskonale Kemptner Hütte, które tego dnia stanowiło metę mojej wędrówki.

Widok z przełęczy na stronę doliny Trettachtal, na pierwszym planie Kemptner Hütte, meta mojej dzisiejszej wędrówki

Okolice Kemptner Hütte także mają swój niepowtarzalny urok i warto je odwiedzić w trakcie pobytu w Alpach Algawskich. Pomimo tego, że nie znajdziecie w jego sąsiedztwie żadnego jeziora jak w przypadku Rappenseehütte, to ogromną zaletą tego miejsca jest jego odgrodzenie od świata - tak, w zasadzie nie ma żadnej możliwości dostrzec bez wyraźnego oddalania się od budynku, domów czy innych zabudowań. Z tarasu schroniska dojrzycie natomiast Mädelejoch i pogranicze dwóch najwyższych części Alp Algawskich.

Z tego powodu pamiętajcie też, że podobnie jak Rappenseehütte, tak i Kemptner Hütte należy do wysoce obłożonych schronisk w sezonie. Jest ono bowiem świetną bazą wypadową tak w stronę szczytów Allgäuer Hauptkamm, jak i Hornbachkette, przede wszystkim na Großer Krottenkopf, który zresztą mogliście zobaczyć na zdjęciach w trakcie zejścia do Kemptner Hütte. Jego zdobycie można połączyć z wizytą na Heilbronner Weg.

🚩Kemptner Hütte (1890 m n.p.m.) 15:20


Widoki na szczyty Hornbachkette (z prawej, wznoszący się najbliżej przełęczy Muttlerkopf; 2366 m n.p.m.). To już jednak temat na inną relację

Tego dnia Kemptner Hütte było punktem końcowym mojej wędrówki, której główną bohaterką była Heilbronner Weg. Oczywiście tak być nie musi - aby wrócić w okolice Oberstdorfu trzeba przez wąwóz Sperrbachtobel zejść do doliny Trettachtal i próbować łapać autobus linii 7 ze Spielmannsau. Opis tego odcinka znajdziecie w relacji z Madelegabel, o której już wcześniej wspominałem LINK.

Podsumowując natomiast wrażenia z wędrówki, przede wszystkim z nieznanego mi wcześniej odcinka, czyli Heilbronner Weg:

Wycieczka podobała mi się bardzo. Była różnorodna w każdym tego słowa znaczeniu. Tutejsze krajobrazy wiele razy się zmieniały, otrzymałem szeroki przekrój widoków, na w zasadzie wszystkie sąsiednie podgrupy Alp Algawskich (Walsertaler Berge, Hornbachkette), co przełożyło się na to, że podziwiałem dzięki temu dziesiątki fantastycznych tutejszych szczytów. Sama perć dostarczała też różnych atrakcji: od skalnego okna, przez drabinkę, mostek, ubezpieczone granie, trawersy, z odrobiną lekkiej wspinaczki na zejściu ze Steinschartenkopfa i Wilder Manna.

Tak jak napisałem na początku - czy jest to najtrudniejszy szlak Alp Algawskich? Całościowo może tak, punktowo - raczej nie. Oczywiście trudności z nim związane będą rosły w zależności od tego jaki styl przechodzenia Heilbronner Weg sobie wybierzemy. Jeśli będziecie próbować przejść ją w ciągu jednego dnia, co z pewnością odradzam, to z pewnością da Wam do wiwatu, bo będzie to naprawdę całodzienna i bardzo wymagająca kondycyjnie tura. Jeśli zapewnicie sobie jeden lub nawet dwa noclegi - to z pewnością zwiększy Wasze szanse na lepszą pogodę, mniejsze tłumy i mniejsze zmęczenie. A przy okazji pozwoli zdobyć jeszcze jakiś inny szczyt w sąsiedztwie.

Czy z mojej perspektywy jest to szlak trudniejszy od Orlej Perci? Jednoznacznie uważam, że nie. Orla jest dłuższa i przez to jeszcze bardziej wyczerpująca, a jej fragmenty (a nie przeszedłem jej nigdy w całości) w mojej ocenie trudniejsze technicznie, bo wymagające w wielu miejscach sprawnego poruszania się po skale, którego tutaj jest niewiele. Ślad Heilbronner Weg jest na tyle dobrze utrzymany, że po prostu czujecie jakby ktoś Was cały czas prowadził, trudno jest zabłądzić. Czy to daje fory? Absolutnie nie, Heilbronner Weg nie wolno lekceważyć, odporność na ekspozycję jest na niej absolutnie kluczowa, podobnie jak znalezienie odpowiedniego okna pogodowego, bo ewakuacja z wielu miejsc na grani jest trudna i czasochłonna.

źródło: alpenvereinaktiv.com; podkład outdooractive

Dziękuję, że byliście tu ze mną. Jak się Wam podobał najbardziej ekscytujący szlak Alp Algawskich? Dajcie koniecznie znać w komentarzach!

Do usłyszenia w kolejnych relacjach!

KOMENTARZE

0 comments:

Prześlij komentarz

Back
to top