środa, 19 sierpnia 2015

Rogaland i Lysefjord, czyli kraina świetlistego fiordu - prolog

PROLOG
Ten wyjazd był bardzo udany pod wieloma względami, zarówno krajobrazowymi jak i przygodowymi, a fakt że z każdym dniem nabierał on coraz bardziej survivalowego charakteru, upewniał mnie w przekonaniu, iż na długo pozostanie w pamięci. To jeden z takich wyjazdów, o którym człowiek wiedział, że za 40 lat jak będzie siedział w fotelu przed kominkiem, to będzie mówił: "Kiedyś to się miało fantazję, kondychę i było się nie do zdarcia".
Chociaż w Norwegii spędziliśmy zaledwie 6 dni, to przygotowania zaczęły się bardzo wcześnie, i dobrze zresztą, bo dzięki opamiętaniu moich współtowarzyszy, wszystko było jak w szwajcarskim zegarku. Ale nawet najlepiej ogarnięty plan, nie jest gwarantem sukcesu, bo życie na każdym kroku zaskakuje i nawet drobne zaniedbania mogą stać się przyczyną porażki.
Ale po kolei, zacznijmy bowiem od ekipy, która tym razem nie składała się z mojego gliwickiego, licealnego towarzystwa, a ze znajomości studenckich. Skład wyglądał następująco: Magda, Bartek, Borys, Damian i ja. Ja z Bartkiem znaliśmy się z roku, resztę ekipy, która składała się ze znajomych Bartka z Sanoka (choć prawie wszyscy studiowali na innych uczelniach w KRK), poznałem dopiero na lotnisku. Pierwotnie bowiem w wyjeździe miały wyłącznie uczestniczyć osoby z roku, ale po małych perturbacjach, skończyło się tak, a nie inaczej.
Inna sprawa, że jeszcze dawno dawno przed wyjazdem, pojawiały się zupełnie inne plany. Miał być to krótki wyjazd na wyluzowanie od uczelni i uczelnianych problemów, jakiś łażing po miastach typu Barcelona, Mediolan czy Londyn, gdzie mieliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym czyli w dzień zwiedzanie zabytków, a nocą zwiedzanie klubów. To wszystko oczywiście za niską cenę dojazdu. Wiadomo low costy i te sprawy. Ale napaliliśmy się z Bartkiem na Norwegię, marzyło nam się zdjęcie na Preikestolen, a ponieważ na ofertę kulturalną w Krakowie z pewnością nie można narzekać, to zmiana nastawienia, że zamiast chodzenia po Rambli czy innym deptaku w szortach, t-shircie i w ciemnych okularach i nawiązywania nowych znajomości z np. uroczymi Hiszpankami, będzie przedzieranie się przez bagniste tereny norweskiej dziczy, kąpanie się w wodzie która ma 5 stopni Celsjusza i obawa że dzień w dzień będzie lało, nie była taka trudna :D Wyczekiwaliśmy tylko na w miarę tanie bilety, a gdy takowe się pojawiły, zrobiliśmy pierwszy, krótki kosztorys, po którym uformował się ostateczny skład.
I jakoś tak się to potoczyło, że organizacją wyjazdu w 90% zajął się Damian, co trzeba mu przyznać, skonfigurował nam więc plan, obejmujący kilka czołowych "landmarks of Norway" czyli Preikestolen, Kjeragbolten i Trolltungę. Taki był plan, ale życie skorygowało go i wyraźnie ograniczyło.
Mapa ze strony www.regionstavanger.com
EKWIPUNEK
Po miesięcznym przygotowaniu, wybraliśmy najpotrzebniejsze (na potrzebne zabrakło miejsca) bambetle i zapakowaliśmy się w następującej konfiguracji:
2 bagaże podręczne powiększone (mój i Bartka) - wymiar 56x45x25 cm
3 bagaże podręczne zwykłe - wymiar 42x32x25 cm
A oto co zawierał mój bagaż podręczny, czyli plecak 50+5l:
- sprzęt fotograficzny (w środku), który zawierał najwięcej miejsca, a w jego skład wchodziła torba fotograficzna z aparatem + 2 obiektywy + filtry + ładowarka i statyw o wys. po złożeniu 60 cm (był ułożony nieco po skosie :P)
- namiot 3 osobowy (przytwierdzony trokami do jednego boku)
- namiot 2 osobowy (przytwierdzony trokami do drugiego boku)
- śpiwór zimowy
- karimata samopompująca (ewentualnie może być materac dmuchany - Borys taki miał)
- ręcznik szybko schnący
- dwie koszulki termiczne
- spodnie na zmianę
- 2 pary majtek i 2 pary skarpetek tak aby w przypadku braku możliwości wyprania jednego dnia nie było problemu ;D
- palnik gazowy (oczywiście bez kartusza)
- termos 0,7l
- herbata w saszetkach
- dwie czekolady, jakieś żelki
- sznur do prania
- taśma remontowa
Bartek w swoim bagażu miał żarcie dla naszej ekipy, czyli:
- 10 konserw
- 15 paczek kabanosów
- 30 batoników typu crunchy + jakieś 20/25 które my dodatkowo mieliśmy w swoich plecakach
- 10 paczek sezamków
- 6 plastikowych, 1,5-litrowych, butelek po wodzie, zgniecionych, tak aby można było na lotnisku "ukraść" wodę z kranu ;]
- reszta to podstawowe rzeczy które każdy u siebie miał, czyli śpiwór, mata, ubrania, apteczka z podstawowymi lekami, mała kosmetyczka z paczką chusteczek odświeżających, tubką jakiegoś żelu do mycia i szczoteczką do mycia zębów w środku, no i to co każdy miał w dniu wylotu na sobie oraz dodatkowo narzucone: kurtka i polar.
Podczas lotu miałem oba namioty, bo Bartek nie miał wystarczającej liczby troków, poza tym ze względu na wielkość swojego plecaka, musiał wykluczyć przypinanie do boków większych przedmiotów. 
PRAWDY I MITY NA TEMAT NORWEGII
1. Wyjazd do Norwegii będzie tani pod warunkiem, że jedynym wydatkiem jaki poniesiesz, będą bilety lotnicze, natomiast po kraju przemieszczać się będziesz autostopem, jadł to co przywieziesz z Polski, a wodę pił z potoków lub z kranu. Tak, w Norwegii można pić "kranówę" bo jest krystalicznie czysta i bardzo smaczna. Naprawdę ;)
2. Jeśli myślicie, że podróżowanie autostopem po Norwegii polega na tym, że wyciągasz łapę i po dwóch, max pięciu minutach auto się zatrzymuje, to jesteś w błędzie. Czasem można się nieźle namęczyć, warto również uwzględnić że im większa grupa -> tym trudniej złapać okazję, najlepiej się dzielić na grupki 2 osobowe.
3. W Norwegii można spać praktycznie wszędzie (prawo allemannsretten), pod warunkiem że będzie to 150 metrów od najbliższej chałupy - tak jest przynajmniej oficjalnie. My spaliśmy czasem i bliżej zabudowań, nikt się nie czepiał itd. itp.
4. Ludzie są mili i rozmawiają bardzo dobrze po angielsku.
5. Wybierając się do Norwegii, a przynajmniej w okolice Lysefjorden, pamiętajcie, że pokonanie nawet kilku kilometrów w linii prostej może trwać kilka godzin - teren jest górzysty, jest dużo dolin, wąwozów, jeziorek, potoków nie do przebycia, torfowisk etc. Co w praktyce oznacza że nawet jeśli wydaje się Wam że coś jest o "rzut kamieniem" to może to oznaczać bardzo długie dreptanie :D
6. Na obszarze wokół Preikestolen nie należy się nastawiać na rozpalanie ognisk. Dostęp do drewna jest utrudniony, a teren skalisty. Ponoć też w sezonie letnim na terenach leśnych rozpalanie ognisk jest zabronione, ale szczegółów nie znam
7. Nie zakładajcie że uda Wam się dotrzeć na Kjerag nawet jeśli jest czerwiec. Może się nawet nie udać w lipcu, tak długo utrzymuje się tam pokrywa śnieżna, a sama droga przebiegająca pod Kjeragiem jest nieprzejezdna
8. Pamiętaj, że noce w Norwegii późną wiosną i latem bywają bardzo krótkie. W naszym przypadku zmrok robił się o godzinie 23 a świt nastawał około godziny 3. Jeśli więc chcesz zrobić spektakularny wschód słońca pamiętaj o wczesnym wstawaniu, jeśli chcesz uchwycić świt nad Lysefjord - musisz zarwać noc :D  
9. Większość sklepów, nawet w dużych miastach w dni robocze jest czynna w godzinach 9 do 17 lub 10 do 18.
10. Jeśli chcesz skosztować norweskiego alkoholu, licz się z bardzo dużym wydatkiem. Piwo można kupić w supermarkecie (zazwyczaj ma albo około 3,5%, albo mocniejsze 4-4,5% i bardzo często jest w butelkach 0,33l), ale mocniejszy alkohol a za taki uznawane jest już np. wino, można kupować tylko w sieci sklepów monopolisty na rynku alkoholowym, zwanym vinmonopolet, będącym spółką, której właścicielem jest norweski rząd i mającą wyłączną koncesję na sprzedaż wysokoprocentowego alkoholu w tym kraju.
MAPY, PRZEWODNIKI
Z przewodnikami i mapami jest pewien problem. Szczególnie dotkliwy jest on w przypadku przewodników. Otóż, nie znam żadnego, który obejmowałby tylko część tego kraju, wszystkie publikacje dotyczą albo całego kraju, albo nawet i całej Skandynawii. Ja rozumiem że akurat w przypadku Norwegii sporo osób jeździ tam na kilka tygodni, czasem nawet na miesiąc, ale rezultat jest taki, że mamy do czynienia z cegłą, która ma czasem i po 500 stron, ale o ile w przypadku wypoczynku typu "kamperem po kraju" nie ma problemu, to w przypadku kilkudniowej, pieszej wędrówki z plecakiem, problem się robi i to całkiem spory. Raz że to niepotrzebnie zwiększa wagę bagażu, a dwa, że taki przewodnik bywa lakoniczny, zdawkowy. Nie potrafię zrozumieć dlaczego niektóre wydawnictwa pozwalają sobie na wydawanie jednotomowych przewodników po takich państwach jak Hiszpania, Francja czy Włochy, gdzie atrakcji jest multum, a poza tym większość ludzi, jadąc tam i tak zwykle zmierza w jeden konkretny rejon (góra dwa). Ale mniejsza z tym, wracając do Norwegii i do oferty przewodników, powiem wprost - jadąc tylko w jeden rejon (tak jak my nad Lysefjord) można to sobie darować i polegać tylko na informacjach znalezionych w internecie. Jeśli już zależy nam, na wybraniu konkretnej pozycji, to mogę polecić przyzwoity przewodnik "Norwegia 3 w 1" z serii Explore&Guide, wydanej przez wydawnictwo Express Map. 
Zdjęcie ze strony arttravel.pl
To również dosyć gruba, ale barwna i rzeczowa publikacja z wieloma zdjęciami, informacjami praktycznymi i opisanymi m.in. trasami do Kjeragu czy Preikestolen. Jest też mapka z tyłu książki w formie atlasu, a oprócz tego dołączona jest jeszcze mapa laminowana w skali 1:1 000 000. Niestety mimo tego, że przewodnik został wydany w 2014 roku, część cen podanych jest już nieaktualna, brakowało mi też choć niewielkiego, słowniczka. Cena tej publikacji to 99,90 zł. Znacznie tańszą opcją jest przewodnik pascala, którego ostatnie wydanie pochodzi z 2015 roku. Jest on także lżejszy, co wynika w mojej ocenie z zastosowania nieco bardziej podatnego na uszkodzenia, papieru i faktu że ma dużo mniej stron. Dla liczących każdy gram - może być lepszym wyborem. 
Szerzej mogę się wypowiedzieć o mapach, ale na początek taka rada - wybierzcie się z zakupami do sklepu ściśle turystycznego. Jak wspomniałem w opisie przewodnika wydanego przez express map jest już dołączona mapa, ale z tą skalą może się przydać tylko podczas podróży dalekobieżnych, między większymi miastami. Każdy kto będzie chciał wybrać się na norweską prowincję, będzie zmuszony skorzystać z dokładniejszej mapy i w tym celu spokojnie mogę polecić mapy wydawane przez znane austriackie wydawnictwo - Freytag&Berndt. W swej bogatej ofercie ma mapy Norwegii w skali 1:250 000 lecz oczywiście jeden arkusz nie obejmuje całego kraju! W tej skali na rynku znajdują się 4 arkusze, z których najbardziej dla wybierających się nad Lysefjord przyda się arkusz 1 zatytułowany: "Norway South, Norwegen Sud". Zasięg mapy obejmuje południowe wybrzeże z Oslo, Larvik i Kristiansand, poprzez takie tereny jak Setesdal, cały Rogaland, płaskowyż Hardangervidda, aż po okolice Bergen. Dokładny zasięg mapy można zobaczyć tu: Mapa Norwegia Południowa
Zdjęcie ze strony amazon.de
Produkt ten charakteryzuje się wysoką czytelnością, dobrą plastycznością jeśli chodzi o odwzorowanie terenu, zawiera naniesione trasy promowe, pola kempingowe, ważniejsze szlaki, ciekawe miejsca i w zasadzie poza tym, fakt że nie można kupić tej mapy w wersji laminowanej jest jedynym minusem. Spodziewam się, że pozostałe arkusze wykonane przez te wydawnictwo w tej skali też są podobne jakościowo, więc w razie gdyby ktoś z czytelników wybierał się albo w okolicę Sognefjorden albo na Lofoty, to też będzie zadowolony :) Co ważne wszystkie arkusze są często aktualizowane, a ostatnie wydania weszły na rynek właśnie w tym roku :)
Jeśli chodzi o mapy dokładniejsze, które będą nas nawigować na miejscu, tu jest problem. Otóż istnieje pewne wydawnictwo, norweskie, które wydaje dobre (miałem okazję przeglądać jeden z produktów), mapy w skalach: 1:100 000, 1:50 000 i 1:25 000. Czyli w takich do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce, które mają turystyczne mapy compassu, sygnatury czy express mapu. Tym wydawnictwem jest nordeca. Na ich mapach znajdują się nawet czasy przejścia poszczególnych szlaków. Niestety, w żadnym polskim sklepie, nie ma arkusza obejmującego Lysefjord, choć takowe są, jeden arkusz w skali 1:50 000 zatytułowany "Lysefjorden" (nr arkusza 2681) i drugi, zatytułowany "Preikestolen" w skali 1:25 000 (nr arkusza 2631). Oba ostatnie wydania są z 2015 roku. Można je dostać w zasadzie tylko poprzez norweskie e-shopy, np. kartbuttiken.no -> Mapa Lysefjord.
Zdjęcie ze strony kartbutikken.no
W polskich sklepach turystycznych, czyli na przykład w sklepie podróżnika, albo w białostockiej księgarni "Mapy" można nabyć mapy tego wydawnictwa tylko w przypadku parku narodowego Jotunheimen albo Hardangervidda. To tak przy okazji ;) Koszt tych map nie jest niski, bo kosztują one z reguły około 90 zł. Kupno na wspomnianej wyżej stronie to wydatek 18 euro + dostawa. Ale to jest poziom norweskich cen ;P
Aha - ważna rzecz, bo wyżej o tym nie wspomniałem. Walutą obowiązującą w Norwegii jest Korona Norweska (NOK), a jej stosunek do złotego (mniej więcej) wynosi 2:1 tzn. 1NOK~0,46 zł
PRZYDATNE STRONY INTERNETOWE
Tu nie ma na co narzekać - internet jest pełen świetnych stronek (zwłaszcza na temat Lysefjord), na których można znaleźć dosłownie wszystko, co nam podczas wyjazdu do Norwegii będzie potrzebne. W dodatku wszystkie są bardzo czytelne, intuicyjne i przyjemne dla oka. Korzystanie z nich to sama przyjemność i trzeba pochwalić za to Norwegów. Z mojego punktu widzenia, dostępność informacji jest lepsza niż w przypadku Słowenii i Alp Julijskich. Ale po kolei:
1. Źródłem wiedzy na temat szlaków w całej Norwegii jest DEN NORSKE TURISTFORENING, w skrócie DNT (dosł. Norweska Organizacja Turystyczna), inaczej mówiąc odpowiednik PTTK. Na jej stronie można znaleźć opisy wszystkich szlaków, informacje na temat hytte, czyli chatek samoobsługowych, szczegóły dotyczące członkostwa, przydatne wskazówki, o których warto pamiętać przed wyjazdem i wiele wiele innych. Link -> Den Norske Turistforeningen (ang.)

2. Z pewnością ważnym jest, aby wiedzieć, że Królestwo Norwegii jest administracyjnie podzielone na 19 okręgów (norw. fylke), które składają się łącznie z 430 gmin (norw. kommune). Okręgiem jest przykładowo Rogaland. Ale funkcjonuje jeszcze jeden podział z którym się na miejscu spotkacie. To tzw. podział nieoficjalny, który zakłada funkcjonowanie 5 regionów (norw. landsdeler), dzielących się na dystrykty (norw. distrikt). Jednym z takim dystryktów jest Ryfylke, obejmujący gminy: Finnøy, Forsand, Hjelmeland, Kvitsøy, Rennesøy, Sauda, Strand i Suldal. Dlaczego o tym mówię? Bowiem wiele informacji można znaleźć na stronie internetowej właśnie dystryktu RYFYLKE -> Ryfylke (ang.). Tam znajdziecie informacje na temat szlaków, które są bardzo dokładnie opisane, z mapami, z wyliczonymi czasami przejścia, z kilometrażem, z poziomem trudności, a także podstawowymi danymi dotyczącymi dojazdu w dane miejsce. Oprócz szlaków pieszych są też propozycje wycieczek promem, czy cała masa innych atrakcji typu wspinaczka, kajaki, raftingi i inne. Dla szukających ewentualnych noclegów - można tam również przejrzeć ofertę hoteli, guesthouseów, pensjonatów, hosteli itd., są również linki prowadzące do stron przewoźników autobusowych kursujących np. do Preikestolhytte czy firm promowych, które obsługują nie tylko Lysefjord, ale cały dystrykt Ryfylke. Bardzo fajna stronka, typowo skandynawska :D niezwykle czytelna, rzetelna i przydatna. Nie znajduję w niej minusów.

3. Odpowiednikiem Ryfylke w przypadku Trolltungi jest Hardanger. Dlatego wszelkie informacje dotyczące Trolltungi, Doliny Oddy czy Hardangerfjordu znajdziecie właśnie tam -> Hardanger (ang.).

4. Kolejną stronką z której miałem okazję przed wyjazdem korzystać jest UT.no -> UT (norw.). Co to takiego, już wyjaśniam... Otóż jest to coś jak nasza mapa-turystyczna.pl, bowiem znajdziecie tam mapę topograficzną, ze wszystkimi szlakami i podobnie jak na stronce dystryktu Ryfylke, świetnie opisane trasy, z wykresikami, z kilometrażami, prawdziwa francja-elegancja. Szkoda tylko że nie ma wersji angielskiej, ale akurat w tym przypadku nie stanowi to takiego problemu, bo wykres i mapę zinterpretujemy nawet nie znając norweskiego :)

5. Jest także Visit Lysefjorden -> Visit Lysefjorden (ang.), która nie jest tak obfita jeśli chodzi o opisy szlaków, ale i tak wiele rzeczy wcześnie wymienianych, na niej znajdziemy. Sama przyjemność korzystać ;)


6. Bardzo przyjemna jest jeszcze strona regionu Stavanger -> Region Stavanger (ang.)... Jak widzicie dużo tego ;)
7. Na koniec internetowy przewodnik po całej Norwegii, jak sam siebie określa czyli visitnorway.com -> visitnorway.com (pol.). Uwaga! Jest polska wersja językowa :)
Wiele zakładek łączy się z portalem tripadvisor, są porady dotyczące podróżowania, gdzie jechać, co robić, gdzie spać, mapy, pogoda, historia, wskazówki dotyczące bezpieczeństwa.. no jest wszystko czego dusza zapragnie.

8. Ostatnią wartą zapamiętania rzeczą jest fakt, że komunikacją w regionie zajmuje się przedsiębiorstwo Kolumbus. Odpowiada ono za komunikację miejską w aglomeracji Stavanger-Sandnes (w tym na międzynarodowe lotnisko Stavanger-Sola), lokalne autobusy w Rogalandzie, czy promy kursujące po zatoce i okolicznych fjordach -> Kolumbus (eng.).

Wiele z tych stron wypuściło na rynek fajne appki, które można ściągać z google play, czy appstore. Niestety, brakuje wersji na windows phony, dlatego też posiadacze telefonów z systemem microsoftu, nie zaszaleją w tym temacie. Na androida, czy na iphone'a/ipada, są specjalne appki visitnorway.com czy kolumbusa, ale uwaga, w wielu miejscach nie ma zasięgu, a ich działanie wymaga łącza internetowego ;) Także nawet LTE Wam wtedy nie pomoże, bo nam w najważniejszych momentach brakowało zasięgu...
Zdjęcie ze strony blog.katowice-airport.com
DOJAZD
Do Norwegii z Polski można się dostać tanio, szybko i przyjemnie. Najwygodniejszym środkiem transportu jest oczywiście samolot, a że w Norwegii Polonia jest stosunkowo liczna, a sam kraj cieszy się dużym zainteresowaniem wśród polskich turystów, z każdego niemal polskiego lotniska możemy się tam dostać. Latają oba największe low costy, obecnie istniejące na polskim niebie - Ryanair i Wizz Air, z tymże Ryanair z norweskich miast lata tylko na lotnisko Rygge w Moss, obsługujące Oslo. Takie loty oferuje całorocznie z lotnisk w Krakowie, Modlinie, Wrocławiu, Rzeszowie, Poznaniu i Gdańsku, a sezonowo jeszcze z Łodzi i Szczecina. Wizz Air który akurat w przypadku podróży między Polską, a Norwegią wygrywa ofertą, lata nie tylko do Sandefjord, będącym trzecim lotniskiem obsługującym stolicę kraju, ale do niemal każdego większego miasta norweskiego: Alesund, Bergen, Haugesund, Kristiansand, Molde, Stavanger i Trondheim. Taka ilość norweskich destynacji jest dostępna co prawda tylko z Gdańska, ale lotniska w Katowicach i w Szczecinie oraz warszawskie Lotnisko Chopina, również pozwalają dotrzeć do Stavanger i do Bergen. Jeśli chodzi o ceny - najtaniej jest się dostać oczywiście na lotniska leżące pod Oslo: Rygge i Sognefjord, zwane również Torp. Ale to tylko złudne wrażenie o niskiej cenie, bowiem aby wydostać się stamtąd trzeba korzystać z komunikacji publicznej, która jest horrendalnie droga, bo raz jest norweska, a dwa - oba lotniska są oddalone od centrum stolicy o kilkadziesiąt kilometrów (Rygge o 60, Torp o 110 km). Można oczywiście próbować się wydostać stopem, ale to ma sens tylko w przypadku gdy jedziemy zwiedzać południowo-wschodnią Norwegię. Ktoś kto leci tylko nad Lysefjord powinien szukać tanich biletów na lotnisko Stavanger-Sola, znajdujące się kilkanaście kilometrów na południowy-zachód od centrum Stavanger. Jeśli ktoś leci na przykład na cały tydzień lub dłużej oczywiście, może próbować startować z lotniska położonego w niewielkim Haugesund, ale to opcja dla tych co mogą lecieć z Gdańska (bilety w promocji można ustrzelić za 78 zł) lub z Bergen (nieco trudniej trafić na bilety za 78 zł). Bergen jest bardzo dobrym punktem wypadowym nad Hardangerfjord i bardziej na północ w kierunku Sognefjord i PN Jotunheimen. 
Od razu powiem, my kupiliśmy bilety do Stavanger za 108 złotych, ale zdecydowaliśmy wcześniej o wykupieniu członkostwa w Wizz Discount Club. Dlatego na samym starcie łączna cena wyniosła nas 137 złotych. Oczywiście w 2 strony.
Analizowaliśmy różne miejsca startowe - nie tylko Stavanger, ale również Haugesund, a nawet Bergen. Skończyło się na tym pierwszym do którym udajemy się na pokładzie Wizz Aira, z górnośląskiego lotniska w Pyrzowicach.
**
Jest poranek 12 maja 2015 roku, po porannej toalecie i mocnej kawie, zabieram ciężkawy już, choć jeszcze nie wypakowany do granic możliwości, plecak i opuszczam na tydzień swoje (dawne już) mieszkanko w krakowskich Łagiewnikach. Wsiadam tradycyjnie w starego wiedeńca na "dziesiątce" i pędzę na uczelnię. Zostawiam na czas zajęć bagaż u woźnego przy uczelnianej hali sportowej, następnie odbębniam wf, a po nim, spokojnym marszem idę w kierunku dworca autobusowego, aby przedostać się do Gliwic. Kontaktuję się z Bartkiem, który tego dnia poranne zajęcia olewa, upewniam się co do pory spotkania, po czym już po przyjeździe na Górny Śląsk, mając dwie godziny czasu, wykorzystuję jeszcze każdy wolny centymetr kwadratowy plecaka i z przerażeniem stwierdzam, że szerokość plecaka przekracza o 5, a wysokość o 3 centymetry, dozwolone wartości. Biorę więc sznur do prania i owijam, owijam plecak, który zaczyna wyglądać co najmniej śmiesznie... Ściągam i ściągam po bokach, ale suwmiarka nie kłamie - 58 na wysokość i 48 na szerokość to wciąż za dużo... Siedząc oparty o szafę, nogami dociskam jeszcze to co wystaje i z poważnym zmartwieniem ląduje około 13.30 w samochodzie. Dzięki uprzejmości mamy, dostaję podwózkę pod wrota terminalu A na katowickich Pyrzowicach, gdzie jestem parę minut po 14. Do odlotu 1h 15 min, w pamięci opieprz od Bartka za piętnastominutowe opóźnienie. Na szczęście nie mamy bagażu rejestrowanego, od razu idziemy do kontroli bezpieczeństwa. Tu pewien zastój, bo przewozimy wiele podejrzanych rzeczy ;p Stojący przede mną Damian, amator-wynalazca, w obawie przed brakiem możliwości dostania na miejscu kartusza gazowego, ma ze sobą coś co może nam to zastąpić, co wygląda jak dość wysoka, kilkunastocentymetrowa puszka, która w środku jest wypełniona jakimś drutem i jakimś materiałem :D To już wzbudza zainteresowanie, a potem przychodzi kolej na mnie. Palnik gazowy, choć bez gazu, wydaje się być dosyć ostry, ale w końcu przechodzi, statyw mimo metalowego wykonania również, sznur do prania i taśma wystające z kieszeni kurtki wydają się być dziwne, no ale w końcu nikt tego nie zabrania. Po mnie Magda i Bartek przechodzą bezproblemowo, a na Borysa, trafia "przypadkowe przeszukanie plecaka" :D Po kontroli bezpieczeństwa w strefie wolnocłowej jeszcze chwilę zastanawiamy się, co by tu przepakować. Pada na moją karimatę, która ląduje dzięki niewielkim wymiarom w plecaku Bartka. Koniec, końców stajemy jako pierwsi w kolejce do gejtu. Nieco tylko uspokojony, zastanawiam się co mogę wywalić z tego plecaka jeśli się okaże że bagaż jest za duży i dochodzę szybko do wniosku, że nie ma takiej rzeczy. Dalszy bieg wydarzeń jednak zaskakuje nas wszystkich...
CDN

17 komentarzy:

  1. Super perypetie z lotniska xD Jestem ciekawa dalszych przygód, zwłaszcza, że Norwegia jest dla mnie taką trochę "Ziemią obiecaną nr 3" zaraz za Alaską i Islandią :D Spróbowałabym właśnie takiego survivalu, bo spanko w hotelach jakoś mnie nie urządza, no i nie ma przygód :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mamy bardzo podobne te Ziemie Obiecane :D Ja bym tam jeszcze dołożyła jako nr 2 Kili :) Pozdrowienia :)

      Usuń
    2. U mnie jeszcze Szkocja i Highlands, a zwłaszcza Glencoe ;) Ale w sumie ja to bym wszędzie pojechała :D Choć ostatecznie i tak zawsze ląduję w Tatrach albo Beskidach ^^
      Pozdro! ;)

      Usuń
    3. Ja dopisuję do tej listy jeszcze Nową Zelandię! :P Aczkolwiek najpierw by się przydała szóstka w totka i... możliwość wzięcia miesięcznego urlopu :D

      Usuń
  2. Islandia też jest jednym z moich nadrzędnych celów ;) Ale nie wiem kiedy się uda, bo z Norwegią wiążę jeszcze wiele planów :D Tam jest tyle świetnych miejsc na trekking i tyle fenomenalnych plenerów fotograficznych, że nie wiadomo gdzie jechać najpierw :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że Islandia to już wyższa półka, jeśli chodzi o ceny podróży z Polski ;( Bo samą Islandię marzy mi się przemierzać rowerem ^^ Ile ogółem kosztowała Cię przyjemność podróży do Norwegii? :>
      Teraz będę nachodzić ten blog codziennie, w oczekiwaniu na kolejne części xD

      Usuń
    2. Z tą Islandią to rzeczywiście - dostać się tam to trochę drożej wychodzi, natomiast co do łącznej ceny wyjazdu do Norwegii - wydałem łącznie 580 NOK, czyli niecałe 300 zł ;p A byłoby jeszcze mniej gdyby nie pewien szczegół, który opiszę w jednej z części :)

      Usuń
    3. Też intensywnie marze o Islandii... i też mam na uwadze rower. Na razie to kondycję szlifuję w Sudetach :)

      Usuń
  3. Świetny ten prolog, dzięki za garść przydatnych informacji, z pewnością komuś się przyda. Strasznie jestem ciekawa tego Waszego wyjazdu bo Norwegia to piękny kraj. Z niecierpliwością czekam na cd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to spisałem to czego sam szukałem przed wyjazdem ;) Mam nadzieję że inni potrzebują podobnego info :D
      A relacje z samej Norwegii już niedługo ujrzą światło dzienne :))

      Usuń
  4. No to czekam na ciąg dalszy, bo nie ukrywam, że na Norwegię (i Islandię, i całe mnóstwo innych miejsc) choruję mocno. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek to gratuluję wstrzelenia się :) 300-stny komentarz na blogu, w zasadzie to powinienem wymyślić jakąś nagrodę :D
      Oj, widzę że wszyscy chorują na Norwegię, Islandię, Alaskę i pewnie jeszcze Nową Zelandię... ;)

      Usuń
  5. Z punktem 1 "Prawd i mitów o Norwegii" zgadzałem się po wyjeździe pierwszym, po drugiej wycieczce się nie do końca zgadzam.
    W Norwegii można przejechać się komunikacją nieco drożej niż u nas, a jeść można nawet taniej.
    Mocno się zastanowimy następnym razem nad wzięciem mniejszych plecaków, jak będziemy pakować prowiant:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My trafialiśmy pechowo na kosztowne środki komunikacji :D Z jedzeniem, to chętnie przeczytam o Waszych sposobach na tanie żarcie, bo my jak poszliśmy do McDonald's ostatniego dnia, to za Big Maca zapłaciliśmy 60 NOK :D

      Usuń
    2. Nam też się zdarzyło zaglądnąć do jakiegoś Burgera czy coś - tam rzeczywiście nie ma zlituj:-)

      Usuń
  6. Rewelacja, aż zazdroszcząc tez bym tak chciał :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna ekipa, pozytywne nastawienie, odrobina szczęścia i voila ;)
      Pozdrawiam również :))

      Usuń