6 stycznia 2016

Pocztówka z... Małej Fatry

MAŁA FATRA 2015

Koniec roku w Małej Fatrze celebrowali wraz ze mną Krystek i Moś. Miało być więcej osób, ale nagromadziło się kilka problemów. Po pierwsze aktualna sytuacja w górach - mieliśmy jechać w Tatry i niezwykle się cieszę że z tego pomysłu w odpowiednim czasie zrezygnowałem. Stan na szlakach w wyższych partiach gór, nawet Małej Fatry, wymagał posiadania raków - ale takowe aktualnie posiadam ja, Moś i Krystian, a że pechowo wyjeżdżaliśmy w niedzielę, to nie bardzo było gdzie ten brakujący sprzęt wypożyczyć. Trochę się szarpałem z myślami, czy olać wyższe góry i pojechać gdzieś niżej, ale doszedłem do wniosku, że w niższych górach z uwagi na dodatnie temperatury, śniegu i lodu może nie będzie, ale w zamian zmagać się możemy z błotem, poza tym niskie góry, w zimie, bez białego puchu, są dla mnie smutne, nostalgiczne. I tak skończyło się na wyższej z Fatr, w którą jechaliśmy w trójkę - Królaczek i Suchy odpadli ze względu na pracę, Święty był na delegacji za zachodnią granicą, Oski był w Szczecinie, a Ala nie dała rady skompletować pełnego sprzętu. 
Na start naszej wędrówki - do Streczna, dostajemy się tym razem za pomocą środków komunikacji zbiorowej. Tam zaczynamy trzygodzinną wędrówkę czerwonym szlakiem do Chaty pod Suchym. Mimo niewielkiego odcinka do pokonania, napotykamy wiele atrakcji, najpierw widmo brockenu, słabe bo słabe, ale zawsze, potem podziwiamy przepiękne morze chmur zalegające nad przełomem Wagu koło Streczna. Wieczorem po zachodzie, jesteśmy jeszcze świadkami wspaniałych kolorów na niebie, a udany dzień podsumowujemy w bardzo klimatycznym schronisku nad michą pożywnego kapuśniaku i czapowanej kofoli.
  

Niestety następnego dnia pogoda popsuła się, przez cały dzień grań Fatry była pogrążona w gęstej mgle. Do tego spadła wyraźnie temperatura, było mroźnie i wietrznie. Całą zachodnią część grani przeszliśmy więc bez praktycznie żadnych widoków. Szkoda.
Drugiego dnia spaliśmy w Chacie pod Chlebem, w której byłem po raz pierwszy. Świetne miejsce jak się okazało, kolejna super miejscówka i do tego - idealne położenie jeśli chcemy wyjść na wschód słońca. Taka rada w tym temacie - lepsze warunki do obserwacji wschodu słońca oferuje Chleb, aniżeli sąsiedni, wyższy Wielki Krywań. Dlaczego? Otóż z tego pierwszego, otrzymujemy bezwzględnie ciekawszą perspektywę na Tatry i otoczenie Doliny Wagu, które o poranku słońce wspaniale oświetla.
    


  Po obejrzeniu wschodu przez Krawiarske i Baraniarki przeszliśmy do Starego Dworu, skąd dostaliśmy się do centrum Terchowej w celu zrobienia koniecznych zakupów. Na wieczór został nam więc jeszcze spacer ze Stefanowej do Chaty na Groniu, gdzie spędzaliśmy kolejną noc.
  Ostatniego dnia pogoda była fenomenalna. I w taki dzionek, przeszliśmy z Chaty na Groniu przez Południowy Groń, Stoh na Wielki Rozsutec, skąd schodziliśmy przez Nowe Diery do Stefanowej.


Żeby nie było tak różowo i słitaśnie - troszkę za bardzo tego dnia się zachwycaliśmy pogodą i widokami, zamiast wziąć tyłek w troki i zapieprzać do przodu :D Bo rezultat był taki, że uciekł nam ostatni autobus ze Stefanowej ;P Na szczęście złapaliśmy stopa do Terchowej i koniec końców wylądowaliśmy o ludzkiej porze (18.45) w Żylinie, ale wyobraźcie sobie nie było już o tej porze żadnego pociągu jadącego w kierunku Ostrawy :D Jak więc się wyjazd skończył? Że czekaliśmy do drugiej w nocy w poczekalni żylińskiego dworca z grupą arcymagów z Warcrafta i profesorem Flitwickiem, w formie bonusu, który z alkoholem wysokoprocentowym w plastikowej butelczynie, z zakrętką jak od soczku żurawinowego, prowadził tym razem zajęcia związane z problematyką ludzkiej egzystencji.
***
I tak w kilku słowach mówiąc, minął nam ostatni zeszłoroczny wyjazd. Tak jak pisałem na facebooku - spodziewajcie się jeszcze podsumowania 2015 roku, które w ciągu kilku dni powinno się ukazać, między kolejnymi relacjami z Rumunii. 

Na dziś to tyle, trzymajcie się, hej!

2 komentarze:

  1. Piękne te pocztówki. Mała Fatra zrobiła na mnie duże wrażenie. Piękne widoki ze szczytów i nie mniej piękne doliny. Zdjęcia rewelacja.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń