Mamałyga z bryndzą oraz jak nakarmić niedźwiedzia wbrew własnej woli, czyli Rumunia 2015 - cz. II

CZ. II SIBIU
Odwiedzając Transylwanię, czy jak kto woli - Siedmiogród, nie wolno pominąć kilku miejsc. Pierwszym z nich jest właśnie Sibiu, miasto o długiej i bogatej historii, położone na przedpolach Karpat Południowych.
Historia Sybina (rum. Sibiu, niem. Hermannstadt, węg. Nagyszeben) sięga XII wieku, a zapoczątkowali ją Sascy kolonizatorzy, którzy w myśl ówczesnego króla Madziarów - Gejzy II, przybyli do Siedmiogrodu aby zasiedlić wschodnie kresy Węgier. Ideą władcy nie było bynajmniej tylko sprowadzenie nowych osadników na niezamieszkałe wcześniej tereny i ożywienie gospodarcze regionu, ale przede wszystkim chęć znalezienia kogoś do obrony przed ewentualnym najazdem butnych Szeklerów, których wówczas określano jako szczep niezwykle waleczny i wierny. Sasi sprowadzeni do Transylwanii z początku osiedlali się w okolicach dzisiejszego Sybina, gdzie założyli prowincję zwaną Altland, ze stolicą w mieście nazwanym na cześć biskupa Kolonii, Hermanna II (pierwsi kolonizatorzy pochodzili właśnie z zachodnich rejonów Niemiec, głównie z okolic doliny Mozeli) Hermannstadt - dzisiejsze Sibiu.
Owi Sasi, żyjący sobie na tych terenach mieli specjalne przywileje - nie podlegali ówczesnemu wojewodzie transylwańskiemu - wszystko za sprawą specjalnej autonomii nadanej przez króla Andrzeja II w 1224 roku.
Pierwszym etapem powstawania miasta było wybudowanie Dolnego Miasta, które powstało w XII wieku. Górne Miasto, czyli okolice dzisiejszego Dużego Rynku,  powstało dopiero kilkadziesiąt lat później, na przełomie XII i XIII wieku i otoczyło istniejącą wtedy romańską świątynię. Kolejne lata średniowiecza, to systematyczny rozwój tego ośrodka miejskiego, który unikał klęsk żywiołowych i tragicznych najazdów ze strony nieprzyjaciół.
O zawiłej nieco, ale ciekawej historii Transylwanii, w której udział mieli również Turcy, a także w pewnym sensie Polacy przyjdzie jeszcze powiedzieć innym razem, przenieśmy się teraz o 400 lat, a więc pod koniec XVII wieku.
Wówczas Siedmiogród znajdował się już pod rządami Monarchii Habsburgów, którzy ustanowili w Sybinie siedzibę gubernatora Transylwanii. W 1769 roku stanowisko to objął Samuel von Brukenthal, o którym wspomnę jeszcze dziś, pod rządami którego miasto przeżywało złoty okres.
W 1849 roku w skutek zaciekłych sporów między Austriakami i Węgrami pod Sibiu rozegrała się bitwa, w której węgierskie wojska pod wodzą generała Bema rozbiły Austriaków.
Kończąc i przechodząc do niedawnych czasów - podczas dyktatury Ceausescu, planowano w skutek "niewygodnej historii" wyburzyć starówkę, podobnie jak miało to miejsce w Bukareszcie i jeszcze w wielu innych miastach Rumunii. Na szczęście "Słoneczko Karpat" tego pomysłu nie zdążyło wdrożyć i dzięki temu, możemy dziś podziwiać pełne zabytków przepiękne miasto, które z każdym rokiem przyciąga kolejne rzesze turystów, skłonnych odkrywać, niedocenione i wciąż jeszcze przykryte kurzem stereotypów o Rumunii, siedmiogrodzkie perełki...
Po przyjeździe do Sybina, zakwaterowaliśmy się w hotelu Apollo Hermannstadt, w którym poprzez booking.com na kilka dni przed wyjazdem, rezerwowałem nocleg w niezwykle atrakcyjnej cenie. Po wzięciu długiego, ciepłego prysznicu i przebraniu się, wyszliśmy aby spędzić popołudnie na poznawaniu miasta.
Przebrani, świeży, pachnący, w klapeczkach, zabieramy ze sobą tylko aparat i opuszczamy na jakiś czas hotel. Ulicą Nicolae Tecnu, a następnie ulicą Szewców (rum. Strada Ocnei) idziemy w kierunku Małego Rynku.
Ulica Szewców doprowadza nas pod wybudowany w 1859 roku Most Kłamców (rum. Podu Minciunilor), będący pierwszą żeliwną konstrukcją w Transylwanii.
A skąd taka, a nie inna nazwa? Otóż legenda mówiła, że gdy kłamca wejdzie na most, ten się zawali ;P
Spod Mostu Kłamców wychodzimy na Mały Rynek (rum. Piata Mica) otoczony w przeważającej większości XV-wiecznymi kamienicami.
W otoczeniu Małego Rynku zdecydowanie najbardziej podobała mi się kamienica w której mieści się restauracja "La turn".
Kamienica ta sąsiaduje z jednym z symboli miasta - Wieżą Ratuszową (rum. Turnul Sfatului). Budowla powstała w XIII wieku w tzw. II obrębie fortyfikacji.

Fasady pozostałych kamienic otaczających Mały Rynek, z charakterystycznymi "oczami".
W szesnastowiecznej, bardzo reprezentatywnej z uwagi na "oczy", kamienicy pod numerem 26 oprócz hostelu mieści się również Muzeum Historii Farmacji.
Po krótkim obejściu Małego Rynku, wynajdujemy odpowiadającą nam knajpkę i zasiadamy z ogromną przyjemnością na ocienionym tarasie restauracji Delis. Czas na ucztę dla podniebienia! :)
Po długiej dyskusji, zamawiamy następująco: ja biorę grillowane piersi z kurczaka z opiekanymi ziemniakami, Krystian tradycyjną zupę transylwańską i mamałygę z bryndzą, Mosiu jagnięcinę, a Oski żeberko duszone. Do tego sałatki i cztery różne rodzaje ursusa, czyli narodowego piwa rumuńskiego.
Trzeba jakoś zaakcentować pierwszy dzień na rumuńskiej ziemi! ;)
Oczywiście nie mogło zabraknąć przedstawiciela miejscowej kociej społeczności ;)

Po obiedzie ruszamy na Duży Rynek (rum. Piata Mare, niem. Grosser Ring), który od początku swojego istnienia, tj. od 1366 roku, pełni rolę głównego placu w mieście. Jest całkiem spory - maksymalnie mierzy 142 metrów długości i 93 metrów szerokości. W średniowieczu wielokrotnie zmieniał swe funkcje - od targowiska poprzez miejsca egzekucji aż po arenę służącą dla wojskowych defilad. Dziś jest tu gwarno i wesoło o dowolnej porze dnia i nocy, ale nie do przesady. Oba sybińskie rynki znakomicie się uzupełniają i nawzajem odciążają co powoduje, że nie zostaniemy tam zadeptani ;)
Południowa pierzeja - uwagę zwraca szczególnie Casa Hecht - druga kamienica od lewej, gdzie zbierał się Sejm Saski.
W zasadzie najwięcej można powiedzieć o Pałacu Brukenthal, bo to dawne włości gubernatora Transylwanii - Samuela Brukenthala. Jak wiadomo, Siedmiogród w XVIII wieku do biednych nie należał, toteż i gubernator był człowiekiem majętnym, a jego prywatna kolekcja, zgromadzona w dzisiejszym Muzeum Narodowym Brukenthala była i jest jedną z najbogatszych w tej części Europy. Znajdziemy w niej obrazy wielkich mistrzów: Cranacha Starszego, van Eycka, Memlinga czy Veronesa. Przeboleć nie mogę, że przez ten cholerny pociąg i historie z nim związane wylądowaliśmy w Sybinie tak późno i muzeum zobaczyć się nie udało. Tym bardziej, że podczas swojej poprzedniej wizyty w tym mieście, galerii również nie zobaczyłem ;//
Drugą ciekawostką, o której chciałem Wam powiedzieć jest pewien szczegół związany z jedną z kamienic na sybińskim rynku. Otóż Dom Niebieski (rum. Casa Albastra) łączy w pewien sposób Sybin z... Gdańskiem. Jednym z jego właścicieli był Georg Vette... przyrodnik, botanik i farmaceuta ze stolicy Pomorza. Od 1672 roku prowadził tu w Sybinie swoją aptekę.
Od lewej Dom Niebieski (rum. Casa Albastra), Pałac Brukenthal (rum. Palatul Brukenthal), Ratusz (rum. Primaria Municipiului Sibiu) i jezuicki Kościół św. Trójcy (rum. Biserica Sfantu Treime).
 Kamienica, w której od 2006 roku mieści się ratusz, powstała na początku XX wieku, a jej fasada oraz wnętrze zostały zaprojektowane w stylu secesyjnym. Co ciekawe, na jej miejscu już w 1494 roku istniała apteka. Potem mieścił się tu bank, a w czasie wojny - schrony mające stanowić miejsce schronienia w razie ataków bombowych.
Kościół św. Trójcy, który wraz z ratuszem miejskim tworzy północną fasadę Dużego Rynku został zbudowany w stylu wiedeńskiego baroku na początku XVIII wieku dzięki działaniom Jezuitów.
Świątynia powstała w imię pewnego rodzaju buntu; po dostosowaniu się do postulatów reformacji, w mieście znajdowały się bowiem tylko kościoły ewangelickie. Gdy w 1733 roku, biskup Transylwanii, Georg von Sorger konsekrował świątynię, była to jedyna rzymsko-katolicka budowla w Sybinie.  
Fragment Kościoła św. Trójcy i wschodnia pierzeja.
Warte uwagi są również: zbudowana na początku XIX wieku, monumentalna kamienica gdzie obradował ewangelicki konsystorz - czyli mówiąc krótko, najwyższy organ władzy administracyjno-sądowej w kościele protestanckim oraz Dom Hallera (rum. Casa Haller), wprawdzie niezwiązany z polskim generałem, ale o wspaniałej renesansowej fasadzie (na zdjęciu drugi od prawej strony).
Wąskim przesmykiem obok kościoła jezuickiego wracamy na Mały Rynek.
A stamtąd kierujemy się na Plac Huet, gdzie znajduje się najsłynniejsza sakralna budowla miasta. Ewangelicki kościół parafialny w Sybinie jest bowiem obok Pałacu Brukenthal najcenniejszym obiektem w mieście. Późnogotycka świątynia zawdzięcza swój masywny, surowy wygląd przebudowie która nastąpiła na przełomie XV i XVI wieku, w wyniku gwałtownego rozwoju miasta. 
Przed kościołem znajduje się pomnik Georga Daniela Teutscha, biskupa i historyka saskiego.
Wewnątrz zachwyca gwiaździste sklepienie.
Głównym jednak celem mojej wizyty tamże, było wejście na liczącą 73 metry, wieżę. Do pokonania mamy całkiem długą drogę, ale warto dopłacić tego lejka, żeby zobaczyć wspaniałą panoramę na miasto i przede wszystkim ;> na otaczające je góry.
Okolica Rynku i widoczne w oddali Fogarasze :) 
Cykam jeszcze tzw. Dolne Miasto (rum. Orasul de Jos). Tu taka rada - przyjeżdżając do Transylwanii zawsze wejdźmy, o ile oczywiście jest taka możliwość ;P na wieżę kościoła lub po prostu jakiś górujący ponad miastem punkt - otóż widok setek brunatnych dachów, charakterystycznych miejscowych kamienic i domów jest dla mnie jednym z powodów dla których Siedmiogród trzeba odwiedzić.
Po wizycie na wieży schodzę na Plac Huet (rum. Piata Huet), gdzie spotykam przyjaciół, którzy z uwagi na klapki na nogach nie wchodzili do świątyni. Decydujemy się skoczyć jeszcze do sklepu, a potem powoli zmierzać do hotelu.
Na Moście Kłamców cykamy sobie jeszcze fotę ;P
Wracamy inaczej bo przez Bramę Schodową (rum. Turnul Scarilor).
Brama Schodowa, czy też Wieża Schodów, jest jedną z najstarszych wież miejskich, umożliwiającą przejście z Dolnego do Górnego Miasta. Została zbudowana w XIII wieku.
Dolne Miasto spod Wieży Schodów.
Kościół i Wieża Schodów z Dolnego Miasta.
W tej okolicy pojawiło się kilka klimatycznych miejscówek - kawiarni, piwiarni czy winiarni, które o tej porze powoli zaczynały się zapełniać.
Na wizytę w piwiarni nie mieliśmy już jednak czasu - czekała nas jutro wczesna pobudka, a i zmęczenie po nocy spędzonej w pociągu dawało o sobie znać. Skierowaliśmy się więc do hotelu, gdzie wzięliśmy jeszcze jeden prysznic i rzuciliśmy się w wygodne łóżka...
A w kolejnym odcinku rumuńskiej przygody - pierwsze spotkanie z Fogaraszami :)
DO ZOBACZENIA

KOMENTARZE

2 komentarze:

  1. Miasto robi niezwykłe wrażenie. Te domy z oczami, charakterystyczne dla tego miasta, to wizytówka Sibu. Ja byłem pozytywnie zaskoczony ilością zabytków i klimatem miasta. Polecam każdemu wizytę w Rumunii.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, Sibiu kryje w sobie bardzo wiele zabytków, wiele więcej niż mogłem tu pokazać. Prawdziwą perełką są też malownicze zaułki, których tam naprawdę wiele. Niestety, czasu było mało i o odwiedzeniu niektórych miejsc można było zapomnieć.
      Pozdrawiam również :)

      Usuń

Back
to top