poniedziałek, 22 lutego 2016

Mamałyga z bryndzą oraz jak nakarmić niedźwiedzia wbrew własnej woli, czyli Rumunia 2015 - cz. IV

CZ. IV (VF. MOASA - VF. SERBOTA)
  • dzień wędrówki przez Fogarasze: 2
  • start: Vf. Moasa (2034 m.n.p.m.)
  • trasa: Vf. Moasa -> Curmatura Surului -> Saua Budislavului -> Vf. Budislavu -> Portita Avrigului -> Lacul Avrig -> Curmatura de Vest a Garbovei -> Vf. Garbova -> Curmatura de Est a Garbovei - Vf. Scara -> Saua Scarii -> Vf. Mazgavu -> Saua Serbotei -> Vf. Serbota
  • meta: Vf. Serbota (2331 m.n.p.m.)
  • suma wzniesień: 980 m
  • czas: 9,5 h (łącznie z odpoczynkami)
Noc przeminęła dość spokojnie poza jednym incydentem, który był spowodowany moim idiotycznym snem ;P Gdzieś koło trzeciej przebudziłem się i zacząłem szarpać leżącego obok Mosia z prośbą żeby nie włączał kuchenki gazowej ;D Nie mam oczywiście pojęcia skąd mi się to pytanie ubzdurało, pamiętam za to jego zdziwioną minę kiedy to usłyszał... :D
Niemniej jednak po tym wydarzeniu dotrwaliśmy już spokojnie do samego poranka. A obudzić się na dwóch tysiącach w akompaniamencie porannego szumu traw przez wschodzące słońce to cudowna rzecz, naprawdę cudowna! :) Wyspani, jak nowo narodzeni, wypełzamy z namiotu na poranny obchód... 
Ponieważ wczoraj nie było za bardzo okazji na rozejrzenie się po okolicy, to dzisiejszy dzień zaczynamy od porannego rozciągania i krótkiej przebieżce z aparatem. Oski sobie truchta, Moś z Krystianem szukają zastępczego "stołu" na śniadanie, a ja zachwycony przepięknym porankiem, robię małe kółeczko wokół obozowiska.
Plateau na którym spaliśmy. Z lewej Vf. Galbanu (2175 m.n.p.m.), po prawej Vf. Miclaus (2053 m.n.p.m.), a całkiem z tyłu widoczne długie ramię z Olanulem, o którym wczoraj pisałem. 
Po porannej rozgrzewce, zabieramy się za przygotowanie śniadania. Ponieważ poranny posiłek winien nam zapewnić odpowiednią porcję energii na większość dnia, musiał być więc pełnowartościowy i wysokokaloryczny. Dlatego decydujemy się otworzyć pierwszą z racji żywnościowych, które zakupiliśmy przed wyjazdem w sklepie militarnym.
O racjach tych wspominałem w prologu naszego wyjazdu. Kosztowały nas 25 zł - cena dosyć wysoka, niemniej jednak te dni kiedy przyszło mi je spożywać, wspominam bardzo dobrze. Niewątpliwą zaletą takiej racji jest fakt, że nawet nie mając kuchenki turystycznej i tak macie szansę zjeść coś ciepłego. Jak? Otóż owe zestawy posiadają pewnego rodzaju kartonik (wybaczcie mi brak fachowego nazewnictwa) i folię. Do folii, wkładamy naszą puszkę z "daniem obiadowym" jak się to pięknie nazywa i nalewamy tam trochę wody (do poziomu wyraźnie zaznaczonej kreski), po czym szybko to zawijamy i wkładamy do owego kartoniku. Zawarta tam substancja chemiczna widocznie reaguje z wodą, powodując jej wrzenie po jakimś czasie i podgrzanie puszki z zawartością, co sprawia że możemy się cieszyć ciepłym posiłkiem :)
Oprócz tego cała racja żywnościowa tak jak mówiłem składa się z wielu przydatnych akcesoriów ;) i innych przydatnych i kalorycznych rzeczy. Na pewno nie żałuję i pewnie jeszcze nie raz skorzystam.
Po zjedzeniu ogarniamy obozowisko, sprzątamy po sobie, worki szczelnie wiążąc i upychając do plecaka, po czym gotowi do drogi wracamy na szlak. Dzisiaj nasza trasa wyglądać będzie następująco:
mapa ze strony www.muntii-nostri.ro
Na początek czeka nas droga na widoczną przed nami Curmaturę Surului.
Zostawiamy więc widoczny w tle Vf. Moasa, z tej strony niemal w ogóle niewybijającą się kulminację, stanowiącą zakończenie masywu Vf. Galbanu.
Szlak graniowy Vf. Galbanu trawersuje, idąc po izolinii 2100 m.n.p.m. Przed nami rozciąga się głębokie siodło przełęczy i wznosząca się ponad nią piramida Vf. Suru (2283 m.n.p.m.).
Trawers Vf. Galbanu, z tyłu Vf. Moasa opadający przez Gorganu (1840 m.n.p.m) w kierunku niewielkiego wypłaszczenia na którym znajduje się niewielka Cabana Suru, czyli najbardziej na zachód wysunięte schronisko w Fogaraszach.  
I druga strona, czyli raz jeszcze potężne zbocza masywu Vf. Suru, którego wierzchołek, choć niedostępny szlakiem, stanowi dobre miejsce widokowe - gdybyśmy wzięli do ręki mapę, zauważymy że w tym miejscu grań główna wyraźnie biegnie ku północy i właśnie masyw Vf. Suru leży w jednym z najbardziej odchylonych na północ miejsc na całej fogaraskiej grani. Dzięki temu zapewnia on ładny widok z ciekawą perspektywą na całą zachodnią część Fogaraszy.
Siodło osiągamy po niecałych 15 minutach drogi z miejsca obozowania. Spotykamy tu szlak czerwonego trójkąta ze stacji kolejowej w Sebesu de Jos. Ze względu na fakt, że przechodzi on koło wspomnianego już wcześniej schroniska, jest dosyć popularnym sposobem dostania się na grań Fogaraszy. Tak jak mówiłem zresztą, zachodnia część tych gór, leżąca na zachód od Curmatura la Apa Cumpanita jest bardzo rzadko odwiedzana, a większość osób, po prostu zaczyna przygodę z granią od tego miejsca, spędzając przy okazji noc w schronisku, co powoduje że duża różnica wysokości, którą przychodzi pokonać, jest rozłożona na dwa dni.
Ekipa na przełęczy - od lewej Mosiu, Krystek i Oski.
Chłopaki ruszają dalej, ja zostaję jeszcze chwilę, fotografując raz jeszcze zbocza Vf. Suru...
Bardzo łagodnego od tej strony Vf. Galbanu (2175 m.n.p.m)
I przede wszystkim Vf. Budislavu. "Budzisław" jak go wszyscy zwaliśmy liczy 2343 m.n.p.m. i od tej strony robi naprawdę ogromne wrażenie. Tym bardziej że do widocznego pod nami kotła Caldarea Surului opada skalistymi, pionowymi ścianami.
Z kotła z kolei wypływa potok Suru widoczny poniżej, podobnie jak grzbiet opadający z Vf. Galbanu w kierunku Vf. Miclaus (2053 m.n.p.m.).
Ruszamy kamienistą ścieżką przecinającą strome, południowo-wschodnie zbocza Vf. Suru. W zimie musi być tu bardzo lawiniasto, niemniej jednak chętnie bym się kiedyś zimą w Fogarasze wybrał :D
Po drodze na Saua Budislavului (2159 m.n.p.m.) natrafiamy na wykapy potoku Suru, gdzie zatrzymujemy się aby uzupełnić butelki. Od lewej: Vf. Miclaus, Vf. Galbanu, Curmatura Surului, Vf. Suru.
Za Saua Budislavului zaczyna się strome i męczące podejście na Vf. Budislavu. Podchodzimy zakosami po nieco osypującej się ścieżce obserwując zmieniający się charakter pozostawionego za plecami Vf. Suru. Teraz widzimy że jest to długi masyw o stromych zboczach, zakończony kilkoma wierzchołkami. Najwyższy jego punkt, czyli Vf. Suru, to najbardziej skrajny (patrząc od lewej) wierzchołek, widoczne natomiast z prawej strony łagodniejsze zakończenie całego masywu to Vf. Capu Surului (2274 m.n.p.m.) 
Na szczyt podchodzimy około 25 minut, choć trzeba zaznaczyć, że szlak zdobywa niewielkie wypłaszczenie na południe od głównego wierzchołka Vf. Budislavu (2343 m.n.p.m.) 
Po osiągnięciu wypłaszczenia ukazuje nam się taki oto widok na wschód.
Pokazywałem w poprzedniej relacji ramię Olanula, dla którego zwornikiem jest widoczny na zdjęciu masyw Ciortei. Jest to jeden z najbardziej wysokogórskich, przypominających Tatry Wysokie, rejonów Fogaraszy.
Całe to gniazdo, tworzące najwyżej wznoszący się obszar tych gór na zachód od Negoiu, składa się z kilku wierzchołków. W grani głównej leżą dwa z nich - to Vf. Ciortea Vest (2427 m.n.p.m.) i Vf. Ciortea Est (2419 m.n.p.m.). Najwyższy punkt masywu to jednak leżący 0,5 km w linii prostej od grani głównej Vf. Boia (2431 m.n.p.m.). Skalistą część masywu tworzy również Vf. Grohotisului (2396 m.n.p.m.) i Vf. La Piatra Taiata (2366 m.n.p.m.).
W przeciwieństwie do większości szczytów w Fogaraszach, rejon Ciortei jest trudno dostępny. Wprawdzie z Curmatury de Vest a Garbovei wiedzie na Vf. Ciortea Est (dosł. Wschodni Szczyt Ciortei) szlak oznakowany żółtym paskiem, jednak na zdecydowaną większość masywu trudno jest się dostać z uwagi na skalisty i bardzo przepaścisty teren.
Od lewej: Vf. Ciortea Est, następnie widoczny nieco z tyłu Vf. Boia, dwuwierzchołkowy Vf. Ciortea Vest, leżący w grani bocznej Vf. Grohotisului (dosł. Usypany Szczyt) i niewidoczny na zdjęciu już Vf. La Piatra Taiata (dosł. Ścięta Skała).
I widok z Vf. Budislavu na masyw Negoiu i Lespezi-Caltun. Tam będziemy kolejnego dnia ;)
Pod szczytem robimy przerwę na picie i batonika. Mija nas też tu dwójka turystów, którzy idą z Cabany Suru do Cabany Negoiu. 
Pijąc wodę dokonujemy analizy topograficznej ;) Zauważamy, że południowo-wschodnie zbocza Vf. Budislavu są bardzo łagodne i zupełni inne od tych które widzieliśmy po drugiej stronie góry, gdy staliśmy na Curmaturze Surului.
Po drugim śniadaniu wyruszamy dalej - dłuższa przerwa zgodnie z naszym harmonogramem wypadała przy jeziorze Avrig do którego jeszcze około 45 minut. 
Kierujemy się grzbietem na wschód podziwiając przepiękną panoramę Fogaraszy - akurat nasz "Budzisław" pod tym względem rzeczywiście zasługuje na bardzo wysokie noty. Świetnie się stąd prezentuje nie tyko potężny masyw Negoiu i pochyły Lespezi, ale również Vf. Vanatorea lui Buteanu z Vf. Capra.
A przed nami teraz pożółkły, kopulasty Vf. Vartopu Rosu (2233 m.n.p.m.).
I dla porównania również masywny i z tej strony Vf. Budislavu.
Spacer tym odcinkiem to naprawdę fantastyczna podniebna wędrówka, a przy tym bardzo prosta i przyjemna :)
Po przetrawersowaniu Vf. Vartopu Rosu lekko schodzimy do przełęczy Portita Avrigului (2172 m.n.p.m.) położonej na granii głównej między wspomnianym wcześniej Vartopu Rosu, a Turnu Lacului (2247 m.n.p.m).
Stąd granitowy masyw Ciortei jest już tak blisko, że niemal czujemy chłód bijący od zacienionych północnych ścian potężnego masywu.
Z przełęczy czeka nas strome zejście do kotła lodowcowego pod szczytem Ciortei, gdzie znajduje się jezioro Avrig. W linii prostej to około 300-400 metrów, a różnica wysokości wynosi 160 metrów. Tak więc zejście jest strome, a ze względu na osypujące się kamienie - męczące.
Krajobraz w tym miejscu zmienia się nagle - znikają kopulaste szczyty Vf. Vartopu Rosu i widocznego z tyłu Vf. Budislavu, pojawiają się natomiast ostre, poszarpane turnie.
Spragnieni dłuższego odpoczynku bez ociągania schodzimy w dół, przy okazji obserwując zmieniającą się perspektywę.
Nad brzegiem jeziora jesteśmy po niecałych 15 minutach zejścia z Portita Avrigului i 2 godzinach 45 minutach drogi z obozowiska na Vf. Moasa (z przerwami). Tu rozlokowujemy na trawie plecaki, wyszukujemy ręczniki i wskakujemy do wody.
Kąpiel w lejącym się w tamtym czasie, upale była czymś zbawiennym, choć niespecjalnie była legalna ;P 
Po szybkiej kąpieli w rześkiej wodzie i przepraniu najpotrzebniejszych ubrań, które w tamte dni schły na słońcu w ciągu godziny, rozlokowujemy się w cieniu wielkiego głazu, mając przed sobą szmaragdową toń jeziora i potężne zbocza masywu Ciortei.
Jezioro Avrig (rum. Lacul Avrig) jest jeziorem polodowcowym o powierzchni 1,47 ha i maksymalnej głębokości 4,5 m, położonym na wysokości 2011 m.n.p.m. Ma ono nieco trapezowaty kształt, przypominający mi dużą płaszczkę ;p maksymalnie osiąga 180 metrów długości i 100 metrów szerokości. 
Nad jeziorem łącznie spędzamy 1,5 godziny. Spokojnie robimy obiad, jemy, a czekając aż ubrania podeschną opalamy się na wrześniowym słońcu. O 14.30 ruszamy w dalszą drogę, podążając za czerwonym paskiem, który przekracza próg skalny i zaczyna trawersować bardzo strome, poprzecinane żlebami, zbocza opadające spod Vf. Ciortea Est, czy jak kto woli Wschodniego Szczytu Ciortei.
Za nami zostaje jezioro, możemy również przypatrzeć się ciekawej topografii Vf. Vartopu Rosu, który jak pamiętacie podczas zejścia z Vf. Budislavu prezentował się zgoła inaczej niż od tej strony.
Podpatrujemy dolinę potoku Avrigelui, który stanowi początkowy odcinek rzeki Avrig - lewego dopływu Aluty.
Tak to wygląda w powiększeniu ;) Z lewej widać cienką kreskę przecinającą, kosówkę. To szlak niebieskiego kółka z jeziora Avrig do Cabany Barcaciu leżącej stosunkowo blisko grani, na wysokości 1550 m.n.p.m.
Tymczasem kolejny żleb na naszej drodze i kolejna mini-pułapka. Trzeba bardzo uważać na osypujące się w tym miejscu kamyczki, lufa jest dosyć spora, a ścieżka bardzo wąska.
Pokonujemy skalny filar i odsłaniają się nam widoki na fogaraskie Rohacze :D Tak mi się jakoś nasunęło to skojarzenie, gdy zobaczyłem dwa leżące obok siebie szczyty, zupełnie się od siebie różniące charakterem.
Ten po lewej łagodny olbrzym to Vf. Scara (2306 m.n.p.m.), natomiast ten wątły, ale jednakowoż skalisty koleżka po prawej, to Vf. Garbova (2188 m.n.p.m).
No i na koniec Vf. Vartopu Rosu.
Vf. Garbova widziany z bliska. Bardzo ładna północna ściana ;)
Po półgodzinnym marszu docieramy na Curmaturę de Vest a Garbovei, zwaną jak widać również Saua Garbovei Vest (2140 m.n.p.m), leżącą na głównej grani Fogaraszy. Tu spotykamy szlak czerwonego krzyżyka z Cabany Barcaciu na Vf. Ciortea Est (2419 m.n.p.m.). 
Ów szlak podchodzi stosunkowo łagodnymi, trawiastymi zboczami na wschodni wierzchołek masywu, który osiąga po około godzinnej wspinaczce. Warto jednak zaznaczyć, że pozostałe ze szczytów (Boia, Ciortea Vest) są trudno osiągalne z uwagi na eksponowane i skaliste granie, którymi są ze sobą połączone.
Z przełęczy zaczynamy trawersować po południowej stronie Vf. Garbova, który od tej strony prezentuje się zgoła inaczej. Zamiast pionowych ścian skalnych podobnych do tych, które opadają do doliny potoku Avrigului, mamy łagodne zbocza porośnięte trawą, poprzetykane pojedynczymi głazami. Przed nami równocześnie wyrasta Vf. Scara (2306 m.n.p.m.).
Grań pod Vf. Garbova.
Pokonujemy krótki, skalisty odcinek i schodzimy na Curmaturę de Est a Garbovei (2143 m.n.p.m.), gdzie mijamy odejście czerwonych krzyżyków do Cabany Barcaciu i zaczynamy piąć się trawiastym zboczem na Vf. Scara. Podczas podejścia zerkamy na skalną turnię Vf. Garbova i wznoszące się za nią, wyniosłe gniazdo Ciortei, z którego największą uwagę wzbudza chyba widoczny po lewej Vf. Boia (2431 m.n.p.m.) - najwyższy punkt w całym masywie. 
Na wierzchołek Vf. Scara (2306 m.n.p.m) podchodzimy koło 30 minut. Stąd mamy świetny podgląd na niemal całe gniazdo Ciortei (oprócz widocznego wcześniej Vf. Boia i Vf. Ciortea Est, zobaczymy stąd Vf. Ciortea Vest i Vf. Piatra Taiata), a także jezioro Avrig z wznoszącym się ponad jego taflą, Turnu Lacului.
W ciekawej perspektywie ujęte są również: Vf. Vartopu Rosu widoczny na pierwszym planie, dalej Vf. Budislavu i kilkuwierzchołkowy Vf. Suru.
Południowe zbocza szczytu opadają do doliny rzeki Topolog, leżącej około 900 metrów poniżej szczytu.

I rzut oka na północną stronę, gdzie zobaczymy stosunkowo płytki kocioł Puha (rum. Caldarea Puha).
Na koniec przesuwamy się z aparatem na wschód, czyli widok z Vf. Scara ku wyższym partiom Fogaraszy. Na pierwszym planie Vf. Mazgavu i dalej Vf. Serbota. Ostatni plan buduje gniazdo Negoiu i Lespezi.

Tutaj ten sam widok z podpisanymi szczytami.
Gniazdo Negoiu i Lespezi w przybliżeniu. Widać doskonale stąd że masyw Negoiu budują szczyty właściwego Negoiu (2535 m.n.p.m.), widocznego na lewo od głównego wierzchołka, Negoiu Mic (2485 m.n.p.m.) oraz Vf. Dintre Strungi (2476 m.n.p.m.) widocznego między Negoiu, a Lespezi.

Schodząc ze szczytu Vf. Scara przechodzimy jeszcze przez niewielkie kulminacje Vf. Scarisoara (2262 m.n.p.m.) i Vf. Puha (2176 m.n.p.m.), docierając po 25 minutach na przełęcz Saua Scarii (2152 m.n.p.m.).
Okolica jest dobra na biwak. Jest tu trochę płaskiej powierzchni, obok jest również schron Refugiul Scara, mogący pomieścić kilka osób, a po południowej stronie grzbietu (trzeba zejść kilkadziesiąt metrów w dół za niebieskimi krzyżykami) znajdziemy źródełko z wodą.
Zostawiamy plecaki pod schronem i schodzimy z butelkami w dół po świeżą wodę. To ostatnie źródło w pobliżu głównego szlaku na bardzo długo - kolejne jest dopiero przy zejściu  z Negoiu do jeziora Caltun. Po napełnieniu trzech butelek 2-litrowych i dwóch manierek, wracamy na przełęcz i odpoczywamy przez moment w cieniu schronu. Z przełęczy przepięknie prezentuje się okazały, dwuwierzchołkowy masyw Vf. Scara i Vf. Scarisoara, którego południowe, pokryte piargami zbocza stromo opadają do Kotła Scarii (rum. Caldarea Scarii). 
Z tej części Fogaraszy ciekawie prezentuje się jedno z najdłuższych ramion bocznych - oddzielające się od Negoiu i opadające do doliny Ardżeszu (rum. Arges). Szlak niebieskiego paska, poprowadzony nim, ma długość 41 km i pokonuje ponad 3 tys. metrów sumy podejść.

Z Saua Scarii podchodzimy na Vf. Mazgavu, zwany również Musceaua Scarii. Ten dość niewysoki, skalisty szczyt, składa się z dwóch wierzchołków (niższy 2261 m.n.p.m., wyższy 2277 m.n.p.m.) rozdzielonych wąską przełączką do której schodzimy po ładnie urzeźbionej ściance skalnej. Bardzo ładnie prezentuje się widoczny z lewej strony Vf. Caltun i Vf. Lespezi.
Dość efektowną, lekko eksponowaną, wąską granią przechodzimy przez niższy wierzchołek Mazgavu.
I aby zejść na wspomnianą, wąską przełączkę, schodzimy po pionowej ścianie skalnej. 
Po pokonaniu skalistej grzędy i kominka docieramy na przełęcz, a stamtąd delikatnie podchodzimy na wyższy, ale bardziej trawiasty wierzchołek Vf. Mazgavu (2277 m.n.p.m). Niesamowicie wręcz prezentuje się stąd Vf. Scara, który obrywa się niemal pionowymi zboczami.
Na południowym wierzchołku Vf. Mazgavu, grań główna, a z nią nasz szlak, wygina się o 90 stopni na północny-wschód. 
Odpoczynek przed zejściem na przełęcz Saua Serbotei.
Schodzimy dosyć stromo trawiastym zboczem poprzetykanym licznymi głazami na głęboko wciętą, ale dość szeroką przełęcz Saua Serbotei (2123 m.n.p.m.). Możemy stąd się przyjrzeć obu wierzchołkom Vf. Mazgavu, a także zobaczyć Vf. Puha, będący zakończeniem masywu Vf. Scara.
W tym miejscu jesteśmy również świadkami początku zachodu słońca, tak więc bez zbędnych postojów na przełęczy, zaczynamy podchodzić na Serbotę.
Szykuje się ładny zachodzik :)
Nad Kotliną Transylwańską jest już różowo...
Pomarańczowe niebo nad Vf. Scarii i Vf. Suru...
Chwilę później robi się jeszcze bardziej magicznie...
Niebo nad całą zachodnią częścią Fogaraszy zaświeciło wręcz niesamowicie...
Po lewej gniazdo Ciortei, nieco niżej dwuwierzchołkowy Vf. Mazgavu, dalej na prawo Saua Scarii i leżący nad nią masyw Vf. Scara, zza którego wystaje nieco Vf. Budislavu. W głębi, po prawej stronie widać natomiast Vf. Suru, pod którym budziliśmy się dzisiejszego poranka.
Na miejsce biwakowe wyznaczamy niewielkie wypłaszczenie leżące około 30 metrów poniżej wierzchołka Serboty. Olewamy tym razem namioty i rozkładamy jedynie karimaty i śpiwory. Przy zapadającym zmroku przygotowujemy obiad i gorącą herbatę.
Zasypiamy mając nad sobą miliony gwiazd. Tak rozgwieżdżonego nieba, przyznaję, nie widziałem nigdy i żałuję że moja wiedza na temat astronomii niewiele wykracza poza znajomość planet, ważniejszych księżyców i kilku pojęć typu kometa albo meteor. Niemniej jednak "spadające gwiazdy" były toteż i życzenia popłynęły ;)
I tak minął czwarty dzień wyjazdu, drugi spędzony w Fogaraszach. Kolejny zapowiadał się bardzo atrakcyjnie - wszak mieliśmy pokonać grań Custura Saratii czyli niezwykle wymagający odcinek grani głównej, a na koniec zdobyć Negoiu, czyli drugi najwyższy szczyt Fogaraszy.
To wszystko w następnym odcinku wyprawy, zapraszam już teraz i obiecuję dużą dawkę adrenaliny i podniebnych wędrówek :)
DO ZOBACZENIA

2 komentarze:

  1. Podziwiam i zazdroszczę. Fantastyczne krajobrazy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już chyba ostatnio pisałam o teleportacji do Twoich zdjęć. Cudne krajobrazy! Te góry wydają się być takie "niezdeptane".

    OdpowiedzUsuń