Alpy Julijskie - urok wapieniem pisany, czyli na Visoki Kanin cz. I

Alpy! Tu się oddycha!

(PRESTRELJENISKI PODI - SREDNJI VRSIC)

No niestety... Na czwarty dzień naszego pobytu w Julijcach zapowiadano deszczową i smutną pogodę... Liczyliśmy się z tym, kiedy wyjeżdżaliśmy do Bovca, że może dojść do takiej sytuacji, gdyż jak to w każdych górach pogoda bywa zmienna. Pogodzeni z losem zdecydowaliśmy się odbyć wycieczkę po okolicy, przy okazji zwiedzając najciekawsze obiekty. Jednak szczęśliwym zbiegiem okoliczności, gdy wstaliśmy następnego dnia, nie zastaliśmy za oknem padającego deszczu, a "jedynie" zasnute chmurami niebo. Temperatura była przyjemna, wilgotność OK, więc warunki do wędrowania - idealne. I w takich właśnie momentach pojawiają się nieznośne wątpliwości "a może jednak w góry?". Wiedząc, że w Alpy szybko nie wrócimy, stwierdziliśmy, że bądź co bądź szkoda spędzać czas w dolinach. Dlatego też postanowiliśmy zrobić najpierw spokojne rozeznanie. Godzina była wczesna, toteż zaraz po zjedzeniu śniadania wyszliśmy poza teren naszego przyjemnego pensjonatu... Doszliśmy pod niedaleką stację kolejki na Kanin i spytaliśmy miłego, starszego Słoweńca o jego pogodowe przewidywania. "Górolicek" z uśmiechem zapewnił, że jego zdaniem nie spadnie nam na głowę ani kropla deszczu i jak się później okazało -  miał rację. Przekonani zapewnieniom boveckiego seniora, podjęliśmy decyzję o wyjeździe na górę i wycieczce na najwyższy szczyt rozciągającego się na zachód od Bovca pasma - Visoki Kanin, o którym wspominałem podczas wycieczki na Mangart. I tak jak zawsze "wyszperana z summitpost" mapka rejonu Kanina...
Sięgnęliśmy więc po bambetle i o 8:30, czyli w momencie otwierania wyciągu staliśmy już w pięcioosobowej kolejce. (O niej samej opowiem, kiedy będziemy wracać). Gdy wjechaliśmy na górę ujrzeliśmy... dość przygnębiający widok.. absolutna mgła... I mgła taka, że widoczność sięgała 20 metrów. Po wydaniu jednak sporej gotówki "eurasów" nie mogliśmy zawrócić. Liczyliśmy że wyjdziemy ponad chmury i dlatego zamiast iść na Rombon, skierowaliśmy się na szlak na wyższy o ponad 350 metrów Visoki Kanin. Na szczęście idąc z każdym krokiem do góry chmury tak jakby się przerzedzały i do naszych oczu docierał błękit nieba.  
Górna stacja kolejki na Kanin znajduje się na płaskowyżu Prestreljeniski Podi, na wysokości około 2200 m.n.p.m. Tu turysta wybrać może pomiędzy szlakiem prowadzącym przez przełęcz Prevala (2067 m.n.p.m.) na Rombon (2208 m.n.p.m.), a szlakiem na Visoki Kanin (2587 m.n.p.m), przez przełęcz Kaninską Skrbinę...
Cała owa piątka turystów, która wraz z nami wjechała na górę, również podjęła decyzję o wyjściu na Kanin. Maszerowaliśmy więc wszyscy "w kupie", dbając uważnie, by się we mgle nie zgubić i nie wpaść do jednego z wielu kominków krasowych...
Większość była zasypana, ale z niektórymi trzeba było uważać, bo o skręcenie kostki nie trudno...
Dreptając ostrożnie po rumoszu, by nie zjechać w dół kotlinki powoli zdobywamy wysokość. Wyżej widzimy to co pragnęliśmy zobaczyć wyruszając na Kanin - choć trochę czystego nieba!!
Sytuacja na niebie dawała nadzieję na choć częściowe widoki, co utwierdzało nas w przekonaniu, że decyzja o wyjeździe na górę była lepsza, od spędzenia dnia w alpejskich dolinach...
Po chwili droga zatoczyła krąg i zaczęliśmy iść "ku słońcu"...
Taki nietrudny technicznie odcinek wymagał jednak dużo koncentracji, gdyż wątła ścieżyna przecinała strome zbocze i łatwo było spowodować kamienną lawinę...
A dna kotlinki widać nie było...
Wkrótce docieramy do podnóża wysokiej na 2478 m.n.p.m górze Hudi Vrsic. Tu znajduje się odejście łącznika do niewidocznego na razie Prestreljenikowego Okna...
Za rozstajami, ścieżka prowadząca na Kanin, zbliża się do wysokiej na około 6 metrów ściany skalnej, którą pokonuje się za pomocą łańcucha...
Szybko dajemy sobie z nią radę, a wspaniałą nagrodą było wyjście z zalegającej na dnie płaskowyżu Prestreljeniski Podi mgły i ujrzenie błękitnego nieba. Od razu też serce zabiło radośniej!
Idąc dalej zauważyliśmy spory tłumek, który o czymś żywnie rozprawiał, dlatego zaciekawieni zamieszaniem podeszliśmy. Jak się później okazało, na zboczu Hudi Vrsic pasło się wspaniałe stadko kozic...
Kozice alpejskie (Rupicapra rupicapra rupicapra), są podgatunkiem kozicy, różniącym się od naszej kozicy tatrzańskiej. Przede wszystkim posiadają o mniejszą czaszkę (długość do 18 cm), pozbawioną charakterystycznego białego ubarwienia. Kozica alpejska zazwyczaj osiąga też mniejszą wagę i w przeciwieństwie do swojej tatrzańskiej krewniaczki nie żyje tylko i wyłącznie powyżej górnej granicy lasu. 
A moim zdaniem największą różnicą pomiędzy kozicą alpejską, a tatrzańską jest to, że są nieporównywalnie mniej płochliwe i łatwiej jest je spotkać na szlaku. Ale to jest wynik różnicy pomiędzy zachowaniem turystów w Julianach, a dużej ilości przypadkowych "miłośników przyrody" spędzających czas w Tatrach, którzy dla zabawy straszą i płoszą kozice. Smutne to, ale niestety prawdziwe...
Mała fotosesyjka ;)
Zostawiamy kozice otoczone przez rząd fotografujących ich turystów i wracamy na szlak w kierunku Kanina. Po pokonaniu ubezpiecznionej ścianki szlak pokonuje próg skalny i wkracza do potężnego płaskowyżu Kaninski Podi. Tu dochodzi szlak prowadzący ze schroniska górskiego Dom Petra Skalarja na Kaninu, a samo miejsce pozwala zobaczyć w pełni szczyt Visokiego Kanina... 
Oraz Czarnego Vogla (Crni Vogel - 2422 m.n.p.m)...
Obracając głowę ku południu widzimy już tylko morze, morze chmur...
Wokół cicho, widoki jakieś są, więc postanawiamy przysiąść i na chwilę wsłuchać się w dźwięki alpejskiej przyrody... Gdzieś nad naszymi głowami szybuje jakiś drapieżny ptak, ale niestety nie udaje mi się go uchwycić na zdjęciu...
Magia Alp działa :D
Za progiem skalnym ścieżka obniża się by jak wspomniałem osiągnąć rozległe tereny płaskowyżu Kaninski Podi...
A gdzieniegdzie napotykamy takie piękne okazy alpejskiej flory..
Dalej ścieżka wkracza w kamienne pustkowie, któremu tajemniczości dodaje jeszcze panująca tutaj mgła. Naprawdę mogliby tu kręcić filmy science-fiction, w którym obszar ten mógłby naśladować krajobrazy księżycowe...
I tylko od czasu do czasu wątła ścieżka zdobywa wysokość...
Biorąc wszystkie aspekty dzisiejszej wyprawy, to po prawdy tytuł tej marszruty powinien brzmieć: "Visoki Kanin - pejzaż skalnym rumoszem pisany". Albo coś w ten deseń ;)
Im bliżej szczytu Kanina zanikały również okazy jakiejkolwiek roślinności. Pozostały jedynie osty, choć trochę urozmaicające otaczający krajobraz...
Wyżej przyjrzeć można było się również grani Vrsic z widocznym na zdjęciu Hudi Vrsic, na którego zboczach tak chętnie kozice pozowały do wcześniejszych fotek...
Wkrótce po 45-minutowej wędrówce pośród krajobrazu skalnego rumoszu, coś zaczyna się dziać... Ścieżka szybko zaczyna zdobywać wysokość i zaczyna zbliżać się do grani...
Już chwilę później można przyjrzeć się tej niezwykłej krainie z góry. Wrażenie niezapomniane... 
Oraz granicznemu grzbietu niespełna dwu-i półtysięczników...
Przechodzimy za zakręt... I kolejna niespodzianka, kozica dosłownie pięć metrów przed nami! To się nazywa spotkanie na szlaku!!
Kozica zgrabnie przedefilowała przed nami i po chwili zatrzymała się na półce skalnej z zaciekawieniem patrząc na nas i wyraźnym wyrazem na twarzy "Co za idioci celują we mnie jakimś czarnym pudełkiem?"
  Kozica spowodowała również zainteresowanie słoweńskich turystów, którzy odziani w kaski (my niestety nie mieliśmy), zaczynali mierzyć się z podejściem na grań. Poczekaliśmy, aż cała grupka oddali się po czym, razem również zaczęliśmy przygotowywać się do wspinaczki...
Zanim jeszcze zaczęliśmy podchodzić, raz jeszcze objęliśmy wzrokiem kamienne pustkowie płaskowyżu Kaninski Podi...
I ruszyliśmy do góry, zachowując odstępy, jako że kamienie osypywały się równo...
Wyżej rozpięty jest łańcuch, który pomaga poradzić sobie ze zboczem Srednjego Vrsica...
Gdy wszyscy już sobie poradziliśmy z łańcuchem, podeszliśmy do krawędzi grani. Tym samym osiągnęliśmy przełęcz Kaninska Skrbina (2518 m.n.p.m), która rozdziela potężny szczyt Visokiego Kanina (2587 m.n.p.m) od grani Srednjego Vrsica (2543 m.n.p.m). I kiedy właśnie stanęliśmy na przełęczy morza chmur wyłonił się najwyższy szczyt włoskich Alp Julijskich - piękny Jof di Montasio (2753 m.n.p.m)...
Poniżej przełęczy znajduje się niewielki lodowczyk Kaniński (Chiacciao del Canin), ciągnący się na długości ok. 2 kilometrów wzdłuż północnych zboczy Visokiego Kanina, długiego grzbietu Vrsic, aż po zbocze Prestreljenika (2499 m.n.p.m). Lodowczyk przetrwał dzięki zacienionej przez większość dnia kotlince, na wysokości około 2100-2200 m.n.p.m... 
Zbliżenie na lodowczyk...
Teraz zaczyna się finalny odcinek drogi na Kanin, a więc wędrówka wzdłuż granicy włosko-słoweńskiej...
Ale zanim zmierzymy się z najtrudniejszym, choć nie bardzo trudnym odcinkiem ucinamy sobie krótki odpoczynek pod wysokim na 2543 m.n.p.m Srednjim Vrsicem, skąd możemy podziwiać piękny masyw Jof di Montasio...
Łyk gazowanej, słoweńskiej wody to jest to... Dodaje siły i orzeźwienia.. Teraz możemy zmierzyć się z ostatnim niespełna 500 metrowym odcinkiem...
A z ostatnim odcinkiem drogi na Kanin zmierzymy się w części II-iej, która na blogu zagości, mam nadzieję już niebawem..
DO ZOBACZENIA

KOMENTARZE

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Back
to top