Alpy Julijskie - urok wapieniem pisany, czyli na Triglav cz. II

Alpy! Tu się oddycha!

(VODNIKOV DOM - VELO POLJE - VELSKA DOLINA - TRZASKA KOCA NA DOLICU)
Do Vodnikov Domu dotarliśmy równo na jedenastą. Czas - całkiem dobry, wszak z Rudnego Polja wyruszyliśmy parę minut po ósmej. Z kilkoma przerwami, aby otrzeć spocone czoło i uzupełnić płyny szliśmy niecałe 3 godzinki. W Vodnikov Domu z plecaka wyjęliśmy kanapki, a u chatara kupiliśmy zimną Coca-Colę...
Schronisko Vodnikov Dom na Velo Polju tak jak wspominałem w poprzedniej części, to cudownie położony obiekt z widokiem na Miselj Vrh, a nade wszystko na cały Triglav. Po raz pierwszy w obecnym miejscu niewielkie schronisko powstało w 1895 roku, a nazwane zostało na cześć słoweńskiego poety i alpinisty Valentina Vodnika (1758-1819), który jako pierwszy wdrapał się na Mali Triglav. Otwarte jest od początku czerwca do połowy października. Oferuje 22 łóżka w pokojach, oraz 31 dodatkowych miejsc w wspólnych salach. W Vodnikov Domu jest ciepła i zimna woda, ponadto posiada on generator elektryczny. Obok budynku znajduje się lądowisko dla helikopterów (w Julijcach nie ma nosiczy, są albo specjalne kolejki linowe, albo wszystkie towary dostarczane są helikopterem, dlatego też jest tak drogo).  
A oto czasy przejścia do ważniejszych punktów w Alpach Julijskich:
Triglav - 3:30
Dom Planika - 2:00
Triglavski Dom na Kredarici - 2:00
Dom Valentina Stanica - 3:00
Koca na Dolicu - 2:00
Zasavska Koca na Prehodavcih: 4:00
Parę fotek wokół schroniska...
Triglav i jego trzy wierzchołki...
Triglavska Skrbina z którą jutro będziemy się męczyć...
Miselj Vrh na pierwszym planie, a oprócz tego na zdjęciu również Debeli Vrh, Skednjovec, Vrh Hribaric, część Kanjavca i Smarjetna Glava...
W pewnym momencie słyszę charakterystyczny warkot.. To helikopter, który przyleciał, by dostarczyć żywność i napoje, a także zabrać śmieci ze schroniska... Oj trudno by tu mieli nosicze jakby kazano im na grzbiecie nosić 200 kg z dajmy na to doliny położonej na 600 m.n.p.m, do na przykład Domu Planika :) Dobrze, że w Tatrach nie ma takich przewyższeń...
No cóż o 11:40 podnosimy cztery litery z ławki i pakujemy manatki. Ruszamy w dalszą drogę, można powiedzieć: najżmudniejszą część dzisiejszego etapu...
Żegnamy przyjemne schronisko i patrzymy po raz ostatni na okolicę...
Teraz, tak jak mówiłem, czeka nas najgorsza część drogi. Dlaczego? Otóż wybierając nocleg na przeł. Dolic, trzeba pamiętać o jednej specyficznej rzeczy. Z Vodnikov Domu (1817 m.n.p.m), trzeba na początek zejść około 150 metrów w dół. Pomyślicie pewnie że narzekam, ale w środku dnia i przy takim upale każde 100, 200 metrów więcej to nic przyjemnego :)
Kamienista ścieżka przecina co jakiś czas piargi, a co jakiś czas wprowadza w niskie iglaki lub kosówkę... 
Niżej, w całości ukazuje się charakterystyczna bryła Kanjavca (2569 m.n.p.m)... Jakby się tak zastanowić, to przypomina taką pomniejszoną wersję Triglava...
A za nami zmniejszająca się z każdą chwilą sylwetka Vernara...
I gdy tak schodzimy sobie, rozglądając się dokoła nagle słyszymy pod nogami przeciągły syk. Odruchowo się zatrzymałem dostrzegając pod sobą wijącego się gada. No i ledwo zdążyłem z pokrowca wyjąć aparat ten raczej młody osobnik żmii zygzakowatej już uciekał pod potężny głaz..
Spotkanie żmii w tym upale nie dziwiło nas wcale, toteż gdy tylko upewniliśmy się, ze żmija zniknęła ze ścieżki, ruszyliśmy dalej...
Wkrótce osiągamy górną część Planiny Velo Polje (1640-1680 m.n.p.m.). Przecinamy wyschnięte do cna koryto potoku i wkraczamy w Velską Dolinę...
Z tym Velo Poljem i Vodnikov Domem to tak jak ze Schroniskiem na Hali Krupowej: niby to Hala Krupowa, ale jednak leży ono na Hali Kucałowej.. Vodnikov Dom leży na zachodnim zboczu Tosca, 150 metrów ponad dnem kotlinki... 
W tym miejscu również spotykamy pasące się krówki. Ale im więcej ich widzieliśmy tym bardziej zdaliśmy sobie sprawę, że większość wcale się nie pasie, a tylko odpoczywa w cieniu okolicznych drzew...
Och jaki słodki cielaczek :) ...
W Velskiej Dolinie pośród kosówki jest rzeczywiście bardzo duszno, ale pocieszeniem jest fakt, że słońce niedługo przejdzie na drugą stronę gór...
Powoli noga za nogą pniemy się do góry.. Wkrótce zarówno Vernar (2225 m.n.p.m) jak i Tosc (2275 m.n.p.m) zostają daleko za nami..
Wychodzimy z kosówki.. Teraz już tylko piętro alpejskie.. Pożółkła na skutek długotrwałej suszy, trawa jeszcze przez moment dominuje w krajobrazie aczkolwiek już niedługo...
Velska Dolina od północy ograniczona jest przez zbocza masywu Triglava, od południa przez masyw Miselj Vrhu, Miseljskej Glavy i Miseljskiego Konca od zachodu wcina się głęboko pod Kanjavec. Wylot doliny znajduje się przy płaskowyżu Velo Polje...
Uff... Dochodzi trzynasta na moim zegarku pojawia się temperatura 31 stopni Celsjusza.. Wiatru zero, a słońce w zenicie. Wyjmujemy ostatnią butelkę wody. Tylko 1,5 litra, a do schroniska jeszcze z 1,5 godziny.. No nie za ciekawie się to prezentuje.. Staramy się nic do siebie nie mówić, ale usta wysychają błyskawicznie...
Wkrótce dochodzimy do niewielkiego progu, gdzie musi się tworzyć podczas roztopów wodospad.. Pokonujemy to miejsce zakosem i jesteśmy już na około 1950-2000 m.n.p.m.. Do schroniska jeszcze około 200 metrów w górę...
Stromo, wciąż bardzo stromo do góry pniemy się pośród piargów czasem przybliżając się do wyschniętego koryta potoku. W wielu miejscach trawa zaczyna już zanikać...
W pewnym momencie po naszej prawicy widać już szlak łączący Trzaską Kocę z Domem Planika.. To dobry znak...
Jeden zakos potem drugi i myślimy: "no to jesteśmy"...
A tu nie :) Pojawia się uczucie zawodu... Schronisko dopiero jest za tym obniżeniem, bo to jest właśnie przełęcz Dolić...
Przemykamy pośród kamiennej pustyni z perspektywą czegoś zimnego do picia i do jedzenia ;)
Wkrótce dołącza do nas szlak z Doliny Siedmiu Jezior Triglavskich, a kawałek dalej szlak z Domu Planika...
Bingo Panie i Panowie, czyli pełen sukces - o 13:40 osiągamy przełęcz (2164 m.n.p.m.) - widok z przełęczy na zachód...
I na wschód - stamtąd przyszliśmy...
Miseljska Glava (2273 m.n.p.m)...
Widok z Przeł. Dolić (2164 m.n.p.m) na masyw Kanjavca...
I zanim jeszcze wchodzimy do schroniska decyduję się, aby ustrzelić fotkę z krawędzi urwiska...
Przełęcz Dolić spod schroniska...
I wreszcie samo schronisko...
Trzaska Koca na Dolicu położona 13 metrów poniżej przełęczy, na wysokości 2151 m.n.p.m, to jedno z trzech schronisk położonych w bezpośrednim otoczeniu najwyższego szczytu Słowenii - Triglava. Gdyby dokładnie określić jego położenie, to okazałoby się, że leży pomiędzy Smarjetną Glavą, a Kanjavcem. Historia schroniska sięga 14 września 1930 roku, kiedy to otworzono niewielki budynek dla włoskich alpinistów, a po II Wojnie Światowej został przejęty przez organizację turystyczną PD Gorje, które razem z inną organizacją SPD Triest odrestaurowały obiekt. Zmodernizowany obiekt otwarto w 1948 roku, ale już na przełomie 1951/52 roku zniszczyła go lawina. Kolejną odbudowę zaczęto trochę wyżej, w najbezpieczniejszym miejscu z punktu widzenia lawinowego. Już w 1953 roku zupełnie nowy obiekt powstał i nazwano go Trzaską Kocą na cześć górali z Triestu, którzy pragnęli mieć swoje schronisko w masywie Triglava. W 1972 roku je ponownie rozbudowano, ale niestety w 2009 roku na wschodnie skrzydło runęła lawina doprowadzając po raz kolejny do zniszczenia. Aktualnie, zniszczone skrzydło na nowo zostało oddane do użytku, dodatkowo zamontowano na dachu baterie słoneczne, a także wiatraki generujące energię...
Schronisko jest bardzo, bardzo przyjemne, a pokoje świeżo wyremontowane. Co prawda są one maciupkie :) ale bardzo przytulne...
Jeszcze jedna ciekawa rzecz całkowicie z innej beczki - a mianowicie SPP, co to takiego?
Otóż skrót SPP oznacza Slovenską Planinską Pot - dalekobieżny szlak górski, zaczynający się w Mariborze, a kończący się w Ankaranie na wybrzeżu. Długość tego szlaku wynosi... 599 kilometrów, a więcej więcej niż nasz GSB. Co ciekawe, był to pierwszy szlak długodystansowy w całym łańcuchu Alp, a powstał z dniem 01.08.1953. Suma podejść to 45,2 km, suma zejść to 45,5 km. Przy szlaku łącznie jest 58 schronisk. W całej historii przeszło go około 10 tysięcy piechurów...
Wspomniałem o tym dlatego, że Trzaska Koca jest jednym z tych 58 schronisk, a ta jedynka namalowana u wejścia właśnie symbolizuje SPP...
Jeśli chodzi o koszty to orientacyjny koszt w pokoju 1-4 osobowym w schronisku klasy I (takim jest Dom Planika, Dom na Kredarici i Trzaska Koca na Dolicu) wynosi 27 Euro. Drogo? W Chacie Teryho nocleg kosztuje 21 Euro, a pamiętajmy, że jesteśmy w Alpach. Natomiast co można zjeść w takim schronisku...? Najbardziej popularna jest enoloncnica, czyli gęsty wywar przypominający trochę fasolkę po bretońsku (ale tylko trochę!), składający się z warzyw i mięsa, czasem kapusty. Robi się ją z różnymi składnikami i zazwyczaj można w schronisku dostać również enoloncnicę wegetariańską. Równie powszechną potrawą jest gulasz...
Oczywiście, trzeba pamiętać, że w wysoko położonych schroniskach nie znajdziemy wody, toteż po przyjściu nie pozostało nic innego jak zamoczyć ręcznik w wodzie mineralnej i przetrzeć nim czoło... 
Pierwotnie planowaliśmy wybrać się popołudniu, kiedy już się ochłodzi na Kanjavec (w dwie strony 2,5h), ale ze względu na zmęczenie postanowiliśmy maksymalnie wypocząć przed jutrzejszym dniem. Nie oznacza to bynajmniej, że próżnowaliśmy :) Zaliczyliśmy popołudniowy spacerek wokół schroniska, kiedy Julijce przybrały wspaniały kolor...
Planja (2453 m.n.p.m), Razor (2601 m.n.p.m) i Pihavec (2419 m.n.p.m)...
Początek naszej jutrzejszej trasy, czyli trasa na Triglav, a poniżej widać pasek szlaku na przeł. Luknja, odważnie poprowadzonej mulatierą...
Kanjavec spod schroniska...
I jedna z jego wapiennych turni...
Spacerując wokół schroniska...
Na zakończenie dnia wieczorny widok na dwóch braci - Mangarta i Jałowca..
Chmurki na niebie nas trochę niepokoją, ale podczas czekania na posiłek, pytamy słoweńskiego ratownika o pogodę na jutro... Słyszymy jasną i klarowną deklarację "Tomorrow, the weather will be good". Spoglądając do księgi gości spotykamy prawdziwą mieszankę narodowościową - Aleksandar z Sarajewa, Toni z Helsinek, Pierre z Lyonu, my z Gliwic... Wszyscy radośni, wszyscy szczęśliwi - jesteśmy wszak jedną wielką rodziną, którą łączy jeden wspólny cel - zdobyć "dach Słowenii"...
Pobyt w schronisku fantastycznie nas nastroił. Pogadaliśmy wesoło ze słoweńską grupką turystów z Mariboru, którzy opowiadali, że na Triglavie są po raz czwarty, bo pragną zdobyć go z każdej strony, posłuchaliśmy słoweńskiej muzyki góralskiej, która do późnych godzin nocnych płynęła przy dźwiękach gitary, aż o 19.30 poszliśmy spać. To nasz rekord, ale nie było możliwości zapalenia światła, a czołówek z domu nie wzięliśmy, więc chcąc nie chcąc nie pozostało nic innego jak drzemać. Z jadalni dolatywały do nas dźwięki różnych pieśni, ale szczególnie utkwiła mi w pamięci jedna...
Oj Triglav moj dom, kako si krasan, 
kako me izvabljaš iz nizkih ravan. 
V poletni vročini na strme vrhe, 
da tam si spočijem v samoti srce.
Kjer potok izvira v skalovju hladan:
Oj, Triglav moj dom, kako si krasán!

Oj, Triglav moj dom, četudi je svet 
začaral s čudesi mi večkrat pogled, 
tujina smehljaje kazala mi kras, 
le nate sem mislil ljubeče vsak čas. 
O tebi sem sanjal sred svetlih dvoran: 
Oj, Triglav moj dom, kako si krasan! 

Oj, Triglav, v spominu mi je tvoj čar,
zató pa te ljubim in bom te vsekdár;
In zadnja ko ura odbila mi bo, 
pod tvojim obzorjem naj spava telo. 
Kjer ptički radostno naznanjajo dan:
Oj, Triglav moj dom, kako si krasán!

DO ZOBACZENIA...

KOMENTARZE

3 komentarze:

  1. Super widoki i super góry. Niestety nie byłem w Alpach. Wy połączyliście przyjemne z pożytecznym.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście Alpy są super :) Życzę żeby udało się to nadrobić ;) A z wizytą, na pewno jeszcze nie jedną, wpadnę...

      Usuń
  2. Cudne te widoczki. Czekam na szczytowanie :) Triglavskie oczywiście!

    OdpowiedzUsuń

Back
to top