Dolina Ordesy i Monte Perdido - informacje praktyczne


Jak co roku w kontekście wakacyjnego wyjazdu zebrałem dla Was garść informacji, które okazały się przydatne podczas organizacji wyjazdu do Doliny Ordesy i w masyw Monte Perdido. Mając świadomość, że jakiś aspekt mógł umknąć mej uwadze, chciałbym Was poprosić by w razie jakichś wątpliwości - pytać w komentarzach! Zamierzam uczynić z tego posta rzetelne źródło informacji dla każdego kto zamierza zrobić sobie trekking na/wokół Monte Perdido, dlatego zależy mi na Waszym zdaniu. Stwierdzicie, że czegoś brakuje? Piszcie koniecznie!

SPIS TREŚCI:

1. Kiedy jechać?
2. Co zabrać?
3. Mapy/przewodniki
4. Dojazd
5. Przydatne strony
6. Noclegi w górach
7. Na miejscu



1. Kiedy jechać

Tu moja odpowiedź będzie chyba łatwa do przewidzenia - schyłek wakacji, przełom lata i jesieni. Z reguły ilość opadów po stronie francuskiej jest wyższa niż po stronie hiszpańskiej - co wynika z faktu, że masy powietrza napływające od strony Atlantyku napotykają barierę w postaci północnych krańców tego potężnego łańcucha górskiego. Jest to też odpowiedź na pytanie dlaczego to francuskie Pireneje obfitują w roślinność i stanowią zupełną przeciwwagę dla hiszpańskiej części. Dla masywu Monte Perdido najpewniejszymi miesiącami są sierpień, wrzesień i październik, choć trzeba pamiętać o tym że już we wrześniu pojawiają się opady śniegu. Jeśli chodzi o miesiące zimowe, to wg archiwów pogodowych powtarza się schemat, że grudzień jest miesiącem słonecznych, choć mroźnych dni, natomiast z nadejściem stycznia i lutego sytuacja się pogarsza, przynosząc zamiecie śnieżne i silne wiatry. Trzeba jednak to podkreślić, że pogoda w Pirenejach jest absolutnie nieprzewidywalna i ciężko szukać tu schematów. Rok temu przełom sierpnia i września był okresem wspaniałej pogody, w tym roku, czego sami doświadczyliśmy, okres ten przyniósł straszliwe burze, niskie temperatury i pierwsze zwiastuny nadchodzącej zimy. Kwiecień roku ubiegłego był miesiącem zawirowań pogodowych, mrozów, śniegów, ale i okresem cieplejszej pogody, dla porównania ten sam miesiąc bieżącego roku przyniósł nieprawdopodobną aurę, która spowodowała że od 3 do 25 kwietnia były tylko 3 dni deszczowe! Przez pozostały czas panowała natomiast bezchmurna pogoda obfitująca w temperatury rzędu od zera do minus pięciu stopni Celsjusza.

Jeszcze jedno słowo komentarza na koniec - Pireneje zimą cieszą się umiarkowaną popularnością. Są wtedy o wiele bardziej wymagające niż Tatry, bo temperatury potrafią utrzymywać się przez długi czas na poziomie -20,-25 stopni Celsjusza, ponadto duże odległości i znaczne przewyższenia potrafią dawać się we znaki. Warto wziąć sobie to do serca, udając się zimą do Refugio Goriz.

2. Co zabrać

To już wynika, Drogi Czytelniku, z tego jaki wariant odkrywania Pirenejów sobie wybierzesz. Trasa którą zrobiliśmy nie wymaga posiadania własnego namiotu, niemniej jednak będę upierac się przy swoim i polecać, a wręcz rekomendować takie rozwiązanie, gdyż najzwyczajniej w świecie w razie nagłego pogorszenia warunków pogodowych pozwala Ci ono uchronić się na przykład przed deszczem. Innym argumentem przemawiającym za zabraniem ze sobą namiotu jest pełna niezależność od schronisk, śpisz tam gdzie chcesz, rozbijasz się kiedy chcesz (no, prawie - trzeba pamiętać o jednej zasadzie, o której piszę szerzej w punkcie szóstym).

Co zabraliśmy ze sobą na ten wyjazd?

AKCESORIA BIWAKOWE
  • namiot
  • trzy śpiwory (zalecam nawet jadąc w sierpniu zabrać śpiwór CO NAJMNIEJ jesienny, taki który pozwala na komfortowy sen w temperaturze ok. 5-7 stopni Celsjusza)
  • trzy karimaty (samopompujące)
  • nóż myśliwski
  • multitool
  • dwa scyzoryki
  • naczynia biwakowe (kubek, miseczka, plastikowe sztućce)
  • gaz (kupiliśmy w Intersporcie w Torli)

ODZIEŻ I OBUWIE
  • dwie pary spodni na osobę (krótkie + długie)
  • dwie pary butów na osobę (górskie + trampki żeby nie męczyć się przez cały czas w ciężkich butach)
  • trzy pary koszulek termoaktywnych na osobę
  • po trzy pary skarpetek i majtek na osobę
  • jedną parę ciepłego, zimowego polaru na osobę
  • po kurtce przeciwdeszczowej
  • ciemne okulary (konieczny element wyposażenia w wapiennych górach)
  • po buffie na szyję

JEDZENIE
  • po raz pierwszy wziąłem ze sobą w góry dania liofilizowane - wcześniej ich nie brałem z uwagi na dość wysoką cenę jednak eksperyment uważam za udany - więcej w jednej z relacji
  • łącznie dwie sztuki racji żywnościowych typu SRG-4 (składające się z trzech pełnych posiłków) oraz jedna racja żywnościowa typu SR-4 (składająca się z jednego pełnego posiłku)
  • łącznie dwie puszki z gulaszem angielskim (absolutny przełom dotyczący naszej podstawy żywieniowej w górach - ograniczenie do minimum tego typu konserw)
  • łącznie cztery puszki z pasztetem
  • różne rodzaje kasz (pęczak, kuskus, i jakieś inne cuda na kiju, których nazw nie przytoczę)
  • sosy w proszku i żurki w proszku
  • zupki chińskie (ja miałem cztery - w stosunku wyjazdu do Norwegii i do Rumunii w latach ubiegłych spadek o 75% - całkowicie nie ma sensu ich eliminować z diety górskiej, bo czasem zupka chińska to złoto)
  •  c.a. 15 batoników zbożowych Bakalland/Corny Big na osobę - rewelacja, fantastycznie się sprawdziły w Pirenejach
  • sumarycznie trzy paczki kabanosów
  • co trzeba było, kupiliśmy na miejscu z uwagi na ograniczenia w bagażu

ELEKTRONIKA + INNE AKCESORIA
  • aparat + akcesoria fotograficzne (filtry, ładowarki, zapasowe baterie, statyw)
  • telefony komórkowe + trzy ładowarki
  • trzy powerbanki
  • panel solarny umożliwiający naładowanie telefonów/powerbanków
  • trzy czołówki
  • kijki trekkingowe

Do Hiszpanii lecieliśmy Ryanairem i mieliśmy wykupiony tylko jeden bagaż rejestrowany na trzech. Jego waga musiała być mniejsza niż 20 kg, oprócz tego jechaliśmy z dwoma bagażami podręcznymi o standardowych wymiarach 55 x 40 x 20 i wadze nieprzekraczającej 10 kg.


Tak się prezentował nasz bagaż rejestrowany na lotnisku 😆

3. Mapy, przewodniki

Jeśli chodzi o mapy, to dla obszaru doliny Ordesy i masywu Monte Perdido zdecydowanie polecam dwuczęściową mapę wydawnictwa Editorial Alpina "PARQUE NACIONAL DE ORDESA Y MONTE PERDIDO" wydanej w skali 1:25 000. Mapa ta jest najdokładniejszą dostępną na rynku, posiada dobrze odwzorowaną rzeźbę terenu, jest czytelna, posiada bogate nazewnictwo, ponadto są na niej zaznaczone nie tylko szlaki, ale także ścieżki. Obejmuje teren ograniczony przez Gavarnie na północy, Bujaruelo i Torlę na zachodzie, Broto na południu i Bielsę na wschodzie. Jej mankamentem jest papier z jakiego została wykonana - w zasadzie to po paru jej przeglądaniach, mogą powstać już dziury na zgięciach, nie wspominając o tym że jeden taki wypad jak nasz, doprowadzi do jej całkowitego zniszczenia. A mapa ta nie jest tania - w Hiszpanii dostaniecie ją za ok. 11-15 euro w Polsce - np. w Sklepie Podróżnika - kosztuje 59,90 zł. To samo wydawnictwo wydało również jednoczęściową mapę, jak się możecie domyślić, w nieco gorszej skali - 1:40 000, tyle że zaletą tego rozwiązania jest fakt, że dostaniecie również mini-przewodnik w języku francuskim, hiszpańskim i angielskim, a ponadto zapłacicie za to dychę mniej - 49,90 zł - dla kogoś kto zamierza zrobić dokładnie taki sam trip jak my bądź bliźniaczy - wystarczy bez problemu czterdziestka. Jeśli chodzi o przewodniki, to renomę w Polsce zrobił wydany w 2008 roku przewodnik Keya Reynoldsa nakładem Sklepu Podróżnika - przewodnik ten opisuje m.in. szlaki w rejonie Monte Perdido i Doliny Ordesy. Ten sam autor wcześniej wydał również przewodnik dotyczący francuskiej części Pirenejów - obie pozycje miałem w rękach i polecam, choć fajnie byłoby doczekać się aktualizowanej wersji obu tych książeczek.


Z tej mapy korzystaliśmy podczas pobytu w masywie Monte Perdido.

4. Dojazd

Bezwzględnie samolot. Oczywiście można z Polski próbować jechać samochodem, ale jest to opcja dla naprawdę upartych, hobbystów, ludzi z kamperami itd. Samolot pozwala zaoszczędzić czas i w połączeniu z innym, naziemnym środkiem transportu umożliwia szybkie dotarcie w podnóże Pirenejów. Najlepszą opcją jest podróż przez Barcelonę - lotnisko w El Prat jest połączone z Katowicami (Wizz Air), Krakowem (Vueling, Ryanair), Poznaniem (Wizz Air), Gdańskiem (Wizz Air), Warszawą (Wizz Air, Norwegian, Vueling, LOT), Modlinem (Ryanair). Wbrew pozorom najtaniej wychodzi Ryanair, który ceną samego biletu przegrywa z Wizz Airem, ale biorąc pod uwagę tańszy bagaż - bardziej opłaca się wybierać irlandzkiego przewoźnika. Inną opcją jest lot do oddalonej o 100 km od Barcelony, 100-tysięcznej Girony (loty z Poznania, Krakowa i Wrocławia, tylko Ryanairem), jednak podróż w Pireneje staje się w ten sposób bardziej męcząca i znów, biorąc pod uwagę wysokie koszty transportu publicznego w Hiszpanii - nieopłacalna na dłuższą metę. W grę wchodzi także przelot do Madrytu (loty z Krakowa, Modlina, Wrocławia i z Poznania - Ryanairem oraz loty z Krakowa Iberią Express bądź Norwegianem z Warszawy), jednak z reguły ta opcja z reguły jest droga. Tym którzy mieszkają w zachodniej Polsce mogę polecić szukanie lotów Ryanaira z Berlina-Schonefeld, bardzo często zdarzają się bardzo tanie loty między tymi miastami. Ostatnią propozycją jest lot, także Ryanairem, z Krakowa do Lourdes, miasta leżącego na przedgórzu francuskich Pirenejów. Jest to świetna opcja ze względu na łatwość ustrzelenia tanich biletów, ale proponowana raczej dla tych którzy chcieliby zacząć trekking wokół Monte Perdido od Gavarnie. Dojazd do Torli z Lourdes jest po prostu zbyt męczący.
Jak natomiast poruszać się po Hiszpanii?
Nieważne jakie lotnisko docelowe wybierzemy, czy będzie to El Prat czy inne lotniska satelickie stolicy Katalonii, czy nawet Madryt, najtańszym sposobem do poruszania się na miejscu będzie zawsze autobus. To wprawdzie także pojęcie względne, gdyż transport publiczny w Hiszpanii z punktu widzenia przeciętnego Polaka, na pewno jest droższy niż w naszym kraju, ale niewiele odstaje od pozostałych krajów Europy Zachodniej. Trzeba być przygotowanym na kupowanie biletów z wyprzedzeniem i przyjąć, że za każdy przejazd zapłacimy dwukrotnie więcej niż za podobną odległość w Polsce. Dotyczy to zarówno autobusów, jak i pociągów, które to, co trzeba zaznaczyć, są oczywiście o wiele bardziej komfortowe, do tego rzecz jasna czyste i szybkie, niemniej jednak drogie, zwłaszcza w przypadku pociągów dużych prędkości, tj. Alvia, Alaris, Talgo i AVE.


Podróż pociągiem kategorii AVE.

Sposoby dojazdu z Barcelony (lotnisko El Prat) do Torli:
Z portu lotniczego w El Prat leżącego na południowy-zachód od miasta, można wybierać spośród trzech rodzajów transportu publicznego - chyba najpopularniejszego i najwygodniejszego wariantu przejazdu pociągiem (przewoźnik regionalny Rodalies de Catalunya), który w ciągu mniej więcej kwadransa dociera na dworzec Sants (najlepszy wybór!) bądź też opcji w postaci autobusu ekspresowego (tzw. Aerobusu) który kursuje między Placem Katalońskim (Placa de Catalunya) a terminalami portu lotniczego. Opcja ta jest o tyle niewygodna że wymaga przesiadki aby dostać się pod dworzec Sants, podobnie jak trzeci wariant, obejmujący przejazd autobusem miejskim (linia 46), który dowozi na Plac Hiszpański (Placa d'Espanya).  Z placu tego trzeba podejść, można ewentualnie przesiąść się na metro, jednak odległość nie jest duża i spacer zajmie max 15-20 min.


Dlaczego w Barcelonie powinniśmy się udać właśnie na dworzec Sants (Sants Estacio), który jest głównym dworcem kolejowym miasta?
Bynajmniej nie po to by wsiąść do pociągu 😛
Obok budynku dworca od strony Pasażu św. Antoniego (Passeig de Sant Antoni) znajduje się niewielki terminal autobusowy, z którego m.in. operują autobusy firmy Avanza*. Obsługują one połączenia do Barbastro, realizowane co kilka godzin przez autobusy kursujące w relacji Barcelona - Huesca. Bilet na osobę, kupiony z wyprzedzeniem, to wydatek około 12 euro. Podróż do Barbastro trwa około trzech godzin i pozwala pasażerom na przesiadkę do dwóch głównych ośrodków centralnych Pirenejów - do Torli, czy do leżącego u stóp Aneto, Benasque. Ponieważ jednak do podnóża masywu Monte Perdido autobusy kursują tylko dwa razy dziennie, to najlepszą opcją będzie wyruszenie ze stolicy Katalonii autobusem o 8.00, który pozwala przesiąść się na autobus do Torli odjeżdżający z Barbastro o 11.15. Nie udało mi się kupić biletu łączonego, pojedynczy bilet na relację Barbastro-Torla to wydatek rzędu znów 11-12 euro.

*Koniecznie pamiętajcie rozpoczynając podróż autobusem z Barcelony, by upewnić się czy Wasz autobus odjeżdża spod Sants, czy też z Estacio Nord - czyli głównego dworca autobusowego w mieście, skąd też odjeżdżają autobusy Avanzy!

Oczywiście można kombinować inaczej, jechać na przykład przez Sarragossę, co jest wariantem dłuższym, ale pozwalającym poznać atrakcyjną stolicę Aragonii. Prezentowany przeze mnie poradnik skupia się jednak na zakreśleniu najszybszych i najwygodniejszych sposobów dotarcia do Torli.

  • Sposoby dojazdu z Girony (lotnisko Girona-Costa Brava)
Jak już wspominałem, Girona jest położona ok. 100 km na północny-wschód od Barcelony. Stąd mamy bliżej do francuskiego Perpignan niż do stolicy Katalonii, ale ponieważ bilety do tego uniwersyteckiego miasta z Polski zazwyczaj są tanie (tańsze niż na El Prat), to o tym wariancie też parę słów 😉
Z lotniska można wydostać się transportem publicznym rzecz jasna do Girony jak i do samej Barcelony (rozkłady tutaj). Wszystkie te linie obsługiwane są przez firmę Sagales, które kursują często - kursy do centrum oferuje kilka linii kursujących przynajmniej raz w godzinie od rana do wieczora, połączeń do Barcelony rzecz jasna jest trochę mniej, ale ich ilość nie pozwala na długotrwałe kiblowanie na lotnisku, zaletą jest także fakt, że ostatnie autobusy odjeżdżają przed północą. Jeśli jesteśmy większą grupą, możemy pomyśleć o wzięciu taksówki - nocna taryfa do miasta będzie kosztować 35 euro.


  • Sposoby dojazdu z Madrytu (Port lotniczy im Adolfo Suareza w dzielnicy Barajas)
Dystans dzielący Torlę od Madrytu jest wprawdzie znacznie większy niż dystans dzielący Torlę od Barcelony, niemniej jednak podróż wcale nie trwa wiele dłużej. Z madryckiego lotniska Barajas, do miasta można dostać się na trzy sposoby - metrem, autobusem bądź oczywiście taksówką. Jeśli bezpośrednio po przylocie planujemy się wydostać z miasta w kierunku gór, to należy wybrać ekspresowy autobus Airport Express, który jedzie prosto spod terminali na dworzec Atocha. Kursy odbywają się całą dobę - w dzień co 15-20 min, w nocy co 35 min (rozkład jazdy1 i rozkład jazdy2), koszt podróży to 5 euro (Uwaga! Nocą kursy są skrócone do Plaza Cibeles!). Jeśli spędzamy trochę czasu w samym Madrycie to z lotniska lepiej się wydostać metrem (koszt 4,5 euro) - linia 8 dowozi z lotniska na północne obrzeża centrum (centrum, a nie starego miasta!) do stacji Nuevos Ministerios, skąd można kontynuować podróż linią nr 10 na starówkę (np. stacja Plaza Espana przez który przebiega Gran Via). Mapka imponującej sieci madryckiego metra - tutaj
Ale nie wnikając głębiej w tematy podróżowania po samym Madrycie 😉 Chcąc wydostać się w kierunku centralnej części Pirenejów, udajemy się na dworzec Atocha (dokładniej Puerta de Atocha, czyt: Płerta de Atocza). Istnieją dwa połączenia kolejowe z Madrytu do Hueski (czyt. Łeski), obsługiwane przez pociągi dużych prędkości AVE, które pozwalają pokonać dystans 420 km, w 2 godziny i 5 minut. Sama Huesca leży już u podnóża Pirenejów, jest głównym ośrodkiem miejskim w północno-zachodniej części Aragonii i zapewnia niezłe połączenia w głąb gór.
My sprawdzaliśmy to połączenie w odwrotnym kierunku (Huesca - Madryt) i zapłaciliśmy za bilet/osobę 26,5 euro. Jest to bodajże najniższa cena, z reguły bilety kupowane nawet z miesięcznym wyprzedzeniem kosztują ok. 40 euro/osobę. Przy rezerwacji należy podać nr dowodu osobistego. Bilety można nabyć tutaj.


Najkrótszym sposobem dotarcia do Torli z Hueski jest podróż autokarem Avanzy (tej samej firmy, która odpowiada za kursy z Barcelony przez Barbastro do Torli) z przesiadką w Sabinanigo, taka kombinacja zajmuje około 2 godzin podróży autobusem i kosztuje łącznie 10 euro (niestety znów nie da się kupić biletu łączonego). Można również jechać przez Barbastro jednak jest to dłuższa podróż.

5. Przydatne strony

Pireneje są bardzo atrakcyjnym łańcuchem górskim, zarówno stosunkowo łatwo dostępnym jak i różnorodnym, dlatego może dziwić fakt, że - i to mówiąc nader delikatnie - nie są to zbyt popularne góry w sieci. Mówię rzecz jasna o artykułach pisanych w języku polskim.

Ale powiem tak - to co jest w zasadzie wystarcza - bo tak się składa, że autorzy obu stron, które Wam zaraz dokładniej opiszę - włożyli sporo wysiłku w swoją pracę i zrobili naprawdę dobrą robotę.
A więc po pierwsze:


Strony Pana Edwarda Krzyżaka nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć. Znam ją od bardzo dawna, od czasów, gdy jeszcze de facto nie ciągnęło mnie za bardzo w Pireneje, ale zaciekawiony światem oglądałem sobie na swoim pierwszym komputerze fotki z przeróżnych gór Europy i w zasadzie całego świata. Wtedy odnalazłem ową stronę - a były to czasy poprzedniej dekady - i mogłem się przenieść wirtualnie w Pireneje. Wiele rzeczy się zmieniło przez ten czas, ale jednego można być pewnym - ta strona pozostała najlepszym polskim kompendium dotyczącym Pirenejów, na którym znajdziecie obecnie ponad 120 relacji z różnych zakątków tych wspaniałych gór. Zapraszam w imieniu Pana Edwarda.



To druga ze stron o charakterze bloga, z którą polecam się zaznajomić przed wyjazdem w Pireneje. Jego autorka poznała i pokochała te góry tak mocno, że wydała nawet książkę Wędrówki Pirenejskie, która stanowi zbiór opowiadań z pieszych podróży po Pirenejach. Równie gorąco zachęcam do zajrzenia przed wyjazdem, tak jak w przypadku bloga Pana Krzyżaka, znajdziecie tam relacje z masywu Monte Perdido 😉



Przejdźmy do materiałów pisanych w językach obcych 😊 Masę fotek z dziesiątek (phi, setek!) szlaków centralnej części Pirenejów (także z rzadziej wybieranych szlaków w masywie Monte Perdido, czy z masywów Aneto-Posets i Vignemale) znajdziecie na blogu Buscando Bucardos. Notabene, nazwa tego jednego z najpopularniejszych w hiszpańskiej sieci bloga poświęconemu Pirenejom oznacza nic innego jak "Szukając kozic" 😊



To chyba najlepiej prezentująca się strona poświęcona Pirenejom. Opisuje ona szlaki na terenie nie tylko PN Ordesy i Monte Perdido, ale także w pozostałych rejonach Pirenejów, dostarcza wszelkich danych takich jak przewyższenia, dystanse, a w dodatku przedstawia wszystko na mapkach. Zaletą jest fakt, że strona ma wersje w czterech językach, także w angielskim czy francuskim, minusem z kolei, że w kontekście omawianego masywu - póki co opisanych zostało jedynie pięć najpopularniejszych (= łatwiejszych) tras. Ale i tak warto tam zajrzeć - i pamiętać o niej przed wyjazdem na przykład w masyw Pico Aneto.

O tej stronie warto pamiętać w kontekście tego, że jest dostępna tam dobra mapka doliny Ordesy i masywu Monte Perdido, jak również cenne kontakty, czy rozkład autobusów wahadłowych kursujących z Torli do Pradera de Ordesa.



To oficjalna strona Parku Narodowego Ordesy i Monte Perdido, która mnie rozczarowuje. Dlaczego? Bo o ile znajduje się tam sporo informacji (niestety wszystko po hiszpańsku), baza noclegowa, opisy szlaków, informacje praktyczne, to jednak całość mogłaby prezentować się znacznie lepiej. Jeśli sobie klikniecie to sami stwierdzicie, że naprawdę, jakby to porównać do strony takiego TPNu, czy KPNu, to wypada bardzo słabo.



Osobom z namiotami, które przybędą do Torli polecam bardzo serdecznie kemping Rio Ara. Znajduje się on w odległości 10 minut spaceru od miasteczka w bardzo przyjemnej, zacisznej okolicy. Nocleg we własnym namiocie kosztuje ok. 6 euro/osobę, a na miejscu mamy nie tylko bar z lanym piwem, ale także minimarket. Daję okejkę 💪


6. Noclegi w górach

Jak już pisałem w 8 powodach, dla których zakochasz się w Pirenejach, masyw Monte Perdido można poznawać na różne sposoby. Można zabrać ze sobą namiot i nie płacić za noclegi (z tym że należy zapoznać się z zasadami nocowania na dziko w danym terenie, a więc sprawdzić minimalną wysokość na której można nocować - z reguły jest to 2000 m.n.p.m., ale czasem nawet 2500 m.n.p.m.), a można wręcz przeciwnie - zaplanować wycieczkę z lekkim plecakiem, zaliczając pirenejskie schroniska. Te z reguły nie są zbyt drogie - np. ceny w Goriz nie odbiegają od cen które proponują turystom schroniska po słowackiej stronie Tatr - i co istotne - udzielają zniżek członkom chociażby Alpenverein. Fajną stronką, która pozwala znaleźć kontakt do wszystkich schronisk górskich na terenie aragońskich Pirenejów, czyli de facto centralnej części, jest Albergues y refugios de Aragon.


Po hiszpańskiej stronie Monte Perdido w zasadzie jest tylko jedno schronisko - to Refugio Goriz (strona internetowa). Choć leży na 2200 m.n.p.m. to miejsca w sezonie należy rezerwować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Sam nocleg kosztuje 16 euro, a nocleg w pakiecie ze śniadaniem i kolacją 40 euro. Miejscówka jest niezwykle klimatyczna i ma bardzo fajną ekipę 😉
Przed schroniskiem znajduje się rozległe wypłaszczenie, gdzie można rozbijać namioty. Znajduje się tam kilka miejsc premium, które są obudowane kamieniami, aby odgradzać od wiatru - takie szczególnie polecam 😊
Po stronie francuskiej w zasadzie znajdują się dwa schroniska - pierwsze to Refuge les Sarradets pod Przełęczą Rolanda, które do jesieni przyszłego roku pozostaje w przebudowie  - drugie to Refuge des Espuguettes znajdujące się na zboczach szczytu Piméné. Rozciągają się spod niego fantastyczne widoki nie tylko na cyrk Gavarnie, ale także na piękny masyw Vignemale, w dodatku schronisko prowadzi sympatyczna rodzinka, a dania w karcie są typowo francuskie - wiecie bagiety i te sprawy 😉 Nocleg ze śniadaniem i kolacją to wydatek 38,5 euro.

7. Warto pamiętać

Na koniec jeszcze parę spostrzeżeń z tego pobytu. Najpierw to, co dla każdego człowieka jest najważniejsze do życia - woda pitna. Będę to podkreślać wiele razy, ale w masywie Monte Perdido trzeba nosić zapasy wody. Latem gleba jest wysuszona, jakiekolwiek opady w ciągu kilkunastu godzin dostają się do ziemi. Słońce w zenicie daje się we znaki, łatwo jest doprowadzić do odwodnienia i doznać udaru słonecznego. Należy koniecznie pamiętać o przykrywaniu głowy i noszeniu dużej ilości wody w plecaku, najlepiej tak by mieć zapas na dwie doby! I jeszcze jedna, głośna sprawa. Jak być może wiecie, masyw Monte Perdido, to masyw zbudowany ze skał osadowych. Nikomu z nas nie zdarzyło się aby odczuwać jakieś dolegliwości związane z piciem wody wypływającej z takich skał, niemniej jednak filtr jest dobrym narzędziem przy okazji tego rodzaju wypraw.
Po drugie, co rzuciło się w oczy nie tylko mi, ale także moim towarzyszom z tej wyprawy - problemy z porozumieniem się po angielsku. O ile we Francji się do tego przyzwyczaiłem, to w Hiszpanii tym razem stało się to dla mnie zaskoczeniem. Ilekroć bywałem wcześniej w Aragonii czy Andaluzji, to sporadycznie tylko zdarzały się bariery językowe. Wraz z wejściem do autokaru w Barcelonie pojawiły się problemy językowe i konieczność porozumiewania się na migi, fakt - rzecz czasem zabawna - ale w gruncie rzeczy deprymująca. Zwłaszcza jak jedziesz autostopem, chciałbyś kurde gościowi powiedzieć ile w tym jego kraju zobaczyłeś, jak ci się podoba i jak cholernie nie chcesz wracać nad Wisłę. A to co wykrztusisz to będzie co najwyżej Espana? Me gusta! albo Viaje? Muy bueno, Amigo!
Jeśli ktoś, tak jak ja, kuleje z hiszpańskim (tyle razy sobie obiecałem, że się w końcu zacznę uczyć - i w końcu się zacznę!) polecam pamiętać o kupnie rozmówek polsko-hiszpańskich (ja polecam standardowo z berlitza, kosztują grosze, a są świetne). Nawet jeśli się nie przydadzą do rozmów w samochodzie, czy schronisku, to warto je mieć chociaż przy okazji wizyty w restauracjach, żeby domyśleć się co jest co 😉
I właśnie tu druga rzecz, o której chciałem powiedzieć. Kuchnia. Jeden z hiszpańskich klejnotów, dla którego warto na Półwysep Iberyjski przylecieć. W Pirenejach jedzenie ani trochę nie rozczarowuje, trzeba zajrzeć chociaż raz do restauracji serwującej lokalne przysmaki. A jak Pireneje to pierwsze co się rzuca na myśl to a) baranina/jagnięcina (z grilla na przykład), niezwykle tam popularna b) lokalne sery i wszystko co z nimi się wiąże, czyli na przykład rewelacyjne sałatki posypane kozim serem, bądź z kawałkami takiego sera 💕 Białe złoto na talerzu 😍

Baranina z grilla 😋😎

I tym smakowitym akcentem dobrnęliśmy do końca. Dzięki jeśli dobrnęliście aż tutaj i obiecuję w następnej relacji zabrać Was już na miejsce 😁

Jeśli macie jakieś pytania, zachęcam do dyskusji 😊 Piszcie, pytajcie i koniecznie jedźcie w Pireneje!

KOMENTARZE

6 komentarze:

  1. Bardzo solidny artykuł, napracowałeś się ;-) Jeśli będę się wybierać na hiszpańską stronę, na pewno do niego wrócę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! Ja też na pewno do Ciebie wpadnę jeśli będę się wybierał na stronę croissantów :D

      Usuń
  2. Świetny post! :D Widzę, że pogrzebałeś ostatnio w wyglądzie strony. Naprawdę super to wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :) Pogrzebałem aczkolwiek jeszcze trochę roboty przede mną, zwłaszcza z uaktualnieniem graficznym poszczególnych postów :D

      Usuń
  3. U Ciebie zawsze w informacjach praktycznych każdy aspekt uwzględniony. Lubię! Zmiana graficzna dużo lepsza, czytelniejsza... ogólnie na duży plus :) Czekam na relację z Pirenejów. Uściski!

    OdpowiedzUsuń

Back
to top