poniedziałek, 26 maja 2014

Wielkie otwarcie wakacji w Beskidzie Śląskim, czyli Klimczok i Błatnia cz. II

CZ. II (SCHRONISKO PTTK NA KLIMCZOKU - PRZEŁĘCZ KOWIOREK - KLIMCZOK - TRZY KOPCE - STOŁÓW - BŁATNIA - PRZEŁĘCZ PRZYKRA - PRZYKRA - WYSOKIE - PALENICA - WAPIENICA ZAPORA - WAPIENICA)
Na zegarku stuknęła 12:05, gdy spoceni i zmachani dotarliśmy do upragnionego przez nas Schroniska na Klimczoku.. Od momentu wyruszenia z Wilkowic (link do I-szej części relacji: Wielkie otwarcie wakacji w Beskidzie Śląskim, czyli Klimczok i Błatnia cz. Iszliśmy więc tu 3 godziny 40 minut, co było niezłym czasem, jak na mnogość przystanków po drodze. O dziwo, choć wcześniej spotkaliśmy zaledwie jedną osobę, w schronisku i obok panował gwar, który był skutkiem latających w te i wewte dzieci z przedszkola, czy też podstawówki, a także sporej ilości osób, które postanowiły na Klimczok wejść, korzystając z ułatwienia jakim jest kolejka na Szyndzielnię. Jednak o ile pamiętam, szlak z Szyndzielni to coś na kształt deptaku, stąd jakoś mnie tam nie ciągnie.. 
W schronisku zamawiamy wspomnianego złocistego napoju, aby schłodzić swe wysuszone wargi, do niego zaś połykamy przygotowane w domu kanapczany.. Schronisko na Klimczoku to zdecydowanie obiekt, który nie każdemu będzie się podobał, nie ze względu na wygląd, bo ten jest całkiem przyjemny, lecz na popularność. Słyszałem, choć dzięki Bogu, nie miałem przyjemności zajrzenia tam w słoneczny sierpniowy weekend, że nierzadko tłumy ludzkie zniechęcają do wizyty tam.. Gdy są ludzie, ceny też zazwyczaj automatycznie są wysokie i rzeczywiście, choć nie jest tam tak drogo jak na Skrzycznem, to ceny niektórych dań nie zachęcają. W porównaniu do niedalekiej Błatniej, pierogi kosztują 15 zł, a nie 12, piwo zaś 7 zł pół litrowe (duże) małe zaś kosztuje złotych pięć... No z tym piwem to akurat standardowa cena, ale ceny dań obiadowych mogłyby być o te parę złotych niższe...
W schronisku robimy sobie trzy kwadranse przerwy, warto więc przytoczyć na ten czas kilka faktów na temat tego starego schroniska..
Masyw Klimczoka i Magury od wieków był terenem wypasowym. Istniały w tym masywie, więc liczne szałasy pasterskie, które w XIX wieku, służyły nie tylko pasterzom, ale i pierwszym turystom, którzy tam z chęcią odpoczywali. W 1872 roku na grzbiecie Magury, nieco powyżej siodła oddzielającego Magurę od Klimczoka, powstało drewniane schronisko, zbudowane z rozkazu Friedericha Suttera, nadleśniczego dominium łodygowickiego. Imieniem właścicielki dóbr: Klementyny von Primavesi, schronisko nazwano Klementinenhuette, skąd powstała polska translacja: Klementynówka. Obiekt, głównie służący jako domek myśliwski, był częstym celem przyjazdów dziedzica dóbr: barona Adolfa von Klobus.
 archiwalne zdjęcia ze strony: www.beskidia.pl
Rozległy widok rozciągający się stąd między innymi na Tatry i Kotlinę Żywiecką, spowodował wzrost odwiedzających to miejsce turystów. Na wniosek Beskidenverein w 1895 roku rozbudowano istniejące drewniane schronisko, lecz pechowo, bo w dniu otwarcia, doszczętnie ono spłonęło. Dwa lata później Beskidenverein ponownie oddało je do użytku publicznego, a stało się to dnia 26.05.1897... Obiekt nie miał jednak szczęścia.. Płonął jeszcze dwukrotnie w 1910 i 1913 roku. Po ostatnim pożarze powstał duży budynek z kamienia, który z niewielkimi zmianami pozostał do dziś.. Oddany do użytku w 1914 roku miał restaurację, bufet, dwie jadalnie, na piętrze zaś 40 miejsc noclegowych. Był czynny przez cały rok, ciesząc się ogromną popularnością, którą zapewniały mu fantastyczny widok i doskonała infrastruktura...
Pod koniec lat XX. zeszłego wieku obiektem tym zainteresował się Oddział Górnośląski PTT, który uzyskał nawet zgodę na dzierżawę od barona von Klobus. Jednak na baronie ciążyła presja, którą wywierał bielski oddział Beskidenverein.. Przez nią von Klobus cofnął zgodę i to Beskidenverein przejęło obiekt. Z powodu konfliktu między stroną polską (PTT) i niemiecką (BV) polscy turyści nie byli w nim mile widziani. Latem 1939 roku w pobliżu schroniska zaczęły stacjonować plutony 2 Batalionu 4 Pułku Strzelców Podhalańskich z Cieszyna. Jednak schronisko ominęły działania wojenne i 3 września Podhalanie wycofali się do Szczyrku
Początek okupacji schronisko przetrwało zaskakująco dobrze. Nadal było często odwiedzane zarówno przez bielszczan jak i mieszkańców Żywca. W 1942 roku, rejon Klimczoka stał się miejscem posterunku Luftwaffe. Zimą 1944 roku schronisko zajął Wehrmacht, a dzierżawca Klementynówki, niejaki Giersig, uciekł na zachód. Po zakończeniu wojny, w której nie ucierpiało zbyt mocno, został reaktywowane przez PTT z Bielska i wyremontowane. Stało się ponownie bardzo popularne, a tą popularność pomnożył fakt wybudowania w 1953 roku kolejki na Szyndzielnię. Od tej pory to jedno z najpopularniejszych schronisk w Beskidach. W 1961 roku zakończył się remont generalny schroniska, podczas którego podniesiono m.in. walory estetyczne wnętrza. Obecnie schronisku dysponuje 50 miejscami noclegowymi w 10 pokojach 2-, 3-, 4-, 5- i 6- osobowych. Ceny noclegu są standardowe i niewygórowane: dwójka i trójka 35 zł od osoby, czwórka 30 zł, a piątka i szóstka 25 zł. Pokoje mają łazienki. Ogólnie jest ono chwalone, co potwierdza ranking czasopisma NPM: zajęło ono w ostatniej III edycji wysokie 13 miejsce.. 
Schronisko opuszczamy o 12.50... Gdy wychodzimy z niego, mamy wrażenie jakbyśmy się teleportowali w jakieś afrykańskie kraje ;) Sucho i gorąco.. Ale trasa, choć jeszcze długa, to teraz będzie opierać się na dreptaniu po płaskim.. No, może poza podejściem na Klimczok..
Mam nadzieję, że nie jestem w błędzie, mówiąc że rejon Schroniska na Klimczoku, a konkretnie leżąca poniżej Przeł. Kowiorek, jest największym w Beskidzie Śląskim węzłem szlaków. Krzyżuje się tu ich aż dziewięć! Porównywać można do niego jedynie szczyt Wielkiego Stożka, gdzie szlaków PTTK krzyżuje się osiem + dwa czeskie. A oto skąd możemy tu dotrzeć:
- niebieski szlak turystyczny niebieski - z Wilkowic PKP przez północne zbocza Magury 3:00, w dół 1:50
- niebieski szlak turystyczny niebieski - ze Szczyrku Centrum przez Podmagurę 1:50, w dół 1:00
- zielony szlak turystyczny zielony - ze Szczyrku Centrum przez Szczyrk-Biłą 2:25, w dół 1:30
- zielony szlak turystyczny zielony - z Bystrej (końcowy przystanek MZK linii 57) przez Przeł. Kołowrót 2:15, w dół 1:25, z Przeł. Kołowrót 1:20, w dół 0:55
- czerwony szlak turystyczny czerwony - z Salmopolu 3:40, w drugą stronę 3:35, z Karkoszczonki 1:05, w dół 0:35
- czerwony szlak turystyczny czerwony - z Szyndzielni 0:40, w dół 0:35, z Bielska-Olszówki przez Dębowiec 3:15, w dół 2:00
- czerwony szlak turystyczny czerwony - z Bystrej (przystanek MZK linii 57 obok "Zajazdu pod Źródłem") 2:15, w dół 1:20
- żółty szlak turystyczny żółty - z Mesznej 2:40, w dół 1:40, z Wilkowic PKP 3:25, w dół 2:20
- czarny szlak turystyczny czarny - z Klimczoka 0:10, w górę 0:20
- żółty, czarny szlak turystyczny żółtyszlak turystyczny czarny- z Błatniej 1:50, w drugą stronę 2:40
 
Schodzimy nasyceni i z nieco uspokojonym pragnieniem w dół, na leżącą na wysokości 1040 m.n.p.m. Przeł. Kowiorek...
Przełęcz Kowiorek, zwaną również Kowiorki, a na mapach często oznaczaną jako Siodło pod Klimczokiem, to szeroka przełęcz pomiędzy Klimczokiem (1117 m.n.p.m), a Magurą (1109 m.n.p.m).. Znajduje się tu węzeł szlaków, a dodatkowo w zimie funkcjonuje wyciąg narciarski..
Schronisko na Klimczoku widziane z siodła...
A po drugiej stronie, stromo wznoszący się Klimczok..
Podchodzimy żwawo pod górę, oczekując od Klimczoka wspaniałej panoramy, takiej jaką zachwycali się turyści 100 lat temu.. Zbocze Klimczoka mimo widocznych śladów erozji, jest dobrym miejscem, by sobie "klapnąć" na moment. Są tam liczne krzaki jagód i nagrzana zielona trawka, która w połączeniu z widokiem daje wyborną całość :)
Tuż pod szczytem wyszukujemy sobie odpowiednie miejsce, no i oczywiście sobie siadamy zapominając o bożym świecie.. Pełna rewelacja. Klimczok, choć jest górą może nie wybitną pod względem widokowym, to oferuje ciekawą panoramę... Tu foto na sąsiednią Magurę i Babią Górę...
Nie może zabraknąć foty na najbardziej pożądany rejon :) Babia jest, Pilsko jest, brakuje jednak czegoś ;p No, na tym powiedzmy zdjęciu ;)
W rzeczywistości poszarpana grań Tatr była znacznie lepiej widoczna i wraz z chłopakami próbowaliśmy coś odgadnąć. W domowym zaciszu udało się coś powiększyć i parę szczycików rozpoznać, choć muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że w taki późnowiosenny upał widoczność będzie na tyle dobra, że z Klimczoka Tatry zobaczymy. Wszak zazwyczaj taki widok jest bardziej popularny na jesieni, zimą czy wczesną wiosną..
Cóż pozostawało innego jak tylko zalec ;)
Z błogiego relaksu wyrwał nas krążący wokół szybowiec.. Najprawdopodobniej lecący z lotniska w bielskich Aleksandrowicach.. Och, zawsze takim chciałem sobie polatać :)) 
Szybowiec zatoczył koło po to by znaleźć się nad Kotliną Żywiecką (jakie muszą być widoki z powietrza na nasze piękne Beskidy :)
Chwilę później zaczął zmierzać prosto ku nam i przez chwilę mieliśmy wrażenie, że nie wyrobi i zderzy się z ziemią.. W ostatniej chwili poderwał maszynę i skręcił na prawo.. 
Mina Oskiego bezcenna - "Widziałem orła cień" :D
Cóż dwadzieścia minut błogiego odpoczynku minęło.. Cyknąłem raz jeszcze Tatry, myśląc że okazji więcej nie będzie, założyliśmy plecaki i ruszyliśmy na szczyt Klimczoka...
A to właśnie widok z samego szczytu Klimczoka.. Może nie jakiś ekstra, ale ładny ;)
Klimczok (1117 m.n.p.m) to najwyższy szczyt najbardziej na północ wysuniętej grupy górskiej Beskidu Śląskiego: grupy Klimczoka i Magury, zwanej Magurą Klimczokową. Usytuowany w głównym grzbiecie Beskidu Śląskiego jest zwornikiem dla grzbietu Szyndzielni oraz grzbietu Magury. Wierzchołek Klimczoka ma kształt zaokrąglonego kopca. Grzbiety, które od niego odchodzą z reguły są dosyć szerokie, ale bardzo strome. Na zachodnich zboczach Klimczoka i Trzech Kopców znajduje się kilka jaskiń np. Szczelina w Klimczoku, w której miał mieszkać zbójnik Klimczok..
Klimczak, najwyższy szczyt w pasmie Beskidów nadbialskich (1119 m). Przepyszny widok odsłania się z niego na panoramę dorzecza Wisły ku północy, a na wierzchołki Beskidów Śląskich na południe. Klimczak bowiem to baszta tych gór, najbardziej na północ wysunięta [...] Na południe [...] strzela wysoko ciemny wierzchołek Baraniej, na prawo ciągną się szeregi wiślańskich i brenniańskich groni. Na wschodzie rysują się potężne kształty Babiej i ostre szczyty Tatr na tle błękitu. 
Ks. Antoni Macoszek, "Przewodnik po Śląsku Cieszyńskim"
Tak pisał natomiast inny miłośnik gór i przewodnik:
Klimczok i Magura mają dość wybitne kulminacje, że zaś są one dość blisko siebie i tylko dzieli je wąskie siodło halne, przeto są właściwie jedną górą beskidzką, kształty ma okrągłe, cały wraz z czubem spowity w lasy, po podnóżach pną się pola orne, po zboczach prześwieca kilka miłych polan. Wierzchołek Magury porosły jest świerczyną, Klimczoka przeważnie buczyną.
Kazimierz Sosnowski, "Przewodnik po Beskidach Zachodnich"
Standardem pamiątkowe foto na szczycie Klimczoka..
Jeszcze jedno, a jak :p
I pożegnalny widoczek z Klimczoka - Babia i Taterki, niczego więcej nie trzeba :)
Przez Klimczok przebiega szlak żółty szlak turystyczny żółty z Jaworza przez Błatnią i dalej przez Szyndzielnię do Bielska, a konkretnie do Lasku Cygańskiego. Z Błatniej czas przejścia 1:40, w drugą stronę 1:20..
Fajny pomysł, może niektórzy otrzeźwieją...
Schodzimy ścieżką przez las mieszany, mało stromą, zacienioną i bardzo przyjemną...
Wkrótce docieramy do kolejnego rogacza.. Tu odchodzi szlak czarny, trawersujący Klimczok zachodnim zboczem. Skraca on drogę na Szyndzielnię o 5 minut. 
Kawałek dalej ścieżka wychodzi na obniżenie między Klimczokiem, a Trzema Kopcami (1081 m.n.p.m). Znajduje się tam rozległy wyrąb, skąd Taterki widać ponownie wspaniale...
Trzy Kopce...
Tatry raz jeszcze...
Podejście na Trzy Kopce wysiłku zbyt wielkiego nie wymaga.. Szeroka ścieżka robi zakos i raz dwa jesteśmy na szczycie, skąd widać szczyt Klimczoka jak i Magury...
Pilsko, Romanka, Przeł. Pawlusia, Rysianka, Lipowska i Boraczy w Beskidzie Żywieckim, a na pierwszym planie najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego - Skrzyczne...
Małe zbliżenie na Skrzyczne, pocięte trasami narciarskimi.. Pora znów się tam wybrać, tym razem od strony Ostrego :)
Krzaki borówek na Trzech Kopcach...
Trzy Kopce to niepozorny szczyt, trzeci najwyższy w grupie Klimczoka i Magury, będący jednak zwornikiem dla grzbietu głównego i grzbietu Błatniej. Nazwa, podobnie jak w przypadku Trzech Kopców Wiślańskich, pochodzi od trzech kopców ustawionych na znak granicy. Pierwotnie na Trzech Kopcach istniała granica między wsiami: Brenną, Wapienicą i Szczyrkiem, później zaś między Księstwem Cieszyńskim, a Hrabstwem Bielskim i dominium łodygowickim, w końcu zaś do 1950 roku, przebiegała tu granica powiatu cieszyńskiego, bielskiego i bialskiego.. Na południowym stoku Trzech Kopców znajduje się Jaskinia w Trzech Kopcach, a oprócz tego na szczycie istniało niegdyś schronisko...
Za szczytem rozciąga się polanka z widokiem na pogórze, okolice Bielska-Białej, Pszczynę, Jezioro Goczałkowickie - zbiornik wody pitnej dla Górnego Śląska, a także inne miasta. Można zauważyć Tychy, Jastrzębie-Zdrój, czy Żory...
Szlak żółty szlak turystyczny żółty za Trzema Kopcami...
Z Trzech Kopców schodzimy niezbyt stromo; na polanę położoną w siodle przełęczy między Trzema Kopcami, a sąsiednim Stołowem. To tu znajduje się odejście szlaku narciarskiego, który pozwala ominąć szczyty Trzech Kopców i Klimczoka i skierować się od razu na Karkoszczonkę, do Chaty Wuja Toma. Po północnej stronie grzbietu mijamy natomiast rezerwat "Stok Szyndzielni", który ma trochę mylącą nazwę, bo wcale nie rozciąga się na stoku tego popularnego szczytu...
Z siodła tego, położonego na wysokości 988 m.n.p.m, przez drzewa widać szczyty Beskidu Węgierskiego i Malinów (1114 m.n.p.m), a także nieśmiało wychylający się Cieńków i Stary Groń. Za kilka lat widok ten zniknie, bo rosnący tu młodniak wygląda coraz bujniej...
Podchodzimy na czwarty tego dnia tysięcznik: Stołów położony między Trzema Kopcami, a Błatnią.. Ze szlakowej ścieżki mamy widoczek na mijane Trzy Kopce..
Ale także i na Szyndzielnię oraz opadającego do Wapienicy szczytu Cybernioka (731 m.n.p.m)...
Osiągamy szczyt Stołowa (1035 m.n.p.m) kilka minut po drugiej...
Stąd rozciąga się ładny widok na niedaleką Błatnię, a także gminy podbeskidzkie i dalsze miasta ROW-u...
Zejście z Stołowa...
Wkrótce zejście łagodnieje, a to znak, że za moment powinniśmy znaleźć się na halach Błatniej...
Oto właśnie Błatnia i hala rozciągająca się pod jej szczytem...
Z hali na Błatniej rozciąga się przepiękny widok, naprawdę majstersztyk :) Nic tylko odpoczywać w cieniku i podziwiać.. Tu w kierunku najwyższych partii Beskidu Śląskiego :)
Piękny widoczek na południe, czyli w kierunku pasma Czupla i Smrekowca, Kiczor i Stożka.. 
Panorama na zachód w kierunku Równicy i Czantorii oraz widocznemu na dalszym planie, Beskidowi Śląsko-Morawskiemu...
Zbliżenie na Wielką Czantorię z wieżą widokową, a także na szczyty Beskidu Śląsko-Morawskiego z Łysą Górą (Lysa Hora) i jej sąsiadem Malchorem (1219 m.n.p.m). Nieco bliżej Travny (1203 m.n.p.m), Ropica (1083 m.n.p.m) i Jaworowy (944 m.n.p.m)...
A to już zupełnie inna strona.. Ponad szczytami Beskidu Śląskiego szczyty Beskidu Kysuckiego z Ladonhorą (999 m.n.p.m), a w oddali ciemniejący masyw Wielkiej Łąki (Velka Luka) w Luczańskiej Małej Fatrze...
Jeszcze jedno zbliżenie, tym razem na wypatrzone ponad Grabową (907 m.n.p.m) masyw Wielkiej Raczy (1236 m.n.p.m) i jeszcze dalej lekko wystające szczyty Wielkiego Krywania (1709 m.n.p.m), Małego Krywania (1671 m.n.p.m) i Suchego (1468 m.n.p.m)...
Powracam z dalekiej podróży po innych pasmach na Błatnią, bo tu mi już ekipa do schroniska uciekła ;) 
Ale żal nie pozachwycać się wspaniałymi łąkami Błatniej...
Stołów z Błatniej...
Przechodzimy przez halę zmierzając do Schroniska na Błatniej, znajdującego się w zasadzie kilkadziesiąt metrów poniżej szczytu..
Zamawiamy wszyscy po pierogach, ponoć ręcznie tu lepionych, do tego serwowane w schronisku Brackie i z tym zestawem ulokowujemy się w głębokim cieniu.. Jest super, bo temperatura nieco spadła i zaczął wiać lekki wiatr.. Każdy z nas sięgnął po własny plecak, umościł sobie coś na kształt posłania i po zjedzeniu posiłku zaczęliśmy drzemać i odpoczywać. Ja sięgnąłem po przewodnik i co nieco poczytałem. A oto co nieco, które mnie zainteresowało...
Schronisko PTTK na Błatniej powstało, jak sama nazwa wskazuje, pod Błatnią. Co ciekawe, najprawdopodobniej, nazwa ta przez długi czas nie była używana, używało się bowiem wobec tego szczytu określenia: Błotny. Już w XVI wieku, występuje nazwa berg Blatin (dokumenty niemieckie), Blatny (dokumenty czeskie). Przyjmuje się, że obie formy są poprawne.. W latach 1925-26 niemieckie towarzystwo "Naturfreunde" z Aleksandrowic koło Bielska wzniosło pod szczytem Błatniej, na wysokości 891 m.n.p.m schronisko. W 1930 roku PTT z Bielska w pobliżu wykupiło parcelę, aby wybudować polskie schronisko, ale do tego nie doszło. Zimą 1944 roku, budynek uległ dewastacji i już po wojnie został odbudowane przez PTT, które urządziło w nim na nowo schronisko. W 1965 rozbudowano je i dziś ma ono 50 miejsc noclegowych w pokojach dwu- i wieloosobowych. Cena w pokoju dwuosobowym to 30 zł, w wieloosobowym zaś 25 zł... W III rankingu NPM zajęło 39 miejsce...
Przy schronisku znajduje się duży węzeł szlaków:
- żółty szlak turystyczny żółty - z Jaworza 2:25, w dół 1:35
- niebieski szlak turystyczny niebieski - z Wapienicy (pętla MZK linii 16) 2:35, w dół 1:45
- zielony szlak turystyczny zielony - z Brennej (skrzyżowanie na Leśnicę) 2:00, w dół 1:10
- czerwony szlak turystyczny czerwony - z Jaworza-Nałęża 2:30, w dół 1:40
- żółty szlak turystyczny żółty - na Klimczok 1:40, w drugą stronę 1:20, na Szyndzielnię 2:10, w drugą stronę 2:05
A teraz troszkę o Błatniej, czy też o Błotnym:
Błatna, zwana Błotnym to szczyt w paśmie Klimczoka, położony na granicy Brennej, Jaworza i Bielska-Białej. Choć nie wyróżnia się swą sylwetką stanowi punkt zwornikowy dla kilku grzbietów: na zachodzie grzbietu przechodzącego przez kulminację Wielkiej Cisowej (878 m.n.p.m), Małego Cisowego (828 m.n.p.m), Czupla (746 m.n.p.m) i Łozka (713 m.n.p.m), który kończy się wybitną kulminacją Zebrzydki (577 m.n.p.m).. Ku północy odchodzi ramię z Przykrą (824 m.n.p.m), którą od Błatniej dzieli Przeł. Przykra (801 m.n.p.m) oraz z Palenicą i Wysokim. Na wschodzie zaś, Błotny wysyła grzbiet, który przez Stołów i Trzy Kopce łączy się z Klimczokiem... Spod Błotnego wypływają: Jasionka, płynąca przez Jaworze-Nałęże, oraz Wapienica płynąca przez dzielnicę Bielska o tej samej nazwie...
:)
Kilka minut po w pół do czwartej zaczynamy schodzić niebieskim szlakiem do Wapienicy. Początkowo przez hale pełne kwitnących borówek...
To wszystko z ładnym widokiem, szkoda tylko że oszpeconym przez linię wysokiego napięcia...
Szyndzielnia z Cyberniokiem oraz Beskid Mały widziany z zejścia z Błatniej...
Początkowo szlak niebieski szlak turystyczny niebieski idzie wraz z żółtym szlak turystyczny żółty przyjemną szutrową drogą...
Musi tu być naprawdę dużo jagód na jesieni ;) Już tęsknię :)
Przed nami Przykra (824 m.n.p.m)...
Jednak zanim rozpoczniemy podchodzenie mijamy Siodło pod Przykrą (801 m.n.p.m), gdzie żółty szlak turystyczny żółty szlak odbija na lewo, schodząc do Jaworza Górnego. Do najbliższego przystanku około godzinki schodzenia. My natomiast kierujemy się cały czas grzbietem na Przykrą..
Podejście nie jest przykre, jak mogłaby sugerować nazwa. Jest to kilkanaście metrów dosyć stromego podchodzenia...
Osiągamy Przykrą, a następnie przez dłuższy czas schodzimy...
Kwiaty Miesiącznicy trwałej (Lunaria rediviva L.) - w Polsce ponoć dosyć rzadka...
Niżej za Wysokim odsłania się ponownie widok na Szyndzielnię...
I ostatni widok na miasto oraz Beskid Mały...
Wkrótce dochodzimy na szczyt ostatniej z dzisiejszych górek: Palenicy (688 m.n.p.m)..
Teraz zaczynamy już tylko schodzić do doliny Wapienicy. Szkoda :(
Szczerze mówiąc: wspominałem o stromym podejściu na Magurę, które w pełnym słońcu dało nam w kość, ale podejścia spod zapory tutaj sobie nie wyobrażam. Naprawdę stromo, ślisko i pełno kamieni. Schodzenie tu to mordęga dla stawów kolanowych, ale wchodzenie też przyjemne nie byłoby. Dość powiedzieć, że nachylenie przekracza w niektórych miejscach 50 stopni! Może sprawa wyglądałaby też inaczej gdyby nie ostatnie opady, które spowodowały osunięcie się kamieni i naniosły tu innego rodzaju "trudności terenowe"..
Zresztą odcinek ten nie jest wybitny pod względem krajobrazu. Szkoda, że nie ma w dolnej części lepszego widoku na rozciągające się na Wapienicy, Jezioro Wielka Łąka... 
Historia Jeziora Wielka Łąka sięga XIX wieku, kiedy to bielszczanie odkryli bogactwo i wydajność tutejszych potoków. Zbudowano więc, studnie o łącznej wydajności 3000 metrów sześciennych na dobę, wraz z wodociągiem do miasta. Wkrótce ujęcia te zaczęły nie wystarczać i zdecydowano się, na budowę zapory. Pierwsze plany dotyczące jej budowy powstały w 1911 roku, ale realizacji doczekały się dopiero 18 lat później. Budowę powierzono firmie Dycherhoff und Widman z Drezna. Koszt budowy wyniósł 2,6 mln dolarów, a czas robót - 3 lata. Uroczystego otwarcia dokonał prezydent Ignacy Mościcki 21 października 1933 roku, a zaporę nazwano jego imieniem. Długość zapory wynosi 309 metrów, wysokość 23 metrów. Zbiornik, którego lustro wody znajduje się na 478 m.n.p.m posiada objętość 1,3 mln metrów sześciennych wody i jest głęboki na 22 metrów. Jest zbiornikiem wody pitnej dla mieszkańców Bielska i z tego powodu nie ma dojścia nad jego brzegi...
Do przystanku w Wapienicy dochodzimy alejką, którą niegdyś przechadzała się księżna Luiza, żona księcia Jana Sułkowskiego.. Trudno się dziwić, że te tereny tak pokochała, wszak roślinność jest tu bardzo dzika i bujna, zaś Wapienica cudownie szumi. Mieszkańcy Bielska mają naprawdę wiele pięknych terenów spacerowych... 
Niestety do przystanku w Wapienicy przychodzimy spóźnieni o dziesięć minut, skąd musimy podjąć decyzję, albo czekamy godzinę do następnego autobusu, albo idziemy do przystanku w centrum Wapienicy. Podejmujemy tą drugą decyzję, która zresztą pozwoliła nam się przyjrzeć tej starej dzielnicy Bielska...
Wapienica zasiedlona niemieckimi osadnikami w XVI wieku, początkowo była oznaczana na mapach jako Łopienica (Loebnitz). Obecna nazwa pojawiała się dopiero w wieku XIX i prawdopodobnie jej korzenie zawdzięcza wypalaniu wapna, które miały tu miejsce. 
Wieś należała do Księstwa Bielskiego. W okresie reformacji znaczna część jej populacji przeszła na luteranizm. Zresztą zdecydowana większość mieszkańców Wapienicy deklarowała pochodzenie niemieckie, nikła zaś polskie. Interesujący jest sam fakt, że pierwsza polska szkoła powstała tu dopiero w 1923 roku! Pod koniec XIX wieku Wapienica stawała się coraz bliższa Bielsku. Duże znaczenie miało oddanie do użytku nieczynnej dziś niestety, linii kolejowej z Bielska do Cieszyna. W granice miasta Wapienicę włączono dopiero w 1977 roku, a dziś liczy ona niespełna 11 tysięcy mieszkańców i dzieli się na Wapienicę Górną i Dolną
Jest tu parę zabytkowych domów i willi..
Docieramy do centrum Wapienicy, skąd autobus mamy parę minut po osiemnastej. Szybko jedziemy na dworzec, po to by przekonać się, że mamy niespełna godzinę czasu.. Ale niestety za mało by skoczyć do "Sfery" pozostaje jedynie klapnąć na wygodne dworcowe krzesła i zachwycić się bielskim dworcem. Szkoda że na Śląsku niewiele może poszczycić się takim stanem jak ten...
Pociąg wtacza się z mozołem po 19, a w domu jesteśmy o dziesiątej. Zmęczeni, gdyż w nogach 23 kilometrów przebytych w potwornym upale. Ale zadowoleni i syci kolejnych wrażeń, po które udamy się już wkrótce w Beskid Żywiecki..
A tymczasem do kolejnego spotkania :)
DO ZOBACZENIA