12 września 2015

Rogaland i Lysefjord, czyli kraina świetlistego fiordu - dzień II

(PREIKESTOLVEGEN - PREIKESTOLEN)
Noc była bardzo chłodna. Temperatura spadła w okolice 5 stopni Celsjusza, wiał wiatr i lał deszcz. Takie okoliczności spowodowały że jeszcze koło północy olaliśmy spanie na dwa namioty i.. spaliśmy w czwórkę ;) Dość ciekawa sprawa nie powiem, sprzedawca w sklepie swego czasu zapewniał mnie, że ten model namiotu pozwala spać wygodnie 3 osobom o średnim wzroście - a tu proszę, nie dość że zmieściły się cztery to, nawet Borys liczący na moje oko ze 190 cm spał, chyba bez problemów :D Śpiąc w czwórkę było o wiele cieplej ;P
Namiot wytrzymał do mniej więcej piątej nad ranem. Potem, po tylu godzinach ciągłej ulewy, tropik zaczął powoli przemakać, co poskutkowało tym, że co jakiś czas na czoło spadały krople deszczu. Do ósmej jednak nie wstawaliśmy, zresztą zmęczenie dniem powszednim dało się na tyle we znaki, że nikt nie miał szczególnej ochoty na wczesne rozpoczynanie dnia. Niespodziankę mieliśmy za to podczas porannego ogarniania się, gdy odkryliśmy po jednej stronie namiotu prawdziwy zbiornik wody opadowej. Usuwanie tej "Hańczy", która powstała z uwagi na fakt, że namiot rozłożony był na nieidealnie równej powierzchni, zajęło nam kilkanaście minut ;D
(iksem zaznaczono miejsca biwaku)
Dziewiczy poranek na norweskiej ziemi ;)
Po porannym zamieszaniu wychodzę aby się przewietrzyć i rozprostować. Udaje mi się po raz pierwszy zlustrować okolicę, spojrzeć między innymi na leżące blisko nas jezioro Revsvatnet. Jezioro jest położone na wysokości 236 m.n.p.m, a nad jego brzegiem położone jest schronisko Preikestolhytte, do którego można dojechać samochodem lub autobusem, asfaltową drogą.
Opisując wydarzenia związane z tegorocznym wyjazdem do Norwegii - muszę wspomnieć o naturze, która wydaje się być bliższa człowiekowi niż w jakimkolwiek innym odwiedzonym do tej pory przeze mnie miejscu. Jeśli powiem, że tam się czuje obecność zwierząt w bliskiej okolicy, może zabrzmi to dosyć, hmm.. dziwnie? :D ale wierzcie mi - naprawdę niewiele szczęścia trzeba by spotkać sarnę czy jelenia. Ponoć często występują tam łosie - tych akurat nie widzieliśmy, ale myślę, że jeszcze będzie szansa się o tym przekonać ;)
Po porannym spacerku wracam do namiotu - a tam, pierwsze śniadanko :) Niezastąpiona mielonka i chleb, ale tu muszę się pochwalić w swoim i towarzyszy imieniu, ów dziwny kształt chleba tostowego nie wynika z "trudów podróży", lecz z pewnego zabiegu który wykonaliśmy przed wylotem. Otóż tajemnica tkwi w tym, że... został on pozbawiony przez nas powietrza (przy okazji można doświadczyć tego jak bardzo w dzisiejszych czasach "pompuje się" żywność). Dzięki temu że zminimalizowaliśmy ilość powietrza w chlebie, zachowywał on przydatność do spożycia przez cały okres który w Norwegii spędziliśmy, a przy okazji, pozwolił zamiast dwóch paczek wziąć trzy, z uwagi na mniejszą ilość miejsca, którą zabierał ;) Co do smaku - to co się zmienia to wyczuwalność drożdży. Po wykonanym zabiegu, było je lekko czuć. Ale nie bójcie się, nikt kłopotów żołądkowych nie dostał, nawet piątego dnia! :D
Poleniuchowaliśmy dość długo. Ale z premedytacją, sprawdziwszy dokładnie wcześniej prognozy. A te mówiły że z każdą godziną ma być coraz lepiej i dlatego opuszczamy miejsce obozowiska dopiero po czternastej. Późno? Późno. Ale pobyt na pochmurnym Preikestolen nie miałby żadnego sensu.
 Wejście na szlak jest oznakowane. Z początku podążamy ostro zakosami pod górę, wspinając się po kamiennych schodach.
Po pokonaniu niecałych 100 metrów różnicy wysokości (na całym odcinku różnica wzniesień wynosi 350 m) dochodzimy do rozdroża, gdzie odchodzi szlak na Moslifjellet - najwyższy szczyt w okolicy Preikestolen - (718 m.n.p.m) i punktu widokowego z którego roztacza się ładny widok. W oddali zobaczymy m.in. Stavanger.
I Stavanger właśnie...
Ruszamy dalej.. Las się przerzedza pojawiają się kolejne widoki na jezioro Revsvatnet.
A te górki tonące we mgle znajdują się już po przeciwnej stronie Lysefjordu ;)
Stavanger i dziesiątki wysepek porozrzucanych na okolicznych fiordach...
Wybrzeże Idsefjordu...
I jeszcze całościowy widok na okolice jeziora Revsvatnet i nieco dalsze tereny...
Następną część trasy do Preikestolen pokonujemy po drewnianych kładkach, które umożliwiają przejście przez torfowisko...
Torfowisko na szlaku na Preikestolen...
Torfowisko jest położone w dolinie potoku wypływającego z niedalekiego jeziora Moslidalstjorna. Kilka kilometrów dalej potok ów wpływa do jeziora Revsvatnet.
Przechodzimy na drugi kraniec torfowiska i tu zaczyna się drugi moment podczas wycieczki na Preikestolen, gdzie ścieżka dość wyraźnie wspina się w górę.
Ostatnie widoki na ocean od tej strony ;)
Szlak dociera na przełęcz między masywami Preikestolen i Lammatoknuten. Stąd widać już w oddali brzegi Lysefjordu, jak i najwyższe górki leżące wokół tego fiordu :)
Owe obniżenie jest dużym węzłem szlaków. Nazajutrz właśnie stąd będziemy ruszać w kierunku Bakken i Lysebotn.
Od rozdroża na Preikestolen jest już bardzo blisko. Widoki też zaczynają chwytać za gardło...
Po pokonaniu niewielkiego podejścia i następnie krótkiego trawersu, docieramy na skraj kotlinki położonej między Preikestolen - widocznym w głębi, i bezimienną górką, którą trawersowaliśmy, o wysokości 582 m.n.p.m. W kotlince znajduje się zespół trzech malowniczych stawków.
Oto największy z nich.
Miejsce to jest przepiękne i nadaje się idealnie do biwakowania - jest staw, wypływający potok, dużo płaskiej powierzchni.
W tym miejscu warto przystanąć na chwilę, bo o ile nie będzie akurat zatrzęsienia turystów wokół, to sceneria chyba każdemu wyda się niezwykle urodziwa, wręcz bajkowa.
Po krótkim odpoczynku ruszamy szlakiem po skalnych płytach dalej. Znad jeziorek to tylko nieco ponad kilometr drogi.
Wypatrujemy przy okazji jeszcze świetną miejscówkę, która jak się okaże, posłuży nam za miejsce pod biwak. 
Taaaaakie widoczki Proszę Państwa!
Wypływający z widocznego w oddali jeziora Troppevatnet, potok pokonujący różnicę poziomów 120 metrów, malowniczymi kaskadami. Z prawej masyw Troppeknuten, z lewej masyw Loknuten
Do klifu można dotrzeć dwoma wariantami - na około albo przez szczyt Preikestolen. Ta druga opcja jest krótsza, ale my wybieramy bardziej malowniczą wersję :)
Obchodzimy skalne ściany i po lekko nachylonej płycie docieramy już bezpośrednio nad fiord. Wierzcie, tych widoków nie da się opisać ;)
Końcówka trasy to efektowne przejście skrajem niespełna 600-metrowej przepaści z widokami, które wywołują niezwykłą euforię...
Lysefjord w całej okazałości. Po prawej widać ośnieżone szczyty wśród których dominują wysokie Bergeheia (989 m.n.p.m) i Hellefjellet (955 m.n.p.m).
Lysefjord ciągnący się aż do Lysebotn oddalonego od nas w linii prostej o około 30 km;)
Pokonujemy końcowe metry i oto jest słynne Preikestolen!! Marzenia się spełniają, już po raz kolejny się o tym przekonuję ^^ Trzeba tylko zawsze o nie walczyć i nie przestawać wierzyć, że prędzej czy później uda się ;)
Lysefjord, którego nazwę dosłownie można przetłumaczyć jako jasny lub trochę bardziej romantycznie - świetlisty ;) fiord, widziany ze słynnego Preikestolen, dosłownie oznaczającego ambonę :)
Kiedy doczekaliśmy się wolnego miejsca w najbardziej fotogenicznej miejscówce, co niestety trochę trwało z uwagi na parę młodych Azjatów, którzy robili zdjęcia w kilkunastu pozach, wkraczamy na scenę aby zrobić małą sesyjkę i samemu przekonać się, co to znaczy usiąść na skraju Preikestolen ;P
Taki wypoczynek to ja lubię ;> (dzięki Bartuś za fotę ;p)
Po niemal godzinie spędzonej na Preikestolen, już gdy słońce zaczyna schodzić dosyć nisko i odzywa się wyraźnie chłodny wiatr, decydujemy się opuścić to przepiękne miejsce. Wracamy powoli, delektując się okolicznymi pejzażami, malowanymi soczyście przez powoli zachodzące słońce..
Rozbijamy obóz w delikatnym obniżeniu na skalnych półkach. Tym razem stawiamy tylko jeden namiot ;) i rozkładanie idzie znacznie szybciej niż poprzedniego, feralnego wieczoru. Gdy namiot udało się już rozbić, nastąpiła słynna norweska kąpiel, której każdy zaznał ;> Otóż obok, w skalnej rozpadlinie znajdowało się niewielkie jeziorko. Temperatura powietrza wynosiła o godzinie 18 wg prognoz około 8 stopni Celsjusza, woda z uwagi na początek maja, wystawę północną i dość wysoko położone lustro wody ;) mogła mieć jakieś 5 stopni Celsjusza.
Kąpieli w tym miejscu nie zapomnę do końca życia. Miejsce czadowe, ale samo zdjęcie polaru powodowało dreszcze. A trzeba było zdjąć jeszcze całą resztę, a następnie zanurzyć się w tej wodzie.
Gdy dygocząc z zimna zamoczyłem prawą nogę, poczułem na przemian falę gorąca i zimna uderzające do mózgu. Chciałem wejść tylko do pasa, ale przez nieuwagę poślizgnąłem się na śliskim kamieniu i wjechałem niemal całym ciałem do tej parszywie lodowatej wody.
Szok spowodował że miałem ochotę wrzeszczeć na całe gardło. Z każdą upływającą sekundą czułem jak adrenalina zaczyna we mnie bulgotać i wydawało mi się, że zaraz ze mnie zacznie się wylewać. Po 20 sekundach spędzonych w wodzie czułem że jeśli spędzę tam choć sekundę więcej, czekać mnie będzie nieuchronne zapalenie płuc. Wyskoczyłem z wody i podskakując jak szaman podczas swoich pogańskich obrzędów, rzuciłem się po ręcznik. Liczyło się tylko to żeby się pozbyć każdej nawet najmniejszej kropli zalegającej na ciele i założyć suche ubranie. Najgorsze było to że po całym tym doświadczeniu nie było gorącej herbaty, nic. Pozostało wejść na 20 min w kurtce do śpiwora i grzać się do momentu aż powróci czucie w kończynach.
Na szczęście czucie wróciło i potem już pozostał tylko genialny zachód słońca :)
Lysefjord wieczorkiem :)
Zakładam teleobiektyw by móc przybliżyć oddalony o ponad 30 kilometrów Kjerag. Fiord, otoczony przez takie kolosy, których ściany wystrzelają 1000 metrów ponad lustro wody, sprawia niesamowite wrażenie...
I w końcu zachód słońca - dziś słońce znika znacznie wcześniej, ponieważ chowa się za okoliczne wzniesienia...
Pozostaję cały czas na straży z aparatem, śledzę chmurki które raz po raz tworzą niesamowity klimat, tworząc z okolicy prawdziwy Mordor.
Drugi wieczór w Norwegii ;) I tyle się działo! :)
Zachód był to i selfie z niego by się też przydało ;]
Masyw Moslifjellet, Loknuten i Kruna (czyli korona - łatwo rozpoznać po kształcie), a także duże jezioro Troppevatnet.
Mały i wielki ;>
Do it yourself! :D W zasadzie po co iść na łatwiznę zabezpieczać namiot szpilkami - Norwegia i tak sprawdzi Twoją kreatywność i pomysłowość, gdyż bardzo często podłoże nie pozwala na wbicie szpilek ;P Pozostaje takie o to zabezpieczanie namiotu ;D
Kamienie były dość solidne, choć na to nie wyglądają ;P
Cykam raz jeszcze zachodzące słońce i wracam do namiotu - pora się wyspać bo jutro, kolejny dzień i kolejne wrażenia - zdradzę że też było ich całkiem dużo :)
DO ZOBACZENIA :)

15 komentarzy:

  1. Nie mogę się napatrzeć na te genialne zdjęcia. No i sama wyprawa - niesamowita. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu i jest twarz właściciela tego przeuroczego sweterka! :D Co do zdjęć, to widać po nich, że Norwegia nieśmiało zaczyna się do Was uśmiechać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, w końcu się pokazała :D A co do Norwegii - nieśmiało, ale ważne że się w końcu uśmiechnęła ;)

      Usuń
  3. Genialne zdjęcia. Norwegia jest piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, przepiękne zdjęcia, brakuje chyba tylko Ragnara Lothbroka płynącego gdzieś tam, swoją łodzią... :) Szczerze podziwiam za tę kąpiel w lodowatej wodzie a'la mors, ja bym chyba nie dała rady i wolałabym "skunksować" (jak to mawiała jedna moja znajoma) w namiocie :D Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brakowało mi łodzi wikingów ;) Mogłyby pływać zamiast promów :D
      A do kąpieli, jak to nazwałaś "a'la mors" to prędzej czy później trzeba było się przyzwyczaić :D Spaliśmy wszyscy w jednym namiocie więc... :D

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. No, bardzo ładnie!
    Pisz dalej i wrzucaj zdjęcia, jestem bardzo ciekaw tych okolic:-)
    Być może mi umkło gdzieś w relacjach, ale mam pytanie w jakim czasie byliście na tej wycieczce?

    pozdrowienia,
    Wojtuś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była pierwsza połowa maja z tego co pamiętam :) Chyba koło 10 ;)
      A okolica wprawdzie chyba nie tak dzika jak Lofoty, ale na większości szlaków i tak pustki :D

      Usuń
  7. Norwegia to moje marzenie naj naj naj (no i Islandia rzecz jasna). :P Cholera, muszę się przeprosić z tymi samolotami... Autem wychodzi drogo, poza tym nie mam chętnej ekipy, a bilet do Norwegii można wyhaczyć taniej jak do Zakopanego. :P

    Czekam na kolejne relacje! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeproś się z tymi samolotami, nie jest tak źle :D Ja nawet bardzo lubię ;))
      A bilety bywają rzeczywiście mega tanie nic tylko kupować i się pakować :)

      Usuń
  8. Jeśli chodzi o kąpiele, to ja w trakcie naszej wyprawy samochodem na nordkapp opracowałam następującą metodę: zawsze rano jak już wstaliśmy, wyjmowaliśmy środek namiotu (sypialnię) zostawał sam tropik, który stanowił prowizoryczną kabinę prysznicową, osłoniętą przed wiatrem i spojrzeniem ludzkim gdzie w ogóle byli ludzie. Gotowaliśmy wodę w garnku na palniku, przelewaliśmy do plastikowych butelek rozcieńczając z zimną i tak oto można się wykąpać w ciepłej wodzie :-)
    No ale Wy wtedy nie mieliście kartusza :-(
    Za kempingi w Norwegii nie warto płacić, skoro można się rozbijać za free, w dodatku na kempingach zazwyczaj prysznice są na monety (!).
    http://moniwlasnymisciezkami.blogspot.com/search/label/SZWECJA%20NORWEGIA%202011

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie gdyby nie brak kartusza pewnie też byśmy wtedy tak zrobili, zresztą w Rumunii nawet chcieliśmy się podjąć takiego przedsięwzięcia, tyle że ostatecznie stwierdziliśmy że szkoda gazu, którego podczas długiej wędrówki nie mogło nam zabraknąć :D
      Co do kempingów, to widzieliśmy kilka, ale żaden się nie cieszył powodzeniem :D

      Usuń