czwartek, 12 listopada 2015

Pochmurno nie znaczy nudno, czyli wrześniowa Świstówka Roztocka

(PALENICA BIAŁCZAŃSKA - WODOGRZMOTY MICKIEWICZA - NOWA ROZTOKA - RZEŻUCHY - SIKLAWA - DOLINA PIĘCIU STAWÓW POLSKICH - ŚWISTOWA CZUBA - ŚWISTÓWKA ROZTOCKA - KĘPA - WŁOSIENICA - WANTA - WODOGRZMOTY MICKIEWICZA - PALENICA BIAŁCZAŃSKA)
Obiecałem powrót z relacjami do Polski i słowa tym samym dotrzymuję ;) W zeszłym roku, pod koniec września, tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego wraz ze Świętym i Oskim udaliśmy się aby zakończyć z przytupem wakacje - dosłownie i w przenośni :D Efekt tego, był taki że wróciłem do domu z poważnym zapaleniem krtani ;p Ale warto było ;)
Zacznijmy od tego że zainstalowaliśmy się w Zakopanem, to znaczy mieliśmy łazić po schroniskach, ale niepewna pogoda spowodowała że z tego pomysłu zrezygnowaliśmy. Zresztą sam wyjazd był troszkę kuriozalny, bo podjęliśmy decyzję z dnia na dzień, jakoś wieczorem. Ale takie szalone idee zawsze mnie kręciły, no to się zgodziłem i koło 23 zarezerwowałem przeceniony o 60% nocleg w "Apartamentach Jagna" w Zakopcu. Normalnie na to byłoby nas nie stać, ale wyjątkowo, stwierdziliśmy że na zakończenie długich wakacji warto trochę uszczuplić portfel, zresztą ze zniżką, rezerwacja na bookingu nie wyszła nas dramatycznie drogo.
Pierwszy dzień na lajcie - wsiadamy o nie tak wczesnej porze do luźnego IR Giewont i przez następne 6 godzin wleczemy się do stolicy Tatr. Jesteśmy na miejscu o 13.30 i zanim odbieramy klucze do naszej "małej rezydencji" robi się 14. Zaś kiedy wkraczamy do środka stwierdzamy, że nigdzie już nie wychodzimy tego dnia :D Zdaje się do biedronki tylko poszliśmy, bo wieczorem był półfinał MŚ w siatkówce.
Nazajutrz przez cały poranek śledzimy pogodę za oknem, ale koniec końców i tak decydujemy się wyjść z kwatery i wsiąść w busa do Palenicy Białczańskiej, gdzie udało się dotrzeć parę minut po 10. Po drodze stwierdzamy że na pewno idziemy do Piątki, ale decyzję "co dalej" pozostawiamy sobie na później, uzależniając ją od rozwoju wypadków.
Od początku dnia klimat jest lekko.. mroczny, ale taki w górach, szczególnie w Tatrach też bywa nieraz atrakcyjny. Szybko więc pokonujemy najnudniejszy odcinek z parkingu w Palenicy do Wodogrzmotów Mickiewicza.
Przy Wodogrzmotach zatrzymujemy się aby strzelić fotkę im i sobie, po czym zanurzamy się w Dolinę Roztoki.
Rozstaje przy wylocie Doliny Roztoki.
Zielony szlak prowadzący do Piątki bardzo lubię. Jest interesująco widokowo, dosyć różnorodny, a i nawet sam odcinek leśny jest tu ciekawszy niż wiele innych górnoreglowych odcinków po polskiej stronie Tatr.
Gdy docieramy do uschniętego lasu, chmury nieco się podnoszą i ukazuje się naszym oczom grań Opalonego.
 Im bardziej zbliżamy się do Siklawy, tym bardziej pogoda zaczyna dokuczać... Wkrótce zaczyna siąpić, potem padać a na końcu lać :D
Mimo opadów, otoczenie doliny się jeszcze pokazywało, co pozwalało mieć ciągle nadzieję, że coś tam jednak zobaczymy...
Roztocka Czuba (1426 m.n.p.m), stanowiąca zakończenie grani w której znajdują się m.in. Miedziane i Opalony Wierch.
Jest godzina 11:20 gdy docieramy na polanę Nowa Roztoka położoną na wysokości 1292 m.n.p.m. Stąd do Piątki już w praktyce około godzina drogi.
Mglisto, tajemniczo...
Za Nową Roztoką ścieżka zbliża się do urwiska Świstowej Czuby, z której zimą spadają groźne lawiny. Chwilowo jednak jest ona całkowicie zasnuta chmurami i pozostaje nam rzucać spojrzenia na dolne partie Wołoszynów...
Mijamy Rzeżuchy i odejście czarnego szlaku prowadzącego prosto do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, a następnie zaczynamy pomalutku zbliżać się w okolice Siklawy, której szum dawał o sobie znać z daleka...
Po godzinie wędrówki z Wodogrzmotów, docieramy w pobliże Siklawy, najwyższego wodospadu po polskiej stronie Tatr (wg różnych szacunków do 70 metrów wysokości), gdzie robimy krótką przerwę. W tym miejscu, w przypadku obfitych opadów lub roztopów, jest bardzo ślisko.
Pochmurna Dolina Roztoki i niewidoczny grzbiet Wołoszyna.
Obok Siklawy robimy krótką sesyjkę zdjęciową, a potem już tylko pokonujemy próg Doliny Pięciu Stawów Polskich i stajemy na skraju Wielkiego Stawu Polskiego, obok mostku na wypływającej z niego Roztoce, której wody kilkadziesiąt metrów dalej tworzą największy wodospad polskich Tatr.
Stąd musimy się nieco wrócić do Schroniska Pięciostawiańskiego, do którego zmierzamy po szarlotkę ;P Szlak wiedzie kilka metrów powyżej lustra największego ze stawów w Piątce - Wielkiego Stawu liczącego 79 metrów głębokości i 34 ha powierzchni.
Mijamy mikroskopijny Mały Staw Polski i docieramy nad brzeg Przedniego Stawu Polskiego, trzeciego pod względem powierzchni w dolinie (7,7 ha). Nieopodal jego północnego brzegu rozłożyło się Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, jak wiadomo jedna z najpopularniejszych miejscówek po polskiej stronie Tatr ;)
Schronisko Pięciostawiańskie - najwyżej położone schronisko turystyczne w Polsce (1671 m.n.p.m.) do którego docieramy krótko po w pół do pierwszej, po dwóch i pół godzinach marszu z parkingu w Palenicy Białczańskiej.
Po zjedzeniu szarlotki i wypiciu herbaty zbieramy manatki z ciepłego wnętrza i wyruszamy w dalszą drogę... Ze względu na kiepską pogodę decydujemy się na najłatwiejszy wariant, czyli przejście do Doliny Rybiego Potoku przez Świstówkę Roztocką...
Z tego powodu po wyjściu z budynku, zaczynamy maszerować niebieskim szlakiem w kierunku bliskiej Świstowej Czuby, bardzo łatwym, ale zarazem malowniczym odcinkiem, który przy lepszej pogodzie pozwala podziwiać majestatyczny Kozi Wierch...
Tym razem jednak skończyło się na podziwianiu stawów w Piątce ;P
Świstowa Czuba w oddali z widocznym przebiegiem szlaku.
Dolina Pięciu Stawów Polskich na moment przed całkowitym zanurzeniem się we mgle...
Z grzbietu Świstowej Czuby (1765 m.n.p.m.), którą osiągamy krótko przed 14 (30min drogi ze schroniska) schodzimy delikatnie do dna Świstówki Roztockiej, będącej niewielką odnogą Doliny Roztoki, zawieszoną między dwiema graniami Opalonego Wierchu. Jej dno, przez które zresztą przechodzi szlak, położone jest na wysokości ok. 1700-1750 m.n.p.m., i jest usłane polami kosówki i rozległymi rumowiskami skalnymi.
Widok z dna Świstówki Roztockiej na masyw Opalonego Wierchu widocznego w głębi.
Przechodzimy przez dno Świstówki Roztockiej, po pokonaniu której czeka nas krótkie podejście na Kępę, będącą niewielkim wypłaszczeniem w grzbiecie opadającym z Opalonego Wierchu na północny-wschód. Stąd roztacza się przy ładnej pogodzie przepiękna panorama, która stała się motywem dla dzieł Leona Wyczółkowskiego i Walerego Eljasza-Radzikowskiego. Teraz choć szerokiej panoramy nie było, byliśmy i tak świadkami ciekawego przedstawienia ;)
Grzbiet Żabich Szczytów i wystający z tyłu masyw Młynarza.
Grań 12-stu Apostołów odchodząca od Żabiego Szczytu Niżniego, a w dali Żabi Mnich i Żabia Lalka.
Staliśmy zafascynowani przez dłuższą chwilę spoglądając na przerzedzające się chmury, które czasem odsłaniały kolejne szczegóły topografii tej części Tatr...
Mgły osiadające na turniach w grzbiecie Opalonego Wierchu.
W pobliżu przecięcia szlaku z Żlebem Żandarmerii cykamy sobie selfie ;P
Malowniczą trasą przez Świstówkę już kiedyś podążałem, przy troszkę lepszej pogodzie :P dlatego nie odczuwałem jakiegoś wielkiego rozczarowania, natomiast warto zaznaczyć że w sezonie zimowym trasa ta jest zamknięta, między innymi z tego powodu by turyści przecinający niebezpieczny Żleb Żandarmerii nie podcinali lawin, które mogłyby zagrozić turystom spacerującym do Moka.
Żabia Czuba, Przełączka pod Żabią Czubą, Żabi Szczyt Niżni i Grań Apostołów.
Gdy szlak niebieski dociera do asfaltowej szosy prowadzącej nad Morskie Oko decydujemy o skróceniu trasy i niezachodzeniu już do schroniska. Ruszyliśmy więc żwawym krokiem w stronę Palenicy Białczańskiej.
Podpatrując ukryty w chmurach Opalony Wierch :)
Decyzja była o tyle uzasadniona, że "Towarzystwo" ;) było pogrążone w chmurach.
Z Włosienicy spoglądamy po raz ostatni na Kazalnicę, Mnicha i Mniszka, którym tym razem poświęcamy najwięcej uwagi ;D
Idąc z powrotem nie zatrzymujemy się, co sprawia że aż w pobliże Wanty dochodzimy bardzo szybko. Tam korzystając ze słońca (!) cykam fotkę na pożegnanie Tatr.
Klasyk na drodze do Moka;)
Po 50 minutach drogi z Włosienicy i 70 minutach drogi od momentu zejścia z niebieskiego szlaku, docieramy na parking w Palenicy Białczańskiej. Licząc od momentu wyjścia na szlak, cała trasa zajęła nam 6,5 h.
Całość można podsumować jako lajcik ;) Przyjemna, łatwa trasa, która przy odrobinie słońca, pozwala cieszyć oko pięknymi widokami :) Polecam zwłaszcza osobom, które zaczynają dopiero przygodę z Tatrami Wysokimi, bo jest to naprawdę pozbawiona żadnych trudności trasa, pozwalająca zaznajomić się z wysokogórskim otoczeniem Doliny Pięciu Stawów Polskich i Doliny Rybiego Potoku.
A w Tatry wirtualnie powrócimy już za kilka dni, tyle że tym razem przy deczko lepszej pogodzie ;) I tym razem na słowacką stronę - tyle mogę zdradzić :)

2 komentarze:

  1. Ja na Świstówce jeszcze nie miałem okazji być, chociaż planuję kiedyś na wschód się na nią wybrać, ponoć widoki z niej są ładne wtedy. Szkoda, że pogoda była taka nieprzyjazna, bo chodzenie w deszczu do przyjemnych nie należy. Ale widoki na turnie w chmurach, faktycznie są super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Klasyczna pętla, pozwalająca zobaczyć mnóstwo ładnych miejsc w naszych Tatrach. O ile jest pogoda. Ale wasza wędrówka też była niczego sobie, te opary mgielne również bywają malownicze.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń