Mamałyga z bryndzą oraz jak nakarmić niedźwiedzia wbrew własnej woli, czyli Rumunia 2015 - cz. VIII

CZ. VIII (CABANA PODRAGU - REFUGIU PORTITA VISTEI)


  • Dzień wędrówki przez Fogarasze: 6
  • start: Cabana Podragu (2136 m.n.p.m.)
  • trasa: Cabana Podragu -> Șaua Podragu -> Vf. Tarata -> Șaua Podu Giurgiului -> Podu Giurgiului -> Șaua Ucea Mare -> Vf. Corabia -> Vf. Ucea Mare -> Șaua Ucișoarei -> Vf. Ucișoara -> Șaua Orzănele -> Vf. Viștea Mare -> Vf. Moldoveanu -> Vf. Viștea Mare -> Portita Viștei -> Refugiu Portita Viștei
  • meta: Refugiu Portita Viștei (2310 m.n.p.m.)
  • suma wzniesień: 700 m
  • czas: 5,5h
Piąty dzień fogaraskiej wędrówki naszej czwórce dał się mocno we znaki. Pomimo rozwieszenia wszystkich naszych ubrań i okupowanego przez całą noc, kominka, nad ranem wszystko było jeszcze zawilgocone, a buty, mimo wielu prób "wypompowania" z nich wody, poprzez wsadzenie do środka papieru i chusteczek, i tak były mokre.
Pogoda za oknem również nie nastrajała pozytywnie, przez co całe "schroniskowe towarzystwo" zasiadło przy śniadaniu, kontynuując wczorajsze rozmowy. My również po porannej toalecie, która polegała na oklepaniu się kilkoma kroplami wody ciurkającej z kranu, zdecydowaliśmy się resztę poranka spędzić w przytulnej jadalni i dołączyć do publicznej dyskusji ;P
Na śniadanie jemy, zgodnie z wcześniej zgłoszoną prośbą, zestaw śniadaniowy. Niestety, nie mogę sobie przypomnieć ile nas dokładnie kosztował (chyba koło 15 lei), ale doskonale pamiętam, że składały się na niego chleb, masło, dżem, biały serek a la hochland i jajecznica. Do tego oczywiście herbata i nasza wędlina, która została z Balea Lac.
Podczas porannego posiłku rozmawiamy krótko z poznanymi wcześniej Polakami, którzy byli już gotowi do wymarszu. Jak nam wyjaśnili, zdecydowali się zmienić plany i pomimo chęci przejścia całej grani Fogaraszy, to z uwagi na załamanie pogody, wybierają się jeszcze tylko na Moldoveanu, a następnie wracają do Podragu i schodzą, jeszcze tego samego dnia, najkrótszym szlakiem z powrotem do podnóża gór. My, po krótkiej dyskusji między sobą, ustaliliśmy za cel schron Portita Vistei, leżący po wschodniej stronie Vf. Viștea Mare.
Gdy opuszczaliśmy schronisko, zaczęło się nieco przejaśniać. Do tego stopnia, że udało nam się ocenić krajobrazy otaczające kocioł Caldarea Podragului, w którym leży schronisko.
W nieco innych warunkach niż w dniu poprzednim, wracamy się więc na Șaua Podragu, podziwiając jezioro Lacul Podragu.
Pod samą przełęczą znajduje się jeszcze jeden stawik, ale bardzo malutki.
 A za nami chmurki znów zaczynają szaleć ;]
Po powrocie na grań zanurzamy się znów w gęstej mgle, ale z nadziejami na przejaśnienia ruszamy w kierunku wschodnim, rozpoczynając podejście na Vf. Tarata (2414 m.n.p.m.).
Podchodząc, spotykamy maleńkiego mieszkańca Fogaraszy, który ćwierkając skakał po ścieżce, niejako nas prowadząc. Wyobraźcie sobie, że tak nas prowadził przez dobre kilkanaście minut :)
Trawersujemy pogrążony w zupełnej mgle Vf. Tarata, będący zwornikiem długiego ramienia Muchia Tarata, które opada aż do miasta Victoria, leżącego na północnym przedgórzu Fogaraszy i schodzimy do przełęczy Șaua Podu Giurgiului, skąd rozpoczynamy delikatne podchodzenie, na stanowiący południowe zakończenie Vf. Tarata, wierzchołek Podu Giurgiului (2358 m.n.p.m.).
Tam skręcamy pod kątem prostym i schodzimy dość stromo na przełęcz Șaua Ucea Mare (2220 m.n.p.m.) oddzielającą wierzchołki Vf. Tarata i Vf. Corabia. Przy sprzyjającej pogodzie widok z tego miejsca jest ponoć zniewalający, my musieliśmy się trochę pomęczyć i gdzieś w wyobraźni dokleić sobie widocznego stąd już na wyciągniecie ręki Moldoveanu :>
Nad przełęczą od wschodniej strony majestatycznie wznosi się Vf. Corabia (2406 m.n.p.m.). Szlak jednak ostentacyjnie omija go od południa, wspinając się na niewielkie wypłaszczenie, gdzie robimy sobie przerwę.
Pod zalegającymi na tej wysokości chmurami, dostrzegamy dolinę potoku Orzăneaua, z której dna dobiegają nas odgłosy dzwonków owiec pasących się na tamtejszych halach. 
Odpoczynek.
Po zjedzeniu drugiego śniadania, ruszamy dalej. Teraz czeka nas lekkie podejście pod Vf. Ucea Mare (2434 m.n.p.m.), a następnie zejście na przełęcz Șaua Ucișoarei.
:)
Dolina potoku Orzăneaua.
A tam już jest Moldoveanu ;)
W czasie gdy robimy zwrot, zakręcając ku północy, na leżącym około 2-3 km w linii prostej, Moldoveanu zaczyna się przejaśniać. Czyżbyśmy mieli przyjemność coś stamtąd zobaczyć? ;]
Podchodząc na Vf. Ucea Mare z radością stwierdzamy, że to już końcowy etap wędrówki na Moldoveanu. Teraz zostaje tylko zejść na Șaua Ucișoarei, potem podejść niecałe 100 metrów na Vf. Ucișoara, zejść na Șaua Orzănele i rozpocząć podchodzenie na Vf. Vistea Mare, będącego zwornikiem dla długiego grzbietu, w którym znajduje się kulminacja Moldoveanu.
Oto właśnie i on :]
Póki gościa widzę, to od razu proszę chłopaków o pamiątkowe foto :)
Na Vf. Ucea Mare grzbiet znów zakręca, a my z nim schodząc do wspomnianej przełęczy Șaua Ucișoarei (2312 m.n.p.m.). Stąd już blisko na Vf. Ucișoara (2399 m.n.p.m.)
Mgiełki w dolinach po północnej stronie grzbietu.
Podczas zejścia na Șaua Ucișoarei nieco się przejaśnia i dostrzegamy fragment przebytej drogi z granią łączącą Vf. Ucea Mare i Vf. Corabia.
Na samej Șaua Ucișoarei spotykamy raz jeszcze wracających z Moldoveanu Polaków, których poznaliśmy w Podragu. Wymieniamy jeszcze parę słów, na koniec żegnając się i życząc sobie szczęśliwego powrotu. 
Șaua Ucișoarei i Vf. Ucea Mare z tyłu.
Widoczek z Vf. Ucișoara (2399 m.n.p.m.) na Șaua Orzănele i pogrążone we mgle wierzchołki Viștea Mare i Moldoveanu.
Szybko schodzimy na Șaua Orzănele (2300 m.n.p.m) i rozpoczynamy liczące 227 metrów podejście na Vf. Viștea Mare.
Jest jeszcze power :D
Na Viștea Mare (2527 m.n.p.m.), będącym trzecim najwyższym szczytem Fogaraszy i drugim najwyższym w głównej grani, wdrapujemy się o 15. Stąd na "Dach Rumunii" jest 10-15 minut nieco trudniejszej drogi z uwagi na konieczność eksponowanego zejścia na przełączkę Spintecatura Viștei. Dlatego też zostawiamy plecaki na Viștea Mare i na Moldoveanu idziemy bez obciążenia ;>
W nieco eksponowanym terenie wędrujemy raz po zachodniej, a raz po wschodniej stronie grani na grzbiet, którym już prosto na wierzchołek Moldoveanu.
Na Moldoveanu docieramy o 15:26 czasu lokalnego, w dniu 21 września 2015 roku. Szóstego dnia od momentu wyruszenia z Turnu Rosu, zdobywamy najwyższy szczyt Fogaraszy, całych Karpat Południowych, Rumunii i jednocześnie najwyżej wznoszący się punkt leżący poza Tatrami w długim na 1700 km Łuku Karpat. Uwzględniając szczyty należące do WKT, liczący 2544 m.n.p.m. wierzchołek, jest więc siódmym szczytem Karpat (po Gerlachu, Łomnicy, Lodowym, Durnym, Wysokiej i Kieżmarskim) i tym samym najwyższym punktem w Karpatach, do którego można dotrzeć szlakiem :D
Biało-czerwonej ze sobą niestety nie mamy, pozostaje chwycić jedynie za flagę rumuńską ;)
Na szczycie nie zabawiamy długo. Silny wiatr, nieprzyjemna mgła wygania nas stamtąd. Wracamy więc z powrotem na Viștea Mare.
Zabieramy plecaki i schodzimy na przełęcz Portita Viștei (2314 m.n.p.m.). W oddali widzimy już nasze dzisiejsze miejsce noclegowe.
Tajemniczy charakter przełęczy Portita Viștei.
Po południowej stronie przełęczy znajdował się kocioł Caldarea Văii a Moldoveanului, stanowiący zachodnie zamknięcie doliny Valea Rea. W tej pogodzie, nazwa doliny doskonale oddawała jej charakter (Valea Rea dosłownie oznacza Dolina Zła).
Jak u Tolkiena ;>
Droga w kierunku schronu Portita Viștei.
Z przełęczy do samego schronu jest już bardzo blisko. Idąc po południowej, łagodniejszej stronie grzbietu docieramy tam o 16:15 czyli po liczącej nieco ponad 5 godzin wędrówce z Podragu.
Po ogarnięciu co i jak ze schronem, który notabene jest bardzo przytulny, zostawiam z Oskim pozostałą dwójkę w środku, schodząc do kotła Caldarea Văii a Moldoveanului aby napełnić butelki, tak aby starczyło na kolację, śniadanie i jutrzejszy dzień. Dla przyszłych nocujących tam - do źródła jest dość daleko - znajdujemy je jakieś 100 - 150 metrów poniżej linii grzbietu.
Po powrocie na górę, z racji ostatnich kilku kabanosów i malutkiego kawałka sera, decydujemy się z Oskim otworzyć nasze drugie racje żywnościowe, które jako jedyni tak długo nosiliśmy :D I kiedy Moś i Krystian muszą zadowolić się zupką chińską, ja świętuję zdobycie Moldoveanu, jedząc spaghetti, a Oski kurczaka z warzywami :3
Tak minął szósty dzień przygody z fogaraskiej grani, na kolejny - przymusowo ostatni - zaproszę Was już niedługo :)
DO ZOBACZENIA

KOMENTARZE

4 komentarze:

  1. Super! Przeszliśmy tę samą trasę w 2009. Widzę, że w Podragu wiele się zmieniło w zakresie wyżywienia, jak ja byłam to była nędza i to nienajatańsza.
    Po zdobyciu Moldoveanu spaliśmy w namiocie rozstawionym na takim wypłaszczeniu, którego mały fragment widzę chyba na Twoim zdjeciu (czwarte od końca). Rano do namiotu zaglądały nam owce. Do dziś wspominam ten nocleg jako jeden z najlepszych w życiu.

    Niesamowite jest to zdjęcie we mgle, gdzie widać Was idących grzbietem a ponad tylko zarysowaną ponad mgłą charakterystyczną grań Moldoveanu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam za Moldoveanu znów zaczynają się prawdziwe Fogarasze :)
      A jeśli chodzi o Podragu, to do końca nie jestem w stanie zrozumieć szeroko spotykanych negatywnych opinii na temat tego miejsca. Wprawdzie zdaję sobie sprawę, że my poniekąd patrzyliśmy na nie przez pryzmat tego, że w obliczu załamania pogody, jego załoga wyciągnęła pomocną dłoń, ale cała nasza czwórka wyniosła z niego bardzo dobre wspomnienia. Klimat, radośni ludzie, przytulna jadalnia. Owszem, Podragu oferuje spartańskie warunki, za które trzeba dość słono zapłacić, ale znów: jakie schronisko tak położone, nie uderza mocno w kieszeń turysty i jednocześnie zapewnia przyzwoitą jakość swoich usług.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie :)

      Usuń
  2. Świetne kadry. We mgle tam chyba jeszcze ładniej :)

    OdpowiedzUsuń

Back
to top