Z Vorarlbergu do Szwajcarii - Appenzeller Land


Po zejściu z grzbietu (opis tej części dnia znajdziecie TUTAJ) na dłuższą chwilę zaległem w miasteczku Schopernau, u podnóża Untschenspitze (2135 m n.p.m.). Czas który dzielił mnie od przyjazdu autobusu wykorzystałem na pozbycie się potu z twarzy, upał był bowiem tego dnia niezwykły i przez poprzednie godziny mocno dał mi się we znaki.

Jeszcze nie w pełni doszedłszy do siebie wsiadałem do autobusu, którym następnie przejechałem z Schopernau do Dornbirn, opuszczając nie tylko Alpy Algawskie, ale i Las Bregencki, aby wysiąść na ostatnim przystanku zlokalizowanym przy dworcu kolejowym. Podczas podróży niewiele zobaczyłem, bo jak zawsze po zejściu z gór i wpakowaniu się do auta/autobusu/pociągu, ogarnęła mnie senność i obudziłem się w zasadzie na ostatniej prostej.

Dworzec w Dornbirn

Ale, ale. Pewnie interesuje Was co sprawiło, że postanowiłem porzucić wspaniałe Alpy Algawskie i przybyłem akurat do Dornbirn 😄 Samo miasto mnie w sumie nie interesowało, służyło jedynie za punkt przesiadkowy - z autobusu podmiejskiego przesiadałem się tam bowiem w miejski, którym mogłem dojechać do sąsiedniej miejscowości Lustenau, gdzie znajdowało się wygodne przejście do Szwajcarii.

Ostatnia prosta do Szwajcarii...

I rzeczywiście chwilę później maszerowałem już po moście granicznym i zbliżałem się w stronę mostu na Renie, drugiej najdłuższej rzeki w Unii Europejskiej (po Dunaju) i dziesiątej najdłuższej w Europie.

Przechodząc ponad ciekiem poczułem wyraźny dreszcz emocji. Tu pod Dornbirn Rhenus, jak nazywali rzekę Rzymianie (prawda, że piękna nazwa?), jeszcze nie robi wielkiego wrażenia, ale nie zmieniało to faktu, że jego widok od razu przypomniał mi o dziesiątkach niesamowitych miejsc, które niegdyś, mam nadzieję, przyjdzie mi odwiedzić. Stein am Rhein, Szafuza, Wormacja i Spira, przełom Renu od Moguncji aż po ujście Mozeli, Kolonia czy wreszcie sam Rotterdam... Ech, życia nie starczy na wszystko...


Widok z mostu granicznego na uregulowane koryto Renu

Chwilę później lekka zaduma ustąpiła pełnej radości, ponieważ zdałem sobie sprawę, że po raz pierwszy w życiu znalazłem się w Szwajcarii - z którą przygodę zacząłem od miejscowości Au. Tam wsiadłem w pociąg i pojechałem do Sankt Gallen.

Na dworcu w Sankt Gallen

Na dworcu miałem się przesiąść w inny pociąg, ale okazało się, że linia kolejowa do Appenzell jest remontowana na pewnym odcinku, dlatego pozostało mi skorzystać z Autobusowej Komunikacji Zastępczej. Byłem trochę zestresowany, że zmiana ta poważnie nadszarpnęła mój zapas czasu i zacząłem się poważnie obawiać, że nie zdążę zjawić się na kempingu przed zamknięciem recepcji.

Wieczór na placu przed dworcem

Autobusem zastępczym dojechałem do Teufen, gdzie czekał już pociąg. Przyznam, że bardzo żałowałem zmiany również z tego powodu, że na odcinku od Sankt Gallen do Teufen tory są poprowadzone wzdłuż ulicy (celowo mówię ulicy, bo mamy przy niej do czynienia z regularną zabudową), tak jak w przypadku linii tramwajowej, co gwarantowałoby mi niecodzienne wrażenia z przejazdu. Gdyby chcieć to usystematyzować, to lokalna kolej, tzw. Appenzeller Bahn, nie jest jednak tramwajem, a tradycyjną koleją wąskotorową - która to kojarzy się nam wyłącznie z okazjonalnymi, rodzinnymi przejazdami i prędkością rzędu 30 km/h (takie mamy prawo w Polsce 😊), w Szwajcarii pełni jednak dla setek tysięcy ludzi w różnych częściach kraju rolę podstawowego środka transportu. Ma bowiem sporo zalet takich jak możliwość pokonywania bardzo ciasnych łuków czy możliwość pokonywania odcinków o znaczącym pochyleniu.

Składem (który pokażę później) dotarłem do Jakobsbad, celu podróży, już po zmroku, oczywiście później niż planowałem. Zrobiłem jedno zdjęcie i popędziłem w stronę kempingu, licząc na to, że ktoś mnie przyjmie, choć teoretycznie było już po zamknięciu recepcji.

Jakobsbad - punkt końcowy kolejowej podróży

Niestety moje obawy się potwierdziły: budynek administracji był zamknięty na cztery spusty. Musiałem wykombinować coś w zastępstwie dlatego stwierdziłem, że znajdę sobie jakiś wolny skrawek trawy i tam się rozbiję, nastawię budzik na wczesne godziny poranne i skoro świt pobiegnę do właściciela żeby załatwić formalności.

Przy rozbijaniu namiotu nikt na mnie na szczęście nie patrzył podejrzanie, noc upłynęła spokojnie, a kolejnego ranka bez najmniejszych problemów udało mi się wszystko załatwić. Właściciel prowadzący ze swoją bardzo młodą córką kemping okazał się być niezwykle miły i wyrozumiały, no generalnie pobyt tam wspominałem, wyprzedzając fakty, bardzo, bardzo dobrze.

Dzień dobry Szwajcario!

Ucieszony i uspokojony wróciłem do namiotu i zacząłem przygotowywać śniadanie. Dzień miał być spokojny, stanowić przerwę między trekkingami górskimi, dlatego każdą czynność mogłem wykonywać niespiesznie. Coś co nie zdarza się często 😝

Zjadłem, umyłem się i postanowiłem wybrać się na zakupy... do odległego o siedem kilometrów Appenzell w ten sposób łącząc potrzebę spaceru i konieczność uzupełnienia zapasów. 


Opuściłem kemping i skierowałem się szlakiem spacerowym wpierw do pobliskiego Gonten, niewielkiego osiedla sąsiadującego od wschodu z Jakobsbad.


Niech Was nie zwiedzie liczba domów - w Gonten sklepu nie ma


Takie sytuacje, że sklepu nie ma, ale za to jest przystanek kolejowy zdarzają się często. W końcu Szwajcaria uznawana jest za kraj posiadający najlepiej funkcjonujący system kolejowy w Europie, a zatem prawdopodobnie i na świecie

Centrum Gonten...

...I fasady lokalnych domów

Za Gonten ścieżka kierowała się w stronę wzgórza znajdującego się po północnej stronie miejscowości oddalając się od linii kolejowej i pozwalając spojrzeć na pobliski masyw Alpstein.

Skład Appenzeller Bahn z masywem Alpstein w tle

W Appenzell zakupy zrobiłem w Sparze (do wyboru jest też znajdujący się obok Migros). Kupiłem w sumie dwie brzoskwinie, dwa jabłka, jakąś drożdżówkę, trzy bułki, mrożoną kawę w butelce i paczkowany ser (uznałem, że lokalny to będzie jednak zbyt duże burżujstwo) mieszcząc się jakoś w 20 frankach. Na całe szczęście tamtych wakacji 1 frank był warty nie 4,15 złotego jak obecnie, a ok. 3,5 złotego, dlatego takie drobne zakupy nie były jeszcze jakimś wielkim ciosem dla mojej kieszeni.

Z butelką pełną zimnej kawy i drożdżówką w ręku (pozostałe rzeczy trafiły do plecaka) ruszyłem w stronę centrum Appenzell aby zasiąść na ławce i zrobić sobie chwilę przerwy. Chwilę posiedziałem, pospacerowałem po wąskich uliczkach i wróciłem do Jakobsbad.


Krajobraz tzw. Appenzeller Landu



Na kempingu znalazłem się z powrotem koło godziny 14:30. Przygotowałem sobie obiad i gorące popołudnie przeleżałem na wyciągniętej przed namiot karimacie z książką i piwkiem, relaksując się i obmyślając plan na dzień kolejny 😊

To tyle na dziś, śledźcie kolejne nowości - w kolejnej relacji wrócimy na alpejskie granie...

Informacje praktyczne

  • Rozkład jazdy autobusów podmiejskich z Schoppernau do Dornbirn znajdziesz (rozkład połączeń na całą Austrię) TUTAJ
  • Rozkład jazdy autobusów miejskich z Dornbirn do Lustenau znajdziesz TUTAJ
  • Rozkład jazdy pociągów w Szwajcarii (nie tylko w kantonie Sankt Gallen, ale i dla całej Szwajcarii) znajdziesz TUTAJ

Noclegi

KOMENTARZE

1 komentarze:

  1. Książka i piwo z widokiem na piękne krajobrazy to idealny plan na popołudnie chociaż ja bym to piwko na wino zamieniła :). Wszystko wygląda pięknie i malowniczo a kolejka wąskotorowa jako jeden z elementów zwykłej codzienności to musi być niezła frajda, a piszę to ja, dojeżdzająca codziennie do pracy koleją :).

    OdpowiedzUsuń

Back
to top