Graniami Alp Algawskich cz. XI - Walmendinger Horn

Łańcuch górski: Alpy (Alpy Wschodnie)


Sektor: Północne Alpy Wapienne

Pasmo górskie: Alpy Algawskie

Podgrupa: Nordwestliche Walsertaler Berge

Średnio trudna trasa dla mniej zaawansowanych prowadząca przez Walmendinger Horn oraz Ochsenhofer Köpfe - szczyty nieprzekraczające 2000 metrów nad poziomem morza lecz charakteryzujące się bardzo dużymi walorami widokowymi. Warto zwłaszcza dla widoków na górne partie Kleinwalsertal i pobliskiego masywu Widderstein.

Trasa pozbawiona trudności technicznych, możliwa miejscami niewielka ekspozycja. W sezonie popularna, z kumulacją tłumów w okolicach Walmendinger Hornu i schroniska Schwarzwasserhütte.

Pierwsza noc po przenosinach do Kleinwalsertal, w zachodnią część Alp Algawskich, okazała się być dla Krystiana i Kamila dość krótka, toteż niespecjalnie duże było moje zdziwienie, gdy rankiem nie mieli ochoty podnieść się ze śpiworów.

Ja natomiast nie miałem najmniejszej ochoty tracić czasu i szybko wychynąłem z namiotu, próbując zlokalizować pośród lekkiego nieporządku kuchenkę turystyczną, którą po obciążeniu menażką z wodą zostawiłem samą sobie, by w tak zwanym międzyczasie sprawnie spakować plecak na jednodniową wędrówkę. Każda upływająca minuta była cenna - tym razem zdawałem sobie sprawę, że w planach mam popularne miejsce i jeśli nie wyruszę wystarczająco szybko, to mogę spotkać liczne towarzystwo na szlaku - a tego jednak nie chciałem.

Zjadłem szybko śniadanie i nie opróżniając do końca kubka z kawą, opuściłem spokojny jeszcze o tej porze kemping. Zegar pokazywał 7:55, spiesznym krokiem zatem musiałem dotrzeć na przystanek, tak aby złapać autobus linii 5 obsługującej głównie turystów zmierzających na szczyty znajdujące się w otoczeniu Schwarzwassertal czyli Doliny Czarnej Wody - do tej grupy zalicza się przede wszystkim Hoher Ifen, ale także znany Wam już Grünhorn oraz tytułowy bohater - Walmendinger Horn.

Z autobusu wysiadłem o 8:10 na przystanku "Schröflesäge" chociaż jako punkt startowy równie dobrze nadaje się przystanek kolejny, czyli "Klettergarten". Autobus odjechał w stronę dolnej stacji kolejki na Ifen, a ja przemknąłem na drugą stronę jezdni i odszukałem szlak.


Punkt, w którym zaczynałem wycieczkę, znajdował się dosyć wysoko (pow. 1200 m n.p.m.), dlatego bardzo szybko na leśnym płaju ukazały mi się widoki. W roli głównej początkowo występował rzecz jasna pobliski Hoher Ifen, czyli jeden z najbardziej rozpoznawalnych szczytów w całym paśmie. Podobnie jak Walmendinger Horn jest on bardzo popularny - i rzeczywiście trudno się dziwić ze względu na jego łatwo rozpoznawalną sylwetkę oraz z uwagi na spektakularną panoramę z wierzchołka.

Poranek z widokiem na Hoher Ifen

Szlak okazał się regularnie przecinać odsłonięte fragmenty zbocza i za którymś moim oczom ukazał się szeroki widok na otoczenie Schwarzwassertal. Spojrzeć więc mogłem między innymi na grań Ochsenhofer Köpfe, którą miałem w planie na kolejne godziny, a także na Grünhorn (choć akurat na zdjęciu ten jest lekko zasłonięty przez świerczki) i grań którą rok wcześniej szedłem na Steinmandl (widoczny z prawej strony zdjęcia). Stałem dłuższą chwilę i zachwycałem się tym pejzażem, jakże innym od tego, który widziałem jeszcze dzień wcześniej w Hornbachkette podczas wycieczki na Plattenspitze. Ale no właśnie - o to całe Alpy Algawskie i ich wspaniała różnorodność.

Przede mną grań będąca celem dzisiejszej wędrówki

W spacerowym tempie, po upływie 40 minut, dotarłem na pierwszą większą halę tego dnia, czyli Untere Walmendingenalpe (1424 m n.p.m.), którą w centralnej części przecinają dwa potoki, przez co dochodzi do nieco zabawnej sytuacji że jeden fragment hali pokrywa rzeczywiście zbocze Walmendinger Hornu, zaś drugi zbocze Heuberga - góry, której przeciwstawne zbocza dominują ponad miejscowościami Hirschegg i Mittelberg.

Miejsce pozwalało po raz pierwszy tego dnia spojrzeć na północ - w stronę wylotu Schwarzwassertal - i było całkiem przyjemne. Słońce zdążyło wprawdzie wspiąć się już całkiem wysoko i czuć było, że zapowiada się kolejny gorący dzień, ale lekkie podmuchy, które można tu było poczuć, skutecznie mnie przytrzymały.


Właśnie przez rosnący upał lekko wzdrygałem się na myśl o najbliższym fragmencie - jak się być może domyślacie skoro była Untere Walmendingenalpe to i musiała być Obere Walmendingenalpe - obie te hale dzieliło jednak 160 metrów w pionie i fragment ten to pierwsze prawdziwe wyzwanie na trasie, jest tam bowiem stromo, choć, żeby z drugiej strony nie było wątpliwości, stromość ta nie wyróżnia się w żaden sposób w lokalnych realiach - po prostu trzeba zacisnąć zęby i podejść.

Na skraju Obere Walmendingenalpe czeka natomiast pewnego rodzaju nagroda -znajduje się tam bowiem pierwszy na trasie przybytek otwarty z myślą o turystach - chatka pasterska o nazwie takiej samej jaką nosi i hala, oferująca w sprzedaży zimną płytę w postaci np. deski serów czy lokalnych wędlin oraz napoje - takie jak kawa, piwo czy maślanka. O dziewiątej, gdy przemykałem szlakową ścieżką wrota były jednak jeszcze zamknięte - i o tym też notabene pamiętajcie - większość alpenhütte otwiera się dopiero koło 10.


Z Obere Walmendingeralpe można spojrzeć już bez większych przeszkód na piramidę Walmendingera, która wznosi się bezpośrednio nad tym obszarem. Na szczyt jest jednak jeszcze kawałek, bowiem ścieżka północno-wschodnią urwistą ścianę obchodzi, przeciskając się po szerokim, i dosyć łagodnym, żlebie. 

Widok na Walmendinger Horn z Obere Walmendingeralpe

Fragment ten pokonywało się zakosami i wspominam go całkiem dobrze, bo przez pewien czas ścieżka była lekko zacieniona. Choć już do tego w pewien sposób przywykłem, podchodząc zachwycałem się ilością kolorowego kwiecia rozrzuconego między zielone źdźbła trawy - to z pewnością niepodważalny atut obecności w tej części Alp w lipcu - trzeba się wtedy liczyć z tym, że w wyższych partiach może zalegać śnieg, że może być upiornie gorąco, ale nie ulega wątpliwości, że alpejskie łąki są wtedy zdecydowanie najpiękniejsze.

Obere Walmendingeralpe z góry prezentuje się tak


Sprawnie podchodząc dojrzałem niebawem biały krzyż na wierzchołku oraz, co mnie jeszcze bardziej ucieszyło, wagonik kolejki linowej. Ten ostatni był dla mnie istotny, gdyż przejście pod linami wyznaczało niemalże osiągnięcie grani, a co za tym też idzie, zmianę widokowej perspektywy.

Do szczytu coraz bliżej

Osiągnięcie grani dodało mi nowych sił, i mimo że spodziewałem się cudów - nie ubliżając Walmendingen Alpe, ale wystawa północna z uwagi na wylot doliny jest bez wątpienia najmniej atrakcyjna - to rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. I wreszcie też zapewne będziecie mogli zrozumieć dlaczego we wstępie pisałem o fantastycznych widokach 😉

Ale stopniujmy te emocje. 

Najpierw wspomniana grań z widocznym na ostatnim planie Heubergiem.


Natomiast prawdziwa petarda czai się gdy głowę przesuniemy ze wschodu na południowy-zachód, gdzie wznosi się masyw Widdersteinów, który wraz z najbardziej wysuniętym jeszcze Bärenkopfem, oprócz tego, że praktycznie z każdego zakątka Kleinwalsertal jest widoczny, to w dodatku prezentuje się niezwykle zachwycająco.

Dla tego widoku warto wybrać się na Walmendingera 😉

Jeśli tak jak ja unikacie na górskich szlakach tłumów, to miejsce w którym ścieżka robi zwrot o 90 stopni jest praktycznie ostatnim w rejonie Walmendingera gdzie można odnaleźć warunki sprzyjające podziwianiu natury - kilkanaście metrów wyżej dróżka łączy się z szerokim kamienistym traktem, a jeszcze nieco wyżej dociera się do górnej stacji kolejki gondolowej, gdzie robi się tłoczno jak w ulu. Natomiast nie ma co narzekać - takie miejsca jak to są naprawdę potrzebne, zwłaszcza emerytom czy ludziom o ograniczonej mobilności - tu na Walmendingerze widziałem praktycznie wyłącznie ich. Trzeba zresztą przyznać, że warunki były tu dla nich świetne - szeroki taras z leżakami, ogólnodostępna ścieżka na szczyt po której można by wjechać nawet na wózku inwalidzkim, ławki co krok, a do tego, a jakżeby inaczej, Gipfelstuba.


Walmendinger Horn zresztą idealnie nadaje się do pełnienia swojej funkcji - mimo swojej lichej wysokości zapewnia naprawdę jedną z ciekawszych panoram nie tylko w Walsertaler Berge, ale w całych Alpach Algawskich. Zaś kolejka linowa (Walmendingerhornbahn) wywozi turystów praktycznie z centrum Mittelsberga - to naprawdę duże ułatwienie, bo przy bogatej bazie noclegowej w tej miejscowości naprawdę niewielki dystans trzeba pokonać by znaleźć się w górach.

Ostatnie metry pod wierzchołkiem

Sam wierzchołek jest - i to może być zaskoczenie zważywszy na liczbę odwiedzających go turystów - zaskakująco ciasny, a alpejskie murawy ogrodzone drucikiem by nikt na nie nie wchodził, więc trochę trudno tutaj dłużej zabawić. W podziwianiu panoramy przeszkadza też czubek wieży przekaźnikowej, która akurat znajduje się po tej fantastycznej południowo-wschodniej stronie.

Przechodząc jednak do sedna: ze szczytu doskonale widać przede wszystkim Schwarzwassertal - perspektywa jest tak dobra, że wręcz można się stąd uczyć topografii tej doliny, gdyż wszystko perfekcyjnie widać. W porównaniu do tego co wcześniej, warto dodać, że w przestrzeń ponad siodłem rozdzielającym Steinmandl i Hählekopf wpasowuje się Diedamskopf - najbardziej wysunięty na zachód szczyt Alp Algawskich. 

Widok z wierzchołka na Schwarzwassertal i wznoszące się w jej otoczeniu: Hählekopf (2058 m n.p.m.) i Hoher Ifen (2230 m n.p.m.)

Widok w stronę Grünhornu, czyli zwornika grani, w której obecnie się znajdujemy.
Na pierwszym planie Muttelbergkopf (1989 m n.p.m.)

Panorama Schwarzwassertal w pełnej okazałości. Na prawo od Ifena widać płaskowyż Gottesacker

Widok spod wierzchołka na wschód

Po upływie kwadransa opuściłem wierzchołek, kierując się w stronę zasadniczej części dzisiejszej trasy, czyli grani Ochsenhofer Köpfe. Podczas zejścia zatrzymałem się jeszcze przy takiej oto konstrukcji zlokalizowanej w pobliżu górnej stacji kolejki linowej...


Schodząc z Walmendingera na zachód spacer można kontynuować na wiele różnych sposobów. Ten wymagający włożenia pewnego wysiłku, ale przy tym najbardziej atrakcyjny, to droga przez Ochsenhofer Köpfe na przełęcz Ochsenhofer Scharte skąd można zejść do Schwarzwasserhütte (co też sam uczynię) bądź na stronę południową do Starzelalpe. Oba te miejsca można jednak osiągnąć idąc bardziej spacerowym szlakiem przecinającym hale Lüchlealpe i Stierhofalpe, który mógłby zainteresować przede wszystkim rodziny z małymi dziećmi. Wreszcie, gdyby pogoda nie dopisywała bądź z jakiegoś innego powodu zależałoby Wam na czasie, to do Baad, czyli najwyżej położonej osady Kleinwalsertal można zejść nawet w ciągu 1,5 godziny.

Zejście na Muttelbergalpe

Na pierwszym planie z barierami przeciwlawinowymi Muttelbergkopf, w dole hala Muttelbergalpe i rozstaje - w głąb biegnie szlak trawersujący od południa grań Ochsenhofer Köpfe, do lewego dolnego rogu zaś biegnie szlak na Stutzalpe skąd dalej można zejść do Mittelbergu bądź Baad.

Nieopodal przełęczy Muttelbergscharte, która, jak możecie się domyślać, podobnie jak Muttelbergkopf, wznosi się ponad Muttelbergalpe, opuściłem szeroką drogę, dając się ponownie prowadzić prawdziwej górskiej ścieżynie, której charakter od razu mi się spodobał. Szedłem podekscytowany, czując, że lada moment ujrzę coś absolutnie zachwycającego i spieszę tutaj donieść - naprawdę zapnijcie pasy, bo będzie pięknie 😊

Walmendinger Horn od strony zachodniej

Na dobry początek czekało mnie zdobycie Muttelbergkopfu (1989 m n.p.m.), którego nieodległy wierzchołek nie chciał się specjalnie przybliżać z uwagi na, rzekłbym, liczne elementy rozpraszające. Do takich należał przede wszystkim widok na Widderstein, chyba jeszcze lepszy niż w przypadku Walmendingera. 

Z powrotem robi się dziko...

Ten widok... Stąd Widderstein prezentuje się jeszcze lepiej niż spod Walmendingera

Steinmandl, przełęcz Gerachsattel, Hählekopf, a w tle Diedamskopf

W drodze na Muttelbergkopf

Ale zostawiając na boku jeszcze widoki - kilka słów wprowadzających czego można się tu spodziewać. Jeśli chodzi o trudność, to szlak ten można porównać do Perci Akademików - w kilku miejscach jest tu wąsko i trzeba wspomóc się rękoma (raczej odradzam spacer z dużym plecakiem - będzie przeszkadzał), natomiast trudno mówić tu o kontakcie z dużą ekspozycją czy potrzebą obycia z linami czy klamrami, bo ich po prostu nie ma. Grań jest trawiasta, z bogatą szatą roślinną, która w zaskakujących rozmiarach podchodzi pod partie szczytowe - podobnie zresztą jak w przypadku grani między Grünhornem a Steinmandlem - przez co w duszne dni szczególnie może tu doskwierać wysoka wilgotność.


Muszę również Was ostrzec przed nieco zgubnym myśleniem, którym łatwo się kierować po spojrzeniu na mapy - generalnie większość z nich sugeruje, że grań ta składa się z trzech podobnych siebie wierzchołków i jest lekkim, przyjemnym spacerkiem - otóż w rzeczywistości teren jest tu dosyć mocno pofalowany, bowiem każdy z tych trzech szczytów oddzielony jest całkiem głębokimi przełęczami, a w dodatku posiada jeszcze swoje subwierzchołki, które też są od siebie porozdzielane siodełkami. Także, jeśli traficie na przykład na ciepły dzień, to doprawdy macie szansę się zmęczyć 😉


Tożsamość pierwszego ze zdobytych szczytów była niekoniecznie określona. Napisałem wcześniej o trzech szczytach, choć było to pewnego rodzaju nadużycie; opisy z którymi się spotykałem nie zawsze były ze sobą spójne i zdarzały się też takie, które wyróżniały dodatkowy szczyt - bezpośrednio sąsiadujący z Walmendinger Hornem - i to jego określały mianem Muttelbergkopfu (1942 m n.p.m.; D. Seibert), choć na wszystkich mapach, z których korzystałem szczyt o tej nazwie znajdował się bardziej na zachód. Dokładnie w miejscu, w którym autor popularnego przewodnika po Alpach Algawskich widział Lüchlekopf.


Szczyt, którego Seibert określał mianem Muttelbergkopfu, może nie był bardzo wybitny, ale miał jedną łatwo rozpoznawalną cechę - należał właśnie do tych mocno porośniętych - spójrzcie tylko na te drzewa - mówimy o prawie 2000 m n.p.m.!


Po osiągnięciu wierzchołka z kotą 1989 m n.p.m. określanego przez jednych Lüchlekopfem a przez innych Muttelbergkopfem, można odetchnąć - grań przybiera tu nieco łagodniejszą formę przez co szlak staje się wręcz spacerowy. Ponieważ na samym Lüchlekopfie vel Muttelbergkopfie jest bardzo ciasno - zachęcam do poszukania miejsca na dłuższy odpoczynek nieco dalej, tak aby być w stanie odizolować się od innych turystów.

Dalszy przebieg szlaku

Takim miejscem okazały się okolice płytkiego siodła przed wschodnim Ochsenhofer Kopfem, gdzie znajdzie dla siebie miejsce całkiem sporo amatorów pięknych widoków. Te mimo nieco niższej wysokości pozostają absolutnie kapitalne - świetnie prezentuje się stąd otoczenie górnej części Kleinwalsertal - począwszy od Widdersteina, którym już tutaj się zachwycałem, poprzez Heiterberg (2188 m n.p.m), Güntlespitze, aż po Grünhorn.

Jakże tu jest przepięknie!

Łagodnym fragmentem grzbietu powędrowałem dalej na wschodni szczyt Ochsenhofer Kopfu, który jak już wcześniej wspominałem sam składa się z dwóch wierzchołków. Podobnie jak wcześniej na Muttelbergkopfie, także i tutaj rosło sporo karłowatych drzew, których jednak nie potrafiłem rozpoznać. 

Na grani Ochsenhofer Köpfe 

Oba szczyty Ochsenhofer Köpfe dzieli siodło Litzenscharte, gdzie pojawia się po południowej stronie grzbietu nieoznakowana, prawdopodobnie pasterska, ścieżka. I ponieważ zbocza drugiego ze szczytów są aktywnie wykorzystywane do wypasów bydła i owiec, to spotkać tu można płociki, które w połączeniu z rozległymi połaciami róż de facto zmuszają do ciągłego marszu - oczywiście zatrzymać się można, ale znaleźć tu miejsce na postój jest niełatwo - dlatego najlepiej wolny czas na widoki i odpoczynek wykorzystać między Muttelbergkopfem a wschodnim Ochsenhofer Kopfem 😊

Okolice Litzenscharte

Zresztą momentami aż przykro byłoby mi własnym cielskiem naruszyć dorodne porosty i krzewy. Cały ten szlak to był zresztą spacer nie tyle przez góry, co przez jeden wielki kwitnący ogród.

Swoją drogą ciekawe ile w tym zasługi dobrej gleby a ile tego nawozu pochodzącego z regularnych wypasów... 😏 Biorąc pod uwagę wysokość npm - kurczę, w Tatrach Bielskich gdzie skały osadowe zapewniają świetne warunki dla rozwoju flory ta jest bardzo zróżnicowana i absolutnie również urzekająca, ale jednak tam rosną... kwiaty. A tu można było się poczuć jak w dobrze odpicowanym ogrodzie zaplanowanym do tego przez architekta zieleni, gdzie dorodne krzewy poprzecinane były różnymi kwiatami, praktycznie zasłaniając kępy trawy. 


Krajobraz zmienia się natomiast wraz z przejściem na zachodnią stronę zachodniego Ochsenhofer Kopfu - tu dla odmiany, jeśli zasłonimy sobie widok na dalsze plany, można nawet odnaleźć pewne podobieństwa do bieszczadzkich połonin. Zamiast Krzemienia w trakcie zejścia mamy jednak przed sobą widok na Grünhorn, który nic a nic nie zdradza, że jego czubek sięga 2040 m n.p.m., i duży węzeł szlaków na Ochsenhofer Scharte, którego rozmiar sygnalizuje, że w dni wzmożonego ruchu próżno na nim szukać ciszy - stąd nim wytracimy wysokość warto się jeszcze na chwilę zatrzymać, zwłaszcza, że tutaj miejsca akurat nie brakuje. 

Przed nami już Ochsenhofer Scharte

Unspitze (1926 m n.p.m.) i Hochstarzel (1974 m n.p.m.). Centralnie nad tym drugim wyłania się Güntlespitze (2092 m n.p.m.)

Może porównanie do bieszczadzkich połonin było nieco buńczuczne, ale z całą pewnością Alpy Algawskie, czy w tym konkretnym przypadku Walseltaler Berge, łączą w sobie różne typy gór - począwszy od klasycznych dla wyższych partii Alp Wapiennych białawych turni które można spotkać w Allgäuer Hauptkamm czy w Hornbachkette, poprzez przepaściste, lecz nie skaliste a trawiaste, granie w Kreuzeckgruppe czy Daumengruppe, a skończywszy na będących mieszaniną Tatr Zachodnich, Beskidów Wschodnich, czy wręcz Karkonoszy miejscami, Walsertaler Berge. 

Krajobraz Nordwestlichen Walsertaler Berge, czyli najbardziej na zachód wysuniętej podgrupy Alp Algawskich

Widoki z Ochsenhofer Scharte (1850 m n.p.m.)

Na Ochsenhofer Scharte skończyłem swoją przygodę z granią - Wy możecie ją kontynuować na Grünhorn, który formalnie jest zwornikiem dla grzbietu będącego bohaterem dzisiejszego posta i który z racji wspaniałych widoków jakie oferuje będzie stanowił wspaniałe uwieńczenie dla całej wyprawy, a następnie zejść do Baad przez Starzeljoch i Starzelalpe.

Wskazówka: Jeśli skorzystamy z usług kolejki na Walmendinger Horn (właściciele Bergbahnticket mogą nią jeździć za darmo) to czasu powinno starczyć na dalszy spacer granią - z Grünhornu możecie przejść wtedy przez Steinmandl do Schwarzwasserhütte lub wybrać się na Hochstarzel i z przełęczy Derrajoch zejść wtedy do Baad. Osobiście wybrałbym drugą opcję - jedna uwaga, szlak przez Hochstarzel jest momentami eksponowany!


Dzięki rezygnacji z ponownego wejścia na Grünhorn zyskałem jednak szansę by w drugiej części dnia na spokojnie powędrować przez górne partie Schwarzwassertal, czyli największej z dolin bocznych należących do systemu Kleinwalsertal.

Schwarzwassertal liczy ok. 35 kilometrów kwadratowych powierzchni i mniej więcej 10 kilometrów długości. Jest największą z dolin bocznych należących do systemu Kleinwalsertal a zarazem jedną z dwóch orograficznie lewych odnóg (drugą jest niewielka Gattertal). Najwyższym szczytem w jej otoczeniu jest Hoher Ifen (2230 m n.p.m.), co oznacza, że różnica wysokości między najwyższym a najniższym punktem (ujście Schwarzwasserbach do Breitach) wynosi 1190 m n.p.m.

Dolina składa się z dwóch odrębnych od siebie części połączonych stosunkowo wąskim przesmykiem. Elementem je rozdzielającym jest najwyższa część imponującego masywu Ifena, która w formie skalnej czapy wystaje niczym półwysep pośrodku otwartego morza. Dolna część doliny, której granicę na zachodzie i północy wyznacza pozostała część masywu Ifena - płaskowyż Gottesacker wraz z Sonnenbergiem - a na południu Heuberg, jest w dużej mierze zamieszkała przez mieszkańców osady Wäldele, administracyjnie stanowiącej część Riezlern. Górna część doliny, dla której czapa Ifena stanowi północno-wschodnią granicę, jest już niezamieszkała na co dzień i, co rzadkie, w Alpach Algawskich, łagodnie podchodzi pod otaczające je na zachodzie: Steinmandl wraz z Hählekopfem. 


Na wysokości 1620 m n.p.m., na skraju hali Schwarzwasseralpe, leży sobie jedno z dwóch wysokogórskich schronisk w tej części Alp Algawskich - Schwarzwasserhütte. Obecnie schronisko oferuje nocleg 70 osobom w pokojach i salach wieloosobowych (liczba dostępnych miejsc jest zmniejszona z uwagi na restrykcje covidowe). 

Schwarzwasserhütte, czyli najlepsza baza wypadowa na szlaki tej części Alp Algawskich

Z usług schroniska, nawet tych gastronomicznych, niestety nie skorzystałem, ponieważ duże kolejki zniechęciły mnie do przesiadywania w sąsiedztwie. Żwawo ruszyłem więc w dół doliny podziwiając po prawej grań, którą miałem przyjemność przejść...


Brak dłuższej przerwy przy schronisku pozwolił mi także na dłuższą kontemplację doliny podczas zejścia, co zdecydowanie odebrałem jako pewien plus, gdyż miałem więcej czasu by skupić się na Schwarzwassertal, którą cechuje dosyć osobliwy jak na tutejsze realia krajobraz. Na przeważającej długości jest ona bowiem dosyć szeroka, zaś zbocza do niej opadające - względnie łagodne. I właśnie dlatego w porównaniu do innych okolicznych dolin, na dłuższą metę może się wydawać mniej atrakcyjna, choć jej krajobraz na szczęście bardzo urozmaica Hoher Ifen.

Krajobraz Schwarzwassertal...

Hoher Ifen z poziomu szlaku do Auenhütte...

Na chwilę zatrzymałem się także po osiągnięciu charakterystycznego płaskowyżu Melköde, na którym znajduje się kolejna chata pasterska - Alpe Melköde. Stąd całkiem nieźle prezentuje się Walmendinger Horn, którego piramida może nie osiągała może imponujących rozmiarów, ale jednak dzięki ostremu profilowi potrafiła przyciągnąć uwagę...


W środkowej części doliny minąłem jeszcze sztucznie utworzone jezioro Herzsee i chwilę później znalazłem się obok Auenhütte, gdzie znajduje się dolna stacja kolejki linowej pod Ifen oraz końcowy przystanek linii 5 z Riezlern.

Gdy wsiadałem w autobus było kilka minut przed 15 - całą założoną trasę zdążyłem zatem wykonać w mniej więcej 6 godzin i 30 minut (i to licząc z przerwami) i byłem z tego powodu całkiem rad, gdyż na kolejny dzień miałem zaplanowany zaiste nietuzinkowy wypad, do którego również należało się przygotować.

Jako rozruch przed poważniejszą wyrypą Walmendinger Horn wraz z Ochsenhofer Köpfe uważam był świetną decyzją. I naprawdę - tę graniówkę bardzo Wam polecam. Zwłaszcza jeśli będziecie przebywać w Kleinwalsertal, to w ramach bardziej spokojnego dnia, przy dobrej pogodzie - do rozważenia. Z drobną sugestią by raczej unikać weekendów 😉

Dajcie znać w komentarzach jak się Wam podobało, a my widzimy się w kolejnych relacjach!

KOMENTARZE

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Back
to top