2 marca 2014

Z sierpniową wizytą w słowackich Tatrach Zachodnich - Brestowa

(PARKING W ROHACKIEJ DOLINIE - SPALONY ŻLEB - SKRAJNY SALATYN - BRESTOWA - MAŁA BRESTOWA - ZUBERSKI WIERCH - PALENICA JAŁOWIECKA - WIELKI OSTRY GROŃ - DOLINA PRZYBYSKA - RAZCESTIE PRTE - ZUBEREC)

Kap, kap, kap... Do mych uszu zza otwartego okna nieustannie dochodziły dźwięki uderzających o parapet, kropel sierpniowego deszczu... Zerknąłem na zegarek... 4:45... Za nieco ponad dwie godziny powinien zadzwonić budzik i oświadczyć nam, że czas na kolejną tatrzańską przygodę... 
Tej nocy nie spałem zbyt dobrze.. Martwiły mnie przejrzane dnia poprzedniego prognozy.. Gdzie nie patrzyliśmy - tam deszcze, deszcze i jeszcze raz deszcze, czasem nawet z gwałtownymi burzami, czyli tym czego w górach, doświadczyć nie chcemy.. Najbardziej sprawdzalne (według nas) prognozy, w tym numeryczna ICM oraz accuweather.com oczywiście utwierdzały nas w przekonaniu, że dzień będzie do luftu... A takie mieliśmy piękne plany... Ostatnią decyzją jaką podjęliśmy poprzedniego dnia, było: "Zobaczymy co zastaniemy nad ranem". No i masz, piąta dochodzi, a ulewa jak ta lala :/ 
Choć, byłem pewien, że do rana spanko mam już z bańki, to pomyliłem się i udało mi się jeszcze na moment zdrzemnąć.. Obudził mnie ponownie... radosny krzyk ojca, który wskazywał mi coś za oknem... Spojrzałem we wskazanym kierunku, mimo że wydawało mi się wciąż, że śnię... było tam trochę ... błękitnego nieba, które zachęcało do pobudki... 
Rzeczywiście, tego się nie spodziewaliśmy i w dobrych humorach spędziliśmy poranną toaletę i przesiedzieliśmy przy śniadanku.. Uśmiech spełzł nam z twarzy, gdy włączyliśmy "pocasie". Wszędzie bowiem, widniały ikonki z deszczem, na niektórych także błyskawice.. Co ciekawe na dobrej, słowackiej stronie meteorologicznej pocasie.sme.sk wyświetlone było, jakoby teraz miał lać deszcz.. Idiotyzm, skoro świeciło słońce, a na niebie pokazywało się trochę błękitu...
Pomimo niekorzystnych prognoz, słońce potraktowaliśmy jako dobry zwiastun.. Cóż, było to może głupie i naiwne, ale nie podobała nam się wizja spędzenia dnia przed telewizorem w pensjonacie... Pierwotnie planowaliśmy na trzeci dzień Barańca, ale gdy uświadomiliśmy sobie, że na dwie noce w Żarskiej nie ma co liczyć, zaczęliśmy myśleć o Skrzyniarkach... I wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, znowu, że trasa na niepewną pogodę za długa... 
Przez chwilę myśleliśmy, nad Grzesiem, ale się skrzywiliśmy, bowiem byliśmy na nim całkiem niedawno.. I tak nasze oczy skierowały się znów na rejon grani głównej... Patrzyliśmy na szlaki dojściowe na grań... Najszybszym był absolutnie szlak niebieski Szlak niebieski parkingu w Rohackiej Dolinie na Skrajny Salatyn i dalej na Brestową.. I podjęliśmy decyzję, idziemy właśnie tam... W razie gdyby pogoda miała się pogorszyć, od razu speedem wracamy w doliny, a może... pogoda jednak dopisze..? Choć nikt z nas nie brał tej myśli na poważnie... To miał być luźny spacer, aby nie spędzać tego dnia w domu, a na świeżym powietrzu... 

I tak o godzinie 08:15 zajechaliśmy samochodem na... zupełnie pusty parking.. Na całym tym ogromnym placu stały tylko dwa samochody na słowackich, miejscowych blachach - jeden prawdopodobnie należący do parkingowego.. Wysupłaliśmy kilka euro i z ciekawością zagadnęliśmy parkingowego o "pocasie".. "Oblacno az zamracene" usłyszeliśmy, a chwilę później: "V popoludnajsich hodinach burky".. Czyli jednak można spodziewać się burz.. Podziękowaliśmy za prognozę i ruszyliśmy aby zaparkować.. Krótkie przebranie butów i w drogę...
Rogacze po słowackiej stronie Tatr mają jeden niepodważalny plus.. Pokazują czas dojściowy do WIELU miejsc... Nie mogę zrozumieć dlaczego w najpopularniejszych miejscach wyjściowych w polskich Tatrach, a więc w Palenicy Białczańskiej, Kuźnicach, u ujścia Doliny Strążyskiej, w Kirach i na Siwej Polanie nie można postawić rozbudowanego szlakowskazu... Ale cóż, ja tu gadu, gadu, a czas leci... O 08:25 wyruszamy z parkingu...
Szlak niebieski Szlak niebieski poprowadzono wzdłuż wyciągu narciarskiego należącego do kompleksu Rohace-Spalena... Czas dojścia na szczyt Brestowej oceniono na 3:00, w dół 2:15...
Idziemy dosyć szybko.. Parę minut później odwracam się do tyłu.. Ponad parkingiem góruje szczyt Szyndlowca (Sindlovec) wieńczący grzbiet Zabratów..
Dziarskim krokiem zaczynamy zdobywać pierwsze metry... Wkrótce po lewej stronie zarysowują się poważniejsze widoki.. I to jakie :) Wołowiec i Rohacze, choć wierzchołek Płaczliwego ledwo co wystaje ponad garb Przedniego Zielonego...
Szlak biegnie wzdłuż spływającego Spalonym Żlebem, potoczku...
Niebieski Szlak niebieski szlak, to wciąż jeden z najrzadziej wybieranych szlaków w Tatrach Zachodnich.. I dobrze, że są jeszcze takie odcinki...
To co cechuje ten szlak oprócz bardzo małej popularności to również fakt, że jest naprawdę stromy... Ale bardzo szybko następuje na nim przyrost wysokości...
Wkrótce po raz pierwszy wychodzimy z lasu... Widzimy ogromną łąkę pełną borówek i licznie występującą goryczkę trojeściową...
Szlak poprowadzony został wzdłuż Spalonego Żlebu, który sprawia, że zimą przejście jest bardzo niebezpieczne... Zresztą nieraz dochodziło już do śmiertelnych wypadków z powodu lawin...
Ostatnia taka tragedia wydarzyła się całkiem niedawno..
31.12.2005 okazał się być tragicznym dniem dla ósemki czeskich turystów, którzy chcieli powitać rok na grani.. Niestety, nie udało im się to.. Z Przedniego Salatyna zeszła potężna lawina... Ocalał jeden, reszta w wieku od 22 do 36 lat poniosła śmierć.. Lawina w której zginęli miała 1200 m długości i 100 m szerokości.. 
Wszystko rozegrało się właśnie w tym miejscu w którym teraz jesteśmy, a więc na przecinającej szlak drodze stokowej, gdzie Czesi zdecydowali rozbić sobie obóz..
Ścieżka pnie się zakosami coraz wyżej i wyżej.. Drzewa stają się niższe, natomiast krzaków kosodrzewiny zaczyna przybywać...  
Idziemy teraz kilka metrów ponad dnem żlebu.. Aż się nie chce wierzyć, że to z pozoru wyglądające spokojnie miejsce, jest takie złowrogie w zimowych warunkach...
Kawałek dalej dochodzimy do uroczego punktu widokowego z którego roztacza się panorama na pochmurne dziś i ciemne Rohacze, a także na Wołowca i Rakonia.... 
Dominująca powoli w krajobrazie kosówka...
Podejście jeszcze bardziej przybiera na stromiźnie... Nawet u Nyki ten fragment określany jest jako "bardzo stromy"...
A pomiędzy świerkami od czasu do czasu taki oto cudowny widok.. Rewelacja :)
Od lewej: Rakoń, Przeł. Zawracie, Wołowiec, Jamnicka Przeł., Ostry Rohacz, Rohacka Przeł., Płaczliwy Rohacz, Smutna Przeł., Zielony Wierch Rohacki, Trzy Kopy, Hruba Kopa i Przeł. nad Zawratami - Banówki nie widać... 
Zbliżenie na wspaniałe gniazdo Rohaczy...
Wołowiec, Rakoń i grzbiet Szyndlowców ponad Rohacką Doliną...
Hruba Kopa...
Charakterystyczne drewniane mikro-drabinki... 
Niedalekie grzbiety Trzech Kop i Rohaczy zaczynają jednak chować się w chmurach...
Wreszcie widzimy, że osiągamy grzbiet Skrajnego Salatyna...
I tak pomimo pogarszającej się aury zdobywamy grzbiet Skrajnego Salatyna (Predny Salatin - 1624 m.n.p.m) - wyraźnego, długiego grzbietu wybiegającego ku północy ze szczytu Brestowej... Gdy spoglądamy na zegarek nie wierzymy własnym oczom... 09:30, a więc szliśmy z parkingu w Rohackiej Dolinie zaledwie godzinę i pięć minut... 
I choć warunki do wędrowania są niezłe ze względu na przyjemne warunki termiczne to siadamy na chwilę, aby odpocząć.. Podejście tu potrafi dać w kość ;) Odpoczynek w sumie dobra sprawa, bo daje ostatnią szansę, by sfotografować tatrzańskie szczyty, zanim skryją się w totalnej mgle...
Gdy zjedliśmy po batonie, uświadomiliśmy sobie..., że wszystko pogrążyło się już w kompletnej mgle... Pozostawało pytanie niczym z Szekspira wzięte: Iść, czy nie iść?
W sumie to nie wiadomo dlaczego poszliśmy... Coś nam w duchu podpowiadało, aby jednak dalej pójść, w końcu zdecydowaliśmy, że dojdziemy tylko na bliską już Brestową...
Los szybko uprzykrzył nam życie.. Dosłownie chwilę później momentalnie zaczęło lać.. Zatrzymaliśmy się, przebraliśmy się, ale nie zrezygnowali...
Gdy ruszyliśmy w dalszą drogę widoczność spadła do góra 20 metrów..
Szliśmy w takiej mgle przez dobre dwadzieścia minut, pogodzeni z losem, gdy stała się rzecz nieprawdopodobna, niebywała, która sprawiła, że tylko cicho westchnąłem...
W ciągu minuty, wszystko diametralnie się zmieniło... Z minimalnej widoczności robiło się.. wspaniałe widowisko...
Przepraszam za widoczne na zdjęciach krople :/ Ale lało tak, że żadne wycieranie obiektywu nie miało sensu...
Wspaniałe widowisko zapewnił Salatyn...
Brestowa! Jest i ona ;)
Deszcz leje jak z cebra... Ale my jakże szczęśliwi :)
Jeżeli miałbym za pomocą tylko jednego słowa określić, z czym dziś kojarzy mi się Brestowa, odpowiedziałbym - cud. Dlaczego? Ani na jednej prognozie pogody, nie było mowy o takich warunkach.. Uważnie przeglądnęliśmy także wykres prognozy numerycznej i tam także nie było mowy o żadnym "oknie" między poszczególnymi warstwami chmur.. Tatry sprawiły nam ogromną niespodziankę...
Salatyn (Salatin - 2050 m.n.p.m) - teraz już w całości :)
Coraz więcej i więcej tatrzańskich wirchów... Oprócz bliskiej Spalonej, a także Pachoła, widać Banówkę, a także charakterystyczne Trzy Kopy i Hrubą Kopę... Na samym końcu nieśmiało wychylają się Rohacze i jeszcze dalej Raczkowa Czuba i Bystra...
Pokonany przez nas grzbiet Skrajnego Salatyna..
Fotka z opisem w kierunku wschodnim zrobiona spod wierzchołka Brestowej..
1 - Zielony Wierch Rohacki (2050 m.n.p.m), 2 - Płaczliwy Rohacz (2126 m.n.p.m), 3 - Ostry Rohacz (2084 m.n.p.m), 4 - Wołowiec (2064 m.n.p.m)...
Brestowa (1934 m.n.p.m)...
Pokonujemy ostatnie podejście i wkrótce świętujemy razem zdobycie Brestowej.. Jest godzina 10.25, a więc paradoksalnie mgła i opady w końcówce umożliwiły nam szybsze dotarcie na szczyt.. Stwierdzamy, że chyba pobiliśmy absolutnie rekord, jeśli chodzi o dojście - odliczając piętnastominutowy postój na Skrajnym Salatynie, podejście zajęło nam 1:45, mniej niż podane jest to na słowackich znakach w przypadku zejścia.. Choć, oczywiście nie o bicie rekordów tu chodzi ;) W każdym razie, podawany na mapach czas przejścia tego odcinka jest mocno przesadzony (bywa, że podawane są nawet trzy godziny!)...
Brestowa (Brestova - 1934 m.n.p.m) - to przysadzisty szczyt zbudowany z granitów i gnejsów w grani głównej Tatr Zachodnich.. Sąsiaduje z Salatynem (2050 m.n.p.m) poprzez Salatyńską Przełęcz (1872 m.n.p.m), a także Małą Brestową - słabo wyodrębnioną kulminacją (1903 m.n.p.m).. Ku północy odchodzi długi grzbiet Skrajnego Salatyna, którym biegnie szlak niebieski. Charakterystycznym elementem są łagodne trawiaste zbocza (po stronie południowej) i bardziej skaliste północne stoki.. 
Jak o Brestowej pisał w 1861 roku Kazimierz Łapczyński:
"Od południa bliski grzbiet skalisty, cokolwiek wyższy od Salatinu, wszystko zasłaniał. Na wschód całe pasmo Tatr. Na północ u nóg lesista dolina Studziennicy, poza nią wspaniała Osobita, najdlaej naprzód ku Orawie wysunięta tatrzańska reduta".
Salatynem dawniej określano właśnie szczyt Brestowej, "dolina Studziennicy" o której wspomina Łapczyński, to Dolina Zuberska...
To niespodziewane zjawisko spowodowało nagłą chęć podjęcia decyzji o wyborze dalszej drogi w kierunku Skrzyniarek i Pachoła.. Tak to jest, dadzą Ci palec, to będziesz chciał całą rękę :) Ale gdy tylko przypomnieliśmy sobie, że na Skrzyniarkach są łańcuchy zmieniliśmy plany.. Baliśmy się, że może być ślisko i niebezpiecznie, po za tym limit szczęścia pogodowego mógł się w każdym momencie wyczerpać...
Zdecydowaliśmy więc, aby pójść w stronę Palenicy Jałowieckiej.. Tam było jakby trochę jaśniej...
Aha i jeszcze czasy przejścia..
- czerwony Szlak czerwony - na Salatyn 0:40, w dół 0:30, na Spaloną 2:00, w drugą stronę 1:55, na Banikowską Przełęcz 2:40, w drugą stronę również 2:40
- czerwony Szlak czerwony - do Palenicy Jałowieckiej 0:45, w drugą stronę 1:20, na Siwy Wierch 2:05, w drugą stronę 1:50
- niebieski Szlak niebieski - z parkingu w Rohackiej Dolinie 2:45, w dół 2:15
Siwy Wierch (Sivy Vrch - 1804 m.n.p.m)... Z pewnością jeden najciekawszych szczytów Tatr Zachodnich...
Jest OK ;))
Poniżej grzbietu, cały czas piękne przedstawienie... 
Pod nami 
mgieł kłębiaste morze
zrudziała zieleń
szumy potoków
i mali ludzie 
w dolinnym kroku

Nad nami 

słońca gasnące blaski
głowy olbrzymów
w płynącej mgle
niebo deskami pocięte
kolorów dziwnych
jak w bajce śnie

A my na szczycie

zwycięscy nośni
chłoniemy sobą
ten piękny czas
serca - biją mocniej
radośniej
szczęśliwe trudem
żywiącym nas
Edward Władysiuk "Górska radość"
Odcinek z Brestowej na Palenicę Jałowiecką spokojnie można opisać jako "pełen luzik" ;) Brak większych podejść, głównie zejścia, ale mało strome, w większości wygodna trasa, czynią z tej części graniówki relaksacyjny spacerek...
Brestowa, a po prawej Salatyn...
Stromo opadający Salatyński Żleb.. Wyżej przykryta chmurami Osobita...
Widok z siodełka pomiędzy Brestową, a Małą Brestową na wschód...
Zbliżenie na graniczną część Tatr Zachodnich..
Na pierwszym planie Wołowiec (2064 m.n.p.m), a na prawo od niego Ostry Rohacz (2084 m.n.p.m).. Ponad siodłem Jamnickiej Przełęczy (1908 m.n.p.m) najwyższa w grani Otargańców - Raczkowa Czuba (2194 m.n.p.m) i sąsiadujący z nią Jarząbczy Wierch (2137 m.n.p.m).. Na ostatnim planie, na lewo od szczytu Wołowca, Starorobociański Wierch (2176 m.n.p.m) i Bystra (2248 m.n.p.m) widoczna za Jarząbczym...
Na Małej Brestowej, spełnia się nasze ostatnie marzenie - deszcz przestaje padać ;) Teraz to już jest w ogóle rewelacyjnie..
Dziesięć minut od momentu wyruszenia z Brestowej, stajemy na Małej Brestowej (1903 m.n.p.m), której charakterystycznym elementem jest metalowy krzyż, postawiony przez parafian z Zuberca...
Zuberec widoczny ze szczytu Małej Brestowej - 1150 metrów niżej.. A wydaje się jakby był zaraz za załomem :)
Przed nami wyrasta wapienna bryła Siwego Wierchu i niemal idealnie trójkątna Ostra (1765 m.n.p.m).. 

Zwraca naszą uwagę również długi grzbiet, stromo opadający do Doliny Bobrowieckiej.. To Czerwony Wierch (Cerveny Vrch) - ramię Salatyna wysyłane ku zachodowi, w którym można wyodrębnić dwa mało wybitne wierzchołki o wysokościach 1923 m.n.p.m i 1806 m.n.p.m... Po jego drugiej stronie (południowej) znajduje się malutki stawik - Pliesko nad Rusnackou...
Ramię Cielęciarek (Telaciarky) oddzielające Wolarską Dolinę (Dolina Volarisko) od Salatyńskiego Żlebu...
Jest i trochę błękitnego nieba ;)
Przechodzimy jeszcze przez nienazwaną kulminację o wysokości 1806 m.n.p.m.. 
Grzbiet Skoruszyny, a po prawej Osobita.. W dole Cielęciarki...
Cielęciarki - długie ramię opadające do Doliny Zuberskiej, z kulminacjami o wysokościach 1690 m.n.p.m i 1606 m.n.p.m...
Mała Brestowa z tyłu..
Teraz czeka nas długie zejście na ostatnią z naszych dzisiejszych kulminacji, Zuberski Wierch (1753 m.n.p.m)... 
 Zuberski Wierch przypominający nieco grzbiet Babiej Góry, czyż nie?
Odwracam się.. Brestowa została daleko, daleko za nami.. Po raz pierwszy zerkam ku górnej partii Doliny Bobrowieckiej, zwanej Kotlinami.. Ta część tej doliny sięga, aż po widoczną na końcu Salatyńską Przełęcz (1855 m.n.p.m), oddzielającą Brestową od Salatynu.. 
Czerwony Wierch, Siwy Wierch, Ostra i wyłaniający się szczyt Kopy (1637 m.n.p.m)..
Podchodzę jeszcze kawałeczek na obłą płaszczowinę Zuberskiego Wierchu (Zuberec - 1753 m.n.p.m).. Widać dokładnie teraz Małą Brestową i Brestową, Salatyn i co ciekawe Spaloną, której wierzchołek wystaje ponad Salatyńską Przełęcz..
Grupa Siwego Wierchu...
A tam morze ;)
Zbliżenie na grupę Siwego Wierchu, często zaliczaną jako osobną część Tatr..
Od lewej: Kopa (1637 m.n.p.m), Babki (1566 m.n.p.m), Wielka Kopa (1648 m.n.p.m), Ostra (1765 m.n.p.m), Mała Ostra (1703 m.n.p.m) i Siwy Wierch (1804 m.n.p.m)..
Czerwony Wierch w całej okazałości...
Warto zwrócić na Dolinę Bobrowiecką, która należy do systemu Doliny Jałowieckiej...
Dolina Jałowiecka (Jalovecka Dolina) to jedna z większych dolin Tatr Zachodnich, ale bardzo mało znana. Patrząc na mapie, jej kształt przypomina nieco wachlarz. Jej wylot znajduje się we wsi Jałowiec, następnie, trzy kilometry na północ, w miejscu zwanym Dolina Jałowiecka, dolina dzieli się na dwie odnogi. Orograficznie prawa odnoga przyjmuje nazwę Doliny Bobrowieckiej (Bobrovecka Dolina), lewa zaś Doliny Parzychwost (Parichvost).. W systemie Doliny Jałowieckiej znajduje się jeszcze jedna spora dolina. To Głęboka Dolina (Hlboka Dolina) oddzielająca się od Parzychwostu i sięgająca po szczyt Salatyna
Różnie podawana jest powierzchnia tej doliny.. Przykładowo Józef Nyka podaje w swoim przewodniku dwie powierzchnie: 23,5 i 22,5 km kwadratowych. Pierwsza określa powierzchnię górskiej części doliny, druga jej niższą część. Gdyby jednak zsumować te dane wyszłaby powierzchnia 46 km kwadratowych, stawiająca Dolinę Jałowiecką wśród największych dolin Tatr. Zazwyczaj jednak, przyjmuje się, że powierzchnia wynosi 23,5 km kwadratowych. Długość doliny to 9 kilometrów. Różnica wysokości pomiędzy najwyższym i najniższym punktem w okolicy to 1378 metrów (Banówka - 2178 m.n.p.m i wieś Jałowiec ok. 800 m.n.p.m).. 
W górnej części doliny, nieopodal Palenicy Jałowieckiej, przy żółtym szlaku znajdują się dwa Bobrowieckie Stawki (Bobrovecke Plieska).. Większy z nich Biały Stawek leży na wysokości 1502 m.n.p.m i ma powierzchnię 0,10 ha. 
Zejście ku pogrążonej we mgle Palenicy Jałowieckiej...
Zbliżenie na kopułę Siwego Wierchu...
Odcinek graniówki o długości 2,5 kilometra już niestety za nami..
Walczący z chmurami Siwy Wierch... Uda mu się? :D
Zuch, jednak wygrał :)...
Wkraczamy w gęstą kosówkę.. Rejon Palenicy Jałowieckiej jest płaski i dosyć rozległy.. 
O 11:25 docieramy na najniżej położony punkt w grani głównej Tatr - Palenicę Jałowiecką (1573 m.n.p.m), której wysokość bardziej pasuje do przełęczy rodem z Małej Fatry, aniżeli do Tatr ;p 
Poważnie mówiąc, Palenica Jałowiecka to nie tylko zwykłe siodło oddzielające dwa szczyty - w tym przypadku Siwy Wierch (a konkretniej jego przedwierzchołek - Miękki Wierch) od grupy Salatynów, a dokładniej od Zuberskiego Wierchu... Palenica Jałowiecka to ciekawe miejsce pod kątem geomorfologicznym, ze względu na zjawisko transfluencji, do którego w tym rejonie doszło.. Już wyjaśniam o co chodzi...
Transfluencja lodowca to zjawisko do którego dochodzi w momencie, gdy warstwa lodu jest większa od wysokości grzbietu otaczającego dolinę pokrytą lodowcem. Następuje wtedy przelanie się do sąsiedniej doliny przez przełęcz lub grzbiet górski. 
(Definicja wg słownika geologii dynamicznej)
Palenica Jałowiecka to skrzyżowanie następujących szlaków:
- czerwony Szlak czerwony - na Siwy Wierch 0:45, w dół 0:30, na Huciańską Przełęcz 2:45, w drugą stronę 3:30
- czerwony Szlak czerwony - na Brestową 1:20, w drugą stronę 0:45, na Salatyn 2:00, w drugą stronę 1:15
- żółty Szlak żółty - z Rozdroża do Parzychwostu 2:00, w dół 1:15, z Rozdroża na Tokarni (u wylotu Doliny Jałowieckiej) 3:20, w dół 2:20
- żółty Szlak żółty - z Zuberca 3:00, w dół 2:45
Przy okazji dowiadujemy się, że żółty Szlak żółty szlak został chwilowo uszkodzony przez wodę.. Ciekawe w jaki sposób...
 Pogoda, jak się wydawało, ustabilizowała się, dlatego zaczęliśmy się zastanawiać nad wydłużeniem wędrówki, aż na Siwy i dalej na Huciańską Przełęcz.. Ale w końcu staje na tym, że schodzimy.. I tak ukartowaliśmy bardzo wiele ;)
Zastanawialiśmy się, czym się objawi zniszczenie szlaku przez wodę i na odpowiedź długo nie czekaliśmy - pełno naniesionych kamieni, śliskich jak diabli i niefajnych :/
Na wysokości 1450 m.n.p.m wkraczamy w gęstą mgłę.. Od tej pory jest bardzo ponuro..
W rejonie Siwego Wierchu, przy szlakach dojściowych znajdują się takie tabliczki.. Są bardzo pomocne, gdyż umożliwiają dokładne określenie swojej aktualnej pozycji w terenie..
Wąska ścieżka żółtego szlaku stopniowo obniża swą wysokość...
W środku lasu decydujemy na chwilę usiąść na pniakach i przekąsić coś..
Niżej trawersujemy jeszcze zbocze Wielkiego Ostrego Gronia (Velky Ostry Grun - 1216 m.n.p.m)...
O 12:55 wychodzimy z lasu.. Mijamy między innymi ostrzeżenia przed niedźwiadkami (ponoć dosyć często pojawiającymi się w tych rejonach) i tabliczkę informującą o sezonowym zamknięciu szlaku..
Teraz pozostaje dojść tylko do centrum Zuberca...
Po półgodzinnym marszu wzdłuż potoku Pribisska docieramy w okolice hotelu "Tatrawest".. Zerkamy po raz ostatni w stronę zamglonych szczytów...
I tak o 13:30 jesteśmy przy skrzyżowaniu z szosą do Zwierówki.. Miejsce to nosi nazwę Razcestie Prte... Od momentu wyruszenia z parkingu minęło więc 6 godzin...
Cóż zrobić.. Żegnamy deszczowe Taterki ciesząc się, że zdecydowaliśmy dziś rano wyruszyć w góry.. Stracilibyśmy inaczej kupę fantastycznych wrażeń ;) 
W ciągu kilku minut dochodzimy do centrum wsi, gdzie tradycyjnie już jemy obiadek w Orawskiej Chacie, smacznej karczmie z przysmakami słowackiej kuchni.. Świętując udany dzień, czekamy przy okazji na autobus do Zwierówki, aby odebrać samochód.. Gdy przyjeżdżamy na parking po autko trafiamy na szalejącą burzę i ulewę.. Potwierdziły się zatem prognozy parkingowego...
DO ZOBACZENIA :)

3 komentarze:

  1. Za to między innymi bardzo lubię zimę, że na prognozach nie pojawiają się błyskawiczki ;) Warunki rzeczywiście zrobiły się na widowiskowe, takie, jakie bardzo często występują po deszczu/burzach w górach. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uroczy post. :) zdjęcia o rożnym przekroju. Och.... te tajemnicze góry owiane mgłą...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie wyglądają te góry ponad przelewającymi się chmurami :)

    OdpowiedzUsuń