Z plecakiem i śpiworem w... krainę skałek, połonin i bezludnych zakątków, czyli Wielka Fatra cz. IV - Ploska

CZ. IV (SEDLO PLOSKEJ - PLOSKA - CHYZKY - KONIARKY - SALAS POD SUCHYM VRCHOM)
W doskonałych nastrojach o 11 dotarliśmy na przepiękną Przełęcz Ploskiej lub jak kto woli Sedlo Ploskej. Szerokie obniżenie między Czarnym Kamieniem, a Ploską położone na wysokości 1396 m.n.p.m, w ten lekko mówiąc, pochmurny dzień, ujmowało swoją pustką i nieskazitelnością... W sezonie jest to jednak jedno z tych miejsc, gdzie można spotkać turystów (co w wielu rejonach Wielkiej Fatry nie jest codziennością), gdyż przebiega tędy popularny szlak z Liptowskich Rewuczy...
Szlaki dojściowe na Przełęcz Ploskiej:
- zielony Szlak zielony - z Gronia 0:30, w drugą stronę również, z Rakitowa 1:30, w drugą stronę 2:00
- zielony Szlak zielony - trawers Ploski (niebezpieczny zimą) z Schroniska pod Boryszowiem 0:55, w drugą stronę 1:05
- żółty Szlak żółty - z Ploski 0:20, w górę 0:30
- żółty Szlak żółty - z Wyżnej Rewuczy 1:30, w dół 1:00
Widok znad siodła w kierunku Czarnego Kamienia i Rakitowia...
Z przełęczy zaczynamy łagodnie podchodzić w kierunku niewidocznego szczytu Ploskiej...
Droga biegnie pośród intensywnie zielono-żółtych hal pozbawionych jakiejkolwiek wyższej roślinności... Nastroju dodaje pochmurna aura, która sprawia, że jest tu jeszcze bardziej tajemniczo i odludnie...
Podchodzenie na Ploskę na fotkach wygląda na wiele trudniejsze i mozolne niż jest to w rzeczywistości ;) Tak naprawdę, wymaga tyle wysiłku od piechura co nic :)
Im bliżej szczytu, tym robiło się bardziej zimno.. W końcu zmuszeni byliśmy pozapinać kurtki i zapiąć kurtki bo zaczęło pierońsko pizgać ;) Wiedzieliśmy, że z ploskowych widoków będą nici ale nie przypuszczaliśmy że zastaniemy tam taki chłód...
W trawach tradycyjnie widać sasanki alpejskie...
O 11:20 szczytujemy na zwornikowej Ploszce (1532 m.n.p.m), która znajduje się dokładnie w punkcie łączącym dwa fatrzańskie ramiona: turczańskie i liptowskie... Moim zdaniem - obok Czarnego Kamienia i Rakitowa najbardziej rozpoznawalny ze szczytów Wielkiej Fatry, prezentujący się ze wszystkich stron świata nadzwyczaj imponująco :) Tak jak mówiłem we wstępie wielkofatrzańskim, jest to prawdopodobnie najbardziej lawinowy ze szczyt na Słowacji! Tak, tak, nie dajcie się zwieść pozorom, ten płaski jak stół moloch jest w zimie nawiedzany przez dziesiątki lawin! Dlatego też, na okres zimowy omijajcie szlaki: zielony i niebieski, trawersujące wierzchołek, z uwagi na przebieganie przez obszary bezpośrednio zagrożone występowaniem lawin.
Na Ploskę dotrzemy szlakami:
- żółtym Szlak żółty - z Przełęczy pod Ploskiej (sk. Sedlo Ploskiej) 0:30, w dół 0:20, z Wyżnej Rewuczy 2:00, w dół 1:20
- czerwonym Szlak czerwony - z Chaty pod Boryszowiem 0:45 w dół 0:30, z Jaworzyny 1:45, w drugą stronę 1:30
- czerwonym Szlak czerwony - z Chyżek 0:45 w dół 0:30, z Ostredoka 1:50 w drugą stronę 1:55
Na Plosce zastajemy tylko piździawkę :) Dlatego też decydujemy się szybko ją opuścić...
Schodząc ze szczytu napotykamy jakieś wątłe widoczki...
I pozostawiona za plecami Ploska...
W niezwykle wesołym nastroju, docieramy w pobliże przełęczy Chyżki (Chyzky; Kysky - 1340 m.n.p.m)...
I krajobraz rozciągający się wokół przełęczy.. Hale, lasy, a przede wszystkim pustka.. Żadnych niepożądanych ludzkich hałasów, tylko człowiek i góry...
Pogrążony w chmurach Boryszów (1510 m.n.p.m)...
W oddali Koniarki (Koniarky - 1377 m.n.p.m) i schowany w szarych obłokach masyw Ostredoka...
Po 25 minutach drogi z Ploski, dochodzimy do rozstajów na Chyżkach.. Jest prawie południe, a my pomalutku zbliżamy się do naszego celu.. Wcześnie, ale z uwagi na niepewną pogodę nie chcieliśmy ryzykować spotkania burzy na szlaku, a po drugie, nie chcieliśmy przy tak słabej pogodzie, zdobywać Ostredoka :> Dlatego, mając taką możliwość, odłożyliśmy to na kolejny dzień :)
A Chyżki to kolejny węzeł turystyczny na naszej trasie.. Krzyżują się tu:
czerwony Szlak czerwony - z Ostredoka 1:10, w drugą stronę 1:25, z Kriżnej 2:00, w drugą stronę 2:15
- czerwony Szlak czerwony - z Ploskiej 0:30, w drugą stronę 0:45, z Chaty pod Boryszowiem 1:15, w drugą stronę również
- niebieski Szlak niebieski - do Chaty pod Boryszowiem 1:00, w drugą stronę również (szlak trawersujący szczyt, choć oficjalnie niezamykany, jest w zimie śmiertelną pułapką!!!)
- żółty Szlak żółty - z Wyżnej Rewuczy 2:30, w dół 2:00 
Boryszów z Chyżek..
Gdzieś z oddali do naszych uszu dolatywały dzwoneczki i leciutkie beczenie owiec.. W Wielkiej Fatrze pasterstwo ciągle funkcjonuje i można spotkać na swojej drodze stadka owiec, a co za tym idzie i jakiegoś psa pasterskiego ;) Ale miejsc w których prowadzony jest wypas, jest stosunkowo niedużo i dotyczy to w zasadzie rejonu Ploski...
Z przełęczy ruszamy dalej.. Po drodze mijamy niewielką wychodnię skalną i na moment wkraczamy w las...
Tu już bardziej "beskidzko" :) Odcinek Chyżki - Koniarki...
Dalsza wędrówka nie wymaga żadnego wysiłku.. Przechodzimy przez niewybitne, częściowo zalesione garby, czasem uważnie śledząc znaki, gdyż ścieżka gubi się...
Powoli poprawia się pogoda, chmury podnoszą się i przestaje wiać... Na wschodzie nieśmiało pokazują się Starogórskie Wierchy...
Przekraczamy jeszcze jeden garb i oto jesteśmy już na Koniarkach (1377 m.n.p.m).. Stąd bliżej już na Ostredok niż na Ploskę, natomiast do naszego celu, Szałasu pod Suchym Wierchem bardzo niedaleko... 
Na Koniarkach z czerwonym Szlak czerwony szlakiem graniowym krzyżuje się szlak żółty Szlak żółty z Niecpalskiej Doliny (rozstaje Balcerzowo) - czas przejścia z dołu 1:45, w dół 1:00.. 
Jeszcze jeden "garbik" i dalej znajduje się już pogrążony we mgle Suchy Wierch (Suchy Vrch - 1550 m.n.p.m) a przed nim, w przełęczy, szałasik, a właściwie chatka, w której spędzimy dzisiejszy wieczór i noc :)
Po chwili dostrzegamy w oddali już naszą chatkę, ale tu czeka nas spore zaskoczenie.. Czyżby konieczna była przeprawa przez pole pokrzyw?? Popatrzyłem na krótkie spodenki, swoje, Krystiana i Mosia i roześmiałem się, wyobrażając sobie po tej przeprawie czerwone, spuchnięte nogi :> Zresztą, by the way, przypomniała mi się od razu pamiętna przeprawa z Ujsoł na Zapolankę i czarny szlak, po którym nogi Krystiana zmieniły kolor skóry na intensywną czerwień ;)
Jest 12.40 gdy docieramy do Szałasu pod Suchym Wierchem (sk. Salas pod Suchym Vrchom) położonym na wysokości 1375 m.n.p.m. Przyjemnie i zachęcająco prezentujący się szałas, a właściwie chatka, która może pomieścić do 20 osób, oczywiście posiadających własny śpiwór. Moim zdaniem, bardzo dobrze wyposażona, posiadająca nawet garnki, naczynia, czy przybory kuchenne :D, Oczywiście jest kominek, jest stół przy którym można usiąść, wreszcie są prycze z materacami (na poddaszu same materace)... Całej naszej trójce na początku wszystko przypadło do gustu i z niemałą radością zrzuciliśmy plecaki, od razu napalając w piecu.. Jedyną wadą tej chatki, jest fakt że jest oddalona o 200 metrów drogi od źródełka (co nie jest też oczywiście jakąś straszną wartością xD) ale jeśli się nie posiada dużych pojemników na wodę, to częste chodzenie bywa męczące... Zresztą nie było to za naszych czasów jakieś obfite źródełko :) 
Pierwsza godzina minęła nam bardzo spokojnie.. Rozgościliśmy się, rozpaliliśmy i zaczęliśmy gotować jakieś smakowitości, tym razem byliśmy już "burżujami" :D, bowiem zamierzaliśmy sobie ugotować najprostsze, ale jakże wykwintne w naszej sytuacji ;> spaghetti. Mieliśmy sos pomidorowy, tak tak ;), a ponadto jak wiecie, również i całkiem sporo różnego rodzaju kiełbasy, każdy wziął bowiem jakąś ze sobą. Jak prawdziwi masterchefowie, zabraliśmy się z wielkim bananem na twarzy do gotowania, bo znaleźliśmy w chacie najważniejszy składnik każdego spaghetti, makaron xD który zresztą niebezpiecznie szybko zbliżał się do końca terminu przydatności do spożycia i... mało efektowną, czyt. pomarszczoną i lekko ciemnawą cebulę... Ale cóż, głód był silny :p i te wszystkie ingredienty zabraliśmy ze sobą wrzucając w zamian do spiżarni chatkowej kilka gorących kubków i innych nudli i tego pieroństwa (jak ktoś się wybierze, to może jeszcze znajdzie xD). Kiełbaskę elegancko pokroiliśmy, cebulkę okroiliśmy :) i gdy już wszystko się smażyło lub woda na makaron w garnku się gotowała, my tymczasem standardowo, na woodstock style ;) zaczęliśmy od chińskich zupek.. Krystiana wysłaliśmy po dodatkową wodę, a ja z Mosiem zasiedliśmy przy stole z chęcią spożycia posiłku. Z zadowolenia zatarliśmy ręce, podnieśliśmy łyżki do ust... Ale nie zdążyliśmy się nacieszyć niebiańskim smakiem zupki, wywołanym efektem miliona wspomagaczy i innego rodzaju E-cośtam :O Mosiu bowiem szturchnął mnie i z niezadowoleniem rzekł: Jakiś dziadek tu idzie... Odruchowo spojrzałem przed chatę i rzeczywiście zauważyłem.. dziarskiego osobnika w wieku lat 60 z rumianą twarzyczką i siwiuteńką brodą, który z niewiadomych dla nas wtedy przyczyn, gdy zauważył dym z komina, zaczął biec w kierunku chaty.. Towarzyszyła mu kobieta w średnim wieku i... tak oczywiście nie mogło być inaczej.. wesoła, może ośmioletnia dziewczynka, której krzyki słychać było z kilkudziesięciu metrów... Patrzyliśmy na tą gromadkę z podniesionymi do połowy ust, łyżkami, bowiem drzwi od chatki były otwarte, a stół był tak usadowiony że wszystko można było obserwować. Ale wracając do owego jegomościa... Wbiegł on w podskokach do chatki, rozglądając się i zaglądając we wszystkie możliwe zakamarki, czy aby ta dzisiejsza młodzież niczego nie wyniosła... A gdy spostrzegł leżący na stole makaron, zaczął wrzeszczeć, że to JEGO, natomiast co do naczyń nie omieszkał nam przypomnieć, że te talerze należy oddać... Najzabawniejsze było natomiast to, że ów jegomość wyprosił nas na poddasze :d Nie poprosił abyśmy się stamtąd wynieśli, tylko wulgarnie wyprosił :D I pewnie sami byśmy zaproponowali, że my spać będziemy na górze, coby cała ta nieszczęsna ekipa nie musiała po drabinie wchodzić na poddasze, ale zostaliśmy hmm.. uprzedzeni i na dodatek chamsko wypieprzeni.. Krystiana, mistrza ciętej riposty, któremu nawet nauczyciele w liceum nie dawali rady, wciąż nie było, a ja nie miałem ochoty na dyskusje, zresztą rozumiałem co 20 słowo z tego co mi facet brzdąkał nad uchem... Gdy po 30 minutach wrócił Krystian z wodą i zobaczył na tarasie zamiast Mosia, siwego jegomościa o wyglądzie Dziadka Mroza, omal się nie wywrócił z tą wodą :D Zdołał tylko coś wymamrotać, postawił wodę i prysnął na górę, gdzie oczywiście ciepełko z kominka nie docierało xD...
A spaghetti? Koniec końców nie wyszło :(...
Nieco rozdrażnieni daliśmy sobie spokój na jałowe dyskusje i zdecydowaliśmy się skorzystać z klarującej się pogody i na moment opuścić przychatkowy, przejęty xD teren.. Na początku wracamy więc na czerwony Szlak czerwony szlak, by popatrzeć na masyw Zwolenia i Niżne Tatry...
Widoczna już teraz w pełni, potężna Ploska...
Obok chatki jest również ciekawa wychodnia skalna z ładnym, luczańskim, widoczkiem :) Samo miejsce przypomina trochę pienińską Sokolicę, chociaż nie ma sosny no i nie ma wstęgi Dunajca :)
Późnym popołudniem, wracamy z powrotem na grań, aby nacieszyć się "wreszcie" świecącym słońcem i widokami.. Byliśmy niezwykle zadowoleni z takiego obrotu sprawy, bo istniała szansa, że kolejny dzień będzie pogodny...
W oddali masyw Polany..
Raz jeszcze Ploska... Nie dane nam było nic z niej zobaczyć, choć mówią, że pod tym względem jest całkiem przeciętna... Cóż może uda nam się to w zimie sprawdzić ;>
Coraz piękniej :)
Przez moment zastanawialiśmy się czy nie przejść się raz jeszcze na Ploskę, by móc podziwiać stamtąd zachód słońca, ale jakoś tak się złożyło, że zrezygnowaliśmy, zresztą Mosia złapał tego dnia lekki kryzysik i nie chcieliśmy go z Krystianem samego zostawiać :)
Popołudnie spędzaliśmy więc dreptając wokół chatki lub siedząc niedaleko rozstajów na Koniarkach, skąd mieliśmy widoki zarówno na Suchy Wierch jak i na Ploskę i Boryszów...
Niemal niewidoczne od rana Niżne Tatry po południu trochę się odsłoniły...
Pasmo Chabeńca schowane w chmurach, widoczna jest natomiast Chochula..
Salatyn i Tlsta..
Nad Suchym Wierchem pogoda również się poprawiła...
Chwilę później przenieśliśmy nasze tyłki kilkadziesiąt metrów dalej, w kierunku Suchego Wierchu... Tu zamierzaliśmy czekać aż do zachodu słońca...
Mała Fatra w oddali...
Boryszów, po raz pierwszy widoczny w całości :)
No i kilka zdjęć zrobionych podczas zachodu...
Szczyt Ploski o zmierzchu...
I masyw Ostredoka...
Po zachodzie słońca, podniosłem się z ławki, zaśmiałem się z całej zaistniałej sytuacji, uświadamiając sobie że to poza jedną osobą, jedyni ludzie których spotkaliśmy podczas naszego dotychczasowego, fatrzańskiego dreptania (co za pech że akurat tutaj) i wróciłem z powrotem do chaty i wraz z wkurzonymi chłopakami, wzięliśmy trochę drewna, rozpalając po zmroku elegancko ognisko..
Dzisiejszy dzień skończył się dosyć wcześnie z uwagi na ograniczone możliwości świętowania wspólnego wyjazdu :D a jutrzejszy zaczął z kolei bardzo wcześnie... Czekała na nas bowiem najwspanialsza część Wielkiej Fatry, wędrówka przez Ostredok, w jak się okazało, słonecznej aurze, na którą już teraz Was zapraszam... Myślę, że pojawi się na blogu dużo szybciej, wszak czasu na pisanie będę miał więcej ;) 
DO ZOBACZENIA

KOMENTARZE

6 komentarze:

  1. Widoki z Ploski i tak są kiepskie, bo jest po prostu zbyt duża i płaska ;-) Trudno stwierdzić, gdzie tam jest wierzchołek, a co za tym idzie nie widać zbytnio okolicy, która "chowa się" za platformą szczytową.

    A jak przyszliście do utulni, to były tam jakieś ich plecaki, czy pojawili się tam później i przegonili nie pasujące im towarzystwo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, no właśnie nikogo i niczego nie było.. Zresztą jak przyszliśmy, było w środku zimno, tak jakby nikt nie palił w kominku od dobrych kilku dni... ;) A cała sytuacja nas zdziwiła bardzo, bo sam najpierw czytałem na hikingu że chata jest bez gospodarza, a Wojto, facet który był chatarem w Utulni Limba -> poprzednia relacja, tylko potwierdził moje spostrzeżenia. Natomiast ów facet zachowywał się jakby to była jego chata, mało tego, wywiesił sobie przed samą chatką... flagę jakąś dziwaczną i co jeszcze ciekawsze ^^ gdy szedł wraz z rodzinką po wodę... zamknął chatę na kłódkę, co też nas naprawdę rozśmieszyło, no bo kurczę, na złodziei nie wyglądamy, a poza tym.. kto i co miałby tam kraść w ogóle?? :D

      Usuń
    2. Różne dziwne sytuacje się zdarzają i różnych ludzi można spotkać ;-)
      Tak, chata jest bezobsługowa, więc stałego gospodarza nie ma. Ale jak wdać niektórzy lubią zrobić sobie prywatną imprezę w niej. No, ale najważniejsze, że i tak spaliście pod dachem :)

      Usuń
    3. I sprawę wyjaśniłem... Parę dni temu wróciłem z zimowego przejścia Wielkiej Fatry :) Ponownie spaliśmy pod Suchym Wierchem no i sytuacja stała się jasna... Otóż w środku, pojawiła się karteczka, mianowicie że ZARZĄDCA SZAŁASU MA PRAWO DECYDOWAĆ O OBSADZENIU WOLNYCH MIEJSC W CHACIE. A zarządcą jest jakieś towarzystwo Styry Nity, które jak się okazuje, po poszperaniu w sieci, wyremontowało sobie szałasik, zastrzegając, że w razie wizyty tamże, mają prawo do zajmowania dolnej części szałasu. http://hiking.sk/hk/fo/92/salas_pod_suchym_vrchom.html
      Trochę to śmieszne że na stronie chatki na profilu nie ma o tym mowy, można co nieco wywnioskować po komentarzach na forum dopiero, albo po tym co zobaczy się na żywo, bo tak, karteczka została napisana w kilku językach, w tym polskim :D
      Co nie zmienia jednak faktu, że pech, że akurat tego dnia musieli sobie przybyć w Wielką Fatrę :D

      Usuń
  2. Poza tym nieporozumieniem to jednak dzień był wspaniały. Piękna i widokowa trasa, samotność na szlaku, cudne głębokie doliny. Niewiele takich miejsc zostało w górach. Pełny kontakt z naturą.
    Świetne zdjęcia, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Te pustki na szlakach urzekają... i nęcą :)

    OdpowiedzUsuń

Back
to top