piątek, 15 lipca 2016

Opowieść o tym, jak Radom zbliżył się do gór - relacja z pierwszego spotkania Blogórsfery


Wszystko zaczęło się jakoś na przełomie lutego i marca. Pewnego dnia mój laptop zapiszczał, oznajmiając mi otrzymanie wiadomości od Gosi, prowadzącej blog Ruda z wyboru. Jak się okazało, wpadł jej do głowy pomysł aby jednego dnia, w jednym miejscu, zgromadziła się sfera polskich blogerów górskich. Ową propozycją podzieliła się z pozostałymi piszącymi o górach i tak o to, w telegraficznym skrócie, powstała - BLOGÓRSFERA :)
Termin, w którym to historyczne, bo pierwsze :D spotkanie miało się odbyć, ustaliliśmy na 9 lipca 2016. Miejsce? Radom.

W Radomiu nigdy wcześniej nie byłem i szczerze mówiąc, gdyby nie owe wydarzenie, to prawdopodobnie nie zależałoby mi, aby to zmieniać. No bo powiedzcie sami ;) Jak oceniać miasto, które obecnie kojarzy się przede wszystkim z lotniskiem-widmem, najbardziej absurdalną polską inwestycją infrastrukturalną XXI wieku, ale także z "chytrą babą z Radomia", czyli starszą panią, zawijającą z wigilijnego stołu trzy butelki oranżady oraz popularnym memem, przedstawiającym budkę informacji turystycznej i podpisanym: "Jeśli kiedykolwiek czułeś się samotny, pomyśl o punkcie informacji turystycznej w Radomiu"? Nie jest to zbyt zachęcające CV, a swoją cegiełkę dołożył mój współlokator, pochodzący notabene z Radomia, który przed wyjazdem ostrzegał mnie przed prawdziwymi kibicami lokalnych drużyn, zwanych: "Radomiakami" i "Broniarzami", którzy w ramach lokalnego patriotyzmu i brackiej, chrześcijańskiej miłości, walczą między sobą na śmierć i życie.
Na ostatni argument przed wyjazdem jednakże machnąłem ręką, w końcu jako Gliwiczanin wojenki między Piastem, a Górnikiem słyszałem na swoim osiedlu przeciętnie co kilka nocy, teraz zaś mieszkając w Krakowie, też zdarza się słyszeć różne, najczęściej prostackie, przyśpiewki na cześć Wisły, bądź Cracovii.
W sobotę 9 lipca, zjawiam się więc na krakowskim dworcu, przychodząc na polskiego busa, tradycyjnie kilka minut przed odjazdem. Ostatnio manewr ten powtarzam, bo ilekroć jadę autobusem z logo bociana, tylekroć przed wejściem trwa gównoburza, przepychanki i walka o  jak najlepsze siedzenie. Tym razem odjechaliśmy bez większego opóźnienia, choć w Radomiu autobus zjawił się kilkanaście minut po planowym przyjeździe.
Na miejscu, obok dworca autobusowego, zauważam Kasię z bloga Szukając słońca, która jak się okazało jechała tym samym autobusem :D Korzystając z okazji, postanawiam podczas spaceru na miejsce naszej blogerskiej zbiórki, podpytać o szczegóły jej ostatniej podróży do Gruzji :) I tak, klucząc jeszcze po okolicach dworca ;P docieramy z kilkuminutowym opóźnieniem na miejsce zbiórki ;)
Miejsce zbiórki - fot. My way to heaven
Aby wzbudzić w nas górskie skojarzenia, Gosia zorganizowała spotkanie na ściance wspinaczkowej. Muszę przyznać, że gdy wszedłem tam po raz pierwszy, to nogi się lekko pode mną ugięły. Nie ma wprawdzie rzeczy niemożliwych, ale "że mamy tam wejść?!".
W budynku, w którym mieści się ścianka, poznaję przybyłych już wcześniej, pozostałych uczestników spotkania, o to oni:
- Gosia (Ruda z wyboru) - organizatorka całego spotkania
- Magda i Tomek (Wieczna Tułaczka)
- Karolina i Piotrek (Życie me)
- Mateusz i Darek (Zieloni w podróży)
- Sylwia i Piotrek (Góromaniacy)
- Agata i Bartek (My way to heaven)
- Ania i Jarek (Czar gór)
- Ania i Mateusz (Zabieszczaduj)
- Krzysiek (Pionowe myśli)
Gosia w krótkim wstępie powitała wszystkich i uroczyście przecięła wstęgę, ogłaszając rozpoczęcie naszego zlotu ;P
DOTKNĄĆ BLOKU
Po kilkugodzinnej podróży aby oprzytomnieć potrzebowałem prawdziwego kopa ;) Dlatego z chęcią postanowiłem zmierzyć się z 17-metrową ścianką. Po uporaniu się z uprzężą i przyjęciu krótkiej dawki podstawowych informacji (wszak była to moja pierwsza przygoda ze ścianką ;P) od Kwaqa, który mnie asekurował, przymierzam się do różowej IV-ki. Mimo wcześniejszych obaw, udaje się ją pokonać w całości, a Piotrek z Góromaniaków ocenia mój historyczny występ na 4,5 :D
No to do góry! ;) fot. Życie me
Droga Uszbo, Matterhornie i Zamarła Turnio - kiedyś nadejdzie ten czas, że złoję Wam tyłki! ;) - fot. Szukając słońca

Ścianka robiła wrażenie czego dowodem jest mina Mateusza :D fot. Góromaniacy
ROZWIĄZAĆ TAJEMNICĘ MORDERSTWA I ODNALEŹĆ KLUCZ
Po dawce adrenaliny na ściance, podzieleni na grupy, jedziemy na "Żeromkę" czyli radomski deptak, gdzie znajduje się escape room "Tkalnia zagadek". Ostatnimi czasy rośnie moda na tego typu rozrywki, kto nie był, koniecznie polecam spróbować. Zabawa w detektywa, który swoim odkryciem, wyjaśni tajemnicze śledztwo, jest przednia, pomaga rozruszać szare komórki, a jednocześnie jest wspaniałą formą integracji.
I choć naszej grupie NIE UDAŁO nam się zagadki rozwiązać ^^ (mój ulubiony studencki mem mi się przypomniał :D) to z pokoju wyszliśmy w świetnych humorach.
 Nasza grupa - Piotrek, Bartek, Kasia, drugi Piotrek ;P, Jarek i ja :) fot. Tkalnia zagadek
Druga grupa w sąsiednim pokoju - fot. Wieczna Tułaczka
GRAŃ, KTÓRA W 57 GODZIN PADŁA
Po wspólnym szukaniu wskazówek, które miały nas doprowadzić do wyjaśnienia morderstwa, wracamy na ściankę. Część z nas próbuje jeszcze swoich sił na ściance (ostatecznie każdy jakąś drogę zrobił), ja z Mateuszem z Zielonych i Anią z Zabieszczaduj, próbuję jeszcze boulderingu, czyli wspinaczki po głazach, bez asekuracji.
Tak mija nam czas do rozpoczęcia prelekcji Andrzeja Marcisza, jednej z najznamienitszych postaci polskiego taternictwa, który na początku lipca 2015 roku, w 57 godzin, dokonał przejścia granią Tatr Wysokich, wspinając się na wszystkie nazwane kulminacje i przełęcze. Jego opowieść wzbogacona wspaniałymi zdjęciami i licznymi anegdotkami, wzbudziła we mnie ogromną tęsknotę za Tatrami i chęć rychłego powrotu w te góry.
W pamięci zostaną mi też miłe słowa, które od taternika mogłem usłyszeć... Dziękuję, Panie Andrzeju!

Andrzej Marcisz na grani Tatr Wysokich - oprawa graficzna palce lizać! - fot. Góromaniacy

I nasz bohater - fot. Ostrowska Photo

Wspólne foto z prelegentem ;) Stoją od lewej: Agata i Bartek (My way to heaven), Magda i Tomek (Wieczna Tułaczka), Andrzej Marcisz, Darek i Mateusz (Zieloni w podróży), Piotrek (Życie me), Sylwia i Piotrek (Góromaniacy), Ania i Mateusz (Zabieszczaduj). Kucają: Gosia (Ruda z wyboru), ja (Morgusiowe wędrówki), Kasia (Szukając słońca), Karolina (Życie me), Jarek (Czar gór). Leży: Krzysiek (Pionowe myśli) - fot. Ostrowska Photo
KIM TAK NAPRAWDĘ JESTEŚ?
 Kolejnym elementem sobotniego spotkania były warsztaty prowadzone przez Magdę Jelonkiewicz-Bałdys z firmy coachingowej Skills Factory. Siedząc w kółeczku, stanęliśmy przed wyzwaniem, z pozoru wydającym się jako łatwe. Kim jesteśmy, co robimy, po co to robimy? Warsztaty okazały się być niezwykle inspirujące i pozwoliły wyciągnąć stertę wniosków, które mam nadzieję uda się wdrożyć w życie.
Z tego miejsca należą się też ogromne podziękowania dla naszej trenerki, za te chwilę zadumania i nie bójmy się tego słowa - wzruszenia ;)
"Dlaczego góry?" fot. Ostrowska Photo
Impresjoniści :) fot. Ostrowska Photo

Każdy każdemu pisze co o nim myśli ;) Fot. Skills Factory
KIEŁBASKI ŁĄCZĄ BLOGERÓW :>
Pełen atrakcji dzień podsumowujemy oczywiście przy grillowanych kiełbasach, zwanych pięknie w blogerskiej gwarze, kiełbatronami ;P i butelkach dobrego piwa ;) W kilka godzin trudno poruszyć wszystkie tematy, dlatego jest kolejny powód, aby tradycję spotkania blogerów przedłużać :))

Noc spędzamy na ściance, można powiedzieć w sali zbiorczej :D
 Wieczorna posiadówa przy piwku i kiełbaskach ;)  fot. Życie me
Nastrój był jak w schronisku! :) Fot. Bartek Kwaq Kwaczyński
Pożegnalna fotka w dniu wyjazdu ;) Gosia, Magda, Karolina, Kinder i ja :) fot. Wieczna Tułaczka
W niedzielę stopniowo się ulatniamy. Pierwotnie sam miałem wyrwać się wczesnym rankiem, na poranny pociąg do Krakowa, aby móc pojawić się na odpytce u pewnego wykładowcy ;p ale kumpel wysłał mi smsa z prośbą aby przełożyć to na wrzesień. Chętnie na to przystaję i ostatecznie decyduję się wracać dopiero wczesnym popołudniem, tak aby przy okazji mieć okazję zobaczenia kawałka Radomia. I mogę to z pełną odpowiedzialnością powiedzieć - wizualnie wolę Radom tak z 10 razy bardziej niż Sosnowiec ;P
 *** 
Na koniec jeszcze trzy słowa:
- do Gosi: Dzięki wielkie za organizację całego tego wydarzenia. Naprawdę jesteś wielka :)
- do ekipy ze ścianki wspinaczkowej: Szacun za klimat na ściance, pomoc i rady, którymi służyliście
- i do blogerskiej ferajny: Bardzo się cieszę, że wziąłem w tym spotkaniu udział i mogłem Was poznać. Koniecznie musimy to powtórzyć :)


PARTNERZY:



SPONSORZY:

Przede wszystkim ogromne podziękowania dla Was, czytelników, którzy wspieraliście akcję na Polak potrafi. Bez Waszej pomocy nasze spotkanie nie byłoby możliwe i jak pisze Wieczna Tułaczka: "Odbyłoby się na dworcu PKP" ;)



PATRONI MEDIALNI:











2 komentarze:

  1. Ja twój występ na ściance, oglądałem już z perspektywy "zdobywcy" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i wbiłeś na przewieszkę :) Następnym razem od niej zaczynam ;)

      Usuń