W poszukiwaniu gorczańskiej jesieni - czyli na Turbacz z Rabki

To był listopad, rok 2014. Trochę czasu od tego minęło, ale pamiętam jak dziś - szybka decyzja o wyjeździe, ekspresowe pakowanko i ucieczka od tonącego w smogu, Krakowa. Miało być trochę jesieni, a ponieważ z tej słyną Gorce, to na dwudniowy wypad wybrałem właśnie je. Jak było? Zapraszam do relacji 😁
Skoro świt zapakowałem się na Łagiewnikach w busa jadącego w kierunku Rabki i po godzinie z niewielkim hakiem, wylądowałem na skraju Beskidu Wyspowego i Gorców, w mieście, w którym byłem pierwszy raz od x lat. Nie miałem wprawdzie jakiejś szczególnej ochoty aby pochodzić po pustej o tej porze, Rabce, ale z zaciekawieniem przyglądałem się parkom, skwerom, alejkom, które jako tako pamiętałem z dzieciństwa gdy byłem tu z rodzicami.
Jeden z budynków w dzielnicy zdrojowej.
Za szpitalem położonym na skraju miasta, spotkałem jakiegoś gniewnie warczącego kundla, któremu widocznie coś się we mnie nie spodobało, a ponieważ była wczesna pora, a pies szczekał jak szalony, to czmychnąłem jak najdalej nie chcąc by pobudził wszystkich wokół 😄 Przyspieszonym krokiem wyszedłem poza zabudowania, gdzie stanąłem przed tabliczką wskazującą schronisko na Maciejowej.  
Poranek na skraju Rabki-Zdrój.
Czerwony szlak prowadził malowniczymi, bezleśnymi wzgórzami, przykrytymi welonem delikatnej mgiełki... 
Krajobraz okolicznych pól.
Lubogoszcz (968 m.n.p.m.) na horyzoncie.
A to już Luboń Wielki (1022 m.n.p.m.) z charakterystycznym przekaźnikiem na szczycie.
***
W miejscu, gdzie szlak robił łuk na południe, wyszedłem znów na otwartą przestrzeń, dostrzegając widowiskowe lasery, które kładły się na zboczach Maciejowej (815 m.n.p.m.).
Wkrótce szlak ponownie opuścił otwartą przestrzeń i zaprowadził mnie do lasu, pnąc się zboczami wpierw Tatarowa (712 m.n.p.m.), a następnie Maciejowej (815 m.n.p.m.), pod wierzchołkiem której, spotkałem czarny szlak z Rabki-Słone. W pobliżu znajdował się niewielki ośrodek narciarski Maciejowa-Ski, i co za tym idzie, przez moment mogłem znów rozejrzeć się po okolicy, dostrzegając tym razem wierzchołki Śnieżnicy (1006 m.n.p.m.) i Ćwilina (1072 m.n.p.m.).
Od tego momentu, aż pod samą niemalże bacówkę, szedłem rekreacyjnym tempem. Zatrzymałem się dopiero na skraju polany, na której umiejscowiona jest bacówka, zwanej Polaną Przysłop, bądź też Polaną Przysłop nad Wierchową.
W oddali majaczyło Pasmo Policy oraz Babia Góra.
Po niecałych dwóch godzinach marszu z dworca autobusowego w Rabce, dotarłem w pobliże Bacówki PTTK na Maciejowej. Ponieważ plan na cały dzień nie był wielce wymagający, zdecydowałem wstąpić do środka, by zamówić coś na drugie śniadanie.
Oprócz samego schroniska, będąc na tamtejszej Polanie Przysłop, nie można przegapić urokliwych widoków na Beskid Wyspowy czy Tatry. Tych drugich wprawdzie przez niskie chmury nie udało mi się dostrzec, ale panorama na beskidzkie wyspy, robiła wrażenie ;)
Od lewej: Luboń Wielki, Szczebel, Lubomir, Lubogoszcz.
Całość (polana + bacówka) tworzy urzekającą całość. W sam raz na weekendowy spacerek z rodzinką - niezbyt męczący, a przy tym widokowy 😊
Po zjedzeniu w bacówce jajecznicy na boczku, wróciłem na szlak. Nie nocowałem wprawdzie, ale po klimatycznej jadalni oceniam obiekt jak najbardziej na plus i chętnie spędzę w nim kiedyś nieco więcej czasu.
Krajobraz Polany Przysłop.
Dalszy odcinek z Maciejowej na Stare Wierchy, poprowadzony między innymi przez szczyt Jaworzyny Ponickiej, można byłoby uznać za nieco monotonny, bo przez cały czas idzie się lasem, niemniej jednak przy panującej wtedy jesieni, która w piękne kolory przystroiła świat, szło się znacznie lepiej.
A oto i Schronisko PTTK na Starych Wierchach, stanowiące jeden z największych węzłów szlaków turystycznych w Gorcach. 
Budynek schroniska wybudowany w pierwszej połowie lat 70. nie grzeszył z zewnątrz urodą, ale co ciekawe schronisko w tym miejscu funkcjonuje od 1931 roku, czyli dużo dłużej niż niedaleka bacówka na Maciejowej 😊
Do środka tym razem nie wchodziłem, ale w ramach przerwy, usiadłem sobie gdzieś z boku, jedząc batonika 😉 Obok było sporo ludzi, zresztą, co tu dużo mówić - to miejsce cieszy się zawsze zainteresowaniem ze strony turystów. Dużym plusem jest również fakt, że z przystanku w Obidowej, zielonym szlakiem, można tu dojść w zaledwie 40 minut. 
Z polany na Starych Wierchach udało mi się dostrzec po raz pierwszy tego dnia Tatry.
Po krótkim odpoczynku, ruszyłem w kierunku Obidowca (1106 m.n.p.m.).
Jedna z malowniczych polan w pobliżu szczytu.
Odcinek między Obidowcem, a Turbaczem, dzięki kolejce z Koninek, niemal o każdej porze roku jest bardzo popularny. Warto mieć to na uwadze, bo przed tłumem tam nie uciekniemy 😉
Polana Rozdziele przed Turbaczem - punkt zwornikowy dla grzbietu Soliska i Średniego Wierchu.
Zanim rozpocząłem końcowe podejście na Turbacz, musiałem jeszcze minąć po drodze rozwidlenie dróg, na którym szlak odbijał na prawo. Tu taka uwaga, że wierzchołek Turbacza można sobie pominąć i zamiast skręcając na wspomnianym rozwidleniu, wystarczy pójść prosto, wyraźną drogą, która doprowadza w pobliże Ołtarza Papieskiego na Hali Turbacz, skąd do schroniska jest kilka minut drogi.
Ponieważ jednak pogoda dopisywała, to zdecydowałem się na wędrówkę przez szczyt, czego nie żałuję, bo Turbacz choć pokryty wiatrołomami, to oferuje ciekawą panoramę Beskidu Wyspowego, Makowskiego czy Żywieckiego. 
Szczyty Beskidu Wyspowego. Widać od lewej Luboń Wielki, Szczebel, Lubogoszcz.
To już z kolei widok w kierunku północnym - oprócz Lubogoszcza, dojrzycie stąd pobliskie Czoło Turbacza i Turbaczyk, za którymi wznosi się szczyt Ćwilina i Śnieżnicy.
To już niemal szczyt 😉
Wierzchołek Turbacza (1310 m.n.p.m.), pokrywa kilka świerków, które mocno ograniczają widok. Szczyt wieńczy również betonowy, 5-metrowy obelisk, krzyż i tablica szczytowa.
O Turbaczu, z uwagi na przywilej najwyższego punktu w paśmie Gorców warto powiedzieć dwa słowa 😉 Nie wiem czy wiecie, ale tworzy on potężny rozróg, czyli inaczej rzecz ujmując, Turbacz w każdym kierunku wysyła przynajmniej jeden grzbiet. Podobna sytuacja występuje w Polsce w Masywie Śnieżnika, gdzie Śnieżnik również stanowi główny zwornik dla całego pasma 😊
Ze szczytu Turbacza szybciutko zszedłem do Schroniska na Turbaczu, w którym planowałem spędzić noc. Jest to jeden z największych PTTK-owskich obiektów w polskich górach i generalnie o miejsce tam nietrudno, zwłaszcza w listopadzie 😊
Po obiedzie wkitrałem rzeczy do pokoju i z samym aparatem ruszyłem sobie na popołudniowy spacer. Najpierw poszedłem w kierunku szczytu Czoła Turbacza (1259 m.n.p.m.), przemierzając po drodze rozległą Halę Turbacz.
Na hali znajduje się ołtarz polowy, gdzie 17 września 1953 roku, Święty Jan Paweł II odprawił mszę dla gorczańskich pasterzy i turystów.
W pobliżu wierzchołka Czoła Turbacza i charakterystycznej wychodni, znajdują się rozstaje, gdzie odbija szlak żółty w kierunku Przełęczy Borek i Kudłonia. Ów szlak pokonywałem ostatnio i także będę go opisywał na łamach bloga.
Hala Długa, Jaworzyna Kamienicka oraz Kiczora widziana z Czoła Turbacza.
I wierzchołek Czoła Turbacza.
W nagrzanych jesiennym słońcem, trawach posiedziałem chwilę, delektując się widokami, po czym wróciłem z powrotem na Halę Długą. Tym razem zamierzałem udać się na Jaworzynę Kamienicką.
Wcześniej jednak, spędziłem kilka chwil na prawdopodobnie najbardziej znanej gorczańskiej hali - Hali Długiej, znajdującej się w siodle pomiędzy Turbaczem, a Kiczorą. Przykuwającym elementem związanym z halą jest przede wszystkim efektowna panorama Tatr, którą Wam jednak pokażę przy okazji zachodu słońca 😉
 Czoło Turbacza z przeciwległej strony 😉
Hala Długa, schronisko na Turbaczu, Turbacz i po prawej Czoło Turbacza.
Z Hali, tak jak już pisałem wcześniej, postanowiłem zrobić sobie jeszcze krótki wypad na Jaworzynę Kamienicką. Wprawdzie zastanawiałem się również nad Halą Młyńską na Kiczorze, ale stwierdziłem że na Tatry jeszcze się napatrzę, za to chętnie powróciłbym w pobliże prześlicznej Bulandowej Kapliczki, za którą się stęskniłem 😊
Po krótkim, niespełna 15-minutowym marszu, dotarłem na szczytową polanę na Jaworzynie Kamienickiej (1288 m.n.p.m.). To moim zdaniem jedno z najbardziej uroczych miejsc w Gorcach, wywierające na mnie zawsze ogromne wrażenie. I to wszystko pomimo braku Tatr na horyzoncie!
Kudłoń leżący po drugiej stronie doliny Kamienicy.
Po powrocie na Halę Długą, mogłem znów cieszyć się spektakularną panoramą Tatr, oświetlonych zachodzącym słońcem.
Hala Długa w świetle zachodzącego słońca...
Słońce chowające się za kopułę szczytową Turbacza.
I jeszcze kolorki krótko po zachodzie...
Wieczór spędziłem w schroniskowej jadalni przy książce i piwie. Przy okazji znów mogłem doświadczyć, że w górach takie małe rzeczy naprawdę cholernie cieszą. Zwykła książka i zwykłe piwo, zero natłoku głupich myśli, zero zmartwień. To było to.
 Ponieważ spałem w pokoju wieloosobowym, trafiłem na kilku innych współlokatorów. Zawsze głupio mi wewnętrznie, gdy wstaję na wschód słońca, bo wiem że budzik, potem moja krzątanina, podczas której zawsze coś spadnie wywołując hałas - wszystkich pobudzi. Wtedy poza mną o poranku nikt się nie na wschód nie wybierał, dlatego gdy tylko budzik zapiszczał, czmychnąłem od razu na korytarz. W świetle czołówki dotarłem do wyjścia i wyszedłem z budynku kierując się na Halę Długą. Tam jeszcze dłuższą chwilę siedziałem, podjadając kabanosy i oczekując nastania brzasku.
Tatry też powoli się budzą 😉
Świt spędziłem na Hali Długiej w całkowitej samotności - tego ranka nikomu ze schroniska nie chciało się wynurzyć dalej niż na taras. Nie narzekałem oczywiście z tego powodu i w całkowitej ciszy, podziwiałem kolory nadchodzącego poranka.
Mgiełki na Podhalu...
Jest i słońce, które pokazało się nad Kiczorą.
Kiedy promienie słoneczne oblewają okolicę, przypominają mi się słowa piosenki Eda Sheerana, stanowiącej soundtrack z Władcy Pierścieni..
Now I see fire, inside the mountain
I see fire, burning the trees
 Te słowa zresztą niemal zawsze przy okazji wschodów/zachodów słońca mi towarzyszą 😌
Pierwsze promienie na polanie Wolnica, stanowiącej najwyżej położoną część Hali Długiej. W dali Kudłoń i Mogielica.
Tatry z pustego (!) tarasu przed schroniskiem 😉
Nie wiem czy to tylko moje zdanie, ale mam wrażenie, że widok na Tatry sprzed schroniska z każdym rokiem kurczy się coraz bardziej. Ciężko już zrobić zdjęcie, na którym świerki nie wchodzą w kadr 😒😒
Po zrobieniu porannej sesji ze wschodu, zjadłem w schronisku śniadanie i zabierając plecak, wyszedłem znów na zewnątrz, przygotowując się do dalszej drogi, którą było zejście do Kowańca.
Pożegnałem wzrokiem schronisko i ruszyłem na południowy zachód w kierunku Bukowiny Waksmundzkiej. Coraz wyżej wznoszące się słońce tymczasem pięknie oświetlało okoliczne lasy :)
Rozjeżdżoną drogą stokową, dotarłem po kilku chwilach na rozległą polanę Długie Młaki, gdzie szlaki zielony i niebieski łączą się z żółtym poprowadzonym przez Bukowinę Miejską. Ten szlak opiszę w innej relacji, jednak już dziś mogę zdradzić, że podobnie jak szlak zielony, jest on wart przedreptania 😊
Polana Długie Młaki - na wprost podążają szlaki: niebieski i zielony, w prawo odbija szlak żółty. Nad okolicą dominują, a jakże, Tatry.
Na Długich Młakach spędziłem kilka minut, a myślę, że mój pobyt tamże trwałby dłużej gdyby nie irytujące nieco słupy wysokiego napięcia.
Łagodnie obniżająca wysokość, ścieżka, po krótkiej wędrówce lasem, wyprowadziła mnie na skraj kolejnej polany, pokrywającej północne zbocza Bukowiny Waksmundzkiej. Jej charakterystycznym elementem jest drewniany domek, uroczo położony na skraju lasu i hali.
W pobliżu, w niewielkim siodle pod Bukowiną Waksmundzką, szlak niebieski odbija na lewo, schodząc do Łopusznej. Ową trasą jeszcze nie miałem okazji się przejść, stanowi więc jeden z planów na przyszłość 😉
Wierzchołek bliskiej Bukowiny Waksmundzkiej (1105 m.n.p.m.) pokrywa rozległa hala, przyozdobiona kilkoma chałupami. Całość, łącznie z Tatrami w tle, sprawia wspaniałe wrażenie i wywołuje natychmiastową chęć zrobienia dłuższej przerwy, co też bezwzględnie uczyniłem 😊
Nieco inny kadr z tego miejsca...
Taterki z rana - za to kocha się Gorce 😊
I do kompletu wersja B&W.
Jeszcze panorama wschodniej części Podhala z Pieninami i Magurą Spiską w tle...
....I można powoli dalej schodzić 😉
Szlak zielony polubiłem wtedy bardzo i do dziś stanowi on jeden z moich ulubionych szlaków w tych górach. Z czystym sumieniem polecam, kto nie był 😉
Kolejną porcję widoków dostarcza Polana Brożek, która wyróżnia się tym spośród pozostałych na zielonym szlaku, że znajduje się tam niewielkie Sanktuarium św. Maksymiliana Kolbego.
Oto i właśnie owe sanktuarium.
Polana jest dobrym miejscem na odpoczynek - tradycyjnie już, do czego przyzwyczaił nas zielony szlak, można się tu rozkoszować wspaniałym widoczkiem Tatr.
Tatry Zachodnie - widać charakterystyczną piramidę Pachoła, sąsiadującą ze Spaloną, a także nieco niższy, dwuwierzchołkowy masyw Salatynów.
Urokliwy to był poranek, nie ma co! 😊
Chwilę później szlak przeszedł jeszcze skrajem Polany Łukusowej, z której pozostało już jedynie pokonać dość niewygodne zejście z osuwającymi się kamolami 😉 
Po dotarciu na skraj zabudowań, szlak przekroczył potok i klucząc między domami, wyprowadził mnie na drogę asfaltową. 
Na zakończenie mojego dwudniowego wypadu czekała mnie więc wędrówka asfaltem w dolinie potoku Kowaniec. Po drodze minąłem jeszcze Długą Polanę, czyli niewielki ośrodek narciarski...
... I kilka minut później dotarłem do pętli autobusowej w dzielnicy Nowego Targu - Kowaniec, gdzie zakończyłem moją trasę. Autobusem miejskim przejechałem na nowotarski rynek, skąd przeszedłem na dworzec, przesiadając się na puściutkiego Szwagra, którym wróciłem do Krakowa.
Z wypadu byłem bardzo zadowolony, ponieważ wszystko dopisało: pogoda, puste, poza drobnymi wyjątkami, szlaki i fantastyczne widoki, które zwłaszcza o poranku drugiego dnia, bardzo pozytywnie nastrajały. Jednak Gorce jesienią to jest to 😉😊

KOMENTARZE

2 komentarze:

  1. Przeglądam Twojego bloga i --- jestem Ci wdzięczna za Twoje wędrówki, opisy, szczegóły topograficzne, no i --- foto...Dzięki ogromne!Dzięki, że Ci się chce tak spędzać czas - i na wędrówkach, i na opisywaniu. Uważam, że powinna powstać książka pt. "Morgusiowe wędrówki" - nie żartuję!!! Pierwsza bym kupiła. I ruszyła jakimś opisanym szlakiem. Mieszkam daleko od gór, nie znam ich tak dobrze, więc chętnie skorzystałabym z takiego przewodnika. Pomyśl o tym!!!!))) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za taki miły komentarz! Cieszę się zawsze niezwykle, kiedy słyszę że moja praca nie idzie na marne i ktoś to docenia. Jeszcze raz bardzo dziękuję i zachęcam zatem do dalszego śledzenia bloga.
      Co do książki, to na razie o tym nie myślę ;) Może kiedyś... Trzeba dobrze wykorzystać młodość i spożytkować siły - kiedyś ich może zabraknąć.
      Pozdrawiam również :)

      Usuń

Back
to top