Graniami Alp Algawskich cz. V - Z Birgsau do Waltenberger Haus


Łańcuch górski: Alpy (Alpy Wschodnie)

Sektor: Północne Alpy Wapienne

Pasmo górskie: Alpy Algawskie

Podgrupa: Allgäuer Hauptkamm

Waltenberger Haus (Dom Waltenbergera) to jedno z najwyżej położonych i zarazem najtrudniej dostępnych schronisk górskich zlokalizowanych na terenie Alp Algawskich. Jednocześnie, pomimo tego, że to najmniejszy z trzech bardzo dogodnie sytuowanych obiektów w tzw. Grzbiecie Głównym (Allgäuer Hauptkamm), to właśnie w tym najłatwiej o miejsce, choć wciąż - o rezerwację warto zadbać z możliwie dużym wyprzedzeniem, znacznie większym niż w przypadku schronisk położonych w innych częściach omawianego pasma górskiego. Klasyczna droga dojściowa do W.H. prowadzi przez niewielką, ale przepiękną dolinę Bacherlochtal. Na szlaku niewielkie trudności techniczne, wynikające głównie ze stromego podejścia, krótko również ekspozycja.

Opisywany odcinek stanowić może również pierwszą część wycieczki na okoliczne szczyty, w tym Hochfrottspitze, Mädelegabel czy Bockkarkopf. 



W Oberstdorfie spędziłem w zasadzie kilkanaście minut (relacja z pierwszej części tamtego dnia TUTAJ), które wykorzystałem na pozostawienie brudnej odzieży w skrzynce bagażowej, krótkie przepakowanie, oraz na zakupy w pobliskim lidlu. Z nowymi zapasami udałem się z powrotem na dworzec i ustawiłem się w kolejce do autobusu linii 7, która pozwala dotrzeć z Oberstdorfu na położoną w dolinie Stillachtal polanę Birgsau, będącą w praktyce punktem startowym dla prawie wszystkich turystów udających się w Allgäuer Hauptkamm, oraz do dolnej stacji kolejki na Fellhorn. Fakt, że autobusy docierają w te rejony powoduje, że "siódemka" jest bez wątpienia oprócz "jedynki" jedną z najważniejszych i najpopularniejszych wśród turystów linii w regionie Oberstdorf-Kleinwalsertal.

Rozpoczynamy kolejną przygodę...


Pomimo popołudniowej pory i takiej wiszącej niepewności co do pogody (na najbliższe godziny prognozy wykluczały burze, ale chmury były brzydkie), wraz ze mną na szlak udawało się sporo turystów - w zasadzie to większość miejsc w przegubowym mercedesie citaro była zajęta. Jak się okazało, znakomita większość pasażerów wysiadła jednak na przystanku zlokalizowanym przy dolnej stacji Fellhornbahn, natomiast w Birgsau, oprócz mnie pojazd opuściła tylko grupka czterech alpinistów, która wyposażona w szpej maszerowała w te same strony co ja.

"Siódemka" wracająca do Oberstdorfu

No dobrze, skoro wysiedliśmy już z autobusu, to może teraz pora żeby wyjaśnić gdzie się znaleźliśmy - Birgsau, Stillachtal, cóż to takiego i przede wszystkim dlaczego warto?

Zacznę od końca, tj. od Stillachtal, jednej z największych i zarazem najgłębszych dolin w Alpach Algawskich. W jej skład wchodzą trzy mniejsze doliny - Warmatsgundtal, Rappenalptal i Bacherlochtal - które liczone łącznie  przekładają się na powierzchnię niespełna 70 km2, co umiejscawia Stillachtal na fotelu wicelidera pośród systemów dolinnych niemieckich Alp Algawskich (przypomnijmy, że na pierwszym miejscu znajduje się podziwiana przeze mnie kilka dni wcześniej Ostrachtal). Jeśli jednak wziąć za wyznacznik różnicę wysokości między najniższym a najwyższym punktem na otaczających graniach, to tu Stillachtal staje się niekwestionowanym liderem - jej wylot znajduje się na 824 m.n.p.m., natomiast najwyższy punkt w jej otoczeniu - wierzchołek Hochfrottspitze wznosi się aż 1825 metrów wyżej. I tu płynnie przechodzimy do kolejnych rekordów związanych z opisywaną doliną - to właśnie w jej otoczeniu znajdują się wszystkie trzy szczyty niemieckiej części Alp Algawskich osiągające ponad 2600 m.n.p.m., w tym właśnie Hochfrottspitze - numer trzy w całym paśmie i jednocześnie niemiecki nr 1, oraz, i to chyba najbardziej osobliwy z rekordów, to fakt, że w otoczeniu Stillachtal - dokładnie to ponad Rappenalptal - znajduje się najbardziej na południe wysunięty punkt (Haldenwanger Eck) terytorium Republiki Federalnej Niemiec.

Ze względu na liczbę schronisk w tym rejonie, wielość szlaków, fenomenalne widoki i wysokogórski krajobraz, którego na taką skalę brak w jakimkolwiek innym rejonie niemieckiej części Alp Algawskich, oczywiście nie muszę dodawać, że wybierając się do Bawarii musicie tu zajrzeć 😏

Piramidalny wierzchołek Linkerkopfu z widocznym, ukośnie poprowadzonym, szlakiem do Rappenseehütte.

Birgsau zaś, to niewielka polana i osiedle pasterskie położone na wys. 956 m n.p.m., nieopodal wylotu dość głębokiego wąwozu, który tworzy spływający dnem doliny potok - Stillach. Na polanie znajduje się trzygwiazdkowy hotel Birgsauer Hof oraz popularna restauracja Alpe Eschbach, gdzie popołudniami licznie przesiadują turyści po zejściu ze szlaków.

Dlaczego zaś turyści tak upodobali sobie Birgsau? Wspomniałem już o składowych, które tworzą rozbudowany system Stillachtal, w tym o Rappenalptal i o Bacherlochtal, a tak się składa, że połączenie tych dwóch dolin znajduje się w sąsiedztwie Birgsau, powyżej wąwozu Stillach.

Obie te doliny są niezwykle popularne, choć Bacherlochtal jest z reguły tylko przystankiem pośrednim dla turystów zmierzających docelowo do Domu Waltenbergera (Waltenberger Haus) i dalej w stronę głównej grani przez którą przebiega granica Niemiec i Austrii, natomiast Rappenalptal ze względu na jej długość często staje się celem samym w sobie - na jej dnie znajdują się aż trzy obiekty turystyczne, co powoduje, że każdy może sobie odpowiednio do własnych potrzeb skonfigurować wycieczkę.

W tej relacji skupiamy się jednak na mniejszej Bacherlochtal, do wylotu której dochodzimy po 15-minutowym marszu z Birgsau idąc po orograficznie wschodniej stronie spływającej nieopodal Stillach. O Rappenalptal przyjdzie mi opowiedzieć kiedy indziej...

Gasthof na polanie Einodsbach

U wylotu Bacherlochtal znajduje się kolejna alpejska polana - Einodsbach - a na niej, jeszcze jeden gasthof. Można by rzec - Alpy Algawskie trenują naszą silną wolę, bo taką stanowczość trzeba w sobie zbudować aby przy tej gęstości przeróżnych obiektów gastronomicznych i obfitości wydobywających się zapachów nie zaglądać do wnętrza każdego z nich. Gdyby się uprzeć to bez wychodzenia ponad 1310 m n.p.m. można w Rappenalptal zahaczyć o aż pięć takich lokali rozlokowanych na długości niespełna sześciu kilometrów 😁

Kapliczka w Einodsbach

Przy tak ostrej konkurencji nie jest łatwo się czymś wyróżnić, choć o gasthofie Einodsbach nie da się po prostu tak o, zapomnieć. Widok na triumwirat Trettachspitze-Madelegabel-Hochfrottspitze, który niespodziewanie nam się ukazuje, gdy wychodzimy na tutejszą polanę po prostu zniewala.

Do tej pory szedłem szybko, ponieważ tempo nadawali pośrednio idący przede mną alpiniści. Ci przez Einodsbach przeszli niewzruszenie, bez żadnego zatrzymania, a ja dłuższą chwilę, w bezruchu, wpatrywałem się w skalne ściany. Gdy trochę ochłonąłem tradycyjnie sięgnąłem po aparat i z wolna przemierzyłem poszczególne partie polany, starając się wyszukać najlepszą perspektywę.

Widok z Einodsbach na "Allgäuer Dreigestirn" czyli Algawski Triumwirat

Co ciekawe widok na "drugą stronę" jest znacznie mniej interesujący ze względu na opadającą po drugiej stronie rzeki wschodnią ścianę Alpsgundkopfu (2176 m n.p.m.) i Griesgundkopfu (2162 m n.p.m.). Nie sposób jednak o szczytach tych nie wspomnieć i ich nie pokazać opisując Stillachtal - tak się bowiem składa, że szczyty te otaczają od południowego-wschodu Warmatsgundtal - trzecią ze składowych całego systemu. Warmatsgundtal również miałem okazję odwiedzić, także w szczegóły nie będę na razie wnikał, dokładniej ją opiszę w innej relacji.

Ruszam do góry. Za mną wschodnie zbocza Alpgundkopfu otaczające od zachodu dolną część Rappenalptal


Wróćmy jednak do Bacherlochtal. Bez wątpienia polubią ją wszyscy ci, którzy nie przepadają za długim dreptaniem dolinami - jej wylot znajduje się bowiem zaledwie 15 minut od przystanku autobusowego, natomiast długość (licząc od grani do ujścia spływającego jej dnem potoku Bacherloch) to niespełna 3,7 km. To naprawdę niewiele, biorąc pod uwagę, że różnica wysokości między skrajnie położonymi punktami wynosi ok. 1570 metrów w pionie, co przekłada się na poziom trudności - tu od samego początku, tj. od Einodsbach czuć, że się podchodzi.

Bacherlochtal polubią także miłośnicy flory - dolina jest prawdziwym górskim ogrodem, nie ma tu żadnej szerokiej utwardzonej drogi czy tym bardziej asfaltu, jest wąska ścieżka poprowadzona pośród bujnych krzewów, co oznacza, że podczas marszu z dużym plecakiem trzeba się trochę przedzierać. Jest też inny minus, który wynika ze wspomnianego wyżej faktu - w kilku miejscach bywa wręcz niemiłosiernie duszno, ponieważ gęste zarośla kumulują wilgoć.

Ogród w dolnej części Bacherlochtal


Nad tym niewielkim zakątkiem (powierzchnia całej doliny to zaledwie 6,7 km kwadratowego) pochylają się najwyższe szczyty niemieckiej części Alp Algawskich. Oprócz Hochfrottspitze (2648 m n.p.m.) są to kolejno: Mädelegabel (2644 m n.p.m.), Bockkarkopf (2608 m n.p.m.), Trettachspitze (2595 m n.p.m.) i Wilder Mann (2579 m n.p.m.), a plejadę tych znakomitości uzupełniają nieco niższe Rotgundspitze (2485 m n.p.m.) i Linkerskopf (2459 m n.p.m.).


Gdy tamtego popołudnia przemierzałem dolinę, ta zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Miałem ją w zasadzie tylko dla siebie, ale nie mogę powiedzieć by panowała w niej pustka, wręcz przeciwnie, Bacherlochtal zdawała się żyć swoim życiem. Za lokalny hałas odpowiadał z jednej strony rwący potok spływający dnem doliny, z drugiej cała gama owadów latających od kwiatka do kwiatka.


Znajdziecie ścieżkę? 😊


Przez większość czasu szło mi się nieźle. Okej, konieczność przechodzenia przez gęste zarośla powodowała zwiększone wydzielanie się potu, ale generalnie żadnych trudności technicznych nie było, a kolejne metry w pionie zdobywało się w miarę przyjemnie. Czas też był cacy.

Ale domyślacie się, że nie mówiłbym Wam o tym bez powodu. Szlak przecinał co jakiś czas potoki spływające ze zboczy Wildengundkopfu (2247 m n.p.m.), co w samo w sobie było wręcz pewnego rodzaju zaletą - wyżej nie znajdowały się już żadne pastwiska, zatrzymywałem się więc za każdym razem, gdy przyszło mi pokonywać strumień, i uzupełniałem płyny.

Jednak za którymś razem dno potoku było pokryte...  wyślizganą i pokrytą szlamem pięciometrową zaspą, której za żadne skarby nie dało się ominąć. Spędziłem więc sporo czasu nawet nie tyle na samym jej pokonywaniu co na zastanawianiu się, jak się na nią wdrapać. Wyzwaniu na szczęście sprostałem, a, uprzedzając fakty, w schronisku dowiedziałem się jeszcze, że podobne niespodzianki zdarzają się w Bacherlochtal bardzo często - strome zbocza są w zimie regularnie nawiedzane przez potężne lawiny, a wąskie dno doliny i spore zacienienie powoduje, że masy śniegu potrafią się utrzymywać przez cały rok.


Ogromną ulgę poczułem znajdując się po drugiej stronie przeszkody, zdając sobie jednakowoż sprawę z tego, że o to po maksymalnie dwóch godzinach od wyruszenia z Oberstdorfu, w którym doprowadziłem do porządku swoje buty, sytuacja wróciła do wcześniejszych standardów 😂

Wszystko jednak wskazywało na to, że tym niecodziennym akcentem pożegnałem dolną część doliny - dalej podejście zaczynało ewidentnie jeszcze bardziej się nasilać, a ja znalazłem się u progu skalnego, ponad którym ulokowany był Waltenberger Haus.

Kolejne atrakcje na szlaku


Przed starciem z serpentynami postanowiłem zatrzymać się nad spływającą w pobliżu wodą i w tych miłych okolicznościach przyrody zjeść jabłko. Ze względu na zbliżające się wspomniane zakosy, było to doskonałe miejsce na wyrównanie oddechu i uzupełnienie płynów, zresztą, po licznych śladach w postaci braku roślinności na pewnym obszarze łatwo można było wywnioskować, że podobnie postępuje wielu turystów zmierzających do Domu Waltenbergera bądź schodzących do Birgsau.

Widok w stronę wylotu doliny z wysokości 1500 m n.p.m. W tle góra Einodsberg (1589 m n.p.m.) słynąca z tego, że właśnie tam w 1482 r. stworzono pierwsze alpejskie pastwiska w całym regionie Allgäu, zaś na kolejnych planach trawiasty Schmallhorn (1952 m n.p.m.) oraz gęsto porośnięte kosówką: Hinterer Wildgundkopf (1955 m.n.p.m) i Vorderer Wildgundkopf (1935 m n.p.m.)


A ten o to próg trzeba będzie pokonać...


No i sam wodospad, który przypominał mi trochę słowacki Skok w Dolinie Młynickiej. Szału jakiegoś nie zrobił na mnie, ale zapewne po opadach wrażenie mogło by być odmienne. 



Przerwa trwała krótko, bo wszechobecne pustki, otoczenie i sama ścieżka zachęcały do dalszej wędrówki. Ruszyłem popędzany wzrastającą ekscytacją, ciekawy tego co wyłoni się przede mną po pokonaniu serpentyn.

I jak tu nie ruszyć w dal taką ścieżką... 


Po kilku minutach nabierająca wysokości ścieżka zbliżyła się do żlebu Schneeloch opadającego spod przełączki rozdzielającej Rotgundspitze od Wilder Manna. Takich momentów, w których można objąć wzrokiem większą część żlebu, jest jednak bardzo mało, mówiąc wprost trzeba bacznie się rozglądać, a temu nie sprzyja strome podejście, łatwo więc sprzyjający moment przegapić.

Żleb Schneeloch, w którym bardzo długo zalega śnieg


Tymczasem nieuchronnie zbliżamy się do progu Vorderer Bockkar, ponad którym znajduje się schronisko


Mi się udało żleb sfotografować, ale duża zasługa w tym braku innych turystów. Nie byłem ponaglany, do zachodu miałem mnóstwo czasu, co pozwalało mi z dużą częstotliwością zatrzymywać się na zdjęcia. Często rozglądałem się na wszystkie strony świata i w pewnym momencie dostrzegłem za swoimi plecami doganiającego mnie, niewiele starszego, jegomościa, który... tachał pod górę rower. 

Już w tamtym momencie ogarnęło mnie zdumienie, choć kulminacja nastąpiło <spojler> następnego dnia, gdy znajdowałem się na grani 😱


O ile wcześniej, podczas podejścia zygzakującą ścieżką, ponad gabarytowy bagaż nie mógł mu utrudniać znacząco drogi, to gdy dotarłem do wąskiej półki skalnej, zacząłem się zastanawiać czy nie poczekać i ostrzec go przed tym co nadchodzi. Szybko jednak doszedłem do wniosku, że facet sobie zdawał sprawę z powagi sytuacji - szedł do góry bardzo szybko, nie zatrzymywał się, zupełnie jakby szedł tędy po raz wtóry.

Eksponowany fragment szlaku


Sam trawers z punktu widzenia przeciętnego turysty nie jest niczym niezwykle trudnym - ot przypomina trochę nową wersję fragmentu słowackiego czerwonego szlaku do schroniska pod Rysami. Jedyna różnica to nieco większa ekspozycja z jaką mamy tu do czynienia, natomiast koncepcja zbudowania stalowych platform ułatwiających wędrówkę, jest bardzo podobna.

Stalowe kładki przymocowane do skał umożliwiają trawers progu


Po tym jak pokonałem próg czekało mnie spore zaskoczenie - soczysta zieleń traw uzupełniana przez różnobarwne kwiaty wbrew moim przewidywaniom na przeszło 1800 m n.p.m. nadal się utrzymywała. Jednocześnie, otrzymałem fenomenalny widok, na szczyt, który wcześniej - czyt. podczas wędrówki dnem doliny - ginął na tle wyższych towarzyszy...

A powyżej progu... Taka nagroda 😍


Zapewne kojarzycie Przylądek Dobrej Nadziei stanowiący jeden z bardziej wysuniętych na południe punktów Afryki... Nazwa ta zawsze wydawała się zawierać w sobie tyle emocji, tyle historii... No ale przylądek dla góromaniaka to jednak nie to samo co góra...

Z myślą o wszystkich innych górskich zapaleńcach, przedstawiam Wam zatem... Zachodni Szczyt Dobrej Nadziei (Westliche Berg der guten Hoffnung - 2388 m n.p.m) wznoszący się w zachodniej grani Hochfrottspitze. Wbrew jednak temu co można byłoby sądzić po jego wyniosłej bryle, jest on wyjątkowo łatwo dostępny - najprostsza droga na jego wierzchołek wyceniana jest na I i jak wynika z prześledzonych przeze mnie cudzych relacji, największym wyzwaniem podczas wędrówki jest tylko i aż dobra orientacja w skalnym terenie.

W cieniu naszego bohatera znajduje się natomiast wyższy "brat" - Wschodni Szczyt Dobrej Nadziei (Östliche Berg der guten Hoffnung - 2415 m n.p.m.), który jest również tym bardziej wymagającym. Obierając drogę normalną musimy sobie w tym przypadku poradzić w terenie trójkowym...


Oprócz tego, że jest podział na zachodni i wschodni szczyt, to funkcjonuje jeszcze termin Berge der guten Hoffnung, czyli po prostu Szczyty Dobrej Nadziei. Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, dla mnie brzmi to szalenie romantycznie, oczami wyobraźni widzę je w wierszu Goethego...


Nic mi nie wiadomo żeby Johann bądź ktokolwiek inny jakoś Szczyty Dobrej Nadziei ujął w swych wierszach, dlatego jeśli tego bloga czytają jacyś cisi (bądź pełnoprawni) poeci, to pozostawiam im możliwość odniesienia się do tego tematu 😄

No ale dobra, czas opuścić kącik poetycki i spuścić wzrok z wyniosłych wierzchołków, ponieważ po pokonaniu progu przez dłuższą chwilę widać fragment Stillachtal - m.in. Birgsau. Takich momentów jest mało, warto więc je rejestrować.

Tam gdzie widzicie beztrosko płynącą rzeczkę, tam zaczynałem wędrówkę


Za plecami mamy natomiast widok na Rotgundspitze, który jest jedyną górą zlokalizowaną w głównej grani w pełni widoczną ze szlaku z Bacherlochtal do schroniska. Choć wysokością wygrywa on z położonym w pobliżu Linkerskopfem, to w bezpośrednim zestawieniu ginie przygnieciony ogromnym cielskiem sąsiada.



Rotgundspitze - to ten taki trapezowaty lekko...

Sam Linkerskopf (2459 m n.p.m.) - jest najwyższym trawiastym szczytem Alp Algawskich i trzecim najwyższym szczytem pasma zlokalizowanym w całości na terenie Niemiec.

Jego masyw pozostaje generalnie niedostępny dla osób poruszających się znakowanymi ścieżkami, a jedynym sposobem, aby się do niego zbliżyć jest spacer trawersującym północne zbocza popularnym szlakiem łączącym Rappenseehütte i Rappenalptal. Pozaszlakowo szczyt da się natomiast zdobyć na wiele różnych sposobów - najprościej z Enzianhütte, jednak nawet przejście granią z Rotgundspitze nie stanowi dużego wyzwania (I/II).


Fragment ogromnego cielska Linkerskopfu

Po paru następnych zakosach moim oczom ukazało się schronisko, i kurczę, szybko stwierdziłem, że dawno nie widziałem podobnie pięknie położonego 😍

Popatrzcie tylko jak ono wspaniale wygląda na tle Zachodniego Szczytu Dobrej Nadziei. 


Do bram schroniska dotarłem kilkanaście minut po szóstej, po upływie trzech godzin i trzydziestu minut od momentu wyruszenia z przystanku w Birgsau. O tej porze sporo osób jadło obiadokolację a ponieważ kwestię pokojów załatwiało się w jadalni, toteż przyszło mi poczekać chwilę zanim zostałem poinformowany co i jak.

Tym razem spałem w 12-osobowym pokoju [lagerze], i choć może to budzić pewne Wasze zdziwienie, to uspokajam, że tej wielkości sale są całkowicie normalne. Ba, bardzo często zdarzają się większe! 😊

Generalnie Dom Waltenbergera jest świeżo wyremontowanym schroniskiem, dlatego gdy go odwiedzałem wydawał się czysty, estetyczny i naprawdę przemyślany. Być może dlatego że chciano tam zmieścić w zasadzie wszystko czego do szczęścia górołazowi potrzeba, to wydaje się on dość ciasnawy, niemniej jednak biorąc pod uwagę, że znajduje się on w miejscu, które mocno ogranicza ew. rozbudowę (strome zbocze), to jest to absolutnie zrozumiałe.

Więcej info na temat schroniska - w informacjach praktycznych na dole posta.

Lager w Domu Waltenbergera


Mimo późnego popołudnia i stosunkowo dużej wysokości, gdy jadłem posiłek na tarasie, to byłem ubrany tylko w lekki polar. Temperatura była znacznie wyższa niż kilka dni wcześniej przy okazji obiadokolacji spożywanej o podobnej porze w Edmund-Probst-Haus.

I właśnie dlatego końcówka tego dnia tak mi zapadła w pamięć. Ciepły bezchmurny wieczór, lekki wiaterek, festiwal kolorów na niebie, do tego zimne piwko w łapce - słowem 10/10  😍 


Mówią, że less is better, więc tym razem pominę sobie komentarze i po prostu zostawię Was z porcją wieczornych fotek... 😎







Gdy zapadł zmrok postanowiłem opuścić taras, na który w pewnym  momencie się przeniosłem, i korzystając z faktu, że schroniskowi goście biesiadowali, wśliznąłem się pod prysznic. Gdy odfajkowałem kąpiel, pomaszerowałem wprost do łóżka, chcąc usnąć niczym pozostali lokatorzy rozpoczną swój koncert. Zasnąłem, ale pośpiech okazał się być bezsensowy, gdyż i tak zostałem obudzony, gdy goście zaczęli przenosić się do pokojów 🙆 Tego wieczora z powrotem do snu tuliły mnie już rytmiczne pochrapywania (jakby nie patrzeć, to też pewien urok gór 😆).

Informacje praktyczne:

Dojazd

Bazą wypadową do Waltenberger Hausu (jak również na większość szlaków w obrębie Stillachtal)  jest wspomniana na początku polana Birgsau, na którą dojedziemy z Oberstdorfu autobusem linii nr 7. Rozkład znajdziecie TUTAJ.

Jeśli chodzi o samochód, to jeśli nie jesteście gośćmi któregoś z obiektów noclegowych bądź gastronomicznych na polanie Birgsau, to maksymalnie możecie dojechać do parkingu pod dolną stacją kolejki na Fellhorn. Tradycyjnie więc odradzam dojazd samochodem z uwagi na fakt, że komunikacja zbiorowa funkcjonuje długo i jest naprawdę sprawna.

Waltenberger Haus

To trzecie najwyżej położone schronisko w Alpach Algawskich. Sytuowane jest na stromym południowo-zachodnim zboczu Zachodniego Szczytu Dobrej Nadziei w masywie Hochfrottspitze na wysokości 2084 m n.p.m. ponad dnem dolinki Vorderes Bockkar urywającej się spod granicznej przełęczy Bockkarscharte.

Schronisko ma bardzo długą historię - pierwszy budynek u wylotu Vorderer Bockkar został postawiony już w 1875 roku, zyskując miano pierwszego schroniska górskiego w Alpach Algawskich. drugiego w Alpach Bawarskich i piątego w całej północnej części Alp Wschodnich.



Początkowo Waltenberger Haus wyglądał tak... źródło

Tamten budynek był jednak bardzo mały - mieścił zaledwie osiem osób - i bardzo szybko został zniszczony przez lawiny. W jego miejscu w 1885 roku - ta data dziś widnieje na tabliczce sekcji DAV przybitej nad wejściem - powstał kolejny, większy obiekt dla łącznie 37 osób, który przez kolejne lata był stopniowo powiększany. W 2017 schronisko doczekało się gruntownej przebudowy i zostało z tej okazji dostosowane do współczesnych standardów, dzięki czemu można je uznać za naprawdę wygodne - oczywiście mając cały czas w świadomości, że mowa o budynku położonym prawie 2100 metrów ponad poziomem morza.

Potem przez długie lata - aż do 2017 roku - tak jak na powyższej pocztówce... źródło

Niestety nie jestem w stanie wypowiedzieć się na temat lokalnego jedzenia, ponieważ akurat tam niczego nie zamawiałem - obiad przygotowałem sobie jeszcze będąc na dole, natomiast kolejnego dnia na śniadanie jadłem kanapki kupione w piekarni w Oberstdorfie. Jedyny mój zakup dotyczył piwa.

W temacie cen noclegów - standardowo - lager, tj. pokój wieloosobowy (są dwa 8- i jeden 12-osobowy) 12/24 euro w zależności od członkostwa AV bądź jego braku; standardowy pokój (dziewięć 4- i dwa 6-osobowych) 18/30 euro.

Wszystkie najważniejsze informacje znajdziecie na stronie internetowej (TUTAJ) i na nią Was odsyłam. Rezerwacje noclegu poczynicie na znanej wszystkim śledzącym wątek Alp Algawskich stronie huetten-holiday.de, czyli TUTAJ.

Czasy przejść*:

Birgsau

Birgsau - Schwarze Hütte 2h15/2h00min
Birgsau - Mindelheimer Hütte (tzw. Drogą Panoramiczną) 4h30min/3h45min
Birgsau - Mindelheimer Hütte (p. Schwarze Hütte) 4h40min/3h50min
Birgsau - Fiderepasshütte 4h30min/3h40min
Birgsau - Waltenberger Haus 3h30min/2h50min
Birgsau - Mädelegabel 5h10min/4h20min
Birgsau - Rappenseehütte 4h00min/3h30min
Birgsau - Hohes Licht 5h40min/4h45min

Waltenberger Haus

Waltenberger Haus - Bockkarscharte 1h00min/0h45min
Waltenberger Haus - Wildengundkopf (p. Mädelegabelkar bez szlaku) 1h20min/1h10min
Waltenberger Haus - Mädelegabel 1h45min/1h30min
Waltenberger Haus - Kemptner Hütte 3h00/3h15min
Waltenberger Haus - Kemptner Hütte (p. Madelegabel) 3h45 min/4h00min
Waltenberger Haus - Bockkarkopf 1h20min/1h00min
Waltenberger Haus - Socktalscharte 1h00min/0h45min
Waltenberger Haus - Rappenseehütte (p. Hinteres Bockkar) 2h50min/2h40min
Waltenberger Haus - Rappenseehütte (p. Bockkarscharte i Bockkarkopf) 3h30min/3h30min

*Podawane na blogu pochodzą z portalu alpenvereinaktiv i mają charakter orientacyjny


źródło: Alpenvereinaktiv

KOMENTARZE

2 komentarze:

  1. Zdjęcia jak zwykle pierwsza klasa, jest czym oko nacieszyć. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Back
to top