Podsumowanie 2019

Bieżący rok dopiero się rozpoczął, minęło zaledwie dziesięć dni, a tyle już się zdążyło wydarzyć - morderstwo gen. Sulejmaniego, eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie i w konsekwencji zwrócenie oczu całego świata na Waszyngton i Teheran, wreszcie katastrofa ukraińskiego boeinga 737, do której doszło najprawdopodobniej w wyniku zestrzelenia maszyny - wszystko to sprawia, że mam nieodparte wrażenie, iż 2019 rok został już gdzieś daleko, daleko z tyłu. Dobrze zatem, że robię na bieżąco notatki, inaczej ze wspomnieniami mogło by być krucho 😂

W minionym roku na szlakach górskich spędziłem zaledwie 23 dni, pokonując w tym okresie 325 kilometrów i 18 tysięcy metrów przewyższenia. Ten najgorszy, od czasu prowadzenia statystyk, wynik, zupełnie mnie jednak nie martwi, bo w międzyczasie uświadomiłem sobie, że swój wolny czas muszę zacząć rozdzielać bardziej sprawiedliwie, i to nie dlatego, że moje dotychczasowe zamiłowanie do gór zaczęło wygasać, a dlatego, że ze względu na bardziej ograniczony czas musiałbym całkowicie zrezygnować z innych zainteresowań.

Ale właśnie dzięki tej drobnej modyfikacji 2019 udało uczynić się bardzo różnorodnym!


No to jedziemy po kolei:

BESKID ŚLĄSKI

Przedostatni semestr studiów był dla mnie cholernie trudny, chyba jednym z dwóch najtrudniejszych na obu stopniach studiów. Konieczność uporania się z trzema dość skomplikowanymi projektami, które wymagały poświęcenia ogromnej ilości czasu, poważnie nadszarpnęły zasoby mojego wolnego czasu, a nadto nałożyła się jeszcze organizacja konferencji naukowej, w którą byłem dość mocno zaangażowany oraz sprawy zawodowe, gdyż tych jak zawsze nie brakowało na początku nowego roku. Doprowadzając kwestię konferencji i rozbudowanych projektów do końca, czułem wewnętrzną potrzebę zerwania się choć na chwilę z Krakowa i, mając jeszcze sesję przed sobą, pojechałem na weekend do Szczyrku aby pojeździć na nartach. Chodzenia po górach nie było tam prawie w ogóle, ale buszowanie na stokach pozwoliło wyrzucić z siebie trochę negatywnych emocji. W dzień szusowałem, a w nocy na kwaterze przygotowywałem się do egzaminów.

Widok spod Skrzycznego

ATLAS WYSOKI

Po powrocie okazało się, że w międzyczasie uwikłałem się wraz z kilkoma znajomymi z roku w kłopoty związane z zaliczeniem jednego z przedmiotów i szczerze mówiąc niewiele brakło, bym nieoczekiwanie musiał przerwać swoje studia 😐

Jeszcze niepewny przyszłości, w przerwie międzysemestralnej poleciałem do Maroka. Nie wiem czy pamiętacie - w relacji z Mulhacena wspominałem, że obserwując spod szczytu majaczący na horyzoncie łańcuch gór Rif, zapragnąłem następnej zimy wybrać się na Czarny Ląd, w celu zdobycia Tubkalu. Ten "plan" udało się zrealizować; jeszcze w 2018 roku wraz z nadejściem zimy, kupiliśmy z Kamilem bilet do Marrakeszu i pod koniec lutego stanęliśmy na najwyższym szczycie Afryki Północnej.

Pierwszy kontakt z Atlasem i trekking aklimatyzacyjny

Zachód słońca nad Imlil

Poranek na Tizi n'Toubkal z widokiem na Antyatlas

Grupowe zdjęcie na szczycie Tubkala z naszym przewodnikiem i Karolem, który dołączył do naszego teamu na miejscu

JAVORIE/SŁOWACJA

Po powrocie z Maroka miałem dłuższą przerwę od wyjazdów w góry, bo praca i początek ostatniego semestru studiów (a wcześniej jeszcze ostateczne rozwiązanie dręczącego mnie sprzed wyjazdu do Afryki problemu) uniemożliwiały mi harce i swawole. Na początku w kwietniu gościłem krótko w Czechach i na Słowacji, tydzień później w Szwecji, ale w góry pojechałem dopiero wraz z nadejściem majówki, choć niewiele brakowało bym ostatecznie ten czas spędził inaczej - prognoza pogody na ten okres roku była dramatyczna i znalezienie skrawka Słowacji, który zdoła oprzeć się złowrogiej fali deszczów wydawało się niemożliwe. Nieco zrezygnowany trafiłem w okolice Detvy, gdzie rozpocząłem swoją przygodę z Jaworzem - totalnie zapomnianym pasmem górskim.

Północno-wschodni skrawek Jaworza prezentuje się tak. Widok na Masyw Polany

Same Jaworze składa się głównie z łagodnych grzbietów górskich

Pola pełne kwiatów to domena Jaworza

TAJLANDIA PÓŁNOCNA I ŚRODKOWA

W maju, oprócz wizyty w Jaworzu, trafiła mi się uczelniana wycieczka do Lwowa, która pozwoliła nieco lepiej niż dotychczas, poznać to miasto, a następnie wyjazd do Tajlandii, który okazał się moją pierwszą prawdziwą wizytą w Azji - nie ujmując nic Turcji, której poznawanie bardziej kręciło się wokół kompleksów turystycznych aniżeli prawdziwej nuty orientu.

I choć plan zakładał skupienie się na nieco innych atrakcjach królestwa niż góry, to te pojawiały się od czasu do czasu w tle. A że jakby nie było Góry Szan, w których wznosi się m.in. Doi Ithanon, najwyższy szczyt Tajlandii, traktowane są jako przedgórze Himalajów, to pewna ekscytacja z naturalnych względów podczas wizyty w okolicach Chiang Mai mi towarzyszyła 😊

Ogólnie, to wróciłem zachwycony, i szczerze powiedziawszy chętnie się wybiorę do Azji Pd-Wsch. powtórnie. W pierwszej kolejności do Laosu i Kambodży - w drugiej do Mjanmy, którą podczas pobytu w Tajlandii można było w zasadzie nakryć kapeluszem. Tak była blisko 😈

Panorama Chiang Mai 

Park Narodowy Doi Suthep-Pui, okolice Chiang Mai

 Pogranicze Tajlandii i Mjanmy

W Parku Narodowym Kui Buri

GORCE

Krótko po zakończeniu ostatniej w życiu sesji miałem już zaplanowany wakacyjny wyjazd, a tuż przed jego nadejściem postanowiłem wyskoczyć w Gorce w celu małego sprawdzenia kondycyjnego. Po raz czwarty miałem okazję przejść się fantastycznym, jednym z moich ulubionych beskidzkich szlaków, na Kudłoń, i dalej przez Turbacz i Obidowiec zejść do Rabki.

Przy okazji czekała mnie "jagodowa uczta", ponieważ przypadkowo trafiłem w Gorce chyba w najlepszym możliwym momencie - kiedy jagody już były dojrzałe, ale jednocześnie mieszkańcy okolicznych wsi jeszcze nie zaczęli ich masowo zbierać. I tak całe długie kwadranse obżerałem się owocami 😍

Szałas na Polanie Podskały

Pogranicze Gorców i Beskidu Wyspowego. Strasznie lubię to miejsce!

ALPY ALGAWSKIE

Cztery dni później, wraz z Kamilem i Krystianem, jechałem już w stronę Lechtal nie mogąc uwierzyć, że wracam w Alpy Algawskie. Obiecałem sobie wprawdzie rok wcześniej, że w te okolice wrócę, ale kruchość tych obietnic czułem podświadomie z tyłu głowy i raczej nie wierzyłem w rychły powrót. Zaiste, przy wyborze wakacyjnego kierunku konkurencja była naprawdę sroga, zwłaszcza, że do wyjazdu musiałem przekonać także chłopaków. A oni, tak jak zresztą podejrzewałem, na początku nie byli wcale do końca przekonani. No bo, co tam Niemcy, co tam Alpy, których wierzchołki ledwo przekraczają 2500 m.n.p.m. Nie, nie miałem im tego za złe, gdyż ja także nie znając tych terenów dobrze, podchodziłem do nich z pewną rezerwą. Kamil i Krystian finalnie i tym razem mi zaufali, a ja utwierdziłem się w przekonaniu, że Alpy Algawskie są kapitalnym miejscem na letni urlop.

Alpy Lechtalskie o zmierzchu...

Trekking wschodnią granią Rothornu

Wschód słońca ponad Fiderescharte

Wyborny zachód słońca nad Rappensee

BLOGÓRSFERA

Po powrocie z niemiecko-austriackiego pogranicza w moje rodzinne górnośląskie strony przyjechali przyjaciele ze studiów, chwilę wolnego przeznaczyłem zatem na pokazanie im tego i owego. Nastał sierpień, i nadszedł najwyższy czas aby zabrać się za pisanie pracy dyplomowej. Stąd przez ponad miesiąc nigdzie nie wyjeżdżałem, wyjątkiem była kolejna edycja "Blogórsfery", która na przełomie pierwszego i drugiego tygodnia września odbyła się w Zakopanem, w ramach Spotkań z Filmem Górskim. Podobnie jak w ubiegłym roku, miałem zaszczyt poprowadzić prelekcję, tym razem na temat Alp Algawskich. Frekwencja dopisała, humoru i górskich rozmów nie zabrakło, w przeciwieństwie do wyjść na tatrzańskie szlaki 😂😂

Pamiątka z ubiegłorocznych SzFG

BIAŁE KARPATY 

Po powrocie z Zakopanego zaczęły się nerwy związane z oddaniem pracy, a w czwartym tygodniu nastąpił wyczekiwany egzamin dyplomowy. Gdy tylko porządnie się wyspałem, wsiadłem w pociąg i pojechałem ponownie na Słowację, kontynuować swój mało oficjalny projekt poznawania mniej znanych rejonów tego kraju. Wędrówki piesze po górach stanowiły tym razem małą cząstkę, ale kolejne pasma udało się odwiedzić.

Na początek - wspomniane wyżej Białe Karpaty. Pasmo, podobnie jak Jaworze, bardzo mało znane, chociaż przynajmniej regularnie przez Polaków widywane, co wynika z faktu, że doskonale widoczne jest z autostrady Żylina - Bratysława, jak również z drogi krajowej nr 55, którą często rodacy jeżdżą ze Śląska do Wiednia i Bratysławy aby uniknąć konieczności kupowania winietki na czeskie lub słowackie autostrady.

W każdym razie - w Białe Karpaty koniecznie muszę wrócić, i widzę tu dobrą propozycję na majówkowy wyjazd - kto wie, czy sam z niej nie skorzystam. 

To naprawdę piękne tereny!

Pogranicze Białych Karpat i Małych Karpat (Malé Karpaty). Te drugie wraz z najwyższym szczytem Zaruby (Záruby), widać na horyzoncie


Białe Karpaty to w dużym stopniu trochę bardziej wyrośnięte Morawy Południowe

WYHORLAT

W ramach tego samego wyjazdu znalazłem się także na przeciwległym krańcu Słowacji. Przy okazji włóczęgi po Zemplinie, w ramach której odwiedziłem m.in. Humenne, Vranov nad Toplou czy Michalovce, zajrzałem nad Zemplíńską Šíravę, czyli ogromny zbiornik wodny, stanowiący popularny wśród Słowaków kierunek weekendowy, który pod koniec września zionął totalną pustką, co, biorąc pod uwagę liczne w okolicy zamienione w ruinę domy wypoczynkowe ze słusznie minionej epoki, okazało się być nieco przygnębiającym doświadczeniem. Było pusto, zimno, ale... interesująco. Nie żałuję, że poświęciłem czas by tam dotrzeć, ciekaw jestem ogromnie jak sytuacja wygląda w lecie. No i muszę oczywiście więcej czasu poświęcić na sam Wyhorlat - wtedy miałem okazję jedynie zrobić krótki spacer w zachodniej części gór.

Równinny krajobraz Zemplinu, a w oddali Slańskie Wierchy (Slanské vrchy)

Wyhorlat obserwowany z brzegów Zemplíńskiej Šíravy
RUMUNIA

W ramach uczczenia zakończonej sukcesem obrony, na początek października zaplanowałem wyjazd do Rumunii, którą już w 2017 roku planowałem ponownie odwiedzić - tym razem jednak przemieszczając się wyłącznie pociągiem. Plan był ambitny, ale do zrealizowania jak najbardziej z uwagi na skład wyjazdu - towarzyszyły mi bowiem... wyłącznie osoby związane z koleją 😄 Ojczyznę Daków zjeździliśmy w ciągu przeszło tygodnia wzdłuż i wszerz, począwszy od ziem znanego mi już z powodu wcześniejszych trzech wyjazdów Siedmiogrodu, poprzez ziemie Mołdawii, Dobrudży, Wołoszczyzny, Banatu i Kriszany, aż wreszcie także i Maramureszu. Zgubiliśmy się w labiryncie średniowiecznych uliczek Sybina, zobaczyliśmy kwitnące Jassy, poczuliśmy tętno Bukaresztu, stanęliśmy w Orszowej - na przeciwległym krańcu Karpat, przekonaliśmy się o tym, że za paręnaście miesięcy na mapie Rumunii pojawi się kolejna perełka - Oradea... I tu postawię kropkę, bowiem jakiś opis tego niezwykłego wyjazdu prędzej czy później się pojawi 😊

A ponieważ Rumunia to przede wszystkim góry, to ich podczas tych dni nie zabrakło! Wprawdzie w większości przypadków spoglądaliśmy na nie z dołu, ale przynajmniej teraz wiem, gdzie w pierwszej kolejności jechać 😎

Masyw Postavaru Mare

Chłodny poranek w okolicach rezerwatu Lacul Mandra, południowy Siedmiogród

"Powrót", południowy Maramuresz

Pogranicze gór Tibles i Gór Rodniańskich. W tle sam Pietrosul Rodnei, najwyższy szczyt Karpat Wschodnich.
Valea Viseului - gdyby wziąć pod uwagę położenie tej wsi, można by stwierdzić, że to rumuński "koniec świata". Od zachodu góry, od wschodu góry, od północy knebel w postaci pilnie strzeżonej granicy z Ukrainą i szeroka Cisa - jedyny sposób by tu dotrzeć to linia kolejowa lub przeciętnej jakości droga z Petrovej.

MAŁA FATRA

Długa nieobecność spowodowana wyjazdem do Rumunii zaowocowała małą ilością wolnego czasu w drugiej połowie października i w listopadzie. Dlatego, gdy za oknem świeciło piękne słońce - jesień przecież była w tym roku taka wspaniała - siedziałem przy komputerze i pracowałem. Na następny wyjazd musiałem zaczekać do czwartego tygodnia listopada - wraz z Krystianem i jego kolegą Mateuszem pojechaliśmy w Luczańską Fatrę. Tak, tak, na Wielką Łąkę.

Pogoda w tamten weekend była bardzo dynamiczna. W ciągu dwóch dni mieliśmy w zasadzie wszystko - lato, jesień, zimę; opady deszczu, śniegu, ostre słońce i ekstremalnie silny wiatr. Wróciliśmy bardzo zadowoleni.

Skałka (Skalka), Kozioł (Kozel) i Sulowskie Wierchy (Súľovské vrchy)

Zachód słońca na Wielkiej Łące (Veľká lúka)

Oszronione źdźbła traw pod Veternym (Veterné)

Krywańska Fatra ze szlaku na Minczol (Minčol)

NIŻNE TATRY

Bardzo się cieszę, że po raz kolejny, już piąty z rzędu, udało się również wyjechać w okresie poświątecznym. Można zatem rzec, że wyjazdy w czwartym tygodniu grudnia stały się już zatem tradycją! 😁

Tym razem kilka dni między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem spędziłem wraz z Kamilem i Arturem w Kralovoholskich Tatrach. Warunki dopisały - znaleźliśmy w górach wspaniałą zimę - a ponadto w nietuzinkowych warunkach ujarzmiliśmy słowacką "królową niepogody", czyli Królewską Halę.

Wisienką na torcie całego wyjazdu było jedno z tegorocznych widm brockenu, które zobaczyłem nieopodal głównego wierzchołka. Tak fantastycznego nie widziałem nigdy!

Majestatyczny masyw Królewskiej Hali (Kráľova hoľa) widziany z oddali

W 2019 roku widziałem widmo brockenu siedem razy

Na wierzchołku Królewskiej Hali

Zmierzch nad Krywaniem, Krótką, Ostrą i Soliskiem

PODSUMOWUJĄC
  • Odwiedziłem 11 krajów, w tym cztery zupełnie nowe - Maroko, Tajlandię, Mołdawię, Szwecję (nigdy wcześniej nie byłem w Szwecji, sic! 😂)
  • W minionym roku sukcesywnie kontynuowałem projekt poznawania Słowacji, oczywiście z pomocą pociągów. W sumie przejechałem na pokładzie dziesiątek słowackich pociągów trochę ponad 2000 kilometrów, a uwzględniając również działania z 2018 roku, to tych kilometrów nazbierało się prawie 5000. Dziś mogę spokojnie stwierdzić, że z wyjątkiem pewnych fragmentów Słowacji, głównie położonych na wschodzie, ten kraj i poszczególne jego atrakcje - wyłączając góry, bo te pozostały wciąż w dużym stopniu "nieprzechodzone" - już całkiem przyzwoicie poznałem. Relacje ze szlaków mają priorytet, ale jak znajdę chwilę, to parę wniosków postaram się przelać na papier.
  • Oprócz Słowacji, wraz z grupą znajomych spełniłem także inne swoje marzenie, które narodziło się w 2017 roku, czyli objechanie Rumunii pociągiem. Wyszła z tego fantastyczna kolejowa wycieczka po Europie Środkowo-Wschodniej, przy okazji odwiedziliśmy też fragment Czech, Słowacji, Węgier, Mołdawii i Ukrainy. Żelaznymi szlakami tych krajów pokonaliśmy w ciągu 12 dni ponad 5000 km.
W 2020 rok wkroczyłem wiedząc, że czeka mnie mnóstwo nowych wyzwań - lada moment zmieniam swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania, a to spowoduje przymusową zmianę nawyków wyjazdowych. Nie mam więc na razie żadnych konkretnych planów na góry, jeśli miałbym usilnie coś wskazać, to chętnie po raz trzeci wróciłbym w Alpy Algawskie. Serio.


Trochę rzeczy w moim życiu się zmienia, ale jednego możecie być pewni - relacje będą się co jakiś czas dalej pojawiały. Już niedługo zaproszę Was w kolejną wirtualną podróż!

KOMENTARZE

4 komentarze:

  1. Moje numer 1 u Ciebie:
    - relacja - wszystkie z Alp Algawskich
    - fota - ta z widmem Brockenu z Tatrami w tle

    💚💚💚💚💚

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Skadi, tych relacji z Alp Algawskich jeszcze trochę będzie, więc mam nadzieję, że będziesz zaglądać :D
      A widmo pod Królewską Halą było rzeczywiście wspaniałe. Krzyczałem jak głupi do aparatu, gdy je zobaczyłem, bo akurat wtedy padła mi bateria :D Bałem się, że zniknie w trakcie wymiany, ale nie, nie zniknęło, trwało przez dobre dwie minuty <3

      Usuń
  2. Rok bardzo bogaty w podróże, powstały świetne zdjęcia i relacje. Kiedyś bardzo dużo chodziłem po górach, ale nigdy nie miałem okazji zobaczyć widma Brockenu. Wczasach mojej młodości musiałem zadowolić się górami krajowymi a inne wymagały cudów w postaci nieosiągalnego paszportu, wiz i walut. Dlatego z przyjemnością zaglądam do Ciebie i Skadi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... Dlatego bardzo się cieszę że przyszło mi przeżywać swoją młodość w czasach otwartych granic. Pamiętam wyjazdy z bardzo wczesnego dzieciństwa i kolejki na granicach przed dołączeniem do UE - i bardzo doceniam obecną sytuację. Mam nadzieję, że nikt nie dopuści aby te stare czasy wróciły.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Back
to top