Z sierpniową wizytą w słowackich Tatrach Zachodnich - Wołowiec i Rohacze cz. lII

ORLĄ PERCIĄ TATR ZACHODNICH 


Tatry!... czemuż jak siedzib szukające ptaki,
Myśli moje ku waszej zamarłej pustyni
Lecą przez mgły tęsknoty i marzenia szlaki?
(Franciszek H. Nowicki)
 CZ. III (ROHACZ OSTRY - ROHACKA PRZEŁĘCZ - ROHACZ PŁACZLIWY - NOHAVICA - SMUTNE SEDLO - PROSTREDNY GRUN - POD HOMOLKOU - ZIARSKA CHATA)
Parę minut po pierwszej pokonaliśmy komin w szczytowej partii Ostrego Rohacza, skąd po trawkach dotarliśmy na wierzchołek... Pierwszy z Rohaczy padł więc naszym łupem i o 13:10 podziwialiśmy już panoramę, która jest jednak nieco mniej rozległa niż z Wołowca...
Rohacz Ostry (Ostry Rohac - 2084, czasem 2088 m.n.p.m) - północno-wschodni z Rohaczy, jeden z najładniejszych szczytów Tatr Zachodnich... Zbudowany jest z granitów, podobnie jak jego sąsiad Rohacz Płaczliwy... Podwójny wierzchołek, oddzielony Rohacką Szczerbiną w przeciwieństwie do wielu szczytów Tatr Zachodnich sprawia smukłe wrażenie... Ostry Rohacz oddziela Smutną Dolinę od Doliny Jamnickiej, której część zwana Rohackim Kotłem leży 300 metrów bezpośrednio poniżej wierzchołka...

Piramidalny Płaczliwy...
Stawy Rohackie i jakaś taka strasznie duża przestrzeń Doliny Rohackiej ;)
Ostrego opuszczamy kwadrans po pierwszej - szybko, ale to dlatego, że nie było zbyt dużo miejsca na wierzchołku... Teraz przed nami lekko pochylona bryła Płaczliwego - ostatniego z Rohaczy i ostatniego z dzisiejszych dwutysięczników...
Powoli, aby się nie poślizgnąć, schodzimy ze szczytu i choć widoczki bajkowe, to z przykrością musimy patrzeć pod nogi...
Kocioł Rohacki z Barańcem wspaniale zamykającym widok od południa :)
Końcówka zejścia na Rohacką Przełęcz (1955 m.n.p.m)...
Niewielki komin (ok. 3 m) w którym poradzimy sobie bez większego problemu...
I jeszcze niewielkie zacięcie, które również pokonujemy za pomocą łańcucha...
Niżni Staw Rohacki z tegoż właśnie zacięcia...
I teraz już tylko prosto na Rohacką Przełęcz..
Rohacką Przełęcz (1955, 1963 m.n.p.m) oddzielającą dwa szczyty Rohaczy - Płaczliwego i Ostrego osiągamy piętnaście minut później.. W tym miejscu od północy załamuje się strome urwisko - lepiej uważać...
W dole, w Kotle Rohackim dostrzegam niewielki stawek - Płaczliwy Stawek (Placlive Pliesko)...
W tym miejscu - w zaciszu jako takim Rohackiej Przełęczy postanawiamy usiąść na chwilkę, aby odpocząć przed nadchodzącym, stromym podejściem, na wybitny wierzchołek Płaczliwego Rohacza...
Otargańce...
Czekający na nas wierzchołek Płaczliwego, na szczyt którego podchodzi się takim oto zygzakiem :)
W tym miejscu jemy jeszcze po jednej kanapeczce, popijamy gazowaną nałęczowianką i pełni sił za dziesięć pierwsza ruszamy na wierzchołek najwyższego dziś szczytu na grani głównej Tatr Zachodnich...
Smukły, nieco inny niż od przeciwnej strony wierzchołek niższego z Rohaczy i Wołowiec...
Podejście na Płaczliwy jest niewymagające technicznie, ale fizycznie... to dwa różne światy - podejście jest strome, kamieniste i bardzo mozolne... Wyżej spotykamy tabliczkę informującą o odejściu szlaku na Baraniec - czas przejścia stamtąd na ten trzeci co do wysokości szczyt w Zapadnych to 2h...
Po sporym wysiłku jaki włożyliśmy w wejście na szczyt, lekko zdyszani docieramy o 14:10.. Rozleglejszy wierzchołek pozwolił nam na wygodne miejsce do siedzenia i podziwiania, bo pod tym względem Płaczliwy przewyższa znacznie Ostrego...
Rohacz Płaczliwy (Placlive - 2126 m.n.p.m) - jest południowo-zachodnim szczytem Rohaczy, wyższym od Ostrego, lecz jak pisze o nim Nyka: Nie tak śmiałym w kształtach.. Jest zwornikiem dla grzbietu Barańca, w przeszłości wielokrotnie odwiedzanym przez polską elitę tj. Juliusza Kossaka, Karłowicza, Chałubińskiego itd., badany przez Ludwika Zejsznera i Gorana Wahlenberga.. Nazwa szczytu wielokrotnie zmieniana, bowiem wyższego z Rohaczy określano mianem: Zadniego Rohacza, Wielkiego Rohacza, a potem dopiero Płaczliwego... Gdyby bawić się w statystyki najwyższych szczytów Tatr Zachodnich, to Płaczliwy Rohacz zajmuje miejsce w drugiej dziesiątce - 14, zaraz po Kamienistej (2127 m.n.p.m), a przed Krzesanicą (2122 m.n.p.m) ...
Płaczliwy dzięki temu, że jest o 42 metry wyższy od swojego mniejszego brata pozwala podziwiać szersze grono szczytów Tatr Wysokich...
 Tak jak wspomniałem jesteśmy w punkcie zwornikowym dla grzbietu Barańców..
Tam męczyć się będziemy jutro :))
 Rejon Krywania i Krótkiej, a w dali nawet Kończystej - widzianej dziś po raz pierwszy...
 Zbliżenie na szczyty polskiej części Tatr Wysokich - w centrum oczywiście Świnica, która co by o niej nie mówić to prezentuje się najwspanialej :) Kozi Wierch, robi już skromniejsze wrażenie, nie wspominając już o takim chłystku jak Walentkowy :) Z boku chowa się Jagnięcy Szczyt oddalony w linii prostej o 36 kilometrów - na drugim krańcu Tatr...
Ponad Jarząbczym reszta ferajny, ale w większości niedostępna dla zwykłego śmiertelnika :) Co ciekawe widać stąd również Łomnicę, która wystaje zza Lodowej Kopy...
Dolina Żarska, której eksplorację dopiero zaczniemy...
Położony po drugiej stronie Żarskiej Przełęczy, Żarski Stawek (Ziarske Pliesko) o powierzchni 0,09 ha..
Poprzednio zdobyte przez nas dwutysięczniki - Wołowiec i Ostry Rohacz... Pośrodku Kominiarski, a wcześniej Trzydniowiański...
Baraniec, zwany Wielkim Barańcem (2184 m.n.p.m) - brakło nam jednego dnia, aby się w niego wdrapać...
Gruba trójka, a w zasadzie czwórka :) Przysłop Jałowiecki, Banówka, oraz ucięta Hruba Kopa... Nieśmiało wychyla się również trójkątny Pachoł, w rzeczywistości kawał góry ;) o czym się przekonamy jutro...
Relaksacyjna trasa zielonego szlaku przez Rohackie Stawy :) 
Z Płaczliwego zaczynamy schodzenie o 14:20... Na początek taka oto ryska...
Pośród bloków skalnych poniżej wierzchołka Płaczliwego Rohacza...
Gmaszysko Barańców...
Tamte szczyty zostają już na jutro...
Niżne Tatry, które również ciągną mnie bardzo :) Najlepiej zabrać się do nich ze śpiworem - namiot musem nie jest bo po drodze jest kilka prymitywnych chatek - utulni... Ale pięć dni łatwo nie jest znaleźć :)
Szczyty Wielkiej Fatry i Liptowskie Morze, czyli Vodna Nadrż Liptovska Mara...
Kamieniste i męczące zejście z Płaczliwego - stawy kolanowe cicho jęczą :p
Tej Pani nie trzeba chyba przedstawiać :) 
A za zakrętem??
Po zejściu z Płaczliwego przed Smutną Przełęczą czeka na nas garb Nohavicy (2053 m.n.p.m) formalnie jednak szczytem nie będącą...
Smrek i Baraniec podczas zejścia z Płaczliwego...
Ogromna przestrzeń Doliny Rohackiej - tam startowaliśmy przed paroma godzinami...
Nohavica...
Wierzchołek Płaczliwego daleko za nami...
Wkrótce z Tatr Wysokich pozostaje jedynie Krywań :)
Hruba Kopa (2166 m.n.p.m) i Trzy Kopy (2136 m.n.p.m) - niestety nie dziś..
Szeroka Kopa i Zielony Wierch Rohacki - już całkiem rudawe :)
Smutna Dolina - czy smutna przekonam się jutro...
Wkrótce widzimy siodło przełęczy i gdy jesteśmy pewni, że to już koniec przyjemności z granią na dziś to jeszcze przychodzi zaskoczenie ;)
Zejście z Trzech Kop...
Tak właśnie! Konsternację wywołuje 4-metrowy kominek - da się go obejść z drugiej strony, ale ja oczywiście tego nie zrobiłem :P z przyjemnością podsumowałem dzisiejszą przygodę z granią schodząc na przełęcz właśnie nim...
Zaraz, zaraz to o której jesteśmy na przełęczy?? 14:45 wszak to nie wypada o tak wczesnej porze schodzić w doliny :))
Szukamy jakiegoś fajnego widokowego miejsca, niekoniecznie na przełęczy, gdzie co chwilę ktoś schodzi... Popularności tego miejsca nie ma się co dziwić, gdyż to właśnie ona jest najczęściej startem/metą przygody z granią... Podaję jeszcze czasy dojść:
Szlak czerwony - na Banówkę 2:15, w drugą stronę 2:00, na Salatyn 4:45, w drugą stronę 4:30
Szlak czerwony - na Płaczliwego Rohacza 0:40, w drugą stronę 0:30, na Wołowca 3:15, w drugą stronę 2:45
Szlak niebieski - do Schroniska Żarskiego 1:15, w górę 1:40, do ujścia Żarskiej Doliny 2:30, w górę 2:50
Szlak niebieski - do Bufetu Rohackiego 1:30, w górę 2:00
Ach, jak on się pięknie prezentuje! Pysznie, cudnie, wspaniale, rewelacyjnie, absolutnie fenomenalnie!! Baraniec bije na głowę wszystkie inne szczyty w Tatrach Zachodnich (aczkolwiek Starą Robotę też lubię :p)
U-kształtna Żarska Dolina - widać budynek schroniska...
Tak, Rohacze to ta dwójka nieco posępnych Panów :)
Ruszamy wąską i przyjemną ścieżką - tu trawy jakieś mniej pożółkłe...
Wielkie Zawraty - spory kocioł rozciągający się u stóp Trzech Kop, Hrubej Kopy i Banówki..
Szlak ze Smutnej Przełęczy...
Hruba Kopa i Trzy Kopy, a właściwie cztery, patrząc na samotnie sterczącą kopkę po prawej.. Ale tak naprawdę to wzniesienie ma nazwę Smutnej Turniczki...
Dochodzimy do Pośredniego Gronia...
Luźny trawersik, który w czasie oblodzenia może okazać się niebezpieczny..
I już kosówka, niestety :(
Wielkie Zawraty z Pośredniego Gronia - tu akurat część kotła podchodząca pod skaliste szczyty Przysłopu Jałowieckiego i Banówki...
A to co ten płaski szczyt?? Nie chce się wierzyć, ale to Płaczliwy Rohacz :)
Żarska przypadła mi do gustu, a to wszystko dlatego, że wszystko tu jeszcze takie bujne, zielone.. No i ten Baraniec, jakże okazale piętrzy się :)
W tym miejscu siadamy w cieniu kosówki na chwilę.. To ostatnia szansa, kawałek dalej szlak krzyżuje się z bardziej popularnym Szlak zielony zielonym z Żarskiej Przełęczy - tu mamy spokój i widoczki..
Pod pachnącym krzewem kosówki...
Wyciągamy ostatnie na dziś przeznaczone jabłko, które jemy mając przed sobą widok Wielkiego Barańca...
Na szlak powracamy dopiero za dwadzieścia czwarta, choć w takim miejscu przeleżałbym i do zmroku :))  
Przy rozstajach spotykamy kwiaty tojadu mocnego (Aconitum napellus), należącego do rodziny jaskrowatych.. Jest to ładna roślinka, osiągająca nawet do 180 cm wzrostu, ale ze względu na posiadaną akonitynę - alkaloid (najwięcej ma ona zgromadzonego w bulwie) jest to roślina silnie trująca.. Chociaż piękna :) 
Do Rozstajów pod Homolką, zwanego Rozstajami pod Bulą (Razcestie pod Homolkou) docieramy o 15:50.. Tu robi się gwarniej, z racji tego, że szlak zielony jest bardziej popularny wśród turystów.. 
Szlak niebieski - na Smutną Przełęcz 0:40, w dół 0:30, do Bufetu Rohackiego 2:10, w drugą stronę 2:30
Szlak niebieski - do Żarskiej Chaty 0:45, w górę 1:00,  ujścia Żarskiej Doliny 2:00, w górę 2:10
Szlak zielony - na Żarską Przełęcz 0:45, w dół 0:30
Ruchliwy szlak z Żarskiej Przełęczy..
No i cóż nam na dziś pozostało?? Trzy kwadranse drogi do Schroniska Żarskiego :( Posłuchajcie więc na zakończenie paru informacji o tej pięknej, choć nie tak dużej jak systemy sąsiednich dolin - po stronie zachodniej Doliny Jałowieckiej, po wschodniej Jamnickiej i Raczkowej...
Dolina Żarska to walna dolina położona w słowackiej części Tatr Zachodnich, ciągnąca się od wsi Smreczany (Smrecany) po główny grzbiet tej partii Tatr.. Ograniczona jest przez wały potężnych grzbietów - od zachodu Rosochy (1953 m.n.p.m), od północy Banówki, Hrubej Kopy i Płaczliwego Rohacza, a od wschodu przez potężnego Barańca (2184 m.n.p.m)... W górnej części dzieli ją grzęda Pośredniego Gronia (1812 m.n.p.m), którego nieduży grzbiet wysyłany jest z rejonu Smutnej Przełęczy... Długość doliny to 7 kilometrów - powierzchnia 17,5 km kwadratowego, tak jak wspomniałem jest więc znacznie mniejsza od dolin sąsiednich (odpowiednio 33 i 24 km kwadratowe)... Wylot doliny znajduje się na wysokości 900 m.n.p.m, najwyższy punkt otoczenia to oczywiście Baraniec (2184 m.n.p.m), deniwelacja więc wynosi niecałe 1300 m...
Pięknie się zrobiło :)
Po zejściu pierwszej setki w dół, natykamy się na niewielki potok płynący spokojnie z Kokawskich Ogrodów (Kokavske Zahrady)...
Wszystko pięknie, fajnie, ale dlaczego coraz niżej...
Jednak słowackie Tatry Zachodnie są lepsze od polskich... Niestety, cóż zrobić, że mamy ich tak mało :(
Łany wierzbówki kiprzycy wypatrzone ze ścieżki...
Robi wrażenie, prawda?? Rohacze wspaniałe, fakt, ale Baraniec też zasługuje na uwagę ;)
A ten dumnie pozujący szczyt to Przysłop Jałowiecki - dał nam w kość, ale o tym jutro...
Typowo polodowcowe kształty - przekrój doliny w kształcie litery U...
Obracam raz jeszcze głowę, aby popatrzeć na główną grań... Trzy Kopy przybrały zupełnie inną pozę...
Schodzimy w jagody, ale tym razem bez obżarstwa :) 
Rosocha (1953, czasem 1947 m.n.p.m)...
Żarska Dolina i grzbiet Pośredniego Gronia po lewej, który rozdziela w górnych partiach dolinę na dwie części...
I tuż przed samym schroniskiem raz jeszcze przekraczamy potoczek...
Są i zabudowania schroniska...
Rozstaje pod schroniskiem...
O 16:30, a więc po siedmiu godzinach i dwudziestu minutach docieramy do kresu naszej dzisiejszej marszruty - Żarskiego Schroniska... Pokonaliśmy trasę, na którą komputer i mapa przeznaczały 7:15 czystego marszu... Po mimo dużej ilości turystów i wielu odpoczynków wszystko się udało, dlatego z przyjemnością wchodzimy do schroniska, odbieramy pokój i po rozgoszczeniu się siadamy z dużym kuflem kofoli na tarasie schroniska... Podwójna Kapustova Polievka, na drugie oczywiście Vyprazany Syr :* i tak do wieczora spędzamy czas... Zamieniamy kilka słów przy okazji z Czechami i z krajanami, którzy również zdecydowali się spędzić tu noc, a po siódmej kładziemy się spać... Ten dzień nas trochę zmęczył ;)  
Nie czas jeszcze na podsumowanie całego odcinka grani Banówka-Trzy Kopy-Rohacze-Wołowiec, ale szepnę słówko odnośnie samych Rohaczy - jest to odcinek męczący i jest parę eksponowanych miejsc (koń, kominki, rysa) ale mogę z ręką na sercu powiedzieć, że sam odcinek od Jamnickiej Przełęczy do Smutnej Przełęczy taki trudny nie jest... Rohacki Koń pewnie jest najtrudniejszym punktem na tym odcinku, ale mógłbym wskazać kilka miejsc trudniejszych w Tatrach i to nie koniecznie na Orlej Perci... Wydaje mi się, że szlak na Czerwoną Ławkę jest trudniejszy (choć też jego trudność jest często zawyżana) ponieważ tam ten odcinek z łańcuchem jest naprawdę długi i męczący... I tyle, więcej nie powiem, bo jutro końcówka grani Rohaczy, stricte słynna Banówka i Trzy Kopy...A też się działo i były na niej emocje :)
Tymczasem cóż, pozostaje pożegnać dzisiejszy piękny dzień i przed snem, raz jeszcze przejrzeć zdjęcia
... Zasypiamy szybko, bo parę minut po ósmej, ale z drugiej strony co robić bez dzisiejszej technologii :> gdy zapadnie zmrok...
DO ZOBACZENIA

KOMENTARZE

2 komentarze:

  1. Czekam na końcówkę :) A jak tam było w Beskidach? :> Dziś pogoda u nas piękna!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna relacja! Bogata w opisy, zdjęcia... Sama przyjemność czytać.

    OdpowiedzUsuń

Back
to top