Graniami Alp Algawskich cz. IX - Großer Krottenkopf

Łańcuch górski: Alpy (Alpy Wschodnie)

Sektor: Północne Alpy Wapienne

Pasmo górskie: Alpy Algawskie

Podgrupa: Hornbachkette


Kontynuacja wycieczki z Elbigenalp na najwyższy szczyt Alp Algawskich - Großer Krottenkopf - będącej alternatywą dla klasycznej drogi wejściowej wiodącej z Trettachtal przez Kemptner Hütte, gwarantującą samotność na zdecydowanej większości szlaku. Zróżnicowane widoki na szczyty Allgäuer Hauptkamm, zachodnią część Hornbachkette oraz Alpy Lechtalskie. Trasa wymagająca kondycyjnie. Pod szczytem Großer Krottenkopfu, na zejściu z Krottenkopfscharte oraz w pobliżu Birgerkar niewielkie trudności techniczne.




W trakcie naszej kilkudziesięciominutowej obecności na wierzchołku Rothornu nie pojawił się nikt, zatem skąpą, w miarę płaską, powierzchnią nie musieliśmy się dzielić. Ujmujące widoki, o których wspominałem w pierwszej części, były zatem w całości dla nas i wydawało się, że wyzwaniem będzie ruszyć się z tego wybornego punktu widokowego pogrążając w dalszej wędrówce.

A jednak, tego dnia było dosyć ciepło, nasze plecaki dosyć ciężkie, i w rezultacie pochłanialiśmy dużo wody. Dużo za dużo w stosunku do tego co mieliśmy. Zmniejszające się zasoby trochę zaprzątały nam głowy a ponieważ mapa obiecywała poniżej szczytu natrafić na źródło, toteż ostatecznie z Rothornem pożegnaliśmy się bez większych celebracji.

Zejście na przełęcz Gumpensattel

Przez północną ścianę przeprowadziła nas zanikająca ścieżka sprowadzając na przełęcz Gumpensattel (2277 m n.p.m.) rozdzielającą Rothorn od Strahlkopfu (2389 m n.p.m.). Także i ten szczyt da się bez większych problemów zdobyć - z przełęczy to 15 minut w jedną stronę - niemniej jednak z uwagi na wiadome okoliczności zrezygnowaliśmy z tego zamiaru.

Gdybyście jednak byli w pobliżu - to naprawdę polecam, widok trochę różni się od tego jaki zastaniecie z Rothornu, przede wszystkim lepiej widać z niego masywne bryły Ramstallspitze i Krottenkopfu.

Widok z Gumpensattel w stronę Bernhardseck. W tle Alpy Lechtalskie

Gumpensattel i wznoszący się od południa na przełęczą Rothorn

Z Gumpensattel przeszliśmy na zachodnią stronę grzbietu, trawersując trawiaste zbocza opadające do Höhenbachtal. Na tym stosunkowo płaskim odcinku poziom zachwytu nad otoczeniem ponownie zaczął przybierać niebotyczne rozmiary.

Rothorn w pełnej krasie

Drobną łyżką dziegciu były tylko te nieszczęsne butelki na wyczerpaniu... Gdy jednak ścieżka, którą szliśmy, zbliżyła się do żlebu, kazałem chłopakom poczekać i opuściłem się kilkadziesiąt metrów, dostrzegając w pewnym momencie wydobywającą się spod ziemi wodę. Bingo!

Odkrycie mocno nas ucieszyło i aż zachęciło do zrobienia przerwy jedzeniowej. Powiadomiony po powrocie o sukcesie mojej samotnej wyprawy Krystian zaczął podgrzewać resztki płynu, podczas gdy w dwójkę z Kamilem, tym razem uzbrojeni w manierki i butelki, ponownie wyruszyliśmy w stronę wodopoju. Pokonawszy problem wszyscy w trójkę bezpardonowo rozłożyliśmy się na szlakowej ścieżce - w końcu byliśmy w Alpach Algawskich, gdzie można było sobie pozwolić na odrobinę prywaty.


Najedzeni i napojeni ze spokojnym sumieniem kontynuowaliśmy marsz. Skrzyżowanie z innym szlakiem prowadzącym z przełęczy Karjoch kilku minutach można było traktować jako symboliczne zakończenie trawersu Strahlkopfu; teraz po naszej prawicy miały wyrastać ściany wyniosłego Ramstallspitze.

Przez chwilę trwała jednak jeszcze sielanka, a naszą uwagę w całości pochłaniała piękna panorama tzw. Głównego Grzbietu (Allgäuer Hauptkamm) z Algawskim Triumwiratem (Allgäuer Dreigestirn) na czele. Smaczku dodawała srebrzysta nitka potoku Schochenalp przepływającego przez dolinę o tej samej nazwie.

Schochenalptal to orograficznie prawe ramię stanowiące fragment Hohenbachtal, stanowiącej jedną z najważniejszych dolin austriackiej części Alp Algawskich, bowiem rozdzielającej dwie najwyższe podgrupy tego pasma: Główny Grzbiet (Allgäuer Hauptkamm) od Hornbachkette. Hohenbachtal posiada dwa główne ramiona - dłuższe, czyli Schochenalptal i krótsze, lecz posiadające istotne topograficznie znaczenie, gdyż dzielące wspomniane podgrupy, czyli Roßgumpental. Powierzchnia Hohenbachtal wraz z Schochenalptal i Roßgumpental to 22 km kwadratowych, różnica wysokości między najniższym punktem (dolina potoku Hohenbach w Holzgau) a najwyższym punktem (wierzchołek Großer Krottenkopfu) wynosi 1543 metry. Ciekawostką jest to, że mimo stosunkowo niewielkiej powierzchni w otoczeniu doliny znajduje się aż sześć z dziewięciu tutejszych szczytów przekraczających 2600 m n.p.m., co formalnie czyni z Hohenbachtal wraz z dwiema jej górnymi odnogami najbardziej wysokogórską dolinę Alp Algawskich.

Północna część Algawskiego Głównego Grzbietu

Za naszymi plecami między innymi turnia w masywie Strahlkopfu. Na lewo od niej przełęcz Karjoch na którą prowadzi znakowany szlak 

Wraz z rozpoczęciem trawersu Ramstallspitze należy przygotować się na nagłą zmianę krajobrazu - zamiast obficie porośniętych roślinnością zboczy w zasięgu wzroku pojawiają się piargi i płaty śniegu...

Krótki odcinek przez piargi urywające się spod zachodniego wierzchołka Ramstallspitze

Nim jednak przecięliśmy piargi należało się jeszcze zmierzyć z ubezpieczoną stalową liną rynną. Odcinek ten jednak nie przysparza większych trudności, choć oczywiście jak w wielu podobnych, trzeba mieć baczenie na osypujące się kamyczki, których w dolnej partii owej rynny czy też rysy nie brakowało...

Przejście przez piargi poprzedza rysa...


Po pokonaniu piargów osypujących się spod zachodniego wierzchołka Ramstallspitze (2536 m n.p.m.), zwanych Klammle, powróciły wysokogórskie kwietniki. Zmieniła się tylko panorama Algawskiego Głównego Grzbietu - w tym momencie dominował skrajnie położony w tej grupie Kratzer (2428 m n.p.m.).

W końcu pojawił się i on. Dość niespodziewanie, ot, tak, jakby wyrósł zza winkla. Großer Krottenkopf.

Gdy rok wcześniej uciekałem przed burzą trawersując Kratzera miałem mało czasu by mu się od południowej strony przyjrzeć, pamiętałem jednak, że mimo masywnej bryły, raczej nie dawał się poznać jako "dominator". Także i tym razem obserwowany z południowego-zachodu trudno było z pełnym przekonaniem stwierdzić, że należy do niego miano najwyższego szczytu w całym paśmie. I wszakże nie powinno to specjalnie dziwić, bowiem, przypomnijmy, sześć metrów ledwie dzieli naszego lidera od drugiego w tym ekskluzywnym rankingu koleżki, niemniej jednak i tak uważam, że perspektywa jaką znałem dotychczasowo, ta z Daumengruppe lub Hochvogelgruppe, pozwalała spodziewać się nieco większego wow.

Krottenkopf w całej swej okazałości. Z lewej strony widać wspomniany wcześniej Öfnerkar

Oczywiście skłamałbym twierdząc, że nie czuć było, że patrzymy na wysoką górę. W lokalnych realiach Kelletal było czuć jak najbardziej. Problem polegał natomiast na tym, że nie był to bohater ujmujący swym majestatem lub/i gracją ani tym bardziej bohater każący od początku spoglądać na siebie z olbrzymim respektem. Nieregularna bryła, obecność w sąsiedztwie podobnych wysokością szczytów i brak znaków szczególnych. No niespecjalna reklama, a to co ratowało tego gościa, to to, że jego sąsiedzi z tej okolicy również wybitnie się nie wyróżniają 😋

Ale, ale. Rozgadałem się i włączyło mi się chyba przesadne filozofowanie. Jakby to powiedział mój kolega Marek, "uciekłem w didaskalia". Pora zatem płynąć do brzegu.

Oprócz Krottenkopfu w polu widzenia pojawiła się także piramida Öfnerspitze (2575 m n.p.m.) oraz kopulasty Muttlerkopf (2379 m n.p.m.) górujący ponad nieodległym schroniskiem Kemptner Hütte. Cały czas w panoramie był też obecny Ramstallspitze.

Najbliżsi sąsiedzi braci Krottenkopfów: Muttlerkopf i Öfnerspitze (2575 m n.p.m.). Między nimi widać również wierzchołek Krottenspitze - ten jednak jest już nieco bardziej oddalony

I ponownie Ramstallspitze

Samo miejsce otoczone z trzech stron przez pokazywane wyżej 2,5-tysięczniki, nosi nazwę Kelletal i jest najwyżej położoną częścią Roßgumpental, która u stóp przełęczy Madelejoch zmienia swój przebieg z południkowego na równoleżnikowy, wcinając się głęboko między braci Krottenkopfów i Ramstallspitze.

Nie jest to jednak jedyny fragment najwyższej części Roßgumpental - Kelletal posiada bowiem swojego bliźniaka w postaci prawego orograficznie odgałęzienia, w którym znajduje się Öfnerkar.

Gdybyśmy poszli ścieżką widoczną na zdjęciu, to dotarlibyśmy do Kemptner Hütte - jednego z dwóch największych schronisk w Alpach Algawskich

A tą ścieżką przyszliśmy :) Za chłopakami Hochfrottspitze, Madelegabel i Kratzer

Rozstaje w Kelletal, które znajdują się na wysokości 2045 m n.p.m., zachęcają do popasu. Jeśli idziemy w stronę Krottenkopfu, to przemawia za tym zwyczajny rozsądek, zważając na fakt, iż przed nami 600 metrów ciągłego podejścia, jeśli gdzieś indziej - miły anturaż. Można tutaj skorzystać z dobrodziejstw natury - obok płynie wartki strumień, z którego woda może posłużyć do przygotowania herbaty, kawy lub gorącego posiłku.

My przemknęliśmy przez rozdroże bez dłuższego postoju, ale tłumaczyć nas może "popasul mare" na jaki pozwoliliśmy sobie kilkadziesiąt minut wcześniej, dzięki któremu nasze żołądki wciąż odczuwały zadowolenie.

Rozstaje w Kelletal

Ruszyliśmy dziarsko, mając tym razem przed sobą, poszarpaną bryłę Ramstallspitze, z którym to wiąże się niecodzienna historia z pochodzeniem nazwy szczytu. Koncepcji na ten temat usnuto wiele - jedna z nich łączy Ramstallspitze z czosnkiem niedźwiedzim - pospolicie w języku niemieckim występującym pod nazwą Barläuch, ale też Ramsen (stąd Rams-tal -> dolina w której rośnie czosnek niedźwiedzi). Przeciwko tej nazwie przemawia jednak fakt, że w okolicach szczytu nie zaobserwowano w ostatnich latach ani czosnku niedźwiedziego ani nawet czosnku siatkowanego. Jest też inna koncepcja zależna od wskazania wyrazu podstawowego - w przypadku podziału na Ram-stall, pochodzenie nazwy może mieć związek ze słowem barany (niem. Rams) i oznaczać mniej więcej "siedzibę baranów". Jeszcze inna propozycja, zakłada zniekształcenie często używanej w okolicach Holzgau nazwy Rahmstal, oznaczającej dosłownie... "Miejsce, w którym bydło daje szczególnie kremowe mleko dzięki dobrej paszy". Natomiast i ta koncepcja ma oponentów, gdyż, jak zauważa Thaddaus Steiner, z uwagi na trudny teren w okolicy, trudno uwierzyć w wypas krów w sąsiedztwie Ramstallspitze...  


W tym momencie widok Ramstallspitze budzi już pewną grozę


Z doskonałym widokiem na Ramstallspitze dotarliśmy na przeszło 2150 m n.p.m., co można było ustalić po tym, że ścieżka zaczęła przecinać wielkie pola piargów, w których pokonywaniu bardzo pomagały kije trekkingowe. Osypujące się drobne kamyczki z krótką przerwą towarzyszyły nam aż do osiągnięcia Krottenkopfscharte.

Krottenkopfscharte (2350 m n.p.m.) to wąskie wcięcie w południowej grani Hornbachspitze znajdującej się w zachodniej części podgrupy Hornbachkette, rozdzielające szczyt Großer Krottenkopfu (na północy) od Ramstallspitze (na południu). Zbocza po stronie wschodniej przełęczy bardzo stromo opadają w stronę Hermannskar przez co dostęp jest utrudniony; zupełnie inaczej sprawa wygląda po stronie przeciwnej - tu dzięki łagodnemu żlebowi podejście od strony Kelletal jest proste i nie wymagającej wielkiej filozofii.


Chwila przerwy na wyrównanie oddechu

Podejście na wierzchołek Krottenkopfu wymaga powrotu tą samą drogą, dlatego jeśli powtórzylibyście kształt naszej wędrówki, to polecam rozważyć pozostawienie plecaków na przełęczy, tak żeby nie musieć dźwigać ich na szczyt. Zabraliśmy dokumenty oraz butelki z wodą i tak wyposażeni zaczęliśmy podchodzić. 

Widok z Krottenkopfscharte na Krottenkopf - Großer z lewej, Kleiner z prawej

Po opuszczeniu Krottenkopfscharte początkowo krajobraz towarzyszący wędrówce nie zmienił się w stosunkowo do tego co widzieliśmy kilkanaście/kilkadziesiąt minut wcześniej. Po przekroczeniu granicy 2450 m rumosz zaczął stopniowo ustępować a zamiast kijków bardziej przydatne okazały się być własne dłonie.

Krottenkopfscharte i Ramstallspitze

Pierwsze widoki. Sielska Schochenalptal dla mnie wygrywa!

Na przeważającej części drogi szlak prowadzi poniżej ostrza grani, po jej zachodniej stronie. Znaki momentami się gubią, ale omyłkowe zejście z właściwego toru nie prowadzi w ślepą uliczkę - teren jest na przeważającej części na tyle łatwy, że trudno wpaść w kłopoty.


Na znaki warto zwrócić uwagę w pobliżu Kleiner Krottenkopfu (2577 m n.p.m.), ścieżka bowiem obchodzi bowiem ten wierzchołek po stronie zachodniej a po tych manewrach wyprowadza na niewielką przełączkę zlokalizowaną już przed samym Großer Krottenkopfem. 

Pośród bloków skalnych na szczyt. Trudności porównywalne do tych na Hochvoglu

Jeszcze przed rozpoczęciem krótkiej (i łatwej) wspinaczki na grań warto zatrzymać się i spojrzeć na południe - widok z tamtego miejsca w stronę Ramstallspitze zapiera zdecydowanie dech w piersiach, ponadto pozwala prześledzić dotychczasowe podejście z Krottenkopfscharte, której wyżej już nie dostrzeżemy.

W żlebie urywającym się spod przełączki między Kleiner i Großer Krottenkopfem

Jeszcze chwila i dotrzemy ponownie na grań...

Po dotarciu z powrotem na grań bez trudu dostrzec można było krzyż zdobiący wierzchołek najwyższej góry Alp Algawskich. Na tym kilkusetmetrowym odcinku, wieńczącym podejście z Krottenkopfscharte, ścieżka nie opuszczała już ostrza grani, wiodąc w dosyć eksponowanym terenie.

Jest i on!

Chwilę później osiągnęliśmy obszerny wierzchołek zdolny pomieścić z dobre 10 osób. By dotrzeć tu z przełęczy potrzebowaliśmy, jak się okazało, 55 minut. Był to wynik gorszy od prognozowanego przez aplikacje, ale trzeba przyznać, że zatrzymywaliśmy się wielokrotnie, co nie mogło koniec końców nie przełożyć się na cały wynik. Jeśli będziecie się powstrzymywać od zdjęć i postojów - 40 minut w jedną stronę zapewne jest do zrobienia.

Großer Krottenkopf (2657 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Alp Algawskich i jeden z trzech szczytów Hornbachkette przekraczających 2600 m n.p.m., wznosi się w południowej grani Hornbachspitze, ponad dolinami Höhenbachtal i Bernhardstal, przypadając w całości Austriakom (od granicy dzieli go w linii prostej 850 metrów). Z bliska najbardziej imponująco szczyt prezentuje się od strony północno-zachodniej (400-metrowa ściana opadająca do Öfnerkar) oraz wschodniej, z większej odległości najlepiej się nań patrzy od północy. Wedle jednej z koncepcji, acz mało prawdopodobnej, nazwa szczytu, pochodzi od skojarzeń z jego kształtem - w tym wypadku od żaby. W dosłownym tłumaczeniu na język polski oznacza "Wielką Ropuszą Głowę".

Więcej informacji na temat tego szczytu znajdziecie TUTAJ.

Jeśli chodzi o panoramę, to pod tym kątem szczyt trochę mnie rozczarował. Być może, jeśli będzie to jeden z kilku szczytów jaki zdobędziecie, to zawód Was nie spotka, ja jednak z perspektywy trzech wyjazdów czuję pewien niedosyt.

I oczywiście nie zrozumcie mnie źle, panorama z Großer Krottenkopfu jest bardzo rozległa, szczyt znajduje się bowiem niemalże idealnie pośrodku między Hochvoglem a Bieberkopfem - dwoma skrajnymi wysokimi i bardzo charakterystycznymi szczytami Alp Algawskich. To co mi jednak osobiście przeszkadza, to to, że skaliste turnie Allgäuer Hauptkamm od północnej strony generalnie prezentują się mniej imponująco niż od strony zachodniej, a przy takim punkcie odniesienia jakim jest wyższy od nich Krottenkopf, dodatkowo przestają się wyróżniać. Szkoda, bo przy amfiteatralnym układzie grani w tamtym rejonie umiejscowienie Krottenkopfu sprzyja teoretycznie ich podziwianiu. 

To co wzbudza również pewien niedosyt, to panorama Hornbachkette - generalnie mam wrażenie, że ta potężna, majestatyczna grań, pełna szczytów przekraczających 2500 m n.p.m. nie pozwala cieszyć się w pełni jej pięknem w zdecydowanej większości przypadków. Tak jest i w przypadku Krottenkopfu gdzie problemem jest to, że zdecydowana większość szczytów, zwłaszcza tych wyższych (Urbeleskarspitze, Bretterspitze) znajduje się we wschodniej części Hornbachkette, zatem w dużym oddaleniu, przez co jeden wierzchołek przysłania drugiego.

Z największych plusów w panoramie wskazałbym bez wątpienia kapitalny widok na leżące przeszło 400 metrów poniżej szczytu jezioro Hermannskarsee oraz cały kocioł Hermannskar, nieczęsty w tej części Alp Algawskich "rządkowy" układ grani Hornbachkette (co jest zarówno wadą - opisaną wyżej, jak i zaletą), świetną perspektywę na szczyty Peischelgruppe oraz niczym niezmąconą panorama wspomnianego już wcześniej Hochvogla (który jednak niewątpliwe od strony południowej prezentuje się najmniej dostojnie!).

Algawski Triumwirat z Krottenkopfu. Za Trettachspitze dostrzec można potężną ściętą piramidę Großer Widdersteina

Pogranicze Alp Lechtalskich i Lechquellen Gebirge

Inni towarzysze broni z Hornbachkette

Hochvogel jest stąd doskonale widoczny. Relację z wejścia na szczyt znajdziecie TUTAJ

Posiedzieliśmy, pojedliśmy i przez cały ten czas, dobre 30 minut, na tym najwyższym szczycie całego pasma nie pojawił się kompletnie nikt. Jasne, pora była dosyć późna, ale biorąc pod uwagę bliskość Kempten Hütte i Hermann-von-Barth-Hütte, wędrowcy o niecodziennych popołudniowych porach nie powinni stanowić takiego zaskoczenia.

Ze szczytu ewakuowaliśmy się sprawnie, bo zaczęły nadciągać chmury i w obawie przed ulewą bez dostępu do plecaków należało brać nogi za pas. Z powrotem na Krottenkopfscharte byliśmy po niespełna 40 minutach.

Krystian i góry

Czy to Krottenkopfscharte czy sam Krottenkopf - szczyty należące do Peischelgruppe (Muttekopf, Wildmahdspitze, Wilder Kasten, Peischelspitze i Ellbogner Spitze) prezentują się zachwycająco. No i ta Schochenalptal... Muszę się tam wybrać...

Najwyżej położona część doliny, zwie się Schönanger i podchodzi pod zwornikowy Peischelspitze (2512 m n.p.m.)

Gdy wróciliśmy na przełęcz i dobyliśmy z powrotem plecaków znów nieco się rozchmurzyło, co mocno mnie uspokoiło, bo spodziewałem się niełatwego zejścia na wschodnią stronę przełęczy, wymagającego i bez mokrej skały.


Zejście na wschodnią stronę przełęczy przypomina nieco Kazalnicę Mięguszowiecką. Podczas przerwy w przeprawie ubezpieczonym odcinkiem warto zwrócić uwagę na regularną piramidę Marchspitze

Z widokiem na piramidalny Marchspitze (2610 m n.p.m.) ostrożnie rozpoczęliśmy schodzenie. Pierwsze metry, które szlak pokonuje zygzakiem, po ścianie, wymusiły na nas większą ostrożność, niemniej jednak udało nam się sprawnie je pokonać. Po pokonaniu newralgicznego odcinka pozostaje już długi trawers, który można wykorzystać na delektowanie się widokami.

Krajobraz Hermannskar. W głębi, na lewo od Marchspitze, mało wybitne wierzchołki Faulewandspitzen - zachodni i wschodni (Westliche Faulewandspitze i Ostliche Faulewandspitze - odpowiednio 2480 i 2473 m n.p.m.)

Kleiner (z lewej) i Großer Krottenkopf z Hermannskar

Hermannskar to jedno z najchłodniejszych miejsc w Alpach Algawskich - pomimo położenia po południowej stronie grzbietu jest tak szczelnie otoczone przez szczyty, że pokrywa śnieżna potrafi zalegać tu wyjątkowo długo, zaś tutejszy niewielki stawik (wymiary 160 x 100 m) - Hermannkarsee - przeważnie jest skuty lodem.

Otoczenie Hermannskar jest iście wysokogórskie. Od zachodu ponad kotłem wznosi się Kleiner oraz Großer Krottenkopf (ten pierwszy znajduje się bliżej jeziora, więc choć jest niższy, to wyróżnia się mocno w panoramie), następnie Hornbachspitze i pozbawiona jednego wyróżniającego się wierzchołka para Faulewandspitze. Po wschodniej stronie kotła wznosi się majestatycznie smukły Marchspitze, stanowiący ciekawy kontrapunkt dla masywnego Krottenkopfu.

Hermannskarsee przez większą część roku pokryte jest lodem

Z Hermannskar szybko wygonił nas jednak przeraźliwy ziąb. Wróciliśmy na przysypaną gdzieniegdzie ścieżkę i zaczęliśmy podchodzić - tak, podchodzić, ponieważ szlak znad jeziora przeskakuje na zbocza Marchspitze. Notabene zbocza pokryte na przeważającej długości nieznośnymi piargami, których trawers wąską ścieżyną szybko zaczął nas męczyć (powtórzę po raz n-ty, kijki!)

Wytrwale przecinaliśmy jednak kolejne rumowiska, bo widzieliśmy przed sobą oświetlone popołudniowym słońcem ramię, którym podchodziliśmy o poranku. 

Gdy opuszczaliśmy pomału dno Hermannskar, naszym oczom ponownie ukazała się wschodnia grań Rothornu

Rankiem spacerowaliśmy właśnie tam!

Wspominałem że kijki się przydają?

Trawers Marchspitze płynnie przeszedł w trawers Hermannskarspitze (2472 m n.p.m.), niewyróżniającego się na tle sąsiadów swą wysokością, lecz bardzo charakterystycznego z uwagi na swoją rzeźbę, szczytu (o tym jeszcze poźniej). Podążając nieopodal popularnych wśród wspinaczy jego ścian na naszła nas ochota na coś na ząb, zwłaszcza, że pora była mocno obiadowo-podwieczorkowa. Chłód, który wcześniej wykurzył nas z Hermannskar, zniechęcał jednak nadal do dłuższych postojów, dlatego musieliśmy podjąć męską decyzję: gotowania na razie nie będzie, trzeba się zadowolić kabanosem. 😁

Przerwa na kabanoska i lecim dalej 😉

Ten pan (Freispitze) wieczorami jest pięknie oświetlony. Pamiętacie jego zdjęcie z poprzedniego dnia?

Długi trawers (znad jeziora to około 1200 m) kończył się stromym podejściem niewielkim żlebem na przełączkę w grani, z której wzrokiem należało po raz ostatni otoczyć posępne otoczenie Hermannskar. Przy okazji należało odnotować, że jeśli skądeś Krottenkopf prezentuje się naprawdę dobrze, to na pewno stąd.

Definitywnie opuszczamy Hermannskar

Aby trafić do sąsiedniego Birgerkar musimy przejść przez Schafscharte w grani Hermannskarspitze

Po drodze nieoczekiwanie natrafiliśmy jeszcze na śmiało zawieszoną turniczkę w grani, przypominającą mi nieco znanego z Gór Stołowych Małpoluda. Mimo późnej pory nie mogliśmy sobie podarować chwilowego porzucenia plecaków i wspinaczki na szpiczasty wierzchołek - krótkiej, ale wymagającej nieco kombinowania. Wtedy potraktowaliśmy jako pomysł na zakończenie, przypieczętowanie dnia, choć atrakcji tego dnia, jak się później okazało, nie brakowało.

To nic, że robi się późno, tu trzeba jeszcze wejść! 😁

Lubię takie niespodzianki!

Po zrobieniu sesji sturlaliśmy się na drugą stronę grzbietu do sąsiedniego Birgerkar. Ów cyrk lodowcowy, którego szlak prowadzi tak naprawdę tylko skrajem, w porównaniu do pokazywanego parę zdjęć wcześniej Hermannskar, jest bardziej przestrzenny a jego dno bardziej regularnie ukształtowane. Najlepiej jest widoczny ze szlaku na Marchscharte - dwie ścieżki prowadzące na przełęcz obchodzą go w sumie aż z trzech stron.

Ale kar karem - takich, podobnych w sumie do siebie po południowej stronie głównej grani Hornbachkette mamy kilkanaście. Jest jednak coś absolutnie ciekawego - mianowicie "Małe Dolomity".

No i proszę - oto fragment Dolomitów w zachodniej części Hornbachkette

Określenie "Algawskie Dolomity" generalnie na codzień nie funkcjonuje. Niemniej jednak trudno ustrzec się podobnych skojarzeń spoglądając z Birgerkar na, no właśnie, na Hermannskarspitze (tak, to ten sam, który wcześniej trawersowaliśmy) i sąsiadującą z nią wspaniałą turnię Hermannskarturm.

Tu przy okazji w ramach anegdotki można przytoczyć także kilka topograficznych smaczków. W artykule poświęconym Großer Krottenkopfowi wspominałem o historycznych nazwach tego szczytu. A ten początkowo zwany był Hermannkarspitze. A co się wtedy działo z Hermannkarspitze, na który patrzyliśmy?

Na mapach sporządzonego przez Anicha szczyt to Hermans Carls Spiz lecz współcześni topografowie uznają to za pomyłkę. Sama nazwa najprawdopodobniej została zniekształcona - wiadomo, że istniała forma "Oermerskar", która zaś najprawdopobniej bierze się z "Elbmers-Kärle", odnosi się zatem do osób o dosyć popularnym nazwisku Karle najwyraźniej zamieszkujących pobliską miejscowość (Elmen w Lechtal).

Z obecnym Hermannkarspitze wiąże się też nieco inna ciekawa sprawa - na mapach austriackiego kompassu - jest oznaczony kotą 2472 m n.p.m., podczas gdy popularny portal hikr.org, prawdopodobnie za T. Steinerem, określa jego wysokość na, bagatela, 2527 m n.p.m. Ktoś mógłby domniemywać, że 2472 m to w takim razie może wysokość imponującej Hermannskarturm, ale i w tym wypadu dochodzi do drobnych rozbieżności (nie 2472 a 2466 m n.p.m.). Pięć, dziesięć metrów, spoko. Ale 50 metrów? Skąd taka różnica?

Grań przez którą przeszliśmy w rejonie Schafscharte stopniowo opada do Bernhardstal

Ale wracając z naszych rozważań do ścieżki prowadzącej przez Birgerkar. Przejście szlakiem przez skraj kotła a nie jego środek miało jedną niepodważalną zaletę: do minimum ograniczone było przejście przez skalne usypiska, co, przy już naprawdę sporym zmęczeniu o tej porze, miało niebagatelne znaczenie. Przy opuszczaniu Birgerkar trzeba jednak zmusić się do zachowania ostrożności, czeka tam bowiem lekko eksponowany trawers.

A to już przejście z Birgerkar do Wolfebnerkar

Oczywiście dla wytrawnego górołaza widowiskowy fragment nie stanowi żadnego problemu. Nie byłbym sobą, gdybym w tym miejscu nie dodał również, że wyniesiony ponad próg kotła trawers jest kapitalnym miejscem by pożegnać się z majestatyczną sylwetką Marchspitze.

Za nami szerokie dno Birgerkar i, ponownie, Marchspitze. Piękny szczyt, nieprawdaż?

A to jeszcze nasza wcześniejsza droga z Schafscharte. W tle Ramstallspitze, również widoczny po raz ostatni tego dnia

Za kolejnym winklem czekał nas już widok Wolfebnerkar, na progu którego leży Hermann-von-Barth-Hütte. Pora na osiągnięcie schroniska była "odpowiednia", słońce zeszło bowiem już nisko nad horyzont i robiło się naprawdę zimno. Widoki były jednak wspaniałe, wieczerza musiała zatem jeszcze chwilę zaczekać.

Pierwszy opad szczęki: zacnie oświetlona grań Heiterwand we wschodniej części Alp Lechtalskich

Drugi opad szczęki: zachwycające wzory warstw skalnych w rejonie Bockkarspitzen. Również to Alpy Lechtalskie

Był już dziś jeden Muttekopf, tu na ostatnim planie jest kolejny... Tym razem Muttekopf w Alpach Lechtalskich

No i na koniec polecimy klasykiem - widokiem wyniosłego Wetterspitze

Przy schronisku zameldowaliśmy się przed w pół do dziewiątej - ponad dwanaście godzin po tym jak opuściliśmy mury Bernhardseckhütte. Na zakończenie czekała nas, a w zasadzie mnie jeszcze niemiła niespodzianka, bowiem przy zameldowaniu uświadomiłem sobie, że w jakiś tajemniczy sposób wyparowała mi karta alpenverein, a ponieważ nie miałem zapisanego jej numeru - warto to zrobić na wszelki wypadek - to przez kilka długich chwil szukałem jak głupi zasięgu, żeby zadzwonić do kogoś kto będzie w stanie zalogować się na moją skrzynkę pocztową i odszukać maila, w którym ów numer członkowski się znalazł. Sam nie byłem w stanie tego zrobić, ponieważ zasięg był tak słaby, że skorzystanie z internetu było niemożliwe.

Podczas gdy ja nerwowo wyczekiwałem numeru aby uniknąć konieczności płacenia dodatkowych 11 euro, Kamil z Krystianem zaczęli przygotowywać kolację. Tamtego dnia byliśmy wszyscy na tyle zmęczeni, że stroniliśmy zupełnie od gwaru płynącego z jadalni przytulnego schroniska i po zjedzeniu posiłku pomaszerowaliśmy prosto w stronę łazienek, a potem sypialni. W sumie, dokładnie tak jak dzień wcześniej po przyjściu do Bernhardseckhütte 😂

Zdjęcia Hermann-von-Barth-Hütte będą musiały zatem zaczekać, ale nie martwcie się, pokażę je Wam w kolejnej relacji. A tymczasem - do usłyszenia...

TBC

KOMENTARZE

2 komentarze:

  1. Ach, piękna ta seria z Alp Algawskich! Tyle dobroci tam pokazujesz, że mam problem jak ewentualnie ugryźć tam wyjazd, w formule na przedłużony weekend i ewentualnie tydzień. Poradziłbyś coś? Czy spotkałeś się może z informacją, by w Algawskich wytyczono jakiś oficjalny, długodystansowy szlak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiego szlaku, który biegłby na przełaj przez całe Alpy Algawskie i miałby swoją nazwę, to nie kojarzę. Natomiast teoretycznie da się bez schodzenia w doliny zrobić kilkudniową wyrypę - zaczynając w Tannheimer Tal i kończyć w Kleinwalsertal lub w samym Oberstdorfie. Jest to trasa na mniej więcej tydzień (noclegi w Landsberger Hutte, Prinz-Luitpold-Haus, Kemptner Hutte, Rappenseehutte, Fiderepasshutte). Teoretycznie - w praktyce problemem jest to, że schroniska Rappenseehutte, Kemptner Hutte oraz alternatywne - Waltenberger Haus i Mindelheimer Hutte są w sezonie wiecznie przepełnione - nawet teraz przy okazji tegorocznego pobytu - jak wiesz w końcówce września - nie udało mi się dorwać miejsc w Rappenseehutte i Mindelheimer Hutte. Dlatego ja zawsze spędzam max trzy-cztery noce ciągiem w schroniskach, a następnie zakładam bazę gdzieś na dole i stamtąd organizuję jednodniowe wycieczki.

      Na przedłużony weekend to nie wiem czy jest sens przyjeżdżać. No chyba, że przylecisz prosto do Monachium i z lotniska pojedziesz prosto do Reutte lub Oberstdorfu. W każdym innym przypadku dojazd zabiera tyle czasu, że lepiej wybrać bliższe Polsce partie Alp.

      Usuń

Back
to top